Moja Pani Jesień… w Puszczy

via Moja Pani Jesień… w Puszczy

Reklamy

Śnieg w Warszawie – za wcześnie?

Dzień dobry bardzo z zaśnieżonej, porannej Warszawy!

Dzisiaj o siódmej rano było bajkowo. Drzewa białe, trawniki w śniegu, na balkonie śnieg, na termometrze zero stopni. Po godzinie wszystko zaczęło topnieć, ale pozostały zdjęcia.

Lubię wszystkie pory roku, jednak – moim zdaniem – Zima zawsze przychodzi za wcześnie. W tym roku prawie nie było złotej Jesieni, a może przegapiłam chociaż bardzo lubię Jesień. Potrafi być piękna, słoneczna, jeszcze ciepła. Było może kilkanaście takich cudnych dni, ale to zdecydowanie mało. Za to był deszcz i deszcz…

Przecież zwykle są słoneczne, jesienne dni. Napisałam o takiej Jesieni 2015 roku  ZAPRASZAM TUTAJ

Dzisiejsza, poranna Zima była interesująca. Zrobiłam kilka fotek z balkonu 🙂 Obejrzyj – zapraszam 🙂

Tu widać worki z jesiennymi liśćmi -jeszcze nie zabrane…

 

 

 

 

 

 

Auto trzeba odśnieżyć…

Ptaki pochowały się, zwykle są na tym trawniku.

 

 

To nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych

Dzień Dobry, Dobry Wieczór!

Te dwa pierwsze dni listopada są dla mnie niełatwe. Pewnie masz podobnie, bo każdy z nas ma bliskich gdzieś… daleko.

Moja Mama odeszła kilka lat temu, ale zwłaszcza w te dni Mama jest tutaj jakoś bardziej niż na co dzień. Może to tylko złudzenie, a może nie tylko. Nigdy się tego nie dowiemy.

Rok temu zmarła moja przyjaciółka, ciężka choroba – to nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych.

Ten tekst piszę późnym wieczorem, drugi dzień minął, są piękne wspomnienia, spotkania, łzy wzruszenia…

Dwa lata wstecz napisałam o mojej Mamie wspomnienie – jest T U T A J  Jest jeszcze jedno inne, pogodne, dobre   wspomnienie zajrzyj T U T A J

Zapraszam Cię do poczytania 🙂  Dziękuję.

 

 

 

NIC NIE RÓB

Dzień Dobry, Dobry Wieczór!

Winogrona są teraz takie pyszne…

Bywają dni niezbyt przychylne. Mam na to swój mały sposób – od rana mam w sobie ten śliczny dialog:

– Jaki jest dzisiaj dzień? – zapytał Puchatek.

– Dzisiejszy – mruknął Prosiaczek.

– To mój ulubiony! – z radością powiedział Puchatek.

Przypominam sobie i już jest trochę łatwiej, weselej. Może to infantylne, ale skoro pomaga to POLECAM 🙂

Są jednak takie dni kiedy trzeba – i to koniecznie! – po prostu nic nie robić, albo robić tylko to co sprawi nam choćby małe zadowolenie. To jest ALARM! Jeśli wstajesz rano i nie wiesz co masz robić – NIE RÓB NIC. Weź sobie urlop na żądanie – jeden dzień, może wystarczy. Wyłącz telefon, nie włączaj komputera, bądź tylko dla siebie ze sobą – ten jeden dzień.

Nie rób nic. Zapełnianie swego czasu banalnymi sprawami, czynnościami nie da ci sensu istnienia, nie poprawi ci nastroju. Po prostu nie rób nic, poleż sobie, posiedź w wygodnym fotelu, albo na niewygodnym stołku. Idź bez celu dokąd chcesz, myśl o czym chcesz. Bądź szczery ze sobą, niczego nie udawaj – po co…

Nie rób nic, a może uda ci się usłyszeć głos twego serca. Wtedy znajdziesz drogę – tę własną, jedyną, ważną dla ciebie.

Niestety nie pomnę kto to powiedział, ale brzmiało mniej więcej tak:

Nie pytaj czego świat potrzebuje. Pytaj co czyni cię pełnym życia i rób to. Ponieważ tym czego świat potrzebuje są ludzie pełni życia. 

