Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść!

Witam Optymistycznych Kierowców! „Korkowo”, ale i wiosennie… 

Ostatnio straciłam nie tylko czas, ale i nieco optymizmu. Musiałam coś ciężkiego przewieźć z jednego końca Warszawy na drugi – ok. 60 km.

Gdyby nie to „ciężkie”pojechałabym autobusami i metrem, ale z ciężarem to byłoby niewykonalne. Tą samą trasą jechałam mniej więcej 1,5 roku temu i przejechałam przez ok. 45 minut. Tym razem jechałam dwie godziny i 10 minut! Istne szaleństwo! Nie były to godziny szczytu.

Na wesoło…

Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść! Tak warto myśleć, mówić i działać zawsze. Każdy to wie, nie odkrywam nieznanego. Dlaczego wobec tego ciągle jeździmy w tych koszmarnych korkach?!

Warszawa i inne nasze (i te nie u nas też) wielkie miasta są zakorkowane, zatrute, zahałasowane, zamęczone i pewnie jeszcze wiele innych „za” – przez nieustanne, paskudy czyli – korki.

Ponoć będą u nas już tuż, tuż… elektryczne auta (sporo już jeździ na Świecie, ale na to potrzebna energia!), są już hybrydy, zsynchronizowane światła, zielone linie,  monitoring na prawie wszystkich ulicach, drony, wiele nowoczesnych ulic, itp. Umiejętności większości kierowców są też nieco lepsze, co nie idzie w parze z kulturą, ale to inna, b. ważna sprawa. Pomimo wszystko korki były, są i niestety będą chyba jeszcze dłuuugo. Co na to inżynierowie od komunikacji, dróg, informatycy, programiści, futuryści czyli ci co widzą przyszłość za np. 20, 30 lat…

KOK jest dla Kierowców Optymistycznych, ale oczywiście nie na huurrra! i pomimo wszystko. Zdrowy rozsądek na drogach – to bardzo na czasie i niezbędny wymiar umysłu KAŻDEGO KIEROWCY. Dlatego na drodze trzeba być cały czas czujnymi, uważnymi, dobrymi. Jesteś taki?taka? to wspaniale, ale chyba nie zawsze i nie wszyscy tacy jesteśmy. Jest  zielone światło i… nikt nie rusza! Na co czeka ten/ta pierwszy? Gapi się w komórkę, coś pisze, gada, czegoś szuka… a nawet widuję prawie codziennie rano pana, który goli się w aucie na kolejnych światłach i panią, która nakłada makijaż! Ludzie! Nie! Tak naprawdę nie wolno. Za kierownicą jesteśmy przygotowani tylko do uważnej jazdy. Przecież to wiemy, ale cóż… mamy słabości.

Są różne pomysły, aby było szybciej, lepiej, zdrowiej i poza korkami np. tutaj:

T U T A J  K L I K , także  T U T A J

Warto korzystać z dobrych pomysłów. Masz jakieś fajne pomysły jak omijać korki, albo jak rozwiązywać te problemy w miastach – PISZ, komentuj, bo   Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść!

Pozdrawiam Cię miło 🙂

„Grzebanie” w telefonie

DSC00003

„Grzebanie” w telefonie w trakcie prowadzenia samochodu to straszna, niebezpieczna głupota. Podam przykład z ostatnich kilku godzin. Duże skrzyżowanie w Warszawie, stoi się tutaj nieco dłużej, ale przecież nie aż tak długo, aby nie można było wytrzymać bez komórki. Staję za jakimś Fordem, wokół tłok. Czekam spokojnie. Jest zielone, ale ten Ford nie rusza. Lekki sygnał, nie rusza. Do diabła! Zasnął, czy co? Trąbię raz i drugi – NIE RUSZA! Za mną też trąbią. Światło już jest żółte. Śpieszę się, jestem