Do stosowania w różnych konfiguracjach

Jak się masz?

Oczywiście nie wiem, choć mam nadzieję, że masz się świetnie, albo przynajmniej dobrze..

Ostatnio miałam kilka słabszych dni. Niby tylko przeziębienie, ale w lustrze pokazała mi się usmarkana paskuda, oczy nie takie, bladość nie do zamazania żadnym podkładem, ani czymś tam innym… eeeh.

Jeden dzień w domu i jakoś, pomału minęło. Na pocieszenie ktoś mi przesłał link o tym jak mieć pełną moc. Przydało mi się. Moim zdaniem warto posłuchać i stosować od zaraz w różnych konfiguracjach.

Zapraszam do posłuchania i stosowania 😉

 


Chleb pachnący, pięknie rumiany…

Witaj na Mózgojazda!

Zadziwiła i urzekła mnie ta chata – wieś Dubicze Cerkiewne – Podlasie

Zatęskniłam za wspaniałym, domowym chlebem.  Przypomniałam sobie jak w czasie wakacji byłam na wsi i zajadałam się chlebem upieczonym przez młodą Gospodynię panią Monikę. To się już chyba rzadko zdarza, na ogół mieszkańcy wsi też zaopatrują się we wszystko w miasteczku, albo w sklepiku obok. To jest jednak inne gospodarstwo – dbają o ekologię, żyją blisko natury, jedzą własne wyroby i to samo podają gościom.

Na ten chleb wszyscy czekaliśmy i z ciekawością przyglądaliśmy się procesowi przygotowania.

Chleb pachnący, ślicznie rumiany młoda Gospodyni upiekła w piecu, gdzie palone było tylko drewno. Upieczone bochenki, duże, okrągłe, stygły i… pachniały jak oszalałe, bardzo chciało się spróbować. Niestety dopiero na drugi dzień można było je kroić.

Doczekaliśmy tego cudu na śniadanie. Pani Monika pokroiła chleb na spore kromki. Mówiła: „Taki chleb jadły moja babcia i mama i ja też robię i bardzo lubię, a mąż i nasza młoda rodzinka przepadają za takim chlebkiem”. Jak to robi?

Każdą kromkę lekko posoliła z obu stron grubą solą i położyła na czystą – bez tłuszczu – żeliwną patelnię. Kromki wspaniale zarumieniły się po obu stronach. Do tego prosto z ogrodu sałata z dużym szczypiorem i pomidorami, lekko polana oliwą o smaku czosnkowym. Pyszności! To mało powiedziane.

Po powrocie też tak zrobiłam. Zaprosiłam miłych ludzi. Pięknie upieczony chleb był stamtąd, sałata, pomidory i szczypior eko, oliwa z oliwek doprawiona przeze mnie czosnkiem i cytryną z odrobiną miodu. Dodałam do sałatki mozzarellę oraz nieco kolorowego, świeżo zmielonego pieprzu. Chleb upieczony sposobem naszej Gospodyni – rewelacja! Całość smakowicie pachniała i wyglądała – wszyscy pałaszowali i… chwalili.

Do takiego chleba nic już właściwie nie potrzeba, ale jeśli np. siedzimy wieczorem, gadamy i coś małego  zjedlibyśmy to…

W miastach można kupić tzw. chleb biesiadny – jest ok. i dobrze smakuje, choć to nie to samo. Skoro wieczór to może jakieś wino do chleba – czemu nie? Polecam dobre polskie wina ekologiczne (są tutaj w zakładce Wino i Jedzonko, np. T U T A J ), są fajne i niedrogie – do pysznego chlebka jak znalazł.

Smacznego!


SERNIK CZARODZIEJKI – SUKCES ZAPEWNIONY

To mój Piotruś, zabawka-pamiątka. Uwielbia mój sernik!

Witaj na Mózgojazda na poszerzonej stronie Wino i Jedzonko

Każda okazja jest dobra, aby zrobić znakomity sernik – bez okazji też. Tak po prostu dla przyjemności wspólnego zjedzenia czegoś słodkiego 🙂

Ten przepis przetrwał w mojej rodzinie wiele lat, robiła go moja Prababcia, Babcia, Mama i ja także. Nazwaliśmy go „Sernik Czarodziejki”. Kiedyś nieco zmodyfikowała go moja Mama, niedawno ja też np. daję mniej cukru i ew. budynie zamiast mąki ziemniaczanej.

