Czy to już zdziczały konflikt?

Od pewnego czasu  (ostatecznym motywem jest zdarzenie, o którym dalej) zamierzałam napisać o już mocno zdziczałym… konflikcie na drogach i chodnikach: kierowcy – rowerzyści – piesi. Nie ma powodu udawać, że nie istnieje. Te napięte stosunki są i na co dzień ich doświadczamy – czasami niestety boleśnie. Czy powodem jest zdecydowana sprzeczność interesów? Moim zdaniem nie tylko. To kwestia kultury i szacunku dla każdego człowieka. Od pewnego czasu jest tych cnót coraz mniej w naszym państwie.

Jak większość ludzi jestem zarówno pieszą, kierowcą samochodu i rowerzystką, korzystam też z warszawskiej  komunikacji miejskiej. Jeżdżę od lat autem, mam zaliczoną Szkołę Bezpiecznej Jazdy, jak na razie udało mi się nie „zarobić” mandatu. Uważam się za kierowcę już trochę doświadczoną, ale tego nigdy za wiele. Tu nie może być powodu do samo-zadowolenia. Każda jazda, każde wyjście z domu, z pracy to zawsze nowe doświadczenie i bywa, że… źle się kończy. Jako kierowca szczególną uwagę zwracam na pieszych i rowerzystów. Jako rowerzystka boję się jeździć ulicami miast, teraz jeżdżę tylko tam gdzie są ścieżki rowerowe.

Niestety, to też jest w Warszawie

Na drogach, ulicach, chodnikach panuje nieprawdopodobna, ciągła dynamika i złe napięcie.

Opowiem zdarzenie, które stało się powodem do napisania tego tekstu.

Przykre doświadczenie miałam z kierowcą (a jakże!)… eleganckiego, czarnego auta, marka nieistotna. Jechałam rano rowerem – lokalna, miejska, dwukierunkowa ulica. Nie ma ścieżki rowerowej, wąski chodnik, dzień jasny, prędkość do 50/h – nie mam więc prawa jechać chodnikiem. Można tu spotkać sporo rowerzystów, bo to wygodny skrót do głównej ulicy, kierowcy aut to wiedzą i też z tego korzystają. Ten kierowca, może jest urodzonym, codziennym chamem, a może miał zły dzień – tak czy inaczej postanowił wyżyć się na rowerzystach. Trąbił na nas, niebezpiecznie wyprzedzał, pokazywał fucka, itp. stosował niedopuszczalne manewry.

W pewnym momencie znalazłam się na wysokości jego auta – pan (wiek ok. 35-40)  stanął i zablokował mi przejazd, otworzył okno i chlusnął na mnie jakimś ciemnym płynem. Wylał mi  prosto w twarz (nachyliłam się, bo myślałam, że coś ma do powiedzenia) i oczywiście… uciekł. Przewróciłam się. Płyn okazał się znanym, nietoksycznym napojem. Rowerzyści próbowali go dogonić na światłach, ale zwiał…. Nie udało się zanotować całego nr rejestracyjnego. Zapamiętałam tylko trzy pierwsze litery: WPI – to podwarszawskie oznakowanie.

Możesz sobie wyobrazić jakie były skutki tego zdarzenia. Byłam przerażona, lepka, mokra, zalane oczy, nie miałam się czym wytrzeć, chusteczki nie wystarczyły. Musiałam natychmiast wrócić do domu, aby się umyć i przebrać. Byłam roztrzęsiona, tego dnia postanowiłam zostać w domu. Do dziś nie mogę zrozumieć i zapomnieć tego zdarzenia!

To był pokaz agresji: kierowcy auta contra rowerzyści. A teraz agresja- rowerzyści contra piesi. Duże, ruchliwe skrzyżowanie, sklepy, bazarek, banki, pralnia itp. Zielone dla pieszych. Nie ma ścieżki rowerowej, po której można przejechać obok przejścia, tu rower należy przeprowadzić przez pasy. Dwóch rowerzystów pędem wpada w spokojnie idących pieszych, potrącani ludzie krzyczą na nich, a ci oczywiście uciekają. Upadł jakiś starszy pan, z pomocą pomału podnosi się, ktoś chce wezwać pogotowie, komuś wysypały się zakupy, kilkanaście osób przerażonych i posiniaczonych przez szalonych rowerzystów. Ludzie są oburzeni, krzyczą, klną.

Wojna trwa w najlepsze. Sprzeczność interesów? Czy tylko o to chodzi?

