To jest super znalezisko!

Cześć, witaj na Mózgojazda!

Dzisiaj mała opowieść o tym, że nie mamy siebie dla… siebie.

Każda praca wymaga większego lub mniejszego skupienia. Niełatwo to zrealizować. Smartfony pozbawiły nas chwil samotności, tzw. media społecznościowe jeszcze bardziej. Mój laptop jest nieomal stale online. Wobec tego co chwilę zaglądam czy coś się ważnego dzieje. Sprawdzam pocztę, zaglądam na Facebook, albo na You Tube, itp. Ależ to wciąga!

Pilnowanie też wymaga skupienia.

Wszystko to odrywa mnie od myśli, motywów, nad którymi pracuję. Powrót zabiera mi czas. Bywa, że muszę coś od nowa obmyślać, tworzyć nowe zdania, choć tamte wcale nie były takie złe, ale zgubiłam wątek, więc… bez sensu! To męczy, denerwuje, rozprasza.

Rezygnacja z internetu była… fatalna. Czułam się zagubiona, jakby czegoś mi brakowało. Trwało to co najmniej godzinę – co chwila chciałam coś sprawdzać, czytać, szukać. Jednak praca nie zając – nie ucieknie. Temat szybko mnie wciągnął i raptem zapomniałam, że wyłączyłam internet, smartfon. Wszystko  poszło szybciej, ciekawiej, do głowy „pchały” się interesujące sformułowania, nowe słowa.  Byłam z siebie dumna 😉  Izolacja od internetu to było bardzo dobre i zdrowe posunięcie. Tutaj są jeszcze inne moje małe sposoby, KLIK TUTAJ

Po skończonej pracy, trwało to około pięciu godzin, musiałam teksty przesłać dalej i tu  niezbędna była poczta online.  No i zaczęło się! Obie skrzynki załadowane. Dałam radę. Najpierw wysłałam, a potem musiałam wszystko przejrzeć, posegregować i czasami odpowiedzieć. Zlikwidowałam mailowy bałagan –  nie lubię tego robić, ale trzeba.

Jaka jest dla mnie z tego nauka? To co zwykle robię w ciągu 6-7 godzin zrobiłam w pięć!  Nie odrywałam myśli, pracowałam efektywniej i… efektowniej. Nie czułam się tak zmęczona jak zwykle, byłam zadowolona i wyszłam… pobiegać 😉  Raptem znalazł się na to czas w ciągu dnia, a nie dopiero wieczorem. Było super! Mam nie tylko więcej siebie dla siebie, ale i dla bliskich.

To zdarzyło się już dosyć dawno, ale nic nie zmieniłam – albo praca, albo internet. Internet jest bardzo  ważny, muszę wcześniej przygotować, sprawdzać wiele informacji, danych, znaleźć różne „cosie”. Potem wyłączam i do roboty!

Do napisania tego tekstu nakłoniła mnie koleżanka, która też pracuje „z oddali” i zamartwiała się, że nie ma na nic czasu, bo tylko siedzi przy komputerze i… zasuwa. Zaczęłyśmy o tym rozmawiać i okazało się, że wiele ją rozprasza, ale głównie internet i rozmowy przez komórkę.  Spróbowała mojego sposobu i od niedawna też zaczęła biegać i nareszcie znajduje na to czas.

Dlatego postanowiłam podzielić się z Tobą jednym z moich małych sposobów na znalezienie choć trochę więcej czasu. To jest super znalezisko!

Nie mogę sobie odmówić przyjemności, aby zaproponować Ci całkiem fajne i niedrogie wino. To CASTRO REGIO – czerwone, wytrawne, a urodziło się w Hiszpanii. Kupiłam je online, w sklepie Marka Kondrata, wtedy była promocja – 12 butelek za 199 zł plus dostawa. Siedem butelek rozdałam rodzinie i przyjaciołom – są zadowoleni, chwalą smak i lekkość tego wina. To nie jest jakieś super wino, ale jest dobre, ma piękny kolor, dobry, miły smak, pasuje nieomal do wszystkiego. To jest typowe, lekkie wino stołowe. Mnie smakuje szczególnie z dobrym serem pleśniowym, albo camembert, lub z gorzką czekoladą – do kotleta, warzyw też jest super. Polecam 🙂

O innych pysznych winach np. KLIKNIJ TUTAJ

Cześć, do miłego!


TYLKO JAZZ!

Witam Cię miło na Mózgojazda!

Dziś jest  wspaniały DZIEŃ – Międzynarodowy Dzień Jazzu (ang. International Jazz Day) – święto proklamowano w listopadzie 2011 roku na 36. sesji Konferencji Generalnej UNESCO. Data powiązana jest z obchodzonym w kwietniu w USA miesiącem jazzu.