Sernik ma same zalety i tylko jedną wadę – jest kaloryczny, bo robi się go z dobrych produktów. Zawsze się udaje, jest pyszny, a rodzina i przyjaciele na różne okazje proszą: „Zrób ten swój czarodziejski sernik…” zajadają się nim i… chwalą. Przepis może wydać się nieco długi, ale podałam wszystkie szczegóły, także dla początkujących w pieczeniu 🙂

Sukces zapewniony!

Nie jest tajemnicą, że prawie każda potrawa uda się, jeśli damy jej i sobie szansę. Dlatego, aby ten sernik był najwspanialszy na świecie wszystkie składniki muszą być bardzo dobrej jakości i świeże. Wszystko to można kupić, nie da się tylko kupić serca i radości gotowania, ale to przecież mamy, jak zawsze na święta i nie tylko 😉 

Kot na ogół asystuje przy pieczeniu, tym razem poszedł sobie, ale blisko…

Składniki

Ważne! Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową, czyli ser, jaja i masło. Najlepiej wyjąć z lodówki na godzinę przez pieczeniem.

1.  1 kg białego sera – ser musi być dobry, świeży, tłusty – trzeba go zemleć, albo kupić gotowy już zmielony, proszę zwrócić uwagę, aby był bez żadnych dodatków – np. cukru (uwaga na datę przydatności do spożycia – kwaśny ser absolutnie odpada!).

2.  9 jaj – najlepiej z tzw. eko, albo takie, które lubimy i uważamy, że są dobre.

3.  Kostka dobrego masła 250g – zwykle kostki są 200g trzeba więc trochę dodać – koniecznie sprawdzić na opakowaniu ile jest „masła w maśle” (margaryna i „półmasło” nie sprawdzą się – sernik będzie „nie taki”). Ostatnio kupiłam naprawdę pyszne masło w „Krakowskim Kredensie”, jeśli masz dostęp do tego sklepu, polecam.

4.  1 i 1/2 szklanki cukru – może być trochę mniej jeśli wolimy sernik mniej słodki. Ostatnio daję tylko szklankę i też jest słodki.

5.  Płaska łyżeczka kawowa proszku do pieczenia, albo bez proszku – wedle uznania. Nieco mniej urośnie, ale dobrze ubita piana z białek swoje zrobi.

6.  2 łyżki mąki ziemniaczanej, albo dwa budynie śmietankowe bez cukru.

7.  Dodatki według uznania: skórka pomarańczowa i rodzynki (zwykle dodaję i rodzynki i skórkę, ale bez bakalii jest też pysznie), ewentualnie jakiś ulubiony aromat (ja nie dodaję), ale nie wtedy gdy namoczymy rodzynki z dodatkiem kilku kropli alkoholu. Polecam whisky, rum, brandy, polski Jarzębiak, Soplica albo… co kto lubi. Wino, piwo nie nadają się.

Do masy można dodać jeden cukier waniliowy, odrobinę ulubionego aromatu, może też być kilka kropli np. brandy, jeśli rodzynki nie były moczone w wodzie z alkoholem – według fantazji i pomysłu…

8. Szczyptę soli do piany z białek.

Polskie wino jest OK! Doskonałe do sernika.
zdjęcie: Atlas polskich win

Jak to zrobić?

Włączyć piekarnik, aby był nagrzany do 180 stopni. Namoczyć w wodzie rodzynki – można, ale niekoniecznie – dodać kilka kropli alkoholu j.w. Przygotować formę czyli dokładnie posmarować masłem i posypać bułką tartą.

Starannie utrzeć (mikserem, w robocie):

  • żółtka jaj (wszystkie białka zostawiamy na pianę)
  • masło, proszek do pieczenia – ja dodaję, ale może wystarczyć tylko ubita piana z białek,
  • mąkę ziemniaczaną (lub budynie),
  • cukier  + ewentualnie cukier waniliowy.

Znakomicie utartą masę wyłożyć do innej, trochę większej miski, dodać przygotowany – czyli zmielony – ser i pianę z białek jaj – ubitą „na sztywno” ze szczyptą soli. Łyżką delikatnie wszystko wymieszać, aż piana dokładnie połączy się z masą serową. Dodać bakalie (wcześniej namoczone i odsączone rodzynki), ewentualnie aromat. Wszystko jeszcze raz, delikatnie, acz skutecznie wymieszać.