Według prawa i wszelkiej logiki pieszy to tzw. niechroniony użytkownik dróg. Auto jednak chroni kierowcę i pasażerów. W jakiejkolwiek kolizji auta z pieszym, czy z rowerzystą najbardziej ucierpią niechronieni.  Oczywiście! Ktoś powie, że gdyby w Polsce były auta autonomiczne to nie byłoby w ogóle wypadków… ale ich na razie nie ma, to pieśń przyszłości. Za to mamy w Polsce bardzo kiepskie statystyki: zabici, ranni, pijani…

Dlaczego odstąpiono od obowiązku posiadania karty rowerowej? Ci ludzie naprawdę nie znają, albo nie uznają żadnych przepisów – jeżdżą jak chcą i gdzie chcą. Jasne, że nie wszyscy tak się zachowują, ale niestety chyba znacząca większość. Psują opinię i dobre obyczaje normalnym rowerzystom.

Każdy kierowca auta musi mieć OC – czyli obowiązkowe ubezpieczenie. Dlaczego nie dotyczy to rowerzystów? Powinni płacić OC – tańsze, ale jakieś podobne ubezpieczenie musi zaistnieć w przepisach o ruchu drogowym. Rowerzysta potrąci człowieka, ten upadnie, złamie nogę, rękę, zniszczy ubranie… a rowerzysta po prostu ucieknie, za nic nie odpowiada!

Motorower musi być zarejestrowany – dlaczego nie miałoby to też dotyczyć rowerów? Można wymyślić jakiś prosty sposób rejestracji on-line. Jeden numer na zawsze, przypinany do roweru i przypisany do człowieka – właściciela. Zmienia rower przepina numer. Ubezpieczyciel powinien żądać, aby rower miał nr rejestracyjny wtedy ubezpiecza, bez ubezpieczenia i bez nr nie wolno byłoby jeździć. Tak jak to jest z kierowcami aut, motocykli i motorowerów. Rowerzyści -tak jak inni kierowcy – powinni być rejestrowani w centralnym rejestrze pojazdów i kierowców.

Może wtedy ta dziwna wojna złagodniałaby, bo ludzie byliby bardziej odpowiedzialni? Nie wiem. Bardzo nie lubię mnożenia kar, przymusów, biurokracji, itp. rozwiązań, ale… co robić! Tak jak jest teraz – jest bardzo źle.

Wstydzić się mają czego nieomal wszyscy uczestnicy ruchu drogowego – każda grupa ma sporo za uszami. Jednak  najgorsza jest agresja i chamstwo – bo chyba nikt z tym NIE WALCZY. Nie wiemy jak, nie potrafimy? Na kursach kandydaci na kierowców nie są uczeni kultury jazdy i przyzwoitego, odpowiedzialnego zachowania się na drodze.

W trakcie trwania kursu kandydaci/kandydatki na kierowców powinni codziennie słyszeć od instruktorów i znać na pamięć te ważne zdania:

TRAKTUJ KAŻDEGO UCZESTNIKA RUCHU DROGOWEGO JAK PARTNERA/PARTNERKĘ A NIE JAK WROGA!

BĄDŹ KULTURALNY/KULTURALNA – BO PRZECIEŻ CHCESZ, ABY CIEBIE TEŻ TAK TRAKTOWANO!

Tyle i aż tyle!

Warto zajrzeć także TUTAJ  jest dużo ważnych informacji o naszych drogach na dzisiaj i na przyszłość. Także KLIKNIJ TUTAJ jest też o rowerzystach

Pozdrawiam Cię miło 🙂

Reklamy

Mamy wyczekane, upalne LATO!

To dla ochłody! Autor zdjęcia: Kully Singh

Jest gorąco, upalnie od kilku dni każdy to widzi, czuje i … wie.

Mamy nareszcie wyczekane lato. W pracy mamy różnie, ale przecież kiedyś trzeba wyjść na rozpalone miasto, dopaść często zbyt daleko zaparkowanego auta… albo do – oby! -klimatyzowanego autobusu. W metrze trochę jest chłodniej.

Wsiąść do samochodu nie daje się tak od razu, jeśli stał na słońcu przez wiele godzin – to wnętrze jest jak rozgrzany piekarnik! Nie zawsze można otworzyć  drzwi tak by zrobić przewiew i nieco schłodzić. Wsiadam – koszmar! Włączam silnik, klima na full i jedziemy… Zależy jaka klima – u mnie dopiero po kilku minutach można „odzyskać” oddech.

Jadę, jest OK. Pomimo gorącego lata w Warszawie jest mnóstwo ludzi i aut. Koniec  jazdy – oto  „mój ulubiony” korek. Miałam nadzieję, że od 1 sierpnia będzie lepiej, ale nie jest. Stoimy, nieco jedziemy, stoimy… i tak przez chyba 15 minut.

To też dla ochłody….

W samochodzie jest już przyjemnie chłodno, na następnej „stójce” sięgam po … cukierka. Gra moja miła, znakomita muzyka – nowa płyta „December Avenue” – Tomasza Stańki. Korek mniejszy, jadę.  Dojechałam do domu. Jestem zmęczona, ale jakbym nieco odpoczęła, oderwałam się od codzienności… w warszawskim korku! – tej innej codzienności Warszawiaków.