Najważniejsze, absolutnie niezwykłe światowe wydarzenie to specjalny koncert w Melbourne. To właśnie Melbourne jest gospodarzem ŚWIĘTA JAZZU 2019.
Odbędzie się tam koncert światowych gwiazd jazzu. W Polsce, dzisiaj 30 kwietnia o godzinie 17.00 można posłuchać i obejrzeć na stronie JazzDay.com – tutaj kliknij 30 kwietnia TYLKO JAZZ

Dyrektorem artystycznym jest legendarny jazzman Herbie Hancock. Wystąpią same sławy: m.in. wokaliści Kurt Elling, Lizz Wright i Dee Dee Bridgewater, pianista Eric Reed, puzonista Mark Nightingale oraz kilku innych jazzmanów z Brazylii, Meksyku, Izraela, Chin, Australii i Libanu. 

Kocham Jazz od wielu lat, mam mnóstwo płyt, głównie czarnych, to wspaniałe nagrania.

Warto zajrzeć na informacyjną stronę, znajdziesz tam  wiele dobrych i ważnych wiadomości także o tym co i gdzie jazzowo  zagramy w Polsce, a będzie się działo! Kliknij tutaj na  JAZZ

Na innej, znakomitej stronie znajdziesz historyczne i współczesne plakaty poświęcone Jazzowi, koncertom, liderom, sławom i różnym jazzowym wydarzeniom. To tutaj PLAKATY JAZZ. Są świetne, robione przez znanych artystów  grafików, malarzy. Na początek wybrałam ten, który jest u góry – moim zdaniem – jest piękny. Ale te dwa też są świetne – prawda…

Słuchać jazzu można oczywiście na różne sposoby – na koncercie, solo, albo we dwoje, ze znajomymi, w cafe, albo w domu, na przeróżnych multimediach, ale przede wszystkim WARTO SŁUCHAĆ, a do tego też warto wybrać sobie pyszne wino i fajne, ale lekkie jedzonko.

Skoro dziś o 17.00 będziemy w Australii na pysznym koncercie to wino niech też będzie stamtąd – równie pyszne! Shiraz to klasyka win australijskich. Już na pierwszy rzut oka wygląda super. Głęboka czerwień, pięknie wygląda w kieliszku. Po spróbowaniu… to jest to! Moim zdaniem – pasuje.  Co do tego wina, może „chleb pachnący, pięknie rumiany” – to TUTAJ TEN CHLEBEK

Na koniec muszę Ci pokazać, bo może nie znajdziesz na to czasu, aby jednak tu zajrzeć – takie mnóstwo koncertów jazzowych jest na całym Świecie 30 kwietnia 2019 roku.


JABŁKOWE KARPATY

Hej! Tu Alicja i  moja Mózgojazda, witaj!

Dzisiejszy dzień był przyjazny i piękny. Z północy napływało do nas czyste powietrze (a o to w Warszawie niełatwo), było słońce, prawie bezwietrznie, a moja aplikacja wręcz krzyczała ” wyjdź, jest wspaniale!” Oczywiście byłam na długim bieganiu, chodzeniu i… warto było.

Mogą być też inne owoce…

Po tej wycieczce zachciało się (nie tylko mnie) zjeść coś nie za mocno słodkiego, ale pysznego i przede wszystkim szybkiego i łatwego do przygotowania. Nie lubię długiego pichcenia, ale lubię jeść dobre, najlepiej eko i nieomal błyskawiczne do przygotowania strawy.

Zastanawiałam się co by to mogło być i spojrzałam na miskę pełną jabłek. To było to! Przypomniał mi się świetny, łatwy i szybki przepis na niby szarlotkę – jest naprawdę ŚWIETNA!  Polecam z czystym sumieniem na deser 😉

 

Co jest potrzebne

  • 4 całe jajka
  • 5 całych jabłek. Mogą być każde, ale chyba najlepsze lekko kwaskowate np. szare renety.
  • 4 cukry waniliowe;
  • odrobinę proszku do pieczenia (na czubek łyżeczki)
  • 3/4 szklanki trzcinowego cukru (może być biały, można dać trochę mniej np.pół szklanki);
  • półtorej szklanki mąki (najlepiej eko, ale może być każda);
  • szczypta soli;
  • masło i tarta bułka do wysmarowania formy. Zamiast masła może być olej, albo margaryna.