Moim zdaniem ten Ktoś był mądrą osobą, warto tak myśleć i… działać.

Miło Cię tu spotykać, dziękuję i Pozdrawiam 🙂 

 

 

 

 

Jestem optymistką. Bycie kimkolwiek innym, nie zdaje się być do czegokolwiek przydatne.

Dzień dobry! Dobry wieczór!

W poprzednim wpisie TUTAJ  obiecałam wrócić do spotkania ze znajomymi i naszych chyba ważnych przemyśleń na temat sukcesów. Ważnych na pewno dla nas, ale mam nadzieję, że może Tobie też się przydadzą.

Dlatego ciąg dalszy nastąpi tu i teraz.

Wywołana do ujawnienia swego zdania na temat radości życia, sukcesów przypomniałam jedno z moich ulubionych dialogów z „Kubusia Puchatka” A.A. Milne. 

– Jaki jest dzisiaj dzień? – zapytał Puchatek.

– Dzisiejszy – mruknął Prosiaczek.

– To mój ulubiony! – z radością powiedział Puchatek.

Moja Mama wieczorami czytała małej córeczce „Kubusia Puchatka” i ten mądry, uroczy dialog towarzyszy mi w życiu do dzisiaj.

Czy każdy poranek zaczynał się uśmiechem? W dzieciństwie na ogół tak. Potem różnie bywało, ale staram się i pamiętam, że dzień warto zaczynać radośnie. Dzisiaj powiedziano by – myśl pozytywnie, ale to nie tak. Mama zwykle mówiła:
„Uśmiech i zjedzone śniadanie to dobry początek dnia. Potem można ruszać i podbijać Świat!”. Miała rację.

Moje wspomnienie okazało się miłe dla wszystkich, zaczęliśmy sobie przypominać dzieciństwo, ale ważniejsze sprawy wzięły górę.

Napiszę o nich w punktach, będzie mi łatwiej.

  1. Przeszłość. Życie wspomnieniami, przeszłością (wyjątek dobre dzieciństwo, podróże) nic nie daje. To tak jakbyśmy czytali ciągle ten sam akapit w jakimś tekście, albo ten sam rozdział książki. To raczej nie ma sensu, bo nie ma przyszłości. Czasami warto w miłym gronie powspominać, ale naprawdę czasami, a potem idziemy DALEJ!
  2. Odkładanie na potem. Nie. Jeśli już coś przemyślane, ustalone to DO DZIEŁA! Coś zostało postanowione – należy niezwłocznie przejść do realizacji. Jednak „niezwłocznie” nie znaczy to samo co w polityce czyli na świętego nigdy. Znaczy już, tu i teraz. Inaczej wpychamy się w przykry stres.

    Salvador Dali. Czy ten pan był perfekcjonistą?

  3. Perfekcjonizm. To straszna zmora! Każdy z nas chciałby, aby wszystko i zawsze było wspaniałe. Nie będzie, bo to niemożliwe. Nastawienie się na perfekcjonizm prowadzi do stresu, do niewiary w siebie. Mamy zadanie zrealizować określony cel, a nie bycie za wszelką cenę perfekcyjnymi.
  4. Kłamstwa. Oj, nie lubimy kłamczuchów. Chyba każdy kiedyś musiał skłamać. Jednak oszukiwanie siebie to jakiś nonsens! Szczerość wobec siebie to najważniejszy warunek odniesienia sukcesu. Sukces = szczerość ze sobą. Można tak to nawet ująć.
  5. Doceń siebie. Bycie zarozumiałą osobą – to fatalne. Jednak pomniejszanie swoich talentów, umiejętności, zasług to też fatalne. Doceniaj siebie i oceniaj rzetelnie. Pochwal siebie, nagródź się za coś co ci się szczególnie udało. Warto.
  6. Złe wymówki. Zasłanianie się jakimiś wymówkami to zły nawyk. Wyprowadzi cię w ślepy zaułek, a nie do celu jaki masz wyznaczony.
  7. Każdy ma prawo do błędu. Strach przed popełnieniem błędu może sparaliżować działanie. Błąd to jeszcze nie tragedia. Jakże często bywa tak, że błąd prowadzi nas do celu. Każdy błąd przecież można poprawić, a strach ma tylko wielkie oczy. Nie patrz w nie.
  8. Zazdrość. Sukces vs Ty. Nieważne, że ktoś jest szybszy, w czymś lepszy, skuteczniejszy – w dążeniu do SWEGO CELU Ty jesteś najważniejszy i możesz być najlepszy. Nie warto komuś czegokolwiek zazdrościć, bo to głupie.

