Prowadzenie auta to przyjemność, ale…

Witaj!

Ktoś mądry powiedział:Uczestniczysz w pełnoetatowej szkole zwanej życiem”

Bycie kierowcą to wielka odpowiedzialność – to pełnoetatowa szkoła życia.

Prowadzenie auta to moja mała pasja i fajna przyjemność. Od lat mam własne auto – zawsze Hondę. Niestety – jak dotychczas – nie mogłam kupić nowej Hondy, kupowałam używane. Zawsze dokładnie sprawdzałam auto u mojego  mechanika, musiał być pierwszy właściciel, udokumentowany niski przebieg, bezwypadkowe i kupione w Polsce. Dzięki temu trafiałam bardzo dobrze, każdą Hondą jeździłam kilka lat i robiłam tysiące kilometrów. Lubię dbać o swoje auto, bo … lubię, ale przede wszystkim, aby mnie nie zawiodło w drodze. Teraz mam czwartą Hondę – jest super jak… każda Honda.

Co jest nam potrzebne, aby jazda autem była przyjemnością, a nie tylko poruszaniem się od punktu A do B?

Każdy niewątpliwie ma własne potrzeby, cele –  dla mnie to przede wszystkim:

  1. Bezpieczne osiągnięcie celu podróży. Najważniejsze!
  2. Niezawodne auto – hmm…  nie ma takiego, ale o samochód trzeba dbać na co dzień  – warto, odwdzięczy się w drodze
  3. Dobre ubezpieczenie  – OC i AC, NW, auto zastępcze, pomoc prawna w razie wypadku, odszkodowanie, itp..
  4. Lubię jeździć sama, ale miłe towarzystwo jest zawsze ok
  5. Dobre drogi – mamy w Polsce coraz lepsze, ale jeszcze trochę nam brakuje.
  6. GPS, ale też dobre, papierowe mapy, zwłaszcza przydatne na dalszą podróż.
  7. Przynajmniej niezła pogoda
  8. Nie nachalny  ruch
  9. Ulubiona muzyka, ale też radio
  10. Woda niegazowana i coś słodkiego w schowku, lubię Werthers Original 😉

Znam swoje ograniczenia, ale i ograniczenia innych kierowców są równie ważne. Przecież może być tak, że jadę prawidłowo, uważnie, a ktoś NIE! Wtedy bywa poważny problem. Dużo nauczyłam się w Szkole Bezpiecznej Jazdy, jeździłam także na torze, tam można się wyżyć… ale na drogach, w miastach gdzie jest duży ruch, a kierowcy są różni MUSIMY BYĆ ZAWSZE UWAŻNI.

Z wielu medialnych informacji wynika, że chyba niedługo będziemy mieć tzw. autonomiczne auta. Modnie jest o tym pisać więc i ja piszę. Niektórzy twierdzą nawet, że  nasze dzieci już nie będą musiały uczyć się jazdy samochodem, przepisów, zdawać egzaminów itp. – bo będą samochody tak ”mądre”, że wszystko zrobią za nas.

Wyprodukują auta inne niż te jakie teraz proponuje np. Tesla. Auta przyszłości będą mieli wszyscy na Ziemi. Te maszyny nie będą w ogóle potrzebowały kierowcy – wpiszemy cel podróży i auto samo nas dowiezie absolutnie bezpiecznie!

Może taki pojazd będzie przyszłością?

Ta nadzwyczajnie utopijna wizja zakłada, że w ogóle nie będzie żadnych wypadków, stłuczek i jakichkolwiek kolizji. Jeśli zdarzy się jakiś wypadek to nie będzie to wina człowieka, ale… firmy, która źle opracowała dany system.

To na pewno wspaniałe i ważne – nie będzie wypadków, pijanych durniów za kierownicą, tragedii ludzi po wypadkach – ale czy będziemy mieć jeszcze przyjemność z prowadzenia samochodu? Raczej nie, ale…  na pewno pojawią się inne wspaniałe przyjemności 😉

Czy w tej świetlanej przyszłości będzie miejsce dla rowerzystów? Czy w ogóle będą rowery? A może dopiero wtedy, przy autonomicznych autach, rowerzyści nareszcie będą też bezpieczni? Zapraszam do poczytania  TUTAJ

Miło Cię tutaj widzieć! Pozdrawiam 😉 

 

Reklamy

Optymistyczni Kierowcy!

Witaj w MOTO!

Optymizm jest zawsze ważny i pożądany, bo wokół bywa różnie…

Paliwa drożeją, a zapowiedzi nie są tu optymistyczne. Kierowcy mają coraz mniej wolności, przesadne  przepisy czasami nie dają normalnie jeździć, a policjanci – no cóż… robią swoje. Rząd planuje „egzekucję” kierowców po 60 roku życia. Najlepiej, aby natychmiast – każdy kto kończy 60 lat – oddał prawo jazdy! 

