Dzisiaj, 16.00, Warszawa, Pl. Defilad -DLA PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ

Wspaniały ten Żubr!
Autor zdjęcia: Kully Singh

MOJA PUSZCZA

Oczywiście nie jest „moja”, ale widziana moimi oczami, odczuwana moją wrażliwością.

Absolutnie nie można zrozumieć, ani tym bardziej zaakceptować dlaczego obecna tzw. władza uparła się, aby zniszczyć Puszczę Białowieską, aby zniszczyć, nasze lasy, skwery i parki w miastach, drzewa i krzewy przy drogach itd.

To jest PORAŻAJĄCE!

Zapraszam Cię do obejrzenia zdjęć mego autorstwa robionych w różnych latach, w różnych miejscach nie tylko w Puszczy Białowieskiej, ale też w urokliwych wioskach wokół Puszczy i oczywiście także w Białowieży. Wszędzie tam jest naprawdę pięknie…

Niektóre z tych zdjęć są już tu na blogu.

Zresztą jest już lato i warto wybrać  się tam i wszystkie te cuda natury  zobaczyć. Pooddychać świeżym, czystym powietrzem, posłuchać wspaniałej ciszy i zwierząt, zobaczyć nocą rozgwieżdżone niebo, wygrzać się na słońcu, powędrować i… pojeść regionalne potrawy.

Wjeżdżamy do Puszczy…

W głębi Puszczy…

Zadziwiła i urzekła mnie ta chata – wieś przy Puszczy

Wczesna jesień w Puszczy

Drzewa umierają stojąc… W Puszczy tak jest od prawieków…

Lamy też można spotkać w okolicach Puszczy

Będzie burza i… była

Ile to drzewo może mieć lat? Wieki… czy jeszcze tam jest…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To było tak blisko tych wielkich zwierząt, że ciągle pamiętam ten "dziki" zapach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapraszam Cię również do poczytania i obejrzenia tych i innych zdjęć tu na blogu Mózgojazda, podaję kilka linków może zajrzysz…

Tutaj znajdziesz zdjęcia i trochę info na temat ponad stuletniej stacji kolejowej w Białowieży: TUTAJ KLIK

Natomiast coś aktualnego: TUTAJ

Zapraszam Cię też do poczytania innych tekstów np. dot. kierowców i w ogóle moto – W TEJ KATEGORII

Jeśli możesz przyjdź dzisiaj na Pl. Defilad w Warszawie, godz. 16.00 – pogoda jest dobra, nie ma upału, nie pada. Warto.

Serdeczności… 🙂

 

Sobotnie… zaczarowanie?

Hej! Witam Cię miło 🙂

Tytuł? Sobotnie na pewno, bo to było wczoraj czyli w sobotę. Czy aż zaczarowanie… może nie, pomyślisz – ależ tak, małe lecz miłe, tak to czułam.

Zupełnie przypadkiem znalazłam się w świecie drewna, korka, lasu w… butelkach, poduszek z… gryką i wielu innych uroczych bytów. Wszystko to wyzłocone, oświetlone i ocieplone czerwcowym słońcem.

Gdzie? Najdziwniejsze, że te „cuda” znalazłam przypadkiem w Warszawie przy Placu Vogla. Dzisiaj w niedzielę też tam są. Warto wybrać się, także z dziećmi, bo dla nich też są różne fajne rzeczy i np. mogą malować prawdziwymi farbami.

Artyści, projektanci, rzemieślnicy przyjechali by pokazać, poopowiadać, sprzedać swoje dzieła. Nie o wszystkie ceny pytałam, ale to co kupiłam jest miłe, oryginalne i niedrogie. Oto moja dłoń z pierścionkiem z korka, ładny? Mnie cieszy 🙂

 

 

 

 

 

 

A to jest stoisko gdzie uśmiechnięta, śliczna Dziewczyna sprzedaje swoje artystyczne wyroby, ma interesujące pomysły. Kolczyki, broszki, bransolety i wiele innych oryginalnych, naturalnych ozdób.

 

 

 

 

 

 

 

Znakomicie się prezentowały wszystkie inne stoiska. Drewno jest zawsze piękne, ciepłe, zapach przywołuje zwykle coś miłego, dobrego, może… wakacje. Kupiłam świecznik ze starego olchowego drewna, nieduży, do tego świeczka o miodowym zapachu.