Formę do pieczenia – najlepsza jest tortownica o średnicy 28 cm – wcześniej wysmarowana  masłem i posypana tartą bułką. Lepiej nie używać innego tłuszczu do smarowania formy, bo przeniknie zapach i smak do sernika. Tortownicę można wypełnić masą serową tylko do 2/3 wysokości – sernik dość mocno wyrośnie, później nieco opadnie. Jeśli weźmiemy mniejszą formę to trzeba masę podzielić na dwie części.

Wspaniałą, pachnącą masę wykładamy do przygotowanej tortownicy i pieczemy 50 – 60 minut w temperaturze 180 st. Ten czas i temperatura to dla elektrycznego piekarnika z termoobiegiem, sądzę, że w gazowym trzeba piec nieco dłużej. Trzeba sprawdzać kolor sernika. Sernik powinien być wyrośnięty i na wierzchu złoto-jasnobrązowy. Kiedy jest już upieczony proszę wyłączyć piekarnik, ale sernika nie wyjmować od razu, zostawić na kilka minut, potem wyjąć do ostygnięcia.

Moim zdaniem „Sernik Czarodziejki” nie wymaga już żadnych dodatków, ale jeśli ktoś lubi można podać posypany cukrem pudrem, albo z bitą śmietaną, z owocami czy z ulubionym słodkim sosem, albo popijać np. polskim winem.

Wszystkie Czarodziejki i ja też – życzą udatnego pieczenia i Smacznego! 🙂


Minimalizm czyli co…

Witaj na Mózgojazda!

Może wiesz o tym, że na Świecie i w Polsce też coraz więcej osób ogranicza ilość przedmiotów wokół siebie. To modny dziś minimalizm. Nigdy nie dotyczy to przyrody! Spróbuję opowiedzieć jak doszłam do mojego minimalizmu i czym jest dla mnie. Moim zdaniem minimalizm to sposób życia – TU I TERAZ.

W internecie jest wiele interesujących blogów na ten temat. Obfitość poglądów jest zaskakująca. Są osoby, które dążą do posiadania maksymalnie 100 przedmiotów. Oczywiście można, ale nie lubię żadnego fanatyzmu, a to się chyba ociera o jakieś… doktrynerstwo.

Moje minimalizacje – początki były fatalne

Kilka lat temu zaczęłam swoje domowe minimalizowanie. Trwało to dosyć długo – dwa miesiące. Nieomal wszystkiego było szkoda. „Biliśmy się” z własnymi przyzwyczajeniami, smętkami i przedmiotami, które od lat zawalały mieszkanie. Robiliśmy to rodzinnie, aby nikt potem nie narzekał. Na pierwszy ogień poszła kuchnia. Wyrzucone zostały różne „przydasie”, bibeloty, niby-pamiątki, zbędne naczynia, stare gary, patelnie, „poogryzane” kubki, itp. Wszystko to zagracało naszą kuchnię, po dobrym wyrzucaniu stała się znowu fajną, wygodną kuchnią.

Największy problem – książki. W domu są dwie ściany z półkami pełnymi książek. Dyskusji było mnóstwo, jednak udało się trochę wyrzucić, większość oddać – było kilka dużych kartonów książek. Pani bibliotekarka z małej, wiejskiej biblioteki była wdzięczna. Od lat są przecież audio-booki, e-booki, internet – korzystam. Jednak moja wierność do papierowych książek chyba pozostanie.

Kolejny problem to płyty CD i czarne. Czarne zostały prawie wszystkie, a CD, około 100 sztuk, dostała ta sama biblioteka. Na resztę znalazło się miejsce na półkach po książkach, a stary, rozpadający się regał wyrzuciliśmy z ochotą. Raptem zyskaliśmy miejsce na podłodze! To było fajne i z energią zabraliśmy się za rzeczy osobiste – czyli m.in. za szafę.

Szafa! Duża i wypełniona po brzegi! Jak coś potrzeba, to nie można znaleźć. Trzeba było wykonać wielką robotę, aby ją „odgruzować”. Udało się! Pozbyliśmy się ubrań, butów, starych koców, starej pościeli, ręczników itp. różnych łachów, których nikt od lat nie używał. Zrobiło się cudnie luźno i nareszcie ubrania nie były pogniecione i wszystko można znaleźć. Później wystarczyła tylko mniejsza szafa.