Jak to się robi

Do wysmarowanej i posypanej bułką tartą tortownicy wkroić, obrane jabłka. Pokrój je na dość duże kawałki, np. na ćwiartki, mniejsze na połówki. Nie układaj jabłek, po prostu wrzucaj je. Na jabłka wlej bardzo dokładnie roztrzepane ciasto. Piec  w temp. 180 st. C przy termoobiegu, około 40 minut. Powinno mieć lekko brązowy kolor.

Wypiek wygląda fajnie, kusi pięknym kolorem, ma górki i dołki – istne Karpaty! Można posypać cukrem pudrem, polukrować, jeść na ciepło np. z bitą śmietaną. Co kto lubi…

Robi się szybko, rodzina może pomagać – obierać jabłka, kroić, a potem zajadać ze smakiem 😉 To ciasto nazwaliśmy – JABŁKOWE KARPATY!

Do tych Jabłkowych Karpat może np. wino Chianti Classic Riserva. Piękny kolor, w kieliszku wygląda tak samo miło jak miło się go pije. Jest dość łagodne, ale jednocześnie bogate w smaku, każdy łyk jest ważny. Jeśli ktoś lubi to oczywiście może być wino półsłodkie, albo słodkie – co komu w duszy gra…

Powodzenia i smacznego!

 

 

 

 

 

 


Chleb pachnący, pięknie rumiany…

Witaj na Mózgojazda!

Zadziwiła i urzekła mnie ta chata – wieś Dubicze Cerkiewne – Podlasie

Zatęskniłam za wspaniałym, domowym chlebem.  Przypomniałam sobie jak w czasie wakacji byłam na wsi i zajadałam się chlebem upieczonym przez młodą Gospodynię panią Monikę. To się już chyba rzadko zdarza, na ogół mieszkańcy wsi też zaopatrują się we wszystko w miasteczku, albo w sklepiku obok. To jest jednak inne gospodarstwo – dbają o ekologię, żyją blisko natury, jedzą własne wyroby i to samo podają gościom.

Na ten chleb wszyscy czekaliśmy i z ciekawością przyglądaliśmy się procesowi przygotowania.

Chleb pachnący, ślicznie rumiany młoda Gospodyni upiekła w piecu, gdzie palone było tylko drewno. Upieczone bochenki, duże, okrągłe, stygły i… pachniały jak oszalałe, bardzo chciało się spróbować. Niestety dopiero na drugi dzień można było je kroić.

Doczekaliśmy tego cudu na śniadanie. Pani Monika pokroiła chleb na spore kromki. Mówiła: „Taki chleb jadły moja babcia i mama i ja też robię i bardzo lubię, a mąż i nasza młoda rodzinka przepadają za takim chlebkiem”. Jak to robi?

Każdą kromkę lekko posoliła z obu stron grubą solą i położyła na czystą – bez tłuszczu – żeliwną patelnię. Kromki wspaniale zarumieniły się po obu stronach. Do tego prosto z ogrodu sałata z dużym szczypiorem i pomidorami, lekko polana oliwą o smaku czosnkowym. Pyszności! To mało powiedziane.

Po powrocie też tak zrobiłam. Zaprosiłam miłych ludzi. Pięknie upieczony chleb był stamtąd, sałata, pomidory i szczypior eko, oliwa z oliwek doprawiona przeze mnie czosnkiem i cytryną z odrobiną miodu. Dodałam do sałatki mozzarellę oraz nieco kolorowego, świeżo zmielonego pieprzu. Chleb upieczony sposobem naszej Gospodyni – rewelacja! Całość smakowicie pachniała i wyglądała – wszyscy pałaszowali i… chwalili.

Do takiego chleba nic już właściwie nie potrzeba, ale jeśli np. siedzimy wieczorem, gadamy i coś małego  zjedlibyśmy to…

W miastach można kupić tzw. chleb biesiadny – jest ok. i dobrze smakuje, choć to nie to samo. Skoro wieczór to może jakieś wino do chleba – czemu nie? Polecam dobre polskie wina ekologiczne (są tutaj w zakładce Wino i Jedzonko, np. T U T A J ), są fajne i niedrogie – do pysznego chlebka jak znalazł.

Smacznego!


SERNIK CZARODZIEJKI – SUKCES ZAPEWNIONY

To mój Piotruś, zabawka-pamiątka. Uwielbia mój sernik!

Witaj na Mózgojazda na poszerzonej stronie Wino i Jedzonko

Każda okazja jest dobra, aby zrobić znakomity sernik – bez okazji też. Tak po prostu dla przyjemności wspólnego zjedzenia czegoś słodkiego 🙂

Ten przepis przetrwał w mojej rodzinie wiele lat, robiła go moja Prababcia, Babcia, Mama i ja także. Nazwaliśmy go „Sernik Czarodziejki”. Kiedyś nieco zmodyfikowała go moja Mama, niedawno ja też np. daję mniej cukru i ew. budynie zamiast mąki ziemniaczanej.