Ktoś – nie pomnę kto – powiedział, albo powiedziała: Granice? Nigdy żadnej nie widziałam, ale słyszałam, że istnieją w umysłach niektórych ludzi.

To powiedział Winston Churchill – Jestem optymistą. Bycie kimkolwiek innym, nie zdaje się być do czegokolwiek przydatne.

Tyle „narozmawialiśmy się”. Starałam się jakoś w tych dwóch wpisach przekazać nasze przemyślenia – mam nadzieję, że było warto.

Foto cytat i Salvadora Dali pochodzi z warszawskiej wystawy „Dali contra Warchol”, pisałam o tej wystawie TUTAJ

Zdjęcie okładki książki Kubuś Puchatek pochodzi ze strony http://www.Merlin.pl

Miło, że zaglądasz na Mózgojazda, pozdrawiam 🙂 

Swoje EGO zostaw za drzwiami…

Witam Cię!

Zrobiła się jesień i ożyły różne spotkania… Byłam na miłym i bardzo interesującym spotkaniu. Było nas dziewięć osób obu płci, w różnym wieku, o wielu zawodowych doświadczeniach i różnych zainteresowaniach. Tematów było sporo, wymiana zdań, poglądów była niezwykle intensywna, żywa i zróżnicowana.

Chyba najbardziej krwistą dyskusję wywołał temat – mówiąc w uproszczeniu – jakie trzeba mieć cnoty, aby osiągnąć zawodowy, rodzinny czy towarzyski sukces. Jak ludzie sukcesu zachowują się na co dzień, jakie mają zalety i wady, jak są postrzegani przez innych. To może zbyt duży rozziew, ale było… kontrastowo.

Mam nadzieję, że wyda Ci się to interesujące, napiszę w punktach co wynikło z tej barwnej i dość niezwykłej, często zabawnej dyskusji.

Oczywiście padły także raczej znane opinie dot. sukcesu, takie jak:

– permanentne zainteresowanie czymś nowym i próbowanie nowego;

– odkrycie w sobie pasji, która np. staje się ulubioną pracą;

– trzeba być upartym w dążeniu do celu;

– trzeba wyrobić w sobie umiejętność nie przejmowania się opiniami i poglądami innych…

To wszystko wydaje się bezsporne, ale padły też inne zdania np. takie:

Dzielenie się swymi odkryciami, przemyśleniami z innymi. Nie chodzi tu o to, aby opowiadać o swoich np. odkryciach kulinarnych, czy podróżniczych (choć to może być wspaniałe), ale o to by rozmówca był zainteresowany tym co ma się do opowiedzenia. Trzeba „wejść” w adwersarza. Starać się zrozumieć, a nawet odgadnąć co jest jego/jej zainteresowaniem, pasją… Ktoś kto zasługuje na miarę człowieka interesującego cieszy się także radością innych. Potrafi to okazać.

Trzeba być osobą szczerą, a swoje ego zostawić za drzwiami. Egocentryczni ludzie są męczący i brakuje im szczerości, głównie myślą o tym, aby dobrze wypaść, ukrywają prawdziwe „ja”.

Trzeba być człowiekiem otwartym, nie wstydzić się swoich słabostek, wad, czy drobnych dziwactw. Każdy z nas jest inny, mamy zalety i wady, ważne aby nie wstydzić się tego, umieć się śmiać ze swoich słabości, pokazać się uczciwym, otwartym… prostolinijnym. Chowanie swoich wad, ciągłe udawanie kogoś innego nic nie da, bo zawsze kiedyś prawdziwe „ja” wyjdzie na jaw.