Świecznik jest z tego stoiska:

 

 

 

 

 

 

 

 

Tutaj też można było „podejrzeć” pracę przy drewnie – dłutem, specjalnym młotkiem i z niezwykłym wyczuciem, bo to drewno nie pęka…

Las w butelkach, butlach i wielkich słojach. Naprawdę pachniało lasem.

Artystyczny jarmark trwa także dzisiaj, w niedzielę do godz. 19.00 – warto się wybrać. Można tam oczywiście zobaczyć, kupić wiele innych rzeczy, mnie zainteresowały nieomal wszystkie, ale….  taka przypadkiem zaczarowana sobota w czerwcu…

Serdeczności, cześć!

Koncert i Wernisaż w Ogrodzie

W całej Polsce nareszcie mamy piękną Wiosnę, a temperatury w wielu regionach są wręcz upalne. Warto wybrać się poza miasto, nie zawsze gdzieś daleko… zapraszam Cię do Ogrodu Botanicznego w podwarszawskim Powsinie. Wierz mi jest tam pięknie.

Tu można poczytać o historii tego pięknego Ogrodu, która zaczyna się już w 1918 roku KLIK T U T A J

Warto tam być możliwie często, ale 3 czerwca (sobota) to szczególny dzień. Będzie urokliwy koncert – wystąpi Ania Broda . Tu można obejrzeć i posłuchać próbki jej śpiewu

Występ będzie połączony z wernisażem malarki Evy Chełmeckiej. Wystawę malarstwa będzie można obejrzeć w ogrodowej Galerii Fangórówka.

Ania Broda to artystka, którą niektórzy mogą pamiętać z programu tv Mam Talent, wtedy zachwyciła jurorów. Od tamtego czasu nagrała 6 studyjnych płyt, zdobyła wiele nagród. Inspiracją jej twórczości jest m.in. poezja dziecięca. Na co dzień – jak mówi:  współtworzy Kapelę Brodów czyli: cymbałki, pianino i mocny głos.

Wystawa prac Evy Chełmeckiej pod tytułem Puls Natury jest dedykowana przyrodzie, naturze. Taki jest też profil galerii Fangorówka, która działa pod patronatem Polskiej Akademii Nauk na terenie Ogrodu Botanicznego.

Jest to tylko jeden z nurtów twórczości Evy Chełmeckiej, oprócz malarstwa olejnego i akrylowego, artystka zajmuje się również rzeźbą, assemblage’m, tworzeniem  obiektów przestrzennych – skrzyżowanie różnych technik. Ostatnio szczególnie inspiruje ją cyberkultura, jak ludzie funkcjonują pod jej wpływem. Prace z tego cyklu były prezentowane na trzech wystawach towarzyszących Biennale w Wenecji w 2015 roku.

To interesujące artystycznie połączenie śpiewu i malarstwa nie jest przypadkowe. Obie Artystki od lat przyjaźnią się. Jak mówi Eva Chełmecka: dodatkowym powodem tematycznym jest to, iż ja na tej wystawie będę prezentowała również akwarele i pastele, które tworzę od lat podczas regularnych pobytów na Warmii, która jest jednym z moich najukochańszych miejsc nie tylko w Polsce, ale wręcz w Europie, a jej niepowtarzalny pejzaż niesłychanie mnie inspiruje i zachwyca. Te same motywy eksploruje w swojej twórczości muzycznej Ania Broda, szczególnie w ostatniej swojej płycie pt. Thousand lakes (Tysiąc Jezior), która również jest bardzo warmińska w swoich korzeniach… Dlatego tym bardziej myślę, iż ten artystyczny mariaż będzie bardzo udany i interesujący.

Koncert Ani Brody i wernisaż Evy Chełmeckiej odbędą się w pięknym, romantycznym otoczeniu Ogrodu Botanicznego. Galeria mieści się w dawnym domu – dworku rodziny Fangorów.

W głównej sali, w której odbędzie się koncert, sufit pokrywa oryginalny i bardzo cenny fresk Fangora. Wokalistce towarzyszyć będzie fortepian dopełniający wyposażenie tego urokliwego, zabytkowego dworku.
Wystawa – czynna do 27 czerwca 2017r.