Sernik ma same zalety i tylko jedną wadę – jest kaloryczny, bo robi się go z dobrych produktów. Zawsze się udaje, jest pyszny, a rodzina i przyjaciele na różne okazje proszą: „Zrób ten swój czarodziejski sernik…” zajadają się nim i… chwalą. Przepis może wydać się nieco długi, ale podałam wszystkie szczegóły, także dla początkujących w pieczeniu 🙂

Sukces zapewniony!

Nie jest tajemnicą, że prawie każda potrawa uda się, jeśli damy jej i sobie szansę. Dlatego, aby ten sernik był najwspanialszy na świecie wszystkie składniki muszą być bardzo dobrej jakości i świeże. Wszystko to można kupić, nie da się tylko kupić serca i radości gotowania, ale to przecież mamy, jak zawsze na święta i nie tylko 😉 

Kot na ogół asystuje przy pieczeniu, tym razem poszedł sobie, ale blisko…

Składniki

Ważne! Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową, czyli ser, jaja i masło. Najlepiej wyjąć z lodówki na godzinę przez pieczeniem.

1.  1 kg białego sera – ser musi być dobry, świeży, tłusty – trzeba go zemleć, albo kupić gotowy już zmielony, proszę zwrócić uwagę, aby był bez żadnych dodatków – np. cukru (uwaga na datę przydatności do spożycia – kwaśny ser absolutnie odpada!).

2.  9 jaj – najlepiej z tzw. eko, albo takie, które lubimy i uważamy, że są dobre.

3.  Kostka dobrego masła 250g – zwykle kostki są 200g trzeba więc trochę dodać – koniecznie sprawdzić na opakowaniu ile jest „masła w maśle” (margaryna i „półmasło” nie sprawdzą się – sernik będzie „nie taki”). Ostatnio kupiłam naprawdę pyszne masło w „Krakowskim Kredensie”, jeśli masz dostęp do tego sklepu, polecam.

4.  1 i 1/2 szklanki cukru – może być trochę mniej jeśli wolimy sernik mniej słodki. Ostatnio daję tylko szklankę i też jest słodki.

5.  Płaska łyżeczka kawowa proszku do pieczenia, albo bez proszku – wedle uznania. Nieco mniej urośnie, ale dobrze ubita piana z białek swoje zrobi.

6.  2 łyżki mąki ziemniaczanej, albo dwa budynie śmietankowe bez cukru.

7.  Dodatki według uznania: skórka pomarańczowa i rodzynki (zwykle dodaję i rodzynki i skórkę, ale bez bakalii jest też pysznie), ewentualnie jakiś ulubiony aromat (ja nie dodaję), ale nie wtedy gdy namoczymy rodzynki z dodatkiem kilku kropli alkoholu. Polecam whisky, rum, brandy, polski Jarzębiak, Soplica albo… co kto lubi. Wino, piwo nie nadają się.

Do masy można dodać jeden cukier waniliowy, odrobinę ulubionego aromatu, może też być kilka kropli np. brandy, jeśli rodzynki nie były moczone w wodzie z alkoholem – według fantazji i pomysłu…

8. Szczyptę soli do piany z białek.

Polskie wino jest OK! Doskonałe do sernika.
zdjęcie: Atlas polskich win

Jak to zrobić?

Włączyć piekarnik, aby był nagrzany do 180 stopni. Namoczyć w wodzie rodzynki – można, ale niekoniecznie – dodać kilka kropli alkoholu j.w. Przygotować formę czyli dokładnie posmarować masłem i posypać bułką tartą.

Starannie utrzeć (mikserem, w robocie):

  • żółtka jaj (wszystkie białka zostawiamy na pianę)
  • masło, proszek do pieczenia – ja dodaję, ale może wystarczyć tylko ubita piana z białek,
  • mąkę ziemniaczaną (lub budynie),
  • cukier  + ewentualnie cukier waniliowy.

Znakomicie utartą masę wyłożyć do innej, trochę większej miski, dodać przygotowany – czyli zmielony – ser i pianę z białek jaj – ubitą „na sztywno” ze szczyptą soli. Łyżką delikatnie wszystko wymieszać, aż piana dokładnie połączy się z masą serową. Dodać bakalie (wcześniej namoczone i odsączone rodzynki), ewentualnie aromat. Wszystko jeszcze raz, delikatnie, acz skutecznie wymieszać.