Nie! statystyki mówią, że starsi kierowcy to grupa, która powoduje najmniej wypadków, stłuczek itp. Najwięcej wypadków powodują kierowcy w wieku 25- 39 lat. Oto infografiki, które

publikuję za http://www.motoryzacjainteria.pl

 

 

 

 

 

 

 

Wymowne – prawda? Nic dodać nic ująć, wszystko jasne. Dlaczego więc należy pozbawiać prawa jazdy dobrych, doświadczonych kierowców? Zrozumiałe są badania okresowe np. raz na dwa lata, ale pozbawianie tych ludzi prawa jazdy! To jest niedopuszczalne

Niestety najwięcej wypadków powodują młodsi kierowcy między 18 a 39 rokiem życia. Osoby te – obu płci – jeżdżą mniej uważnie, siłą rzeczy mają mniejsze doświadczenie, z zapałem”gmerają” w telefonach w czasie prowadzenia auta, golą się, czeszą, albo malują  na czerwonych światłach, itp. No i alkohol, używki…

Pisanie o pijaństwie kierowców niewiele daje, wszelkie akcje są i będą, ale co dalej… Czy wiemy jak się będziemy czuć po jednej lampce wina, a jak po piwie czy wódce. Podobnie jest z tzw. środkami odurzającymi czyli np. narkotykami, czy „dopalaczami”. Jeśli masz możliwość założyć na nos alko-gogle to zrób to. Warto. O tym pisałam T U T A J

Wrażenia były porażające! Nigdy nie prowadziłam auta po alkoholu, bo to durnota i bezczelność. Jestem normalną kierowcą, lubię prowadzić samochód, jeżdżę sporo i na razie udało mi się nie mieć nawet stłuczki, ani nie zarobiłam jeszcze mandatu. Wiem – wszystko przede mną…

Majówka ma być prawie upalna więc zapraszam Cię do poczytania tekstu o upalnym lecie! Jest także o pysznym winie – zapraszam T U T A J

Miło Cię gościć na Mózgojazda, pozdrawiam 😉 


UWAGA Kierowcy!

Dzień dobry – już wiosennie!

Tym razem szczególnie Witam Cię Kierowco, bo zima się skończyła i NIEZBĘDNE JEST ZADBANIE O SWÓJ SAMOCHÓD. Twoje auto tego pragnie, odwdzięczy ci się nie tylko świetnym wyglądem, ale przede wszystkim na pewno zrozumie dobre zabiegi i będzie sprawne.

Moja Honda służy mi znakomicie, całą zimę (niestety nie mam garażu) spisywała się świetnie. Jednak teraz widzę, że jest trochę smutna i trzeba o nią bardziej zadbać. Lubię i cenię Hondy są niezawodne i znakomicie się nimi jeździ. To moja czwarta Honda, zawsze kupowałam używane auto, ale tylko z 1. ręki, sprawdzałam i nigdy nie zawiodłam się. Dbałam o każde, dlatego wspominam je dobrze. Ważne było dla mnie też komu i w jakim stanie je, po kilku latach używania sprzedawałam, też w dobre ręce.

Na pewno jesteś  dobrym/dobrą kierowcą i dbasz o swoje auto, ale chyba nie zaszkodzi kilka uwag fachowców. Kiedyś skorzystałam z takiego profesjonalnego czyszczenia, zapłaciłam 200 zł, ale było warto – auto wróciło do mnie… śliczne.  W tym tekście są różne propozycje, różny koszt – wybór należy do Ciebie, ale warto coś wybrać. Warto mieć uważność także dla swego auta.

Natrafiłam na tekst, który być może okaże się pomocny w podjęciu decyzji i ucieszeniu Twego auta 😉

Zapraszam do przeczytania i przemyślenia, kliknij niżej…

Pozdrawiam i… szerokości życzę!

Myślisz, że przygotowałeś swój samochód na wiosnę? Super! W takim razie najwyższy czas wziąć się do roboty!


Co o tym myślisz? (tekst i film)

Po niezaplanowanej przerwie WITAM MIŁO!

Od razu muszę – niestety – zacząć od zdarzenia dla mnie bulwersującego, o którym przeczytałam i obejrzałam film.

Poniedziałek -11 st.C, mroźny dzień, Warszawa.

Może lepiej jeździć takimi pojazdami?