Wernisaż i koncert odbędą się 3 czerwca o godz. 14.00, Ogród Botaniczny,  Powsin

Informacje do wpisu pochodzą m.in. ze strony Portal Polski – T U T A J

Zapraszam Cię również do obejrzenia zdjęć, które jakiś czas temu robiłam w Ogrodzie Botanicznym w podwarszawskim Powsinie.

Tekst znaleziony…

To nie jest wpis mojego autorstwa. Przeczytałam kilka razy ten tekst i postanowiłam skorzystać z „share” i zamieścić na moim blogu. To poważny, mądry, dobrze napisany i przetłumaczony artykuł. Poczytaj, pomyśl, moim zdaniem warto. Zapraszam.

——————————————–

Joe Quinn Sott.net 4 maja 2017 13:35 UTC Zaczęło się skromnie – od wypowiedzenia wojny islamskiemu terroryzmowi na zasadzie „oni nas nienawidzą za nasze swobody”, dlatego musimy „walczyć z nimi tam, żebyśmy nie musieli walczyć z nimi tutaj”. Ale teraz zachodnie społeczeństwa stanęły przed egzystencjalnym zagrożeniem i muszą wybrać „stronę”, w przeciwnym razie zostaną zesłane […]

via Idą muslimy! Zaadoptuj uchodźcę! — PRACowniA

3 Maja 1791 rok i 3 Maja 2017 rok

„Sesję 3 maja 1791 r. gdy otwarł Marszałek koronny Stanisław Małachowski, pierwszy zabrał głos poseł krakowski Sołtyk, domagając się odczytania depesz od poselstw zagranicznych, które, jak wieść głosi, największe dla Rzeczypospolitej zapowiadają niebezpieczeństwa i bliski zamiar ościennych państw nowego rozbioru. Po tym przemówieniu Król wzywa Marszałka, aby zarządził odczytanie depesz. Suchorzowski, poseł kaliski pada na […]

via „W stuletnią rocznicę Konstytucji 3 maja” [1891] — Zapisz.org

Coś miłego na Majówkę…

Dzień dobry! Dobry Wieczór!

Witam Cię miło, czas spełnić moją obietnicę. z poprzedniego wpisu – to T U T A J

Pisałam, że Wiosną trzeba się zakochać. Może „trzeba” to nie jest miłe słówko, ale na pewno warto. Zakochuję się każdej Wiosny na nowo w moim życiu, w moim pięknym Mężu, w przyjaciołach, fajnych projektach-pracach, bogato i pięknie odnowionej Naturze… Zakochuję się też w wierszach tych ulubionych, znanych, ale i w tych zupełnie nowych. Taki wiersz – zabawkę – przytulankę znalazłam na sympatycznym blogu Ann – jest T U T A J

Cytuję:

„RADOŚĆ

Oczywista radość
że się jest
że się je
że się widzi
że się wie
że się słyszy
że się chce
że się czuje
że się pnie
że się biegnie
że się mknie
że się rośnie
że się jest
[Emilia Waśniowska] ”

Wiersz znakomity na Majówkę, zachęca do dalszej zabawy, czyli można dopisywać co kto chce, lubi, wymyśli, co komu fantazja podpowie. Autorka bloga napisała zachęcająco, cyt: „Wierszyk sam w sobie jest uroczy, i aż się prosi, żeby wykorzystać go jako kanwę do zabawy towarzyskiej. Może brać w tym udział cała rodzina (i nie tylko), a zasady ustalać również można własne. W najprostszej wersji każda z osób dostaje powyższy wiersz na kartce i uzupełnia kolejne wersy swoim tekstem np. że się jest… tutaj z wami, że się je… ciasto z pomarańczami itd., a później głośno odczytuje. I tak wszyscy po kolei. Spróbujmy, potrzeba nam trochę radości. ”  Wypróbowałam na mojej rodzinie i namawiam do tej prostej i miłej zabawy. Było wiele śmiechu i radości.

Za Zakochaną Wiosnę!