Formę do pieczenia – najlepsza jest tortownica o średnicy 28 cm – wcześniej wysmarowana  masłem i posypana tartą bułką. Lepiej nie używać innego tłuszczu do smarowania formy, bo przeniknie zapach i smak do sernika. Tortownicę można wypełnić masą serową tylko do 2/3 wysokości – sernik dość mocno wyrośnie, później nieco opadnie. Jeśli weźmiemy mniejszą formę to trzeba masę podzielić na dwie części.

Wspaniałą, pachnącą masę wykładamy do przygotowanej tortownicy i pieczemy 50 – 60 minut w temperaturze 180 st. Ten czas i temperatura to dla elektrycznego piekarnika z termoobiegiem, sądzę, że w gazowym trzeba piec nieco dłużej. Trzeba sprawdzać kolor sernika. Sernik powinien być wyrośnięty i na wierzchu złoto-jasnobrązowy. Kiedy jest już upieczony proszę wyłączyć piekarnik, ale sernika nie wyjmować od razu, zostawić na kilka minut, potem wyjąć do ostygnięcia.

Moim zdaniem „Sernik Czarodziejki” nie wymaga już żadnych dodatków, ale jeśli ktoś lubi można podać posypany cukrem pudrem, albo z bitą śmietaną, z owocami czy z ulubionym słodkim sosem, albo popijać np. polskim winem.

Wszystkie Czarodziejki i ja też – życzą udatnego pieczenia i Smacznego! 🙂


Witaj tuż przed Sylwestrem!

Witaj – tuż przed Nowym Rokiem 2019! 

Jaki będzie? Kto to wie? A może wolisz już coś postanowić, to taki zwyczaj i jakaś wewnętrzna potrzeba, aby POSTANAWIAĆ. Rok temu napisałam coś na ten temat – zapraszam T U T A J

Co dalej?

Dalej  – oczywiście miłe, pracowite i dobre życie! Taki mam plan od października 2018 roku. Jak może wiesz (zajrzyj na link wyżej) swoje plany i ewentualne postanowienia robię zawsze po wakacjach, nie w Sylwestra – wtedy się bawię. Moje plany cały czas są i spełniają się, albo … nie. Nic straconego – są już nowe plany – wszystko się uda. Tak mi obiecuje Świat wokół mnie 😉

Planować czy nie planować?

Oczywiście planuj co chcesz – planowanie to też marzenia. Życie płata nam figle – niektóre plany wylatują w powietrze, bo brak racji, pieniędzy, dobrych chęci i dobrych ludzi, bo ktoś nas nie akceptuje, nie lubi i próbuje zniszczyć nasze marzenia, inny ktoś pomaga i jest ok. Czy jesteś na to wszystko gotowa/gotowy? Tak, na pewno teraz masz silną motywację i dlatego – TO NAJLEPSZY CZAS NA DZIAŁANIE!

Powiesz – tak, tak…  wiem, ale co zrobić jeśli nic się nie uda? Och! To nie tak. Zawsze możesz, poczytać, pograć, pójść na koncert, na kurs, zacząć najdziwniejsze studia, albo po stresie dobrze się wyspać i spać – nawet kilkanaście godzin. Świat się nie zawali, a ty musisz to po prostu przeżyć i iść dalej, działać inaczej i lepiej.

Teraz już jesteś mądrzejszy i wiesz co i jak… Pomimo wszystkie razy jakie dostajemy każdy ma kogoś kochającego, miłego i coś co pozostaje niezmienne, nasze, ważne i dobre.  Każdy ma swój sposób na różne nie-dobroci życia.

Już jutro zacznie się 2019 rok, będzie super Sylwester z przyjaciółmi, będą strzelające bąbelki, całusy, uśmiechy i radość, że ciągle jesteśmy tu i teraz! Cieszmy się!

Salvador Dali potrafił docenić wszelkie uroki życia.

PAMIĘTAJ – ŻYCIE TRWA KAŻDEGO DNIA.  Róbmy plany, miejmy marzenia i cieszmy się tym co uda się nam spełnić – to przecież wcale nie jest mało. 

Co pijemy i jemy w tę JEDYNĄ NOC?

O 12.00 pijemy tylko trochę szampana – bąbelki łatwo nas oszałamiają więc tylko jeden kieliszek, bo tradycja. Potem dobre wino, ale tyle by się dobrze bawić. Każdy wie co i ile może.

Jeśli lubisz bąbelki to polecam – Szampan Jean-Paul Deville Brut NV z regionu Szampania, apelacja Champagne AOC. Moim zdaniem jest super. Poza tym dobry stosunek ceny do jakości.

