Po co ten pośpiech…

Zbliżają się wakacje, urlopy, wędrówki, wyjazdy. Piękny czas. Korzystajmy z tego czasu i… nie spieszmy się, nie poganiajmy nikogo, nie upierajmy się przy czymś co za chwilę może nie mieć najmniejszego znaczenia. Cieszmy się i oglądajmy świat i siebie w nim 🙂

Kiedyś – miałam w sobie zły czas – ciągle się spieszyłam. Jechałam autobusem i nieomal siłą woli chciałam spowodować, aby jechał szybciej, jeśli był korek potrafiłam wysiąść i biec dalej, każdy samochód była za wolny, a drogi nie do zniesienia. Ten koszmarny pośpiech był ciągle we mnie. Zawładnął mną na tyle, że nie umiałam nawet wolno spacerować, po schodach wbiegałam, bo winda za wolna, czekanie na cokolwiek zdawało się być mordęgą nie do wytrzymania.

Dlaczego tak się działo? Z nadmiaru obowiązków, z poczucia – bo muszę, bo tak trzeba, tak być powinno, nikt przecież za mnie tego nie zrobi, nie pójdzie, nie powie, nie załatwi, itd.? To była gruba przesada. Zawsze znajdzie się ktoś, kto lepiej czy gorzej, ale zrobi to samo. Ściganie się jest kiepskim pomysłem na życie – chyba że w sporcie.

Nagle, po wielkiej życiowej traumie, przyszła niespodziewana, ale jakże dobra i kojąca myśl: Po co i dokąd tak się śpieszę? Przecież to nie ma sensu, bo gdzieś, na końcu czeka na mnie tylko… trumna! (śmiech przez łzy). 

Muszę to zmienić i to nie od jutra, od poniedziałku, ale tu i teraz. Natychmiast. Czy taka reakcja to też… pośpiech? Jednak nie, tu cel był niezwykły – przestać się spieszyć.

Musiałam pozbyć się wewnętrznego biegu. Nikt mnie przecież nie zmuszał, abym ciągle spieszyła się. To ja sama sobą tak kierowałam. To we mnie był ten koszmarny pośpiech. Postanowiłam – tak jak kiedyś to robiłam i bardzo lubiłam – WYRUSZAM! Pojechałam „łazić”… oglądać lasy, pola, jeziora, góry, słuchać ptaków, szumu wiatru, rozpoznawać kolory świata. Marzłam i pławiłam się w upale, nogi bolały, plecy też, ale szłam… coraz wolniej, normalniej i z radością. Nie byłam zmęczona, ale wewnętrznie przestawałam spieszyć się, a nogi słuchały mnie. Pomału zaczynałam dostrzegać otaczającą mnie naturę i siebie w niej. Nabierałam od dawna nieznanego, dobrego spokoju.

Po powrocie z wędrówki radykalnie zmieniłam swoje – głównie zawodowe – życie. Nareszcie zrobiło się normalnie. Okazało się, że tak jest lepiej nie tylko dla mnie. To była wspaniała… wartość dodana.

Takie niby bezmyślne łażenie i gapienie się na to co wokół jest czymś niezwykłym dla duszy i ciała, ale  przede wszystkim dla naszego mózgu, nerwów, serca. Życie mamy tylko jedno. Sam fakt, że się żyje, jest już czymś magnetycznym i absolutnie cudownym. Bądźmy czujni, bo czasami zbyt łatwo nam to życie ucieka. Pamiętajmy o uśmiechu 🙂 – na co dzień…

 

Reklamy

Zapraszam do rozmowy

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s