Teraz zamierzam zaproponować coś pysznego. Najpierw dobre wino. Może znajdziesz chęć na coś z Italii. Wina stamtąd są zawsze pełne słońca, niepowtarzalnych smaków, kolorów i… wrażeń. Jakiś czas wstecz próbowałam Valpolicella Classico DOC Superiore Ripasso – nieco długa nazwa, ale wino jest super. Czerwone, wytrawne, ma piękny, głęboki kolor, taniny delikatne, smak… aksamitny i bardzo fajny 🙂 Wino kosztuje ok. 60 zł i jest warte swej ceny.

Na Majówce może ktoś mieć ochotę na bąbelki – oto one! Wino białe, wytrawne, ale łagodne, pełne świeżości, delikatnie musujące – Prosecco DOC Treviso Terra Serena. Jak wiesz jestem fanką czerwonych win, ale to wino jest naprawdę pyszne – polecam. Kosztuje około 30 zł.

Jak może wiesz staram się popularyzować polskie wina, bo bywają naprawdę świetne. Są nieco inne od włoskich czy moich ukochanych win z Toskanii ( Toskańskie wina tutaj), ale mają dobrą „osobowość” czyli zapamiętuje się je i warto spróbować. Świetne polskie wino

Polskie wino jest OK!
zdjęcie: Atlas polskich win

ekologiczne. Jest już u nas sporo firm, które takie wina produkują. Wybrałam wytrawne wino z aronii –  Wino Aroniowe . Nie jest łatwo znaleźć to sympatyczne winko, ale warto poszukać.

Teraz chciałam wam zaproponować coś bardzo zwykłego, prostego jak… pyszny chleb. Znajdziesz wszystko opisane T U T A J  – taki chlebek można zrobić nie tylko z prawdziwego wiejskiego chleba, ale dobry na zakwasie też będzie znakomity. Wypróbowałam tzw. chleb „Biesiadny” – wyszło świetnie.

Słonecznej i niezwykłej Majówki, obojętne gdzie będziesz zakochaj się w naszej Wiośnie!  Pozdrawiam Cię miło 🙂

WIOSNA! ZADBAJ O SIEBIE

Już WIOSNA!

Tekst niżej jest autorstwa Jeana Marca Dupuis.  To ważny artykuł dla każdego z nas kto chce zrozumieć siebie, zadbać – ale tak naprawdę zadbać i zmienić na lepsze – o zdrowie swoje i swoich bliskich.

Zapraszam Cię do przeczytania i przemyślenia, bo jak wiadomo… zdrowia nie zyskuje się, łykając pigułki, ale zgłębiając działanie i potrzeby własnego organizmu oraz dostosowując swój tryb życia, odżywiania się, swoich zajęć, swojej pracy, a nawet swoje relacje i rozrywki do wymogów zdrowego życia.” Napisał Jean Marc Dupuis.

Zapraszam też do zajrzenia T U T A J, a także  T U T A J  bo przecież nieomal za chwilę mamy MAJÓWKĘ!

O tym, że WIOSNĄ trzeba się zakochać napiszę za dwa dni – zapraszam 🙂

*************

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie http://www.PocztaZdrowia.pl.

************************************

Leczenie holistyczne

Szanowny Czytelniku,

jakiś czas temu pozytywnie wyraziłem się o medycynie konwencjonalnej.

Dziś pozwól mi wspomnieć o jej problemach i ograniczeniach.

Medycyna konwencjonalna została zorganizowana jak zaangażowana w walkę na śmierć i życie z chorobami armia.

Działa tak, jak gdyby choroby były swego rodzaju obcymi wojskami starającymi się za wszelką cenę zaatakować ludzkość.

Wygląda to tak, jakby z jednej strony barykady stali „dobrzy” ludzie, który chcą tylko żyć w dobrym zdrowiu; z drugiej zaś czaiły się złe mikroorganizmy, wirusy, guzy, uszkodzone geny i wszelkiego rodzaju zarazki, które starałyby się sprowadzić na nich chorobę.

Poprzez szczepienia i lekarstwa, medycyna konwencjonalna udaje, że buduje wokół zasieki, które ochronią ludzi przed wszelkimi niebezpieczeństwami, w tym także przed skutkami ich własnego postępowania.

Jej wymarzonym celem jest stosowanie globalnych, uniwersalnych rozwiązań, które umniejszają wpływ jednostki na własne zdrowie przy jednoczesnym maksymalnym rozszerzeniu ochrony.