Ostatnio wymyśliłam Domową Cytrynkę – moim zdaniem – świetny napój. Znakomicie gasi pragnienie i fajnie smakuje. Przepis, jeśli masz chęć wypróbować jest T U T A J

Wieczór przy świetle świecy… winie, dla ochłody…

A teraz coś przyjemniejszego. Lubisz może  tzw. szprycery? Są fajne na upalny wakacyjny, a także miejski wieczór. Przypuszczam, że każdy ma własny sposób, opowiem o moim –  jak zrobić, aby szprycer był dobry w smaku i spełnił swoje zadanie, czyli ugasił pragnienie. Do szprycera używam wody gazowanej, najlepiej zrobionej w syfonie, bo mineralna ma przecież różne smaki. Woda powinna być zimna, a wino mocno schłodzone. Szprycer po prostu powinien być zimny. Jakie wino? Chętnie wybieram jakiś  Riesling,  albo lekko słodkawe, owocowe, zwykle półwytrawne, lub inne  wytrawne, białe. Wino do szprycera nie musi być drogie – może być tańsze, polecam całkiem sympatyczne np. tzw. zielone wino. Do szprycera wolę białe wina, ale wiele osób lubi także z czerwonym winem – też OK. Kolejna sprawa to proporcje wody i wina. Moim zdaniem każdy powinien metodą prób i błędów znaleźć swój ulubiony, najbardziej pasujący smak. Zwykle robię ok. 70% wody i 30% wina. Niektórzy wolą 80, 90% wody i resztę wina – też dobre.  Polecam także zrobić szprycera wcześniej, aby go dobrze schłodzić przed podaniem. Podaję w szklanym dzbanie z kostkami lodu, często z jakimiś owocami np. z malinami, albo z krążkami cytryny, limonka raczej do bardziej słodkiego szprycera.

Smacznego! Na ochłodę!

Pozdrawiam Cię miło  🙂

 

 

 

Uwaga Autostrady! Senny, Zmęczony Kierowca!

Cześć! Dzisiaj muszę się trochę pozłościć. Może mi nieco ulży… 🙂

Cytuję: „Z badań eksperymentalnych wynika, że tylko cztery godziny snu powodują osłabienie podobne temu, które odczuwa się po wypiciu sześciu piw. Jeśli ktoś nie śpi całą noc, można to przyrównać do 1,9 promila alkoholu we krwi” – Reuter’s. Agencja przytacza wyniki badania przeprowadzonego pod kierownictwem Nicholasa Moore’a ze szpitala uniwersyteckiego w Bordeaux, specjalizującego się m.in. w leczeniu zaburzeń snu. Przebadano około 700 kierowców.

Niewyspany, senny, zmęczony kierowca jest ogromnym zagrożeniem na wszystkich drogach Świata. Są to kierowcy tak samo niebezpieczni jak pijani czy pod wpływem środków odurzających. Według badań w/w szpitala w przypadku obu grup tych kierowców prawdopodobieństwo spowodowania wypadku jest co najmniej dwukrotnie wyższe niż w przypadku osób wypoczętych i trzeźwych.

To są FAKTY!  Z faktami nie ma co – jak wiadomo – dyskutować. Każdy wie ilu nietrzeźwych kierowców „łapie” policja codziennie, a szczególnie w „grillowane” weekendy. Na drogi w Polsce wracają radary, które usunięto (zakryto!), bo nie spełniały wielu różnych wymogów. Zastanawiam się czy warto inwestować w takie ilości radarów? Czy warto wydawać mnóstwo forsy na stawianie ich, łapanie pijaków za kierownicą, rowerzystów (nie tylko na wsiach) po „jednym piwku” – czy to poprawia nasze bezpieczeństwo? Na pewno nieco tak jest.  Może jednak lepiej byłoby więcej zainwestować w edukację, w ścieżki rowerowe, w naziemne i podziemne przejścia dla pieszych (z działającymi windami), w barierki oddzielające chodniki i jezdnie, a także wydać pieniądze na wielopoziomowe, nowoczesne skrzyżowania, chodniki dla pieszych i ścieżki rowerowe zwłaszcza poza terenem zabudowanym … itd. itp.

Czy w końcu uda nam się jeździć tak jak w większości krajów Unii Europejskiej?

Pytanie z ostatniego, fatalnego  doświadczenia: jak kierowca ma być wypoczęty kiedy decyduje się jechać autostradą po to, aby być szybciej i wygodniej u celu podróży, a potem traci mnóstwo czasu w gigantycznym korku przed bramkami?! Czeka godzinę i więcej, płaci drogo! Czy to na pewno jest autostrada?! Po co wydaliśmy miliardy na te autostrady skoro nie potrafimy zapewnić prawidłowego ich funkcjonowania?!