To było fajne spotkanie. Na koniec przyznaliśmy, że każdy z nas dowiedział się także czegoś o sobie. Kolega stwierdził, że czasami zbyt poważnie traktuje… siebie, a ja stwierdziłam, że zdarza mi się prostą sprawę widzieć jako trudną choć po namyśle okazuje się, że można prościej… myśleć. Koleżanka natomiast stwierdziła, że potrafię słuchać i że bardzo lubi ze mną pogadać o wszystkim i o niczym, byle nie o pracy, bo mam na tym punkcie „małego kota”. Ojej… jest tu trochę racji, ale przecież staram się i np. kolega stwierdził, że rozmowa ze mną o jego pracy jest ok, zaznaczam, że on też potrafi słuchać.

Ktoś opowiedział jak trudno jest odzyskać własne życie i na nowo je poukładać i pokochać. Dwie inne osoby opowiedziały o szukaniu swego miejsca w świecie innym niż polski, o tym jak pomału odnosiły sukcesy.

Tak to było… Do tych cudnych dyskusji piliśmy pyszne wino, które śliczne małżeństwo przyniosło. Zrobili to wino w ubiegłym roku z działkowych winogron. Bardzo udane!

Oczywiście to nie jest cała dyskusja na ten temat – w kolejnym wpisie spróbuję opowiedzieć o czym jeszcze rozmawialiśmy. Zapraszam Cię:) 

Miło mi, że jesteś tutaj, serdeczności…

Puszcza

WITAJ…

Tak jak od kilkunastu lat znowu na parę dni pojechałam do Białowieży i oczywiście do Puszczy Białowieskiej  i… popłakałam się.  Tyle zniszczenia, tyle pięknych, zdrowych drzew wyciętych i masowo wywożonych… dokąd? Zniszczone leśne ścieżki, szlaki rowerowe, piesze, zniszczone poszycie leśne, krzewy – wszystko co tylko spotkali na swej drodze ludzie i ich potworne maszyny. Niestety – jak wiemy z mediów – zabierano się także za niszczenie ludzi. W Puszczy w zasadzie nie wolno teraz przebywać turystom, różne szlaki są strzeżone przez leśną straż, stoją tablice  z zakazami. To wszystko można zobaczyć na stronach  np. na tej stronie https://www.flickr.com/photos/greenpeacepl/albums/72157686183773434

20170906_GP_0227

Niemożliwe jest zrozumieć i trudno uwierzyć, że LEŚNICY! czyli strażnicy naszych lasów są zdolni do takiej potwornej dewastacji! To – mam nadzieję – TYLKO ze strachu i na rozkaz pisowskich polityków, a nie z własnego myślenia. Choć wątpliwości są, bo to oni przecież też na tym zarabiają. Jednak rozkazu można nie wykonać, jeśli jest bezsensowny, ale do tego trzeba mieć jakieś… wątpliwości – oni ich niestety nie mieli.

Nie mają żadnego wytłumaczenia, które można byłoby uznać za sensowne. Bezpieczeństwo? Czyje, jakie? Przecież ludzie jeśli idą w Puszczę to tylko z przewodnikiem (byłam wielokrotnie na takich wspaniałych wędrówkach), który prowadzi określonymi szlakami – tam gdzie wolno bezpiecznie chodzić. „Drukarz”?! – to naprawdę jest TYLKO wymówka, bo Puszcza przez wieki dawała sobie radę z różnymi szkodnikami, ale z jednym największym – z człowiekiem – nie da sobie rady.

Dlaczego to zrobili?! Po co?! Co im podyktowało taką rzeź?! Aż tak brakuje pieniędzy na 500+ i na inne pisowskie „obiecanki”? Aż tak brakuje, że trzeba niszczyć Polskę? Puszcza Białowieska to przecież nie jedyny, niszczony las, ale wzięto się za inne lasy w całej Polsce, miejskie skwery, parki, podmiejskie lasy, itd. Tu też się niszczy. Puszcza jest taka jedyna w całej Europie! Czy dlatego należało ją zniszczyć? Obejrzyj proszę zdjęcia z tej dewastacji i obrony Puszczy – KLIK TUTAJ

To jest też ważny link w sprawie Puszczy, można dowiedzieć się co w tej sprawie „piszczy” – TUTAJ

Jaka będzie przyszłość naszej Puszczy Białowieskiej… Kto wie?