Młody chłopak (18 lat) jechał rowerem, spokojnie, prawidłowo po ulicy warszawskiej Woli i został zatrzymany przez policję. Para policjantów rozpoczęła zatrzymanie od kontroli dokumentów, następnie kazano chłopakowi pokazać plecak, wszystko mu przeszukano, potem kazano mu pokazać co ma w kieszeniach, następnie szukano czegoś pod kurtką i potem pod bluzą. Nie pozwolił dotknąć swego ciała, ale…

Przeszukanie było bardzo dokładne. Kiedy Chłopak dopominał się o powód i cel przeszukania otrzymał odpowiedź, że szukają skradzionego roweru. Na koniec – nic nie znaleźli co by ich zadowoliło, stwierdzili natomiast, że chodzi o kradzieże rowerów w tej dzielnicy. W końcu podeszli do roweru i sprawdzili nr ramy, rower postawili do góry kołami na chodniku. Chłopak mówi, że nie ukradł żadnego roweru, to jest jego własność. Ciekawe…  szukanie skradzionego roweru – najpierw zaczęli w plecaku, potem w kieszeniach, a rower sobie stał. Pomimo, że chodziło o rower nie zaczęto od sprawdzenia roweru.

Moje zdanie: policja ma prawo zatrzymać, sprawdzić dokumenty i jeśli szuka kradzionego roweru – sprawdzić rower. Osobiste przeszukiwanie jest NIEDOPUSZCZALNE i BEZPRAWNE. Czego szukali? Kłamali, że chodzi o rower? Zachowali się po prostu – w części – bezprawnie i arogancko.

Na szczęście chłopak miał zamontowaną kamerkę i wszystko zostało nagrane. Wielki szacunek dla tego Chłopaka – nie dał się sprowokować, wytrzymał wszystko i odjechał. 

Obejrzyjcie proszę filmik z tego zatrzymania i przeszukiwania to  tutaj: 

To nie może tak być! Zaczniemy się bać wychodzić, wyjeżdżać z domu! Obecna władza nic nie rozumie, nienawidzi ludzi, chyba w każdym człowieku widzi przestępcę. Dlaczego?! Nie chcemy żyć w państwie policyjnym, chcemy szacunku i normalności! To zdarzenie – mom zdaniem – nie do końca było normalne.  Co TY o tym myślisz?


Czy to już zdziczały konflikt?

Od pewnego czasu  (ostatecznym motywem jest zdarzenie, o którym dalej) zamierzałam napisać o już mocno zdziczałym… konflikcie na drogach i chodnikach: kierowcy – rowerzyści – piesi. Nie ma powodu udawać, że nie istnieje. Te napięte stosunki są i na co dzień ich doświadczamy – czasami niestety boleśnie. Czy powodem jest zdecydowana sprzeczność interesów? Moim zdaniem nie tylko. To kwestia kultury i szacunku dla każdego człowieka. Od pewnego czasu jest tych cnót coraz mniej w naszym państwie.

Jak większość ludzi jestem zarówno pieszą, kierowcą samochodu i rowerzystką, korzystam też z warszawskiej  komunikacji miejskiej. Jeżdżę od lat autem, mam zaliczoną Szkołę Bezpiecznej Jazdy, jak na razie udało mi się nie „zarobić” mandatu. Uważam się za kierowcę już trochę doświadczoną, ale tego nigdy za wiele. Tu nie może być powodu do samo-zadowolenia. Każda jazda, każde wyjście z domu, z pracy to zawsze nowe doświadczenie i bywa, że… źle się kończy. Jako kierowca szczególną uwagę zwracam na pieszych i rowerzystów. Jako rowerzystka boję się jeździć ulicami miast, teraz jeżdżę tylko tam gdzie są ścieżki rowerowe.

Niestety, to też jest w Warszawie

Na drogach, ulicach, chodnikach panuje nieprawdopodobna, ciągła dynamika i złe napięcie.

Opowiem zdarzenie, które stało się powodem do napisania tego tekstu.

Przykre doświadczenie miałam z kierowcą (a jakże!)… eleganckiego, czarnego auta, marka nieistotna. Jechałam rano rowerem – lokalna, miejska, dwukierunkowa ulica. Nie ma ścieżki rowerowej, wąski chodnik, dzień jasny, prędkość do 50/h – nie mam więc prawa jechać chodnikiem. Można tu spotkać sporo rowerzystów, bo to wygodny skrót do głównej ulicy, kierowcy aut to wiedzą i też z tego korzystają. Ten kierowca, może jest urodzonym, codziennym chamem, a może miał zły dzień – tak czy inaczej postanowił wyżyć się na rowerzystach. Trąbił na nas, niebezpiecznie wyprzedzał, pokazywał fucka, itp. stosował niedopuszczalne manewry.

W pewnym momencie znalazłam się na wysokości jego auta – pan (wiek ok. 35-40)  stanął i zablokował mi przejazd, otworzył okno i chlusnął na mnie jakimś ciemnym płynem. Wylał mi  prosto w twarz (nachyliłam się, bo myślałam, że coś ma do powiedzenia) i oczywiście… uciekł. Przewróciłam się. Płyn okazał się znanym, nietoksycznym napojem. Rowerzyści próbowali go dogonić na światłach, ale zwiał…. Nie udało się zanotować całego nr rejestracyjnego. Zapamiętałam tylko trzy pierwsze litery: WPI – to podwarszawskie oznakowanie.