Nie rozumiem dlaczego nie można tego ucywilizować?! Jest na pewno znacznie lepiej niż było kilka, czy kilkanaście lat wstecz, ale te bramki… nie godzi się nas tak traktować. Jest znacznie gorzej niż było rok temu!

Co o tym sądzisz? Jak ci się jeździ polskimi autostradami? A może należy je nazwać „spolszczone autostrady”?

Nieco się wyzłościłam, ale… mam powód. Prze te bramki spóźniłam się na ważne spotkanie, choć wyjechałam ze sporym zapasem czasu.

 

 

Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść!

Witam Optymistycznych Kierowców! „Korkowo”, ale i wiosennie… 

Ostatnio straciłam nie tylko czas, ale i nieco optymizmu. Musiałam coś ciężkiego przewieźć z jednego końca Warszawy na drugi – ok. 60 km.

Gdyby nie to „ciężkie”pojechałabym autobusami i metrem, ale z ciężarem to byłoby niewykonalne. Tą samą trasą jechałam mniej więcej 1,5 roku temu i przejechałam przez ok. 45 minut. Tym razem jechałam dwie godziny i 10 minut! Istne szaleństwo! Nie były to godziny szczytu.

Na wesoło…

Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść! Tak warto myśleć, mówić i działać zawsze. Każdy to wie, nie odkrywam nieznanego. Dlaczego wobec tego ciągle jeździmy w tych koszmarnych korkach?!

Warszawa i inne nasze (i te nie u nas też) wielkie miasta są zakorkowane, zatrute, zahałasowane, zamęczone i pewnie jeszcze wiele innych „za” – przez nieustanne, paskudy czyli – korki.

Ponoć będą u nas już tuż, tuż… elektryczne auta (sporo już jeździ na Świecie, ale na to potrzebna energia!), są już hybrydy, zsynchronizowane światła, zielone linie,  monitoring na prawie wszystkich ulicach, drony, wiele nowoczesnych ulic, itp. Umiejętności większości kierowców są też nieco lepsze, co nie idzie w parze z kulturą, ale to inna, b. ważna sprawa. Pomimo wszystko korki były, są i niestety będą chyba jeszcze dłuuugo. Co na to inżynierowie od komunikacji, dróg, informatycy, programiści, futuryści czyli ci co widzą przyszłość za np. 20, 30 lat…

KOK jest dla Kierowców Optymistycznych, ale oczywiście nie na huurrra! i pomimo wszystko. Zdrowy rozsądek na drogach – to bardzo na czasie i niezbędny wymiar umysłu KAŻDEGO KIEROWCY. Dlatego na drodze trzeba być cały czas czujnymi, uważnymi, dobrymi. Jesteś taki?taka? to wspaniale, ale chyba nie zawsze i nie wszyscy tacy jesteśmy. Jest  zielone światło i… nikt nie rusza! Na co czeka ten/ta pierwszy? Gapi się w komórkę, coś pisze, gada, czegoś szuka… a nawet widuję prawie codziennie rano pana, który goli się w aucie na kolejnych światłach i panią, która nakłada makijaż! Ludzie! Nie! Tak naprawdę nie wolno. Za kierownicą jesteśmy przygotowani tylko do uważnej jazdy. Przecież to wiemy, ale cóż… mamy słabości.

Są różne pomysły, aby było szybciej, lepiej, zdrowiej i poza korkami np. tutaj:

T U T A J  K L I K , także  T U T A J

Warto korzystać z dobrych pomysłów. Masz jakieś fajne pomysły jak omijać korki, albo jak rozwiązywać te problemy w miastach – PISZ, komentuj, bo   Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść!

Pozdrawiam Cię miło 🙂

Czy są bezmyślni kierowcy?

Tiry na drogach są... straszne dla osobówek.

Tiry na drogach są… straszne dla osobówek.

Czy są bezmyślni kierowcy? Niestety zdarza się, bo przecież czasami bywamy bezmyślni niezależnie od tego co w danej chwili robimy.

Każdy z nas kierowców, obu płci, w każdym wieku, obojętne jakiej urody, doświadczenia za kierownicą, obojętne jakiego auta/pojazdu – każdy! wsiadając do auta doskonale wie, że jedną nogą jest na cmentarzu, a drugą u prokuratora. Wobec tego pomawianie nas o bezmyślność to słabo uzasadniona opinia. Nie jesteśmy ani bardziej bezmyślni, ani źli, ani głupsi od kierowców w innych krajach. Jedno jest pewne – nie jesteśmy prawidłowo, mądrze i nowocześnie szkoleni.