Teraz w Puszczy rozpoczyna się wielki spektakl – rykowisko jeleni – jeśli masz chęć poczuć się jak w Puszczy, można posłuchać. Nagrał te niezwykłe odgłosy p. Andrzej Załęski

Puszcza Białowieska jest piękna o każdej porze roku, nawet wtedy gdy pada deszcz, albo tuż po deszczu, a może nawet szczególnie wtedy, bo zapachy są niezwykłe. Pachną  jesienne trawy, ziemia, powietrze jest przesycone barwami… nieomal smaków i zapachów, chwilami między chmurami prześwituje słońce – jest cudna cisza, można lekko oddychać. Trawy lśnią od kropel deszczu, liście „śpiewają”, i jeśli nie jest zbyt zimno i odpowiednio się ubierzemy to można iść i iść…

Był deszczowy dzień, ale nie zrobiłam zdjęć w deszczu, bo bałam się, że wróci mi przeziębienie z poprzedniej wędrówki, ale trochę fotek jest. Tu na blogu jest sporo na temat Puszczy, zachęcam Cię do zajrzenia np. do kategorii FOTO. Tu zapraszam Cię do obejrzenia kilku moich fotek z września 2017 roku.

 

 

 

 

Puszcza – trochę z daleka, ale widać jej piękno…

W Puszczy można też spotkać… jabłoń.

 

Interesująca… przygoda

 

Zapraszam Cię do obejrzenia zdjęć z wystawy na którą od pewnego czasu czekałam. Na przeżycie tej ekspozycji trzeba sobie zarezerwować co najmniej ok. dwóch godzin. Mnie zajęło to więcej, bo ciągle, w różnych momentach… wracałam by obejrzeć jeszcze i jeszcze raz.

WYSTAWA DALI CONTRA WARCHOL – jest w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie do 7 października 2017. Moim zdaniem warto zarezerwować sobie trochę czasu i obejrzeć,  posłuchać (w słuchawkach) świetnego tekstu oprowadzającego widza po tej unikalnej, niezwykłej wystawie. Spora część eksponatów pokazana jest po raz pierwszy publiczności.

Wchodzimy przez Bramę Marylin Monroe, dalej Bramę Kina, możemy poczuć zapachy w Świątyni Zapachu Salvadora Dalego, podziwiać będziemy foto z pięknymi wąsami Dalego itd. itd. Contra to Endy Warchol – ale czy to jest… contra? To jest po prostu inny, znakomity Artysta. Możemy tu podziwiać m.in. wspaniałe okładki płyt najsłynniejszych zespołów, muzyków jazzowych…

Obejrzyj proszę moje amatorskie ujęcia foto, które oczywiście nie mogą oddać atmosfery wystawy, jej przesłania, uroku…

Salvador Dali i jego ukochana żona Gala

 

Czy to już zdziczały konflikt?

Od pewnego czasu  (ostatecznym motywem jest zdarzenie, o którym dalej) zamierzałam napisać o już mocno zdziczałym… konflikcie na drogach i chodnikach: kierowcy – rowerzyści – piesi. Nie ma powodu udawać, że nie istnieje. Te napięte stosunki są i na co dzień ich doświadczamy – czasami niestety boleśnie. Czy powodem jest zdecydowana sprzeczność interesów? Moim zdaniem nie tylko. To kwestia kultury i szacunku dla każdego człowieka. Od pewnego czasu jest tych cnót coraz mniej w naszym państwie.

Jak większość ludzi jestem zarówno pieszą, kierowcą samochodu i rowerzystką, korzystam też z warszawskiej  komunikacji miejskiej. Jeżdżę od lat autem, mam zaliczoną Szkołę Bezpiecznej Jazdy, jak na razie udało mi się nie „zarobić” mandatu. Uważam się za kierowcę już trochę doświadczoną, ale tego nigdy za wiele. Tu nie może być powodu do samo-zadowolenia. Każda jazda, każde wyjście z domu, z pracy to zawsze nowe doświadczenie i bywa, że… źle się kończy. Jako kierowca szczególną uwagę zwracam na pieszych i rowerzystów. Jako rowerzystka boję się jeździć ulicami miast, teraz jeżdżę tylko tam gdzie są ścieżki rowerowe.