Możesz sobie wyobrazić jakie były skutki tego zdarzenia. Byłam przerażona, lepka, mokra, zalane oczy, nie miałam się czym wytrzeć, chusteczki nie wystarczyły. Musiałam natychmiast wrócić do domu, aby się umyć i przebrać. Byłam roztrzęsiona, tego dnia postanowiłam zostać w domu. Do dziś nie mogę zrozumieć i zapomnieć tego zdarzenia!

To był pokaz agresji: kierowcy auta contra rowerzyści. A teraz agresja- rowerzyści contra piesi. Duże, ruchliwe skrzyżowanie, sklepy, bazarek, banki, pralnia itp. Zielone dla pieszych. Nie ma ścieżki rowerowej, po której można przejechać obok przejścia, tu rower należy przeprowadzić przez pasy. Dwóch rowerzystów pędem wpada w spokojnie idących pieszych, potrącani ludzie krzyczą na nich, a ci oczywiście uciekają. Upadł jakiś starszy pan, z pomocą pomału podnosi się, ktoś chce wezwać pogotowie, komuś wysypały się zakupy, kilkanaście osób przerażonych i posiniaczonych przez szalonych rowerzystów. Ludzie są oburzeni, krzyczą, klną.

Wojna trwa w najlepsze. Sprzeczność interesów? Czy tylko o to chodzi?

Według prawa i wszelkiej logiki pieszy to tzw. niechroniony użytkownik dróg. Auto jednak chroni kierowcę i pasażerów. W jakiejkolwiek kolizji auta z pieszym, czy z rowerzystą najbardziej ucierpią niechronieni.  Oczywiście! Ktoś powie, że gdyby w Polsce były auta autonomiczne to nie byłoby w ogóle wypadków… ale ich na razie nie ma, to pieśń przyszłości. Za to mamy w Polsce bardzo kiepskie statystyki: zabici, ranni, pijani…

Dlaczego odstąpiono od obowiązku posiadania karty rowerowej? Ci ludzie naprawdę nie znają, albo nie uznają żadnych przepisów – jeżdżą jak chcą i gdzie chcą. Jasne, że nie wszyscy tak się zachowują, ale niestety chyba znacząca większość. Psują opinię i dobre obyczaje normalnym rowerzystom.

Każdy kierowca auta musi mieć OC – czyli obowiązkowe ubezpieczenie. Dlaczego nie dotyczy to rowerzystów? Powinni płacić OC – tańsze, ale jakieś podobne ubezpieczenie musi zaistnieć w przepisach o ruchu drogowym. Rowerzysta potrąci człowieka, ten upadnie, złamie nogę, rękę, zniszczy ubranie… a rowerzysta po prostu ucieknie, za nic nie odpowiada!

Motorower musi być zarejestrowany – dlaczego nie miałoby to też dotyczyć rowerów? Można wymyślić jakiś prosty sposób rejestracji on-line. Jeden numer na zawsze, przypinany do roweru i przypisany do człowieka – właściciela. Zmienia rower przepina numer. Ubezpieczyciel powinien żądać, aby rower miał nr rejestracyjny wtedy ubezpiecza, bez ubezpieczenia i bez nr nie wolno byłoby jeździć. Tak jak to jest z kierowcami aut, motocykli i motorowerów. Rowerzyści -tak jak inni kierowcy – powinni być rejestrowani w centralnym rejestrze pojazdów i kierowców.

Może wtedy ta dziwna wojna złagodniałaby, bo ludzie byliby bardziej odpowiedzialni? Nie wiem. Bardzo nie lubię mnożenia kar, przymusów, biurokracji, itp. rozwiązań, ale… co robić! Tak jak jest teraz – jest bardzo źle.

Wstydzić się mają czego nieomal wszyscy uczestnicy ruchu drogowego – każda grupa ma sporo za uszami. Jednak  najgorsza jest agresja i chamstwo – bo chyba nikt z tym NIE WALCZY. Nie wiemy jak, nie potrafimy? Na kursach kandydaci na kierowców nie są uczeni kultury jazdy i przyzwoitego, odpowiedzialnego zachowania się na drodze.

W trakcie trwania kursu kandydaci/kandydatki na kierowców powinni codziennie słyszeć od instruktorów i znać na pamięć te ważne zdania:

TRAKTUJ KAŻDEGO UCZESTNIKA RUCHU DROGOWEGO JAK PARTNERA/PARTNERKĘ A NIE JAK WROGA!