Z czasem zniknęło wiele zupełnie zbędnych rzeczy z szafek, półek, z łazienki. Mieszkanie odżyło, odetchnęło, a my przypomnieliśmy sobie jak tutaj kiedyś było dużo miejsca. Niczego nie żałujemy.

Co zyskałam

  1. Poczułam się wolna i bardzo zadowolona. Było dużo pracy, ale warto.
  2. Wiem, że mam wszystko czego potrzebuję i to jest absolutnie wystarczające. Nareszcie są tylko rzeczy ważne.
  3. Kupuję znacznie mniej i w tempie jaki mi odpowiada. Jeśli nabywam coś nowego – rzadko – stare wyrzucam, albo oddaję. Dotyczy to także książek i płyt – no, może w mniejszym stopniu.
  4. „W narodzie” jest presja oceniania ludzi po tym co mają. Nikomu niczego nie muszę udowadniać jakością, marką, ceną czy ilością posiadanych przedmiotów. Żyję swoim rytmem i jest tak jak być powinno.
  5. Zawsze cieszyły mnie drobiazgi, a minimalizm sprawił, że cieszą jeszcze bardziej. Mam więcej czasu, znacznie mniej sprzątania, rzeczy są uporządkowane, życie jest prostsze.
  6. Często wyjeżdżam. Pakowanie się, nawet w dłuższą podróż to od dawna nieomal kilka minut – czyli minimalistycznie – jedna torba, albo plecak i nie mogą być za ciężkie.

Minimalizm – odgruzowanie siebie

Minimalizm zmienia nas. Jesteśmy spokojniejsi, nie analizujemy wszystkiego na siłę, odpuszczamy męczące zakupy, ciężkie dyskusje, kłótnie. Doceniamy to co jest dla nas ważne.

Nie zapychamy lodówki ponad miarę. Odkrywamy dzięki temu nowe, proste smaki. Czasami to co jest w lodówce – a bywa np. tylko kilka rzeczy – inspiruje nam wyobraźnię i powstają super jedzonka. Nie zapychamy domu. Jest więcej miejsca, wygląda milej, swobodniej, jest więcej dobra, uśmiechu i… powietrza.

Może uznasz, że minimalizm to dobry wybór, ale musi wyniknąć to z ciebie – ze środka. Z poczucia własnej wartości i uzmysłowienia sobie, że jakiekolwiek przedmioty nie definiują mnie jako Człowieka. Minimalizm to zaprzestanie pogoni za nowościami, gadżetami, modnymi trendami, nowym autem, meblem, itp. Kiedy to już wiesz – przekonasz się, że posiadanie nadmiaru rzeczy jest absolutnie zbędne. Wtedy chętnie oddasz potrzebującym, sprzedasz, czy wyrzucisz.

To jest moje rozumienie minimalizmu. Powodzenia życzę!


Nasza cisza tu i teraz, ale…

Piękny, niezwykły moment. Płaczę… wszystko boli!

Mamy wielką ciszę – to jest nam niezbędne tu i teraz. Cisza musi zacząć krzyczeć – tak żyć nie chcemy!

 


„Krucjata jeźdźca apokalipsy – nienawiści – już się rozpoczęła”. Po co?!

Witaj!

Stała się wielka tragedia. Prezydenta Gdańska zamordował mężczyzna, który najprawdopodobniej powinien być leczony psychiatrycznie.

Nie żyje Człowiek dobry, mądry, ważny dla Gdańska i dla Polski. Udostępniam wpis z innego bloga. Przeczytaj proszę, zwykle niewiele wiemy co się dzieje w polskiej psychiatrii, a dzieje się bardzo, bardzo źle. Nie ma na nic pieniędzy, ale są na inne, mniej ważne cele – niestety choroba nie poczeka. Choroba niszczy nie tylko chorego.

_______________________________________

A tymczasem, w świetle jupiterów finału WOŚP, został zadźgany prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Krucjata jeźdźca apokalipsy – nienawiści – już się rozpoczęła. Nie będę się o tym rozpisywać, wylewa się zewsząd. Tymczasem. Jak wynika ze śledztwa, zabójca miał zdiagnozowaną schizofrenię paranoidalną, niedawno odstawił leki. Był wcześniej karany za napady na bank z bronią w ręku. […]

via Śmierć Adamowicza — notatki na mankietach

Czytaj resztę wpisu »


Witaj tuż przed Sylwestrem!