Niestety, to też jest w Warszawie

Na drogach, ulicach, chodnikach panuje nieprawdopodobna, ciągła dynamika i złe napięcie.

Opowiem zdarzenie, które stało się powodem do napisania tego tekstu.

Przykre doświadczenie miałam z kierowcą (a jakże!)… eleganckiego, czarnego auta, marka nieistotna. Jechałam rano rowerem – lokalna, miejska, dwukierunkowa ulica. Nie ma ścieżki rowerowej, wąski chodnik, dzień jasny, prędkość do 50/h – nie mam więc prawa jechać chodnikiem. Można tu spotkać sporo rowerzystów, bo to wygodny skrót do głównej ulicy, kierowcy aut to wiedzą i też z tego korzystają. Ten kierowca, może jest urodzonym, codziennym chamem, a może miał zły dzień – tak czy inaczej postanowił wyżyć się na rowerzystach. Trąbił na nas, niebezpiecznie wyprzedzał, pokazywał fucka, itp. stosował niedopuszczalne manewry.

W pewnym momencie znalazłam się na wysokości jego auta – pan (wiek ok. 35-40)  stanął i zablokował mi przejazd, otworzył okno i chlusnął na mnie jakimś ciemnym płynem. Wylał mi  prosto w twarz (nachyliłam się, bo myślałam, że coś ma do powiedzenia) i oczywiście… uciekł. Przewróciłam się. Płyn okazał się znanym, nietoksycznym napojem. Rowerzyści próbowali go dogonić na światłach, ale zwiał…. Nie udało się zanotować całego nr rejestracyjnego. Zapamiętałam tylko trzy pierwsze litery: WPI – to podwarszawskie oznakowanie.

Możesz sobie wyobrazić jakie były skutki tego zdarzenia. Byłam przerażona, lepka, mokra, zalane oczy, nie miałam się czym wytrzeć, chusteczki nie wystarczyły. Musiałam natychmiast wrócić do domu, aby się umyć i przebrać. Byłam roztrzęsiona, tego dnia postanowiłam zostać w domu. Do dziś nie mogę zrozumieć i zapomnieć tego zdarzenia!

To był pokaz agresji: kierowcy auta contra rowerzyści. A teraz agresja- rowerzyści contra piesi. Duże, ruchliwe skrzyżowanie, sklepy, bazarek, banki, pralnia itp. Zielone dla pieszych. Nie ma ścieżki rowerowej, po której można przejechać obok przejścia, tu rower należy przeprowadzić przez pasy. Dwóch rowerzystów pędem wpada w spokojnie idących pieszych, potrącani ludzie krzyczą na nich, a ci oczywiście uciekają. Upadł jakiś starszy pan, z pomocą pomału podnosi się, ktoś chce wezwać pogotowie, komuś wysypały się zakupy, kilkanaście osób przerażonych i posiniaczonych przez szalonych rowerzystów. Ludzie są oburzeni, krzyczą, klną.

Wojna trwa w najlepsze. Sprzeczność interesów? Czy tylko o to chodzi?

Według prawa i wszelkiej logiki pieszy to tzw. niechroniony użytkownik dróg. Auto jednak chroni kierowcę i pasażerów. W jakiejkolwiek kolizji auta z pieszym, czy z rowerzystą najbardziej ucierpią niechronieni.  Oczywiście! Ktoś powie, że gdyby w Polsce były auta autonomiczne to nie byłoby w ogóle wypadków… ale ich na razie nie ma, to pieśń przyszłości. Za to mamy w Polsce bardzo kiepskie statystyki: zabici, ranni, pijani…

Dlaczego odstąpiono od obowiązku posiadania karty rowerowej? Ci ludzie naprawdę nie znają, albo nie uznają żadnych przepisów – jeżdżą jak chcą i gdzie chcą. Jasne, że nie wszyscy tak się zachowują, ale niestety chyba znacząca większość. Psują opinię i dobre obyczaje normalnym rowerzystom.