Statystyki mówią wiele o polskich kierowcach, jednak nie do końca te dane są obiektywne. Statystyka jak to statystyka – uogólnia, wyciąga średnią i… w majestacie prawa te informacje idą w świat. Niewątpliwie są to ważne i potrzebne dane, ale… fakt, że stół ma cztery nogi i pies też – nie znaczy, że jest psem.

             Pytanie zasadnicze – kiedy zaczniemy badać, mierzyć, obliczać i analizować wszelkie efekty głupoty i bezmyślności decydentów, tych którzy mają choćby najmniejszy wpływ na bezpieczeństwo na naszych drogach? Kiedy decyzje i działania tych osób – imiennie – zostaną podane do wiadomości publicznej i odpowiednio ocenione?
Niby od lat planujemy, marzymy o zmniejszeniu ilości wypadków, rannych, aby mniej ludzi ginęło. W Szwecji do spraw bezpieczeństwa na drogach jest zupełnie inne podejście, tam ginie pięć osób rocznie, a u nas blisko cztery tysiące. W tych potwornych statystykach jesteśmy na szarym końcu UE. Dlaczego nie szanujemy ludzi? Przecież urzędnicy i ich rodziny też bywają pieszymi, kierowcami, jeżdżą rowerami, motocyklami, widzą co się dzieje na polskich drogach. Jakoś ich to… nie obchodzi?!

Moim zdaniem brakuje u nas całościowego zarządzania bezpieczeństwem ruchu drogowego. W końcu musi u nas powstać system, który będzie uwzględniał wszystkie elementy i poziomy bezpieczeństwa na drogach. Na odpowiedzialnych stanowiskach muszą być zatrudnieni ludzie, którzy nie będą zmieniać się co cztery lata kiedy zmienia się władza. Fachowcy, specjaliści w tej dziedzinie to często pasjonaci bezpieczeństwa ruchu drogowego (brd). Ci ludzie muszą mieć zagwarantowane, prawo decydowania w zakresie swoich kompetencji, muszą mieć pewność że nikt ich nie zwolni, bo do władzy doszła inna partia, albo jakiś urzędnik zechce zatrudnić kolegę/szwagra, który nie ma pojęcia o brd za to jest lojalny wobec rządzących. Ci specjaliści muszą mieć prawo narzucenia swojej fachowej wiedzy urzędnikom, którzy powinni im zaufać – bo to są zawodowcy, praktycy i wiedzą co robią.

W krajach skandynawskich (ciągle niedościgniony wzór), w Niemczech znaleźli sposób – to działa! Tam wszystko co dotyczy dróg jest w całości systemem zintegrowanym, spójnym, porządnie, fachowo zarządzanym. Składa się na to wiele instytucji, ludzi, działań, które stanowią ogromną, sprawną maszynerię, mają dokładnie określone cele i metody działania – to jest SYSTEM i doskonale wiadomo kto i za co

Może tak jest bezpieczniej, ale dla kogo?

odpowiada. W Polsce tak naprawdę nie wiadomo jak to działa, kto jest tu bossem. Jakie instytucje, firmy i ludzie są odpowiedzialni za wszelkie działania w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego? Kto tym wszystkim kieruje, decyduje i naprawdę wie i rozumie co się dzieje na polskich drogach? Na pewno nie jest to żadne ministerstwo.
Ten tekst powstaje pod wpływem uzasadnionych emocji i obaw, bo zbliża się wiosna, lato, będą kolejne ciepłe dni, weekendy i znowu usłyszmy o nowych tragediach, pijanych kierowcach, których policji udało się złapać, o młodych motocyklistach pędzących na zatracenie, pieszych i rowerzystach, którym często wydaje się, że wolno im wszystko.

          Na pewno  wielu  nieszczęść można byłoby uniknąć gdyby nasze drogi były… logiczne, przyjazne ludziom, dobrze oznakowane, prawidłowo zarządzane i po prostu zadbane, bo nowe autostrady to naprawdę nie wszystko.

Podglądamy kamerkami?

centercropNiestety tak, bo takie mamy czasy. Mnóstwo samochodów na naszych – i nie tylko – drogach – korki, stłuczki, wypadki. Zdarza się, że musimy komuś udowodnić winę, przekonać o tym policjanta, a bywa że i sąd. Taki nagrany dokument jest uznawany za wiarygodny, musi mieć jednak datę i godzinę nagrania, a nagranie musi być dobrej jakości, czytelne.

Bywa też, że nasza kamerka czyli videorejestrator pomoże nam wybronić się z niesłusznego mandatu, a także udowodnić winnemu stłuczki, który absolutnie nie ma zamiaru przyznać się do winy. Zapraszam do poczytania TUTAJ  opisałam własny przypadek, gdyby nie kamerka taksówkarz uważałby, że to moja wina. Tak więc kamerka za szybą auta osobowego to widok coraz częstszy i bywa potrzebny.