Moje ukochane wina to czerwone wytrawne, najlepiej z Italii. Jedno z ulubionych, włoskich win to Valpolicella Classico DOC Superiore Ripasso. Czerwone, wytrawne, ma piękny, głęboki kolor,  delikatny smak. To wino pasuje nieomal do wszystkiego, także do niezwykłego chleba.

A tutaj coś pysznego do zjedzenia – nie należy się objadać w noc sylwestrową, taki super chlebek będzie na pewno nie lada atrakcją. Zapraszam, przepis jest T U T A J

ŻYCZĘ WSZYSTKIM ŚWIĘTOWANIA, PIĘKNEJ ZABAWY!  A w Nowym Roku

ODPOCZYNKU i LENIUCHOWANIA, PRACY UKOCHANEJ CZYLI ROBIENIA TEGO NA CO MA SIĘ OCHOTĘ, SPOTYKANIA LUDZI, KTÓRYCH KOCHAMY, LUBIMY, PODZIWIAMY –  CHCEMY CIESZYĆ SIĘ ICH TOWARZYSTWEM I ICH CIESZYĆ SWOIM TOWARZYSTWEM.

ŻYCZĘ MNÓSTWO SIŁ I ZDROWIA. MIŁOŚCI, PRZYJAŹNI I SAMYCH WSPANIAŁYCH DNI W 2019 ROKU I… ZAWSZE. NIECH SIĘ SPEŁNI!


JESTEŚMY FAJNI!

To mój Piotruś, zabawka-pamiątka, też jest FAJNY!

Tak właśnie jest – JESTEŚMY FAJNI, ALE NIE WSZYSCY POTRAFIMY TO DOSTRZEC I Z TEGO KORZYSTAĆ.

Co jest z nami nie tak? Jasne, że można podać tysiąc powodów dlaczego tak jest, albo tylko bywa. Mnie jednak nurtuje pytanie skąd się bierze NIEDOSTRZEGANIE SIEBIE?

Przedświąteczny czas zmobilizował moje myślenie na ten trudny temat. Trudny? A może wcale nie jest trudny, bo każdy z nas może znaleźć w sobie wiele fajnego, dobrego, miłego, wzniosłego, prawego, uśmiechniętego…

Szukajmy więc, cieszmy się sobą, życiem, bo jeśli mamy zdrowie jako takie, rodzinę, paru przyjaciół, dach nad głową, co jeść i trochę grosza to już może być wspaniale! Nawet tak, że można pomóc innym, a warto…

Na pewno nie warto zamęczać się przeszłością i rozgrywać w myślach „co by było gdyby”. Warto dobrze myśleć o sobie JESTEM OK! Nie słuchać innych, słuchać siebie. Jasne –  nie wszyscy wokół są dobrymi ludźmi, wiem kogo nie chcę znać, kogo omijam, a z kim mi nie po drodze.

Wiem na pewno – dopóki mam zdrowie, dopóki czuję i myślę, dopóty wszystko mogę.

Po prostu – mogę robić to co chcę. No… może nie mogę (po co?) cofnąć czasu, nie polecę w Kosmos (nie wiadomo!), ale to mi niepotrzebne!

Kocham moje, nasze zwykłe dni, dobre słowa: dziękuję, proszę, przepraszam, odpocznij, uśmiech, usiądź przy mnie, kubek gorącej, porannej kawy, piękne oczy dziecka, chodźmy na spacer, radosne szczekanie psa, wędrówki… To jest miłość. Zwyczajna, prosta, choć bywa cierpieniem, ale jeśli kochamy wiele da się znieść i miłość znowu rozkwitnie.

Masz taką MIŁOŚĆ? Jeśli tak to jesteś WSPANIAŁĄ, FAJNĄ OSOBĄ!

Pamiętaj, ktoś cię gdzieś kocha. Bądź dla siebie kimś najważniejszym/najważniejszą, pokochaj siebie wtedy możesz oddać innym dobro, bo masz je w sobie. DOPÓKI ŻYJESZ MASZ WSZYSTKO – ŻYCIE.

Miłość to także pyszne wino, tak więc teraz… o winach

W tym przedświątecznym nastroju mam propozycję pysznego wina, warto mieć w domu dobre wino, aby wypić lampkę z rodziną, z przyjaciółmi, a jeśli akurat spędzasz te święta sam/sama to też warto. O dobrej samotności pisałam TUTAJ

Półwytrawne, o bladoróżowym kolorze, aromatyczne, orzeźwiające – Wino ma nazwę: 770 Miles Zinfandel. Jeśli wolisz np. czerwone wino, to spróbuj wina z Italii Valbutera Sangiovese Rubicone. Jest półwytrawne, pięknie wygląda w kieliszku i smakuje wybornie. Te i inne wina znalazłam na portalu Viniferia.pl

Moje ukochane wina to czerwone wytrawne, najlepiej z Italii. Jedno z moich ulubionych, włoskich win to Valpolicella Classico DOC Superiore Ripasso. Czerwone, wytrawne, ma piękny, głęboki kolor,  delikatny smak. To wino pasuje nieomal do wszystkiego, a popijając małymi łyczkami docenimy jego piękno w kieliszku i niezwykły smak.