BĄDŹ KULTURALNY/KULTURALNA – BO PRZECIEŻ CHCESZ, ABY CIEBIE TEŻ TAK TRAKTOWANO!

Tyle i aż tyle!

Warto zajrzeć także TUTAJ  jest dużo ważnych informacji o naszych drogach na dzisiaj i na przyszłość. Także KLIKNIJ TUTAJ jest też o rowerzystach

Pozdrawiam Cię miło 🙂


Mamy wyczekane, upalne LATO!

To dla ochłody! Autor zdjęcia: Kully Singh

Jest gorąco, upalnie od kilku dni każdy to widzi, czuje i … wie.

Mamy nareszcie wyczekane lato. W pracy mamy różnie, ale przecież kiedyś trzeba wyjść na rozpalone miasto, dopaść często zbyt daleko zaparkowanego auta… albo do – oby! -klimatyzowanego autobusu. W metrze trochę jest chłodniej.

Wsiąść do samochodu nie daje się tak od razu, jeśli stał na słońcu przez wiele godzin – to wnętrze jest jak rozgrzany piekarnik! Nie zawsze można otworzyć  drzwi tak by zrobić przewiew i nieco schłodzić. Wsiadam – koszmar! Włączam silnik, klima na full i jedziemy… Zależy jaka klima – u mnie dopiero po kilku minutach można „odzyskać” oddech.

Jadę, jest OK. Pomimo gorącego lata w Warszawie jest mnóstwo ludzi i aut. Koniec  jazdy – oto  „mój ulubiony” korek. Miałam nadzieję, że od 1 sierpnia będzie lepiej, ale nie jest. Stoimy, nieco jedziemy, stoimy… i tak przez chyba 15 minut.

To też dla ochłody….

W samochodzie jest już przyjemnie chłodno, na następnej „stójce” sięgam po … cukierka. Gra moja miła, znakomita muzyka – nowa płyta „December Avenue” – Tomasza Stańki. Korek mniejszy, jadę.  Dojechałam do domu. Jestem zmęczona, ale jakbym nieco odpoczęła, oderwałam się od codzienności… w warszawskim korku! – tej innej codzienności Warszawiaków.

Ostatnio wymyśliłam Domową Cytrynkę – moim zdaniem – świetny napój. Znakomicie gasi pragnienie i fajnie smakuje. Przepis, jeśli masz chęć wypróbować jest T U T A J

Wieczór przy świetle świecy… winie, dla ochłody…

A teraz coś przyjemniejszego. Lubisz może  tzw. szprycery? Są fajne na upalny wakacyjny, a także miejski wieczór. Przypuszczam, że każdy ma własny sposób, opowiem o moim –  jak zrobić, aby szprycer był dobry w smaku i spełnił swoje zadanie, czyli ugasił pragnienie. Do szprycera używam wody gazowanej, najlepiej zrobionej w syfonie, bo mineralna ma przecież różne smaki. Woda powinna być zimna, a wino mocno schłodzone. Szprycer po prostu powinien być zimny. Jakie wino? Chętnie wybieram jakiś  Riesling,  albo lekko słodkawe, owocowe, zwykle półwytrawne, lub inne  wytrawne, białe. Wino do szprycera nie musi być drogie – może być tańsze, polecam całkiem sympatyczne np. tzw. zielone wino. Do szprycera wolę białe wina, ale wiele osób lubi także z czerwonym winem – też OK. Kolejna sprawa to proporcje wody i wina. Moim zdaniem każdy powinien metodą prób i błędów znaleźć swój ulubiony, najbardziej pasujący smak. Zwykle robię ok. 70% wody i 30% wina. Niektórzy wolą 80, 90% wody i resztę wina – też dobre.  Polecam także zrobić szprycera wcześniej, aby go dobrze schłodzić przed podaniem. Podaję w szklanym dzbanie z kostkami lodu, często z jakimiś owocami np. z malinami, albo z krążkami cytryny, limonka raczej do bardziej słodkiego szprycera.

Smacznego! Na ochłodę!

Pozdrawiam Cię miło  🙂

 

 

 


Uwaga Autostrady! Senny, Zmęczony Kierowca!

Cześć! Dzisiaj muszę się trochę pozłościć. Może mi nieco ulży… 🙂

Cytuję: „Z badań eksperymentalnych wynika, że tylko cztery godziny snu powodują osłabienie podobne temu, które odczuwa się po wypiciu sześciu piw. Jeśli ktoś nie śpi całą noc, można to przyrównać do 1,9 promila alkoholu we krwi” – Reuter’s. Agencja przytacza wyniki badania przeprowadzonego pod kierownictwem Nicholasa Moore’a ze szpitala uniwersyteckiego w Bordeaux, specjalizującego się m.in. w leczeniu zaburzeń snu. Przebadano około 700 kierowców.