Medycynę przedstawia się więc jako wielką walkę między siłami zła i dobra, w której zło to choroby, a dobro, w tej perspektywie, to lekarstwa.

W istocie medycyna konwencjonalna również niesie ze sobą straszliwe negatywne skutki, czyli uboczne działania niepożądane, których tak zwani eksperci nie są w stanie wziąć pod uwagę, podobnie jak nie zauważają czynnika ludzkiego oraz mentalności i pragnień ludności, która miałaby z osiągnięć tej medycyny korzystać.

Pomijanie ludzkiego wymiaru medycyny

Medycyna konwencjonalna zapomniała, że zajmuje się istotami ludzkimi, które mają swoje emocje, jakąś „psyche” (ducha), osobiste problemy, które często stanowią podstawową przeszkodę w powrocie do zdrowia, ale które stają się najlepszymi sprzymierzeńcami medycyny, kiedy weźmie je pod uwagę.

W rzeczywistości, obecnie, kiedy zwyciężona została większość chorób zakaźnych, najgorsze choroby, na które cierpi człowiek, funduje on sobie sam lub jemu podobni, bezwiednie, a jeszcze częściej: umyślnie.

Tytoń, alkohol, cukier, jedzenie śmieciowe, brak ruchu, wszelkie narkotyki i zanieczyszczenie środowiska naturalnego to główne czynniki, które sprawiają, że ludzkość cierpi na choroby fizyczne.

W następnej kolejności mamy toksyczne relacje osobiste, zawodowe i społeczne, które ciągną za sobą cały orszak depresji, samotności, samobójstw, przemocy, urazów psychicznych, anoreksji, bulimii, chorób przenoszonych drogą płciową, i którym, jakby przypadkiem, zazwyczaj towarzyszy obniżenie ogólnej odporności organizmu i zwiększone ryzyko zachorowań na choroby zakaźne (mówi się dziś np. o powrocie gruźlicy, syfilisu czy rzeżączki we Francji).

Medycyna konwencjonalna najchętniej chciałaby „zająć się” pacjentami w sposób czysto „medyczny”, stosując tylko lekarstwa i zabiegi. A ludzkie problemy przekazać pracownikom pomocy społecznej i psychologom.

To jest oczywiście mylna wizja, o katastrofalnych wręcz skutkach.

Katastrofalnych, gdyż w ten sposób medycyna przyklejałaby tylko plaster z opatrunkiem na drewnianą nogę, jednocześnie odmawiając zobaczenia i zajęcia się prawdziwymi przyczynami złego samopoczucia i chorób.

Przyczyny te występują w samych ludziach, wynikają z ich trybu życia, z dokonywanych wyborów.

Rozwiązania trzeba szukać w relacjach ludzkich i w pracy nad sensem życia.

„Dlaczego chcesz wyzdrowieć?”

Wielu praktyków medycyny konwencjonalnej ma poczucie absurdu w swojej pracy.

W czasie studiów mnóstwo czasów poświęcają na wypełnianie testów wielokrotnego wyboru. Wydział medycyny uczy ich coraz częściej podejmowania decyzji na temat leczenia zgodnie ze znormalizowanymi „drzewami decyzyjnymi”. W obydwu przypadkach do pracy zaprzęga się ich pamięć, nie zaś rozumienie.

Po rozpoczęciu pracy lekarza, stają w obliczu wykonywania niezwykle powtarzalnych zadań, co wielu z nich źle znosi.

Zwłaszcza, jeśli mają przepisać:

  • leki przeciwcholesterolowe osobom odżywiającym się zbyt tłusto,
  • leki przeciwcukrzycowe osobom spożywającym zbyt wiele cukru,
  • antybiotyki osobom, które nie stosują podstawowych zasad higieny,
  • leki nasenne osobom, którym zatarł się podział między dniem a nocą,
  • leki przeciwdepresyjne osobom, którym życie wymknęło się z rąk i które mają wszelkie powody do tego, by czuć smutek,
  • bisfosfoniany (lekarstwa na kruche kości) osobom, które nie uprawiają aktywności fizycznej, i których kości, jak mięśnie, gasną w naturalny sposób,

lub zdiagnozować:

  • choroby serca i nowotwór płuc u nałogowych palaczy,
  • marskość wątroby u osób, które zbyt wiele piją,
  • nadciśnienie u osób, które jedzą zbyt wiele i zbyt mało się ruszają.