Do wina można pojadać różne pyszności, co kto lubi – lubię popijać  wino np. z gorzką czekoladą, pyszne jest też nawet wytrawne wino ze świetnym ciastem np. z sernikiem – przepis jest  TUTAJ

Pewnie dziwisz się, że napisałam wytrawne wino do sernika, przecież sernik jest słodki – tak, ale ja uważam, że każdy musi znaleźć swój smak. Oczywiście czerwone wytrawne wina są w zasadzie do różnych mięs, białe do ryb i drobiu, słodkie do słodkiego itd. Moim zdaniem warto poszukać swoich smaków i pić wina do potraw jak lubisz. Próbuj. Nie przejmuj się, że różni „smakosze” uważają inaczej – TO TY JESZ I PIJESZ I JESTEŚ NAJWAŻNIEJSZĄ OSOBĄ.

Niezależnie od tego czy obchodzisz Święta Bożego Narodzenia czy nie –  Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, życzę najpiękniejszych Świąt, wspaniałego 2019 roku, pięknych Dni i Nocy!

Dołączam piękną kolędę Zbigniewa Preisnera w wykonaniu Beaty Rybotyckiej – słowa są… czułe.

Posłuchaj proszę…


I stanęło przy nas 10 mln ludzi.

Witaj na Mózgojazda!

Ostatnie dni w naszym „przemedialnym” kraju nie są proste. Wszystkie media zachłystują się sprzecznymi informacjami o różnych marszach. Mogłyby być te dni inne. Nie ma co gdybać co by było… ważne jak jest i że nie może już tak dłużej być.  Nie wiem tylko czy ktoś z decydentów czy z tzw. szerokiej opozycji wie jak być powinno. Chyba można mieć wątpliwości czy są jeszcze tacy ludzie.

Jednak po przeczytaniu tego listu, który Prezydent Lech Wałęsa napisał na

na setną rocznicę odzyskania niepodległości  można mieć nadzieję, że znajdą się siły, działania, ludzie, myśl piękna i najlepsza..

W te dni będziemy śpiewać hymn Polski, nieść polskie flagi, powinniśmy się cieszyć świętem. Świętujmy, ale nie rzucajmy słów na wiatr…

Śpiewajmy nasz hymn, jest fajny 😉  TUTAJ JEST HYMN POLSKI

Co po świętowaniu

Po świętowaniu np. wznieśmy toast za NASZĄ PIĘKNĄ NIEPODLEGŁĄ – pysznym sokiem, kawą, ulubionym drinkiem, piwem, a może dobrym winem.

Jeśli winem to może toskańskie – przecież „…Z ziemi włoskiej do Polski…

… bo Polska jest fajna pomimo wszystko!

Świetne białe wino z Toskanii Barbotto – klasztorne, półwytrawne, łagodne, sympatycznie się je popija. Z tego samego, klasztornego źródła, o tej samej nazwie jest wino czerwone wytrawne. Polecam, bo są to znakomite wina i niedrogie.

Jedno z moich ulubionych, włoskich win to Valpolicella Classico DOC Superiore Ripasso. Czerwone, wytrawne, ma piękny, głęboki kolor, taniny delikatne, smak miły… bardzo fajny 🙂 To wino pasuje nieomal do wszystkiego, a popijając małymi łyczkami docenimy jego piękno w kieliszku i wartość smaku.

Poszukajmy też dobrych polskich win, bo chyba nie doceniamy ich, a są świetne.

Od wielu lat są już świetne polskie wina. Pisałam o tym T U T A J   Warto zajrzeć poczytać i… kupić polskie wino, z dobrej winnicy.

Do zobaczenia i miłego świętowania! 

 

 


Po wypiciu jednego łyka…

Witaj!