Witaj – tuż przed Nowym Rokiem 2019! 

Jaki będzie? Kto to wie? A może wolisz już coś postanowić, to taki zwyczaj i jakaś wewnętrzna potrzeba, aby POSTANAWIAĆ. Rok temu napisałam coś na ten temat – zapraszam T U T A J

Co dalej?

Dalej  – oczywiście miłe, pracowite i dobre życie! Taki mam plan od października 2018 roku. Jak może wiesz (zajrzyj na link wyżej) swoje plany i ewentualne postanowienia robię zawsze po wakacjach, nie w Sylwestra – wtedy się bawię. Moje plany cały czas są i spełniają się, albo … nie. Nic straconego – są już nowe plany – wszystko się uda. Tak mi obiecuje Świat wokół mnie 😉

Planować czy nie planować?

Oczywiście planuj co chcesz – planowanie to też marzenia. Życie płata nam figle – niektóre plany wylatują w powietrze, bo brak racji, pieniędzy, dobrych chęci i dobrych ludzi, bo ktoś nas nie akceptuje, nie lubi i próbuje zniszczyć nasze marzenia, inny ktoś pomaga i jest ok. Czy jesteś na to wszystko gotowa/gotowy? Tak, na pewno teraz masz silną motywację i dlatego – TO NAJLEPSZY CZAS NA DZIAŁANIE!

Powiesz – tak, tak…  wiem, ale co zrobić jeśli nic się nie uda? Och! To nie tak. Zawsze możesz, poczytać, pograć, pójść na koncert, na kurs, zacząć najdziwniejsze studia, albo po stresie dobrze się wyspać i spać – nawet kilkanaście godzin. Świat się nie zawali, a ty musisz to po prostu przeżyć i iść dalej, działać inaczej i lepiej.

Teraz już jesteś mądrzejszy i wiesz co i jak… Pomimo wszystkie razy jakie dostajemy każdy ma kogoś kochającego, miłego i coś co pozostaje niezmienne, nasze, ważne i dobre.  Każdy ma swój sposób na różne nie-dobroci życia.

Już jutro zacznie się 2019 rok, będzie super Sylwester z przyjaciółmi, będą strzelające bąbelki, całusy, uśmiechy i radość, że ciągle jesteśmy tu i teraz! Cieszmy się!

Salvador Dali potrafił docenić wszelkie uroki życia.

PAMIĘTAJ – ŻYCIE TRWA KAŻDEGO DNIA.  Róbmy plany, miejmy marzenia i cieszmy się tym co uda się nam spełnić – to przecież wcale nie jest mało. 

Co pijemy i jemy w tę JEDYNĄ NOC?

O 12.00 pijemy tylko trochę szampana – bąbelki łatwo nas oszałamiają więc tylko jeden kieliszek, bo tradycja. Potem dobre wino, ale tyle by się dobrze bawić. Każdy wie co i ile może.

Jeśli lubisz bąbelki to polecam – Szampan Jean-Paul Deville Brut NV z regionu Szampania, apelacja Champagne AOC. Moim zdaniem jest super. Poza tym dobry stosunek ceny do jakości.

Moje ukochane wina to czerwone wytrawne, najlepiej z Italii. Jedno z ulubionych, włoskich win to Valpolicella Classico DOC Superiore Ripasso. Czerwone, wytrawne, ma piękny, głęboki kolor,  delikatny smak. To wino pasuje nieomal do wszystkiego, także do niezwykłego chleba.

A tutaj coś pysznego do zjedzenia – nie należy się objadać w noc sylwestrową, taki super chlebek będzie na pewno nie lada atrakcją. Zapraszam, przepis jest T U T A J

ŻYCZĘ WSZYSTKIM ŚWIĘTOWANIA, PIĘKNEJ ZABAWY!  A w Nowym Roku

ODPOCZYNKU i LENIUCHOWANIA, PRACY UKOCHANEJ CZYLI ROBIENIA TEGO NA CO MA SIĘ OCHOTĘ, SPOTYKANIA LUDZI, KTÓRYCH KOCHAMY, LUBIMY, PODZIWIAMY –  CHCEMY CIESZYĆ SIĘ ICH TOWARZYSTWEM I ICH CIESZYĆ SWOIM TOWARZYSTWEM.