Wielu lekarzy ma czasem wrażenie, że każe im się wykonywać jakieś absurdalne czynności i często mają rację.

Niektórzy chorzy uważają, że medycyna konwencjonalna to niebezpieczna pułapka

„Coś przecież musimy zrobić” powtarzają sobie, by uciszyć swoje wątpliwości. „Mimo wszystko, nie możemy pozostawić naszych pacjentów w tym stanie.”

Ale prawda, nawet jeśli trudna do przyjęcia, jest taka, że wszyscy ci pacjenci uważają, że medycyna i „piguły”, to dla nich pułapka, która stwarza iluzję, że mogą dalej żyć tak, jak żyli, bez żadnych zmian, choć byłyby one pilne i niezbędne.

Środki medyczne stosowane są po to, by uniknąć kwestionowania i zmiany ich trybu życia, podczas gdy tylko taka zmiana mogłaby przywrócić pacjentom zdrowie.

W takim przypadku medycyna działa wbrew dobru chorego.

Niektórzy wręcz oskarżają lekarzy, że czasem są w takiej sytuacji jak „dilerzy w białym fartuchu”1, chronieni przez prawo i finansowani przez system ubezpieczeń społecznych.

Obraz ten jest mocno przesadzony, ale prawdą jest, że system leczenia jakby zwariował. Uruchamia zalew kupowania i konsumpcji leków, umyślnie zamykając oczy na przyczyny problemu.

Leki syntetyczne nie są rozwiązaniem.

Problem tkwi w powszechnym systemie zdrowotnym. Opiera się on często na kilkunastominutowej wizycie lekarskiej i nie stanowi dobrze dobranej i realnej odpowiedzi na problemy pacjenta.

Jeśli tak będzie dalej, wydatki na leczenie będą dalej rosły w zastraszającym tempie bez skutków w postaci długoterminowej poprawy stanu zdrowia ludności.

Tej inflacji wydatków na leczenie towarzyszy coraz gorsza obsługa. Mówi się już nie tylko o „brakach wśród lekarzy”, „lekarskich pustyniach” czy „kolejce w szpitalnych oddziałach ratunkowych” (czy w ogóle można jeszcze mówić o „oddziale ratunkowym”, skoro czas oczekiwania na przyjęcie przez pielęgniarkę wynosi kilka godzin?).

Stąd tak pilne stało się masowe włączenie medycyny naturalnej i holistycznej do naszego systemu opieki zdrowotnej. Moim zdaniem to jedyne wyjście pozwalające uniknąć zbiorowej katastrofy.

Włączenie medycyny naturalnej do naszego systemu opieki zdrowotnej

Medycyna „naturalna”, której bronimy w Poczcie Zdrowia, nie jest medycyną odrzucającą postęp medyczny, która utrzymywałaby (wbrew wszelkim dowodom), że gruźlicę lepiej leczyć tradycyjnymi sposobami (polegającymi na przebiciu płuca chorego i przywiązaniu go do łóżka na słońcu).

Gruźlicy nie leczy się witaminami. Leczy się ją stosując izoniazyd, ryfampicynę, etambutol oraz pirazynamid, antybiotyki, które zastąpiły streptomycynę i które prawie zawsze wykazują skuteczność w leczeniu pierwszego rzutu.

Nasza medycyna naturalna to medycyna, która traktuje każdego pacjenta jak pełnoprawnego człowieka, który jest w stanie zrozumieć, co się z nim dzieje, przemyśleć przyczyny swojego stanu i rozważyć różne sposoby leczenia, by podjąć inteligentne decyzje. Człowieka, który bierze w swoje ręce własną wolność i odpowiedzialność.

Oznacza to, że zdrowia nie zyskuje się, łykając pigułki, ale zgłębiając działanie i potrzeby własnego organizmu oraz dostosowując swój tryb życia, odżywiania się, swoich zajęć, swojej pracy, a nawet swoje relacje i rozrywki do wymogów zdrowego życia.