Niewyspany, senny, zmęczony kierowca jest ogromnym zagrożeniem na wszystkich drogach Świata. Są to kierowcy tak samo niebezpieczni jak pijani czy pod wpływem środków odurzających. Według badań w/w szpitala w przypadku obu grup tych kierowców prawdopodobieństwo spowodowania wypadku jest co najmniej dwukrotnie wyższe niż w przypadku osób wypoczętych i trzeźwych.

To są FAKTY!  Z faktami nie ma co – jak wiadomo – dyskutować. Każdy wie ilu nietrzeźwych kierowców „łapie” policja codziennie, a szczególnie w „grillowane” weekendy. Na drogi w Polsce wracają radary, które usunięto (zakryto!), bo nie spełniały wielu różnych wymogów. Zastanawiam się czy warto inwestować w takie ilości radarów? Czy warto wydawać mnóstwo forsy na stawianie ich, łapanie pijaków za kierownicą, rowerzystów (nie tylko na wsiach) po „jednym piwku” – czy to poprawia nasze bezpieczeństwo? Na pewno nieco tak jest.  Może jednak lepiej byłoby więcej zainwestować w edukację, w ścieżki rowerowe, w naziemne i podziemne przejścia dla pieszych (z działającymi windami), w barierki oddzielające chodniki i jezdnie, a także wydać pieniądze na wielopoziomowe, nowoczesne skrzyżowania, chodniki dla pieszych i ścieżki rowerowe zwłaszcza poza terenem zabudowanym … itd. itp.

Czy w końcu uda nam się jeździć tak jak w większości krajów Unii Europejskiej?

Pytanie z ostatniego, fatalnego  doświadczenia: jak kierowca ma być wypoczęty kiedy decyduje się jechać autostradą po to, aby być szybciej i wygodniej u celu podróży, a potem traci mnóstwo czasu w gigantycznym korku przed bramkami?! Czeka godzinę i więcej, płaci drogo! Czy to na pewno jest autostrada?! Po co wydaliśmy miliardy na te autostrady skoro nie potrafimy zapewnić prawidłowego ich funkcjonowania?!

Nie rozumiem dlaczego nie można tego ucywilizować?! Jest na pewno znacznie lepiej niż było kilka, czy kilkanaście lat wstecz, ale te bramki… nie godzi się nas tak traktować. Jest znacznie gorzej niż było rok temu!

Co o tym sądzisz? Jak ci się jeździ polskimi autostradami? A może należy je nazwać „spolszczone autostrady”?

Nieco się wyzłościłam, ale… mam powód. Prze te bramki spóźniłam się na ważne spotkanie, choć wyjechałam ze sporym zapasem czasu.

 

 


Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść!

Witam Optymistycznych Kierowców! „Korkowo”, ale i wiosennie… 

Ostatnio straciłam nie tylko czas, ale i nieco optymizmu. Musiałam coś ciężkiego przewieźć z jednego końca Warszawy na drugi – ok. 60 km.

Gdyby nie to „ciężkie”pojechałabym autobusami i metrem, ale z ciężarem to byłoby niewykonalne. Tą samą trasą jechałam mniej więcej 1,5 roku temu i przejechałam przez ok. 45 minut. Tym razem jechałam dwie godziny i 10 minut! Istne szaleństwo! Nie były to godziny szczytu.

Na wesoło…

Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść! Tak warto myśleć, mówić i działać zawsze. Każdy to wie, nie odkrywam nieznanego. Dlaczego wobec tego ciągle jeździmy w tych koszmarnych korkach?!

Warszawa i inne nasze (i te nie u nas też) wielkie miasta są zakorkowane, zatrute, zahałasowane, zamęczone i pewnie jeszcze wiele innych „za” – przez nieustanne, paskudy czyli – korki.

Ponoć będą u nas już tuż, tuż… elektryczne auta (sporo już jeździ na Świecie, ale na to potrzebna energia!), są już hybrydy, zsynchronizowane światła, zielone linie,  monitoring na prawie wszystkich ulicach, drony, wiele nowoczesnych ulic, itp. Umiejętności większości kierowców są też nieco lepsze, co nie idzie w parze z kulturą, ale to inna, b. ważna sprawa. Pomimo wszystko korki były, są i niestety będą chyba jeszcze dłuuugo. Co na to inżynierowie od komunikacji, dróg, informatycy, programiści, futuryści czyli ci co widzą przyszłość za np. 20, 30 lat…

KOK jest dla Kierowców Optymistycznych, ale oczywiście nie na huurrra! i pomimo wszystko. Zdrowy rozsądek na drogach – to bardzo na czasie i niezbędny wymiar umysłu KAŻDEGO KIEROWCY. Dlatego na drodze trzeba być cały czas czujnymi, uważnymi, dobrymi. Jesteś taki?taka? to wspaniale, ale chyba nie zawsze i nie wszyscy tacy jesteśmy. Jest  zielone światło i… nikt nie rusza! Na co czeka ten/ta pierwszy? Gapi się w komórkę, coś pisze, gada, czegoś szuka… a nawet widuję prawie codziennie rano pana, który goli się w aucie na kolejnych światłach i panią, która nakłada makijaż! Ludzie! Nie! Tak naprawdę nie wolno. Za kierownicą jesteśmy przygotowani tylko do uważnej jazdy. Przecież to wiemy, ale cóż… mamy słabości.