ŻYCZĘ MNÓSTWO SIŁ I ZDROWIA. MIŁOŚCI, PRZYJAŹNI I SAMYCH WSPANIAŁYCH DNI W 2019 ROKU I… ZAWSZE. NIECH SIĘ SPEŁNI!


JESTEŚMY FAJNI!

To mój Piotruś, zabawka-pamiątka, też jest FAJNY!

Tak właśnie jest – JESTEŚMY FAJNI, ALE NIE WSZYSCY POTRAFIMY TO DOSTRZEC I Z TEGO KORZYSTAĆ.

Co jest z nami nie tak? Jasne, że można podać tysiąc powodów dlaczego tak jest, albo tylko bywa. Mnie jednak nurtuje pytanie skąd się bierze NIEDOSTRZEGANIE SIEBIE?

Przedświąteczny czas zmobilizował moje myślenie na ten trudny temat. Trudny? A może wcale nie jest trudny, bo każdy z nas może znaleźć w sobie wiele fajnego, dobrego, miłego, wzniosłego, prawego, uśmiechniętego…

Szukajmy więc, cieszmy się sobą, życiem, bo jeśli mamy zdrowie jako takie, rodzinę, paru przyjaciół, dach nad głową, co jeść i trochę grosza to już może być wspaniale! Nawet tak, że można pomóc innym, a warto…

Na pewno nie warto zamęczać się przeszłością i rozgrywać w myślach „co by było gdyby”. Warto dobrze myśleć o sobie JESTEM OK! Nie słuchać innych, słuchać siebie. Jasne –  nie wszyscy wokół są dobrymi ludźmi, wiem kogo nie chcę znać, kogo omijam, a z kim mi nie po drodze.

Wiem na pewno – dopóki mam zdrowie, dopóki czuję i myślę, dopóty wszystko mogę.

Po prostu – mogę robić to co chcę. No… może nie mogę (po co?) cofnąć czasu, nie polecę w Kosmos (nie wiadomo!), ale to mi niepotrzebne!

Kocham moje, nasze zwykłe dni, dobre słowa: dziękuję, proszę, przepraszam, odpocznij, uśmiech, usiądź przy mnie, kubek gorącej, porannej kawy, piękne oczy dziecka, chodźmy na spacer, radosne szczekanie psa, wędrówki… To jest miłość. Zwyczajna, prosta, choć bywa cierpieniem, ale jeśli kochamy wiele da się znieść i miłość znowu rozkwitnie.

Masz taką MIŁOŚĆ? Jeśli tak to jesteś WSPANIAŁĄ, FAJNĄ OSOBĄ!

Pamiętaj, ktoś cię gdzieś kocha. Bądź dla siebie kimś najważniejszym/najważniejszą, pokochaj siebie wtedy możesz oddać innym dobro, bo masz je w sobie. DOPÓKI ŻYJESZ MASZ WSZYSTKO – ŻYCIE.

Miłość to także pyszne wino, tak więc teraz… o winach

W tym przedświątecznym nastroju mam propozycję pysznego wina, warto mieć w domu dobre wino, aby wypić lampkę z rodziną, z przyjaciółmi, a jeśli akurat spędzasz te święta sam/sama to też warto. O dobrej samotności pisałam TUTAJ

Półwytrawne, o bladoróżowym kolorze, aromatyczne, orzeźwiające – Wino ma nazwę: 770 Miles Zinfandel. Jeśli wolisz np. czerwone wino, to spróbuj wina z Italii Valbutera Sangiovese Rubicone. Jest półwytrawne, pięknie wygląda w kieliszku i smakuje wybornie. Te i inne wina znalazłam na portalu Viniferia.pl

Moje ukochane wina to czerwone wytrawne, najlepiej z Italii. Jedno z moich ulubionych, włoskich win to Valpolicella Classico DOC Superiore Ripasso. Czerwone, wytrawne, ma piękny, głęboki kolor,  delikatny smak. To wino pasuje nieomal do wszystkiego, a popijając małymi łyczkami docenimy jego piękno w kieliszku i niezwykły smak.