Lubisz makaron? A może lubisz makaron z pysznym sosem popijać winem? Jak wiadomo Włosi uwielbiają makarony i pewnie dlatego stworzyli Święto Pasty. Dawno pisałam o winach, ale tym razem także o pasta – czyli o makaronie 😉

Właśnie dzisiaj, – 25 października jest Światowy Dzień Makaronu. Lubisz pastę – tak jak mówią mieszkańcy Italii, (jak ktoś woli Włosi), czyli makaron? Ostatnio ciągle słyszę, że jemy pastę, a nie makaron. Nie bardzo rozumiem nazywanie tego pięknego kraju – Włochami, ale słowo pasta chyba jest ok, mnie się podoba. Ponadto lubię wszelkie makarony z różnymi dodatkami, zwłaszcza z pieczonymi pomidorami. Świetny przepis znaleźć można tutaj:  TUTAJ

Finał tego święta makaronu ma być w Mediolanie – Pasta World Championship. Wtedy najlepsi  przygotują swoje klasyczne spaghetti al pomodoro. Podobno w tym roku w makaronowych zawodach startuje także ktoś z Polski. Oczywiście życzę sukcesu! O tym makaronowym święcie można poczytać np.  TUTAJ

Jakie wino pasuje np. do spaghetti al pomodoro – na pewno jakieś wspaniałe włoskie wino. W Italii pije się wino na co dzień. Stawia się dzban wina na stole i popija w szklaneczkach, prawie jak u nas kompot.  Oczywiście są to wina stołowe, słabe, młode, z własnych, nieomal przydomowych winnic, ale są… fajne i na pewno pomagają trawić dość ciężkie różne pyszne makarony z sosami.

Italia słynie ze wspaniałych win. Zwłaszcza te z południa Włoch są tak znakomite, że po wypiciu pierwszego łyka już tęsknimy za następnym. Sycylia jest od wieków znana ze swych win, najpopularniejsze to: Passito di Pantelleria, Marsala, czy Moscato di Siracusa.

Jest mnóstwo win z włoskiej ziemi godnych polecenia, każde ma swoją tradycję, smak, piękne pochodzenie. Ceny ich win u nas zaczynają się już od 20 zł, a mogą osiągać nawet kilka tysięcy np. niektóre toskańskie wina. Wspaniałe są wina robione w klasztorach, np. tzw. kamedulskie wina.

O moich toskańskich, winnych fascynacjach pisałam tutaj – ZAPRASZAM

Świetne białe wino z Toskanii Barbotto. Jest półwytrawne, dość łagodne, sympatyczne – deserowe. Z tego samego, klasztornego źródła, o tej samej nazwie jest wino czerwone wytrawne. Polecam, bo są to znakomite wina i niedrogie, w granicach 35-45 zł.

Jedno z moich ulubionych, włoskich win to Valpolicella Classico DOC Superiore Ripasso. Czerwone, wytrawne, ma piękny, głęboki kolor, taniny delikatne, smak… aksamitny i bardzo fajny 🙂 Wino kosztuje ok. 60 zł i jest warte swej ceny. To wino pasuje nieomal do wszystkiego, a popijając małymi łyczkami docenimy jego piękno w kieliszku i wartość.

Miło Cię tutaj widzieć, pozdrawiam, i smacznego… makaronu!

 

 

 


Na to zawsze warto znaleźć czas…

Witaj na Mózgojazda!

Trwają wakacje, urlopy, wyjazdy.  Wytęskniony odpoczynek jest już, albo tuż, tuż… Przypomniało mi się niezwykłe zdanie, które wypowiedział gdzieś kiedyś jakiś Japończyk (przepraszam, ale nie pomnę imienia), ale myśl zapamiętałam:

Jestem podróżnikiem jakich wiele, ale niewiele jest ludzi, którzy dostrzegają w każdej chwili życia podróż.

Przypuszczam, że tak jak większość z nas nie masz czasu, jesteś zmęczona, zmęczony – dlatego posłuchaj pięknej muzyki i może na chwilę zatrzymasz się, zajmiesz się trochę sobą, zadumasz się, ucieszysz tymi niezwykłymi Artystami i przypomnisz sobie, że jednak ŚWIAT JEST WSPANIAŁY!

Posłuchaj proszę…

A tutaj  niezapomniany Miles Davis i Jego „King of Blue”

Do tej muzyki pasuje dobre wino, nieważne czy słuchasz sama/sam czy z ukochanym człowiekiem, wino, muzyka to też ważne życie…

Może to wino ci zasmakuje? – Wytrawne, czerwone z Italii, rocznik 2013. Wino Archidamo Promitivo di Manduria.  Moim zdaniem jest wyjątkowe. Raczej mocne, ale nie czuje się tego, bo ma bardzo delikatne taniny, miły, wyrazisty smak pozostaje dość długo. Pachnie i smakuje jak gorzka czekolada… każdy tu znajdzie coś dla siebie. Sączyć je można ot… tak sobie… pasuje też z ulubionym serem, albo z gorzką czekoladą.

Miło, że tu zaglądasz, dzięki! Pozdrawiam 😉