Kierowca to nie robot

Ważny jest spokój,  zwłaszcza za kierownicą.

Ważny jest spokój, zwłaszcza za kierownicą.

Skąd my to znamy? Piekło w samochodzie – awantura, nerwy, często o drobiazgi.  Przecież to nonsens, ale tak bywa,  a skutki mogą być tragiczne, bo kierowca to nie robot.

Jest 7.30 rano, rodzina spóźniona, powinni już wychodzić z domu. Szkoła, przedszkole, do pracy trzeba dojechać, a korki będą – jak zwykle w Warszawie. Żona przypomina, aby dzisiaj po pracy mąż odebrał dzieci, bo ona ma ważne spotkanie w pracy i nie zdąży. Mąż nie zgadza się, bo też ma ważne sprawy, nie przypomniała mu wczoraj mógł zadzwonić coś odwołać, przełożyć, a tak to…  Żona dzwoni do mamy – na szczęście może odebrać dzieci, chociaż sama też pracuje. Problem udało się rozwiązać, ale to nie koniec. Jadą, prowadzi mąż, a żona niestety kontynuuje już nieistniejący temat: … że przecież mówiła o tym kilka dni temu, że musi mamę fatygować, że on nigdy nie pamięta, że lekceważy jej pracę itd. itd. Mąż nie jest dłużny i stwierdza, że po prostu zapomniał, że mamie nic się nie stanie, że ma taką pracę itd. itd.

Awantura, przykra wymiana zdań – emocje, nerwy. Żona wysiada, trzaska drzwiami. Mąż rusza „z kopyta”, jedzie stanowczo za szybko, skacze z pasa na pas, notuje, że przejeżdża na czerwonym. Jedzie nieuważnie, jest wściekły, dzwoni telefon, rozmawia, prowadzi jedną ręką – skręt w prawo, pasy, obok auto zatrzymuje się, on nie zauważa niczego, jedzie. Potrąca pieszego, ostre hamowanie, ląduje na latarni. Pieszy w ciężkim stanie, kilka miesięcy leczenia, na szczęście żyje. Sprawa sądowa.

Po tym wypadku mówił, że dostał telefon z firmy, narada już się zaczyna, a jego jeszcze nie ma. Był już zdenerwowany wychodząc z domu, potem przykra rozmowa z żoną i jeszcze ten telefon…  gorzej być nie mogło, ale przecież nie musiało tak być. Wiedział,  że przejechał na czerwonym – powinno go to zastanowić, zatrzymać.

Inny przykład.

Jest już 18.00, listopadowy wieczór, ciemno. Agata wychodzi z pracy, z grupką znajomych, chwilę rozmawiają na parkingu,  żartują. Wsiada do auta,  jest umówiona o 18.30 ze swoim chłopakiem Adamem. Nie jest daleko, korki średnie… zdąży. Zanim ruszyła z parkingu zadzwonił Adam. Przeprasza, ale nie może przyjść na czas, coś w pracy, spotkają się jutro. Trudno. Pada deszcz, Agata zamierza zrobić zakupy i pojechać do domu. Trzy ulice dalej jest sklep spożywczy postanawia tam podjechać. Z daleka widzi znajomą postać Adama, nie rozumie skąd się tutaj wziął, podchodzi do niego jakaś dziewczyna, czule się witają.  Podjeżdża, aby lepiej się przyjrzeć – Adam dostrzega ją. Agata z piskiem opon rusza. Kilkadziesiąt metrów i lekko uderza w zaparkowane auto, nie zważa na to, jedzie szybko dalej, jest na ulicy podporządkowanej nie zauważa znaku, pakuje się pod autobus. Samochód skasowany, ona w szpitalu w ciężkim stanie. Agata przeżyła.

Zadaję sobie – i nie tylko – pytanie: czy musiało tak być? Nie musiało.

Po tym zdarzeniu Agata mówiła, że nie wie jak to się stało, uznała, że świat się zawalił, że jest zdradzana, upokorzona i było jej wszystko jedno co będzie dalej – dodaje, że chyba chciała umrzeć. Ma nadzieję, że zdrowie wróci, nie rozumie swego zachowania i chce żyć. Nie musiało tak być – już stłuczka powinna ją zatrzymać.

Poranne nieporozumienia jakoś zostały załatwione i żona niepotrzebnie ciągnęła rozmowę w samochodzie, to tylko wzbudziło agresję męża. Kierowca ma prawo do spokoju, musi być skoncentrowany na jeździe, a nie na czyimś – przyznajmy – tu zbędnym już gadaniu. W drugim wypadku zazdrość, uczucie wielkiego zawodu, poniżenia zaćmiło rozum. Agata nie zdawała sobie sprawy co się z nią dzieje, była porażona widokiem swego chłopaka z inną dziewczyną. Kompletnie nie panowała nad emocjami.

W obu przypadkach kierowcy byli w stanie silnego wzburzenia, a w takim stanie nie wolno prowadzić auta. Takie silne stany emocjonalne za kierownicą psychologowie porównują z upojeniem alkoholowym. Określane są też jako stan psychopatyczny.

Większość z nas powie: to mnie nie dotyczy, jestem normalnym człowiekiem, a nie psychopatą, takie zachowanie to nie ja, byłoby inaczej. Niestety nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć swoich reakcji w skrajnych sytuacjach, pod wpływem wielkich emocji, a bywa różnie i właśnie… nieprzewidywalnie. Łatwo mówić – zwłaszcza wtedy gdy sami nie przeżyliśmy podobnej traumy.

Na co dzień towarzyszą nam przeróżne emocje te piękne, ale nierzadko i te… mniej piękne. Spróbujmy pamiętać, że złe emocje, kłótnie to w samochodzie absolutnie niedopuszczalne i zbędne. Po prostu – NIE WARTO. Kierowca to nie robot.

Reklamy

Zapraszam do rozmowy

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s