Każdy kierowca auta musi mieć OC – czyli obowiązkowe ubezpieczenie. Dlaczego nie dotyczy to rowerzystów? Powinni płacić OC – tańsze, ale jakieś podobne ubezpieczenie musi zaistnieć w przepisach o ruchu drogowym. Rowerzysta potrąci człowieka, ten upadnie, złamie nogę, rękę, zniszczy ubranie… a rowerzysta po prostu ucieknie, za nic nie odpowiada!

Motorower musi być zarejestrowany – dlaczego nie miałoby to też dotyczyć rowerów? Można wymyślić jakiś prosty sposób rejestracji on-line. Jeden numer na zawsze, przypinany do roweru i przypisany do człowieka – właściciela. Zmienia rower przepina numer. Ubezpieczyciel powinien żądać, aby rower miał nr rejestracyjny wtedy ubezpiecza, bez ubezpieczenia i bez nr nie wolno byłoby jeździć. Tak jak to jest z kierowcami aut, motocykli i motorowerów. Rowerzyści -tak jak inni kierowcy – powinni być rejestrowani w centralnym rejestrze pojazdów i kierowców.

Może wtedy ta dziwna wojna złagodniałaby, bo ludzie byliby bardziej odpowiedzialni? Nie wiem. Bardzo nie lubię mnożenia kar, przymusów, biurokracji, itp. rozwiązań, ale… co robić! Tak jak jest teraz – jest bardzo źle.

Wstydzić się mają czego nieomal wszyscy uczestnicy ruchu drogowego – każda grupa ma sporo za uszami. Jednak  najgorsza jest agresja i chamstwo – bo chyba nikt z tym NIE WALCZY. Nie wiemy jak, nie potrafimy? Na kursach kandydaci na kierowców nie są uczeni kultury jazdy i przyzwoitego, odpowiedzialnego zachowania się na drodze.

W trakcie trwania kursu kandydaci/kandydatki na kierowców powinni codziennie słyszeć od instruktorów i znać na pamięć te ważne zdania:

TRAKTUJ KAŻDEGO UCZESTNIKA RUCHU DROGOWEGO JAK PARTNERA/PARTNERKĘ A NIE JAK WROGA!

BĄDŹ KULTURALNY/KULTURALNA – BO PRZECIEŻ CHCESZ, ABY CIEBIE TEŻ TAK TRAKTOWANO!

Tyle i aż tyle!

Warto zajrzeć także TUTAJ  jest dużo ważnych informacji o naszych drogach na dzisiaj i na przyszłość. Także KLIKNIJ TUTAJ jest też o rowerzystach

Pozdrawiam Cię miło 🙂

Drzewa leczą — Mistyka Życia

Dzisiejszy tekst (nie jest mojego autorstwa) jest o Drzewach. Tak – piszę dużą literą, bo Drzewa zasługują na szacunek i miłość ludzi. To co przeżywamy teraz razem z Puszczą Białowieską jest wielką traumą. Niszczone są wielowiekowe drzewa, nie pomaga nic – obecna władza nie liczy się ani z ludźmi, ani z Naturą, ani z jakimkolwiek prawem.

Przeczytaj proszę, zaproś innych do poczytania, możesz udostępniać, działać i odwiedź Puszczę Białowieską póki ten rząd nie zniszczy jej całkowicie. Zapraszam Cię także np. tutaj: T U T A J , Puszcza nigdy nie śpi – odrodzi się… kiedyś.

Drzewa leczą Drzewa są koło nas przez całe nasze życie. Od dawien dawna ludzie starali się je poznać, zgłębić drzemiące w nich siły, dowiedzieć się, jaki wpływ na nas mają. Czczono świętą moc, która przez nie się objawia. Wierzono, że każde drzewo ma swoje przeznaczenie, energię, moc sprawczą i leczniczą. Mówi o tym sylwoterapia. Kto […]

via Drzewa leczą — Mistyka Życia