Wszystko to oczywiście wymaga dużego zaangażowania. Trzeba poświęcić czas na czytanie, myślenie, co często długo trwa i jest nużące (ten artykuł jest tego najlepszym dowodem – brawo dla tych z wszystkich, którzy dobrnęli do jego końca!). Trzeba także przyjąć, że nie zawsze wszystko da się zrozumieć za pierwszym razem.

To powód, dla którego publikujemy liczne numery prezentujące często różne poglądy i podejścia.

Droga otwartości, dialogu i poszukiwania to najpewniejsza droga do postępu. To jedyna droga do tego, by czasem zostać mile zaskoczonym. Pozostań uważny. Aktywny. Zaangażowany.

Do Ciebie należy wybór, czy chcesz w tę drogę pójść dalej ze mną. Wiem, że nie jest to łatwe. Rozumiem, że często wolałbyś, tak jak i ja, żeby wszystko było prostsze.

Ja, z mojej strony, nie mogę się powstrzymać i będę dalej drążyć. Na tym polega pasja. Być może Ty też tak masz. W każdym razie, na to liczę.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

***********************

Gratulacje, bo, jeśli to czytasz to znaczy, że wiesz już co robić. Pozdrawiam Cię miło 🙂

Niewygodna prawda…

To nie jest mój wpis, ale moim zdaniem, warto przeczytać i przemyśleć. Ta prawda jest niewygodna dla wielu ludzi w Polsce.

. …jako i my odpuszczamy naszym winowajcom… . Nie będzie to tekst o tolerancji jako takiej, a o mojej domniemanej nietolerancji. Od kiedy prowadzę niniejszy blog, z jednej strony propaguję słowiańską kulturę, a z drugiej demaskuję zbrodniczość, załganie, hipokryzję oraz wyjątkową szkodliwość żydo-katolicyzmu: – w aspekcie ludzkim (ogłupianie i duchowe zniewalanie ludzi oraz żerowanie na […]

via Rzecz o tolerancji… — blog polski

Zaglądanie w siebie…

Nicość, która nicością nigdy nie jest

To może nieco dziwny podtytuł, ale jest we mnie uzasadnienie… Pewna długa, nocna rozmowa z miłą mi osobą, która miała potrzebę pogadania i wybrała mnie, zmusiła do kilku przemyśleń. Do myśli, które na co dzień odganiamy od siebie, uciekamy od nich, często nawet nie do końca uświadamiając sobie to. Bywa, że jakiś impuls z zewnątrz zmusza mnie do napisania czegoś i… nie ma rady. Piszę.  Może to poczytasz i jakoś… zniesiesz… Zapraszam 🙂

Zajrzenie w siebie to proces niełatwy. Uciekamy od tego, bo domyślamy się, że może boleć. Wydaje się, że w naszym umyśle jest tylko to co wiemy, znamy, lubimy mniej lub bardziej i rozumiemy, ale… niekoniecznie tak jest.

Ta „nicość”, może ktoś nazwie „głębia”, a może „otchłań” znana, ale niechciana – to nasza podświadomość. Czyli coś co mamy gdzieś głęboko schowane przed…  sobą. Coś co wyparliśmy z pamięci, z serca, z myśli, ale to „coś” tam jest i jeśli się z tym nie uporamy będzie nam źle i może coraz gorzej. Nie zaglądamy tam, bo są tam sprawy, wspomnienia, przeżycia, traumy które ciągle mogą sprawiać nam ból. Jednak w naszej podświadomości jest także mnóstwo wspaniałych, dobrych wspomnień, uczuć, prawd, myśli… Warto tam zaglądać i rozprawić się z tymi złymi raz na zawsze, a dobre hołubić, cenić i cieszyć się nimi.

Jasne, to nie jest łatwe, a nawet to „zaglądanie” można odczuć jak fizyczny ból. Jednak warto się tego nauczyć, dotrzeć do tej głębi siebie, rozliczyć się ze złymi sprawami i pokochać siebie. Życie toczy się dalej, nikt nas nie uchroni od złego, będą nowe zdarzenia, ale jeśli nauczymy się z nimi rozprawiać, rozumieć to będziemy ponad tym złem, ponad tym co ogranicza nas. Będziemy coraz bardziej wolni. Zagrzebywanie tego zemści się tylko na nas.