Są różne pomysły, aby było szybciej, lepiej, zdrowiej i poza korkami np. tutaj:

T U T A J  K L I K , także  T U T A J

Warto korzystać z dobrych pomysłów. Masz jakieś fajne pomysły jak omijać korki, albo jak rozwiązywać te problemy w miastach – PISZ, komentuj, bo   Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść!

Pozdrawiam Cię miło 🙂


Czy są bezmyślni kierowcy?

Tiry na drogach są... straszne dla osobówek.

Tiry na drogach są… straszne dla osobówek.

Czy są bezmyślni kierowcy? Niestety zdarza się, bo przecież czasami bywamy bezmyślni niezależnie od tego co w danej chwili robimy.

Każdy z nas kierowców, obu płci, w każdym wieku, obojętne jakiej urody, doświadczenia za kierownicą, obojętne jakiego auta/pojazdu – każdy! wsiadając do auta doskonale wie, że jedną nogą jest na cmentarzu, a drugą u prokuratora. Wobec tego pomawianie nas o bezmyślność to słabo uzasadniona opinia. Nie jesteśmy ani bardziej bezmyślni, ani źli, ani głupsi od kierowców w innych krajach. Jedno jest pewne – nie jesteśmy prawidłowo, mądrze i nowocześnie szkoleni.

Statystyki mówią wiele o polskich kierowcach, jednak nie do końca te dane są obiektywne. Statystyka jak to statystyka – uogólnia, wyciąga średnią i… w majestacie prawa te informacje idą w świat. Niewątpliwie są to ważne i potrzebne dane, ale… fakt, że stół ma cztery nogi i pies też – nie znaczy, że jest psem.

             Pytanie zasadnicze – kiedy zaczniemy badać, mierzyć, obliczać i analizować wszelkie efekty głupoty i bezmyślności decydentów, tych którzy mają choćby najmniejszy wpływ na bezpieczeństwo na naszych drogach? Kiedy decyzje i działania tych osób – imiennie – zostaną podane do wiadomości publicznej i odpowiednio ocenione?
Niby od lat planujemy, marzymy o zmniejszeniu ilości wypadków, rannych, aby mniej ludzi ginęło. W Szwecji do spraw bezpieczeństwa na drogach jest zupełnie inne podejście, tam ginie pięć osób rocznie, a u nas blisko cztery tysiące. W tych potwornych statystykach jesteśmy na szarym końcu UE. Dlaczego nie szanujemy ludzi? Przecież urzędnicy i ich rodziny też bywają pieszymi, kierowcami, jeżdżą rowerami, motocyklami, widzą co się dzieje na polskich drogach. Jakoś ich to… nie obchodzi?!

Moim zdaniem brakuje u nas całościowego zarządzania bezpieczeństwem ruchu drogowego. W końcu musi u nas powstać system, który będzie uwzględniał wszystkie elementy i poziomy bezpieczeństwa na drogach. Na odpowiedzialnych stanowiskach muszą być zatrudnieni ludzie, którzy nie będą zmieniać się co cztery lata kiedy zmienia się władza. Fachowcy, specjaliści w tej dziedzinie to często pasjonaci bezpieczeństwa ruchu drogowego (brd). Ci ludzie muszą mieć zagwarantowane, prawo decydowania w zakresie swoich kompetencji, muszą mieć pewność że nikt ich nie zwolni, bo do władzy doszła inna partia, albo jakiś urzędnik zechce zatrudnić kolegę/szwagra, który nie ma pojęcia o brd za to jest lojalny wobec rządzących. Ci specjaliści muszą mieć prawo narzucenia swojej fachowej wiedzy urzędnikom, którzy powinni im zaufać – bo to są zawodowcy, praktycy i wiedzą co robią.