Do wina można pojadać różne pyszności, co kto lubi – lubię popijać  wino np. z gorzką czekoladą, pyszne jest też nawet wytrawne wino ze świetnym ciastem np. z sernikiem – przepis jest  TUTAJ

Pewnie dziwisz się, że napisałam wytrawne wino do sernika, przecież sernik jest słodki – tak, ale ja uważam, że każdy musi znaleźć swój smak. Oczywiście czerwone wytrawne wina są w zasadzie do różnych mięs, białe do ryb i drobiu, słodkie do słodkiego itd. Moim zdaniem warto poszukać swoich smaków i pić wina do potraw jak lubisz. Próbuj. Nie przejmuj się, że różni „smakosze” uważają inaczej – TO TY JESZ I PIJESZ I JESTEŚ NAJWAŻNIEJSZĄ OSOBĄ.

Niezależnie od tego czy obchodzisz Święta Bożego Narodzenia czy nie –  Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, życzę najpiękniejszych Świąt, wspaniałego 2019 roku, pięknych Dni i Nocy!

Dołączam piękną kolędę Zbigniewa Preisnera w wykonaniu Beaty Rybotyckiej – słowa są… czułe.

Posłuchaj proszę…


Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie…

Witam Cię na Mózgojazda!

Tekst, który (mam nadzieję) chętnie przeczytasz to niezwykły, pełen prostoty, mądry zapis autorstwa wspaniałego Artysty Charlie Chaplina. Znalazłam wpis na innym (znakomitym) blogu i uznałam, że warto, aby przeczytało go jak najwięcej osób, w całości. Warto.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem, że zawsze i wszędzie jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu. Od tamtej pory mogłem być spokojny. Dziś wiem, że to się nazywa… Poczuciem własnej wartości. Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie, że ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie, bym nie żył […]

via Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie … — Moja joga codzienna.

Pozdrawiam i do następnego razu 😉


I stanęło przy nas 10 mln ludzi.

Witaj na Mózgojazda!

Ostatnie dni w naszym „przemedialnym” kraju nie są proste. Wszystkie media zachłystują się sprzecznymi informacjami o różnych marszach. Mogłyby być te dni inne. Nie ma co gdybać co by było… ważne jak jest i że nie może już tak dłużej być.  Nie wiem tylko czy ktoś z decydentów czy z tzw. szerokiej opozycji wie jak być powinno. Chyba można mieć wątpliwości czy są jeszcze tacy ludzie.

Jednak po przeczytaniu tego listu, który Prezydent Lech Wałęsa napisał na

na setną rocznicę odzyskania niepodległości  można mieć nadzieję, że znajdą się siły, działania, ludzie, myśl piękna i najlepsza..

W te dni będziemy śpiewać hymn Polski, nieść polskie flagi, powinniśmy się cieszyć świętem. Świętujmy, ale nie rzucajmy słów na wiatr…

Śpiewajmy nasz hymn, jest fajny 😉  TUTAJ JEST HYMN POLSKI

Co po świętowaniu

Po świętowaniu np. wznieśmy toast za NASZĄ PIĘKNĄ NIEPODLEGŁĄ – pysznym sokiem, kawą, ulubionym drinkiem, piwem, a może dobrym winem.

Jeśli winem to może toskańskie – przecież „…Z ziemi włoskiej do Polski…

… bo Polska jest fajna pomimo wszystko!

Świetne białe wino z Toskanii Barbotto – klasztorne, półwytrawne, łagodne, sympatycznie się je popija. Z tego samego, klasztornego źródła, o tej samej nazwie jest wino czerwone wytrawne. Polecam, bo są to znakomite wina i niedrogie.

Jedno z moich ulubionych, włoskich win to Valpolicella Classico DOC Superiore Ripasso. Czerwone, wytrawne, ma piękny, głęboki kolor, taniny delikatne, smak miły… bardzo fajny 🙂 To wino pasuje nieomal do wszystkiego, a popijając małymi łyczkami docenimy jego piękno w kieliszku i wartość smaku.

Poszukajmy też dobrych polskich win, bo chyba nie doceniamy ich, a są świetne.

Od wielu lat są już świetne polskie wina. Pisałam o tym T U T A J   Warto zajrzeć poczytać i… kupić polskie wino, z dobrej winnicy.

Do zobaczenia i miłego świętowania!