Wybór kamerki niekoniecznie jest prosty, można kupić przeróżne rodzaje o wielu możliwościach i różnych cenach. Kierowcy z KOK czyli z naszego Klubu Optymistycznych Kierowców będą szukać kamerek nie tylko po to, aby nagrać filmik i puścić go w internecie, ale zechcą mieć urządzenie, które ich obroni np. przed kłamstwem innych.

Oczywiście najważniejsza jest jakość zapisanego obrazu. Niewiele jest kamerek, które poradzą sobie z zapisem obrazu o zmroku. Jeśli jeździsz często o tej porze warto zainwestować w kamerkę, która podoła i dobrze zapisze ewentualne zdarzenia.

Jeśli chcemy mieć kamerkę z HD czy Full HD to warto wcześniej poszukać filmików i sprawdzić którą kamerą były robione. Niestety – moim zdaniem – jest to konieczne, bo producenci często przechwalają się. Opłaca się też wybrać kamerki z GPS – to też jest przydatna umiejętność urządzenia. Na nagraniu widać wtedy trasę i prędkość pojazdu. Warto też wybrać videorejestrator z polskim menu.

Ważna też jest łatwość obsługi i możliwość zabezpieczenia filmiku przed tzw. nadpisaniem. Niektóre kamerki nagrywają na bieżąco kasując stare nagrania. Są też urządzenia, które automatycznie zabezpieczają filmik w razie stłuczki czy wypadku.

Oczywiste jest, że karta pamięci musi być co najmniej 16 GB. Zasilanie – ważna sprawa. Lepiej kupić kamerkę z własnym akumulatorkiem, który można podładować z gniazdka zapalniczki. Zasilanie z zapalniczki – też można – ale nie zawsze sprawdza się.

Co jeszcze – moim zdaniem – jest ważne przy wyborze kamerki do Twego auta? Niebagatelny jest sposób mocowania. Chyba najlepsze jest mocowanie do szyby za pomocą przyssawki, bo przyklejanej nie można wziąć ze sobą (ukradnie ktoś i przy okazji zbije szybę!), ani np. przenieść do innego auta.

Jasne, że tematu tutaj nie wyczerpałam. Zakup kamerki jest na lata. Warto przejrzeć co kto oferuje i zastanowić się na czym nam zależy. Zależy nam przede wszystkim na bezpieczeństwie za kierownicą. Zamontowana w aucie kamera może stać się dla nas ważnym dowodem w wielu trudnych sytuacjach na drodze. Kamera w aucie prawie jak „adwokat”.

Zmienię temat, bo przecież dzisiaj ostatki! Zapraszam do poczytania – tekst napisałam… kiedyś. KLIK TUTAJ   Jest tu o pysznym winie i nie tylko… zapraszam i życzę Ci MIŁEGO WIECZORU!

KOK – zaprasza

KOK – Klub Optymistycznych Kierowców.

Witaj! Miło mi, że tu zaglądasz!

Zapraszam Cię do podzielenia się z nami tutaj  o tym  jakim jesteś – będziesz – kierowcą. Oczywiści czekam na komentarze od obu płci. Nie wiem jak mają napisać o sobie panie np. jestem kierowczynią... może zaczniemy popularyzować to, albo inne słowo, bo jakieś przecież być powinno. Jest nas prawie tyle kierowców – pań ilu jest kierowców – panów.

Wymyślmy dobrze brzmiące słowo określające KOBIETĘ-KIEROWCĘ w naszym, polskim języku, albo może być jakiś fajny konglomerat językowy… Zapraszam do myślenia i wymyślenia… Bo ja wiem… może coś ze Śląska z Kaszub, od Górali, albo coś z polsko-angielskiej „branży” – może być zabawnie 😉

Opowiedz proszę jaki masz styl jazdy, jak lubisz wyglądać za kierownicą, w czym Ci jest najwygodniej jeździć w dalszą i bliższą podróż; z kim lubisz jeździć; co masz i lubisz mieć w schowku; jaki kolor auta masz, lubisz, chcesz mieć… itp.

cropped-cropped-cropped-honda.jpgJeśli o mnie chodzi – za kierownicą od kilkunastu lat – bardzo lubię jeździć, zaliczyłam szkołę bezpiecznej jazdy i nie miałam żadnego mandatu, ani nawet stłuczki. Wiem! – wszystko przede mną. Jeśli chodzi o kolor auta to w zasadzie jest mi obojętny – choć lubię srebrny metalic. Miałam już kilka aut – zawsze Hondy i niestety zawsze używane, ale dobrze trafiałam ;-). Pierwsza Honda sportowa 1,8, cudne autko, super przyspieszenie,  była ciemno-srebrna, metalik, z szarą tapicerką – chyba ten kolor podoba mi się najbardziej. Teraz jeżdżę kolejną (też kupiłam  używaną – od przemiłego faceta, wyjeżdżał w świat) – czwartą Hondą 1,6 – jest czarna z szarą tapicerką, jest też superfajna – jak to Honda. 🙂

A tutaj zabawa KOLOR AUTA  ! Zobacz jaki kolor auta pasuje do Ciebie.