W krajach skandynawskich (ciągle niedościgniony wzór), w Niemczech znaleźli sposób – to działa! Tam wszystko co dotyczy dróg jest w całości systemem zintegrowanym, spójnym, porządnie, fachowo zarządzanym. Składa się na to wiele instytucji, ludzi, działań, które stanowią ogromną, sprawną maszynerię, mają dokładnie określone cele i metody działania – to jest SYSTEM i doskonale wiadomo kto i za co

Może tak jest bezpieczniej, ale dla kogo?

odpowiada. W Polsce tak naprawdę nie wiadomo jak to działa, kto jest tu bossem. Jakie instytucje, firmy i ludzie są odpowiedzialni za wszelkie działania w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego? Kto tym wszystkim kieruje, decyduje i naprawdę wie i rozumie co się dzieje na polskich drogach? Na pewno nie jest to żadne ministerstwo.
Ten tekst powstaje pod wpływem uzasadnionych emocji i obaw, bo zbliża się wiosna, lato, będą kolejne ciepłe dni, weekendy i znowu usłyszmy o nowych tragediach, pijanych kierowcach, których policji udało się złapać, o młodych motocyklistach pędzących na zatracenie, pieszych i rowerzystach, którym często wydaje się, że wolno im wszystko.

          Na pewno  wielu  nieszczęść można byłoby uniknąć gdyby nasze drogi były… logiczne, przyjazne ludziom, dobrze oznakowane, prawidłowo zarządzane i po prostu zadbane, bo nowe autostrady to naprawdę nie wszystko.


Podglądamy kamerkami?

centercropNiestety tak, bo takie mamy czasy. Mnóstwo samochodów na naszych – i nie tylko – drogach – korki, stłuczki, wypadki. Zdarza się, że musimy komuś udowodnić winę, przekonać o tym policjanta, a bywa że i sąd. Taki nagrany dokument jest uznawany za wiarygodny, musi mieć jednak datę i godzinę nagrania, a nagranie musi być dobrej jakości, czytelne.

Bywa też, że nasza kamerka czyli videorejestrator pomoże nam wybronić się z niesłusznego mandatu, a także udowodnić winnemu stłuczki, który absolutnie nie ma zamiaru przyznać się do winy. Zapraszam do poczytania TUTAJ  opisałam własny przypadek, gdyby nie kamerka taksówkarz uważałby, że to moja wina. Tak więc kamerka za szybą auta osobowego to widok coraz częstszy i bywa potrzebny.

Wybór kamerki niekoniecznie jest prosty, można kupić przeróżne rodzaje o wielu możliwościach i różnych cenach. Kierowcy z KOK czyli z naszego Klubu Optymistycznych Kierowców będą szukać kamerek nie tylko po to, aby nagrać filmik i puścić go w internecie, ale zechcą mieć urządzenie, które ich obroni np. przed kłamstwem innych.

Oczywiście najważniejsza jest jakość zapisanego obrazu. Niewiele jest kamerek, które poradzą sobie z zapisem obrazu o zmroku. Jeśli jeździsz często o tej porze warto zainwestować w kamerkę, która podoła i dobrze zapisze ewentualne zdarzenia.

Jeśli chcemy mieć kamerkę z HD czy Full HD to warto wcześniej poszukać filmików i sprawdzić którą kamerą były robione. Niestety – moim zdaniem – jest to konieczne, bo producenci często przechwalają się. Opłaca się też wybrać kamerki z GPS – to też jest przydatna umiejętność urządzenia. Na nagraniu widać wtedy trasę i prędkość pojazdu. Warto też wybrać videorejestrator z polskim menu.

Ważna też jest łatwość obsługi i możliwość zabezpieczenia filmiku przed tzw. nadpisaniem. Niektóre kamerki nagrywają na bieżąco kasując stare nagrania. Są też urządzenia, które automatycznie zabezpieczają filmik w razie stłuczki czy wypadku.

Oczywiste jest, że karta pamięci musi być co najmniej 16 GB. Zasilanie – ważna sprawa. Lepiej kupić kamerkę z własnym akumulatorkiem, który można podładować z gniazdka zapalniczki. Zasilanie z zapalniczki – też można – ale nie zawsze sprawdza się.

Co jeszcze – moim zdaniem – jest ważne przy wyborze kamerki do Twego auta? Niebagatelny jest sposób mocowania. Chyba najlepsze jest mocowanie do szyby za pomocą przyssawki, bo przyklejanej nie można wziąć ze sobą (ukradnie ktoś i przy okazji zbije szybę!), ani np. przenieść do innego auta.

Jasne, że tematu tutaj nie wyczerpałam. Zakup kamerki jest na lata. Warto przejrzeć co kto oferuje i zastanowić się na czym nam zależy. Zależy nam przede wszystkim na bezpieczeństwie za kierownicą. Zamontowana w aucie kamera może stać się dla nas ważnym dowodem w wielu trudnych sytuacjach na drodze. Kamera w aucie prawie jak „adwokat”.

Zmienię temat, bo przecież dzisiaj ostatki! Zapraszam do poczytania – tekst napisałam… kiedyś. KLIK TUTAJ   Jest tu o pysznym winie i nie tylko… zapraszam i życzę Ci MIŁEGO WIECZORU!