Po kilku tygodniach dowiedziałam się, że ta niełatwa, nocna rozmowa miała sens. Ta osoba stwierdziła, że poczuła się nareszcie sobą, powiedziała: „Wiele przemyślałam. Teraz jestem ważna dla siebie i lubię siebie.”. Nie ma w tym żadnej mojej zasługi, prawie nie mówiłam, tylko słuchałam i to okazało się ważne dla tej osoby. Dla mnie też – bardzo ważne. Psychologia nazywa to „rozwojem duchowym” – chyba trafnie.

Prawda jest jednak taka, że jeśli nie pokochamy siebie to będzie w nas pustka, nicość. Będziemy próbowali ją zapełnić czymś – nowymi rzeczami, ciuchami, meblami w domu, wakacjami, nowym samochodem, pracą, związkami itp. Jednak ciągle czujemy, że to wszystko nie tworzy nas, nie powoduje, że jesteśmy lepsi, milsi, bardziej szczęśliwi…  Dlatego pokochajmy siebie! To ważne zadanie na całe życie… NA DOBRE ŻYCIE ZE SOBĄ I DLA INNYCH.

Zapraszam także do poczytania  TUTAJ

Tym pięknym, zachodzącym  słońcem – pozdrawiam Cię 🙂

 

 

Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść!

Witam Optymistycznych Kierowców! „Korkowo”, ale i wiosennie… 

Ostatnio straciłam nie tylko czas, ale i nieco optymizmu. Musiałam coś ciężkiego przewieźć z jednego końca Warszawy na drugi – ok. 60 km.

Gdyby nie to „ciężkie”pojechałabym autobusami i metrem, ale z ciężarem to byłoby niewykonalne. Tą samą trasą jechałam mniej więcej 1,5 roku temu i przejechałam przez ok. 45 minut. Tym razem jechałam dwie godziny i 10 minut! Istne szaleństwo! Nie były to godziny szczytu.

Na wesoło…

Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść! Tak warto myśleć, mówić i działać zawsze. Każdy to wie, nie odkrywam nieznanego. Dlaczego wobec tego ciągle jeździmy w tych koszmarnych korkach?!

Warszawa i inne nasze (i te nie u nas też) wielkie miasta są zakorkowane, zatrute, zahałasowane, zamęczone i pewnie jeszcze wiele innych „za” – przez nieustanne, paskudy czyli – korki.

Ponoć będą u nas już tuż, tuż… elektryczne auta (sporo już jeździ na Świecie, ale na to potrzebna energia!), są już hybrydy, zsynchronizowane światła, zielone linie,  monitoring na prawie wszystkich ulicach, drony, wiele nowoczesnych ulic, itp. Umiejętności większości kierowców są też nieco lepsze, co nie idzie w parze z kulturą, ale to inna, b. ważna sprawa. Pomimo wszystko korki były, są i niestety będą chyba jeszcze dłuuugo. Co na to inżynierowie od komunikacji, dróg, informatycy, programiści, futuryści czyli ci co widzą przyszłość za np. 20, 30 lat…

KOK jest dla Kierowców Optymistycznych, ale oczywiście nie na huurrra! i pomimo wszystko. Zdrowy rozsądek na drogach – to bardzo na czasie i niezbędny wymiar umysłu KAŻDEGO KIEROWCY. Dlatego na drodze trzeba być cały czas czujnymi, uważnymi, dobrymi. Jesteś taki?taka? to wspaniale, ale chyba nie zawsze i nie wszyscy tacy jesteśmy. Jest  zielone światło i… nikt nie rusza! Na co czeka ten/ta pierwszy? Gapi się w komórkę, coś pisze, gada, czegoś szuka… a nawet widuję prawie codziennie rano pana, który goli się w aucie na kolejnych światłach i panią, która nakłada makijaż! Ludzie! Nie! Tak naprawdę nie wolno. Za kierownicą jesteśmy przygotowani tylko do uważnej jazdy. Przecież to wiemy, ale cóż… mamy słabości.

Są różne pomysły, aby było szybciej, lepiej, zdrowiej i poza korkami np. tutaj:

T U T A J  K L I K , także  T U T A J

Warto korzystać z dobrych pomysłów. Masz jakieś fajne pomysły jak omijać korki, albo jak rozwiązywać te problemy w miastach – PISZ, komentuj, bo   Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść!

Pozdrawiam Cię miło 🙂