W schowku mam na ogół ulubione cukierki verters original i coś miętowego, oraz kilka małych rzeczy np. notes z długopisem, albo tablet (nie zostawiam!), oświadczenie w razie stłuczki, jednorazowe chusteczki, dezodorant, mały lakier do włosów, czasami jakiś zapach… itp.

Jestem ciekawa Ciebie także jako kierowcy, a jeśli jeszcze nie masz prawka, albo jesteś na kursie, to może opowiesz jak sobie radzisz i jak sobie wyobrażasz siebie za kierownicą… to byłoby bardzo interesujące 🙂

Cześć! czekam na Twoje wszelkie komentarze. Dziękuję! 😉

 

 

 

 

To jest KOK – Klub Optymistycznych Kierowców

Motyl to ma frajdę, leci gdzie chce, my kierowcy aut musimy mieć drogi

To może być znak KOK. Motyl to ma frajdę, leci gdzie chce, my kierowcy aut musimy mieć drogi.

KOK = KLUB OPTYMISTYCZNYCH  KIEROWCÓW.

Wstępujcie do KOK, KOMENTUJCIE, DYSKUTUJCIE – nie ma za to żadnych legitymacji, nagród, ani nagan – wszystko jest dobrowolne i za darmo! Liczę na Waszą aktywność! Jesteśmy różni, każdy z nas jest inny, ale prawo o ruchu drogowym obowiązuje nas wszystkich.

Po co nam kierowcom taki KLUB? Choćby po to, aby się wygadać, podyskutować, znaleźć innych kierowców. Napisać co nas kierowców uwiera, dokucza, jak nam się żyje za kierownicą, jak jeździmy, dokąd, co lubimy, a czego nie znosimy. Opisujmy nasze dobre i złe doświadczenia, piszmy to co… chcemy byle o brd 🙂 OPTYMISTYCZNIE.

Do utworzenia tego Klubu zainspirował mnie ktoś znajomy z Facebooka, a zmobilizowały ostatnie zdarzenia polityczno – samochodowe, choć nie tylko. Zrobiło się naprawdę sporo zła. To wszystko zapewnia nam głównie dzisiejsza władza, ale nie jest tu wyjątkiem – chyba poprzednio też bywało różnie, ale jednak nie AŻ ! tak źle.

Interesuję się bezpieczeństwem ruchu drogowego (brd) – kiedyś  zawodowo (autorski, cykliczny program telewizyjny dot. bezpieczeństwa na drogach), teraz bardziej prywatnie – choć nie tylko, co nie znaczy, że mniej. Kocham jeździć, mam swoje auto (Honda – już czwarta, niestety zawsze kupowałam używaną, ale dobrze trafiałam i wybierałam :-)), zaliczyłam świetną szkołę bezpiecznej jazdy, jak dotąd nie mam żadnego mandatu, wypadku, ani żadnej stłuczki – ale pewnie… wszystko przede mną.

Na moim blogu „Mózgojazda” jest sporo wpisów o tematyce typu „Moto-brd„. Jakiś czas temu pisałam np. ten tekst KLIK TUTAJ, a TUTAJ jeszcze nieco wcześniej też o brd. Ten tekst  TUTAJ jest o szaleńcach na naszych drogach i o tym jak sobie pewien kraj w UE z tym radzi. Ten wpis T u t a j jest o nas kierowcach i o… zimie, a T U T A J  o radarach, które nas oślepiają, i wiele innych tekstów o tematyce brd.

Piękny MOTYL może być naszym optymistycznym znakiem rozpoznawczym.

ZAPRASZAM DO KOK, do CZYTANIA, PISANIA, KOMENTOWANIA,  ZAGLĄDANIA I DZIELENIA SIĘ.

KIEROWCY WSZYSCY – ŁĄCZMY SIĘ! OPTYMISTYCZNIE 🙂 

 

Kierowco, pokochaj zimę, bo… nie masz wyjścia

dsc08062No i „wyrosła” nam Zima. Dzisiaj rano trzeba było odgarniać kilogramy śniegu z aut. Napadało chyba ze 20 cm. Niezły rozruch jak na poranek 😉 Udało mi się wyjechać, ale na warszawskich drogach było, mówiąc delikatnie… różnie. Gdyby nie to, że musiałam mieć do dyspozycji samochód  w ciągu dnia to pojechałabym autobusem i metrem, ale…

To pierwszy w tym sezonie taki śnieżny dzień i natychmiast zaczęłam  stosować wszelkie zalecenia z kursu doskonalenia jazdy. Po pierwsze w takich warunkach NOGA Z GAZU I ZACHOWAJ ODLEGŁOŚĆ OD AUTA PRZEZ TOBĄ! Wspomnę też tu o innych ważnościach, bo może jednak komuś się przyda. Co prawda o wielu sprawach już nieco wcześniej należałoby pomyśleć, jeśli ktoś jeszcze nie pomyślał to… zachęcam do działania.

  1. Opony, opony i jeszcze raz OPONY! Mam już zimowe. To jedyna rzecz w naszym samochodzie, która ma styczność z nawierzchnią.  Na zimę koniecznie zimowe, oczywiście dobre, czyli z odpowiednim bieżnikiem, wg polskich przepisów bieżnik nie może być mniejszy niż 1,6mm. Natomiast  opony zimowe, dla bezpieczeństwa, powinny mieć bieżnik nie mniej niż 4 mm – warto to sprawdzić, aby nie być zaskoczonym w razie choćby małego poślizgu.
  2. Akumulator. Trzeba sprawdzić, jeśli jest słaby koniecznie kupić nowy, bo można mieć niemiłą niespodziankę…
  3. Wszystkie światła, żarówki, wycieraczki muszą działać bez zarzutu i być czyste.
  4. Tzw. płyny eksploatacyjne w samochodzie. Bardzo ważne! To są, o czym każdy kierowca wie, ale napiszę:  olej, płyn hamulcowy, płyn chłodniczy i płyn do spryskiwaczy. Olej powinniśmy wymieniać (zależnie od instrukcji obsługi auta) średnio co 15-20 tysięcy kilometrów,  płyn hamulcowy co 2 lata. Płyn chłodniczy nie rzadziej niż co 5 lat. Płyn do spryskiwaczy musi już być zimowy – jest zawsze niezbędny, a przy jesienno-zimowej pogodzie szczególnie.

Inne ważne rady instruktorów doskonalenia jazdy.

  1. Wygodnie, czyli prawidłowo usiądź za kierownicą. Nie rozsiadaj się na półleżąco, bo to nie daje żadnego komfortu (fotel w aucie to nie łóżko), wygląda fatalnie, ale przede wszystkim stwarza niebezpieczeństwo. Trzeba tak ustawić fotel, aby obie łopatki kierowcy nie odrywały się od oparcia podczas sięgnięcia ręką (nadgarstkiem) do szczytu kierownicy. Wtedy jest OK. Nogi muszą wygodnie i bez wysiłku sięgać pedałów.
  2. Na czas jazdy zostaw w spokoju telefon, tablet… świat się nie zawali jeśli akurat nie napiszesz/odbierzesz sms’a od chłopaka/dziewczyny, albo jakiegoś ponaglenia od szefów. Musisz skoncentrować się tylko na prowadzeniu auta, a te nasze gadżety dekoncentrują nas i to bardzo. Z tego powodu jest coraz więcej strasznych wypadków na drogach. Dlaczego to robią?! – TUTAJ
  3. Kierownicę należy trzymać obiema rękami. Nonszalancka jazda z jedną ręką na kierownicy to głupota, która może kosztować Czyjeś/Twoje życie. Palenie papierosów, picie np. kawy to durnota. Poczytaj też T U T A J
  4. Masz już nareszcie w kieszeni prawo jazdy, ale codzienna jazda to zupełnie co innego niż jazdy na kursie. Na drodze jest bez przerwy ruch, w każdej sekundzie coś się zmienia, musisz być na wszystko przygotowany i odpowiedzialnie reagować. Warto zajrzeć TUTAJ
  5. Każdy kierowca, także bardziej doświadczony, powinien  doskonalić swoje umiejętności. Nawet jednodniowe szkolenie w szkole doskonalenia jazdy daje wiele. Będziesz czuć się nieco pewniej i bezpieczniej na drodze. Warto zainwestować w swoje i innych bezpieczeństwo. Takie dodatkowe szkolenie jest super! Wiem co mówię, bo przeszłam trzydniowe szkolenie, wyzbyłam się pewnych złych nawyków, poczułam się sprawniejszą i lepszą kierowcą.

DOBREJ DROGI I UŚMIECHU ŻYCZĘ 😉

Obcego nie lubimy

Wiosna jeszcze trochę waha się, nie wie czy zima ją raptem nie zaskoczy, a ona już w nieomal letnich ciuszkach, „mniejszych” pantoflach, botki poszły w odstawkę… nie bardzo wiadomo jak się ubrać, a…

Źródło: Obcego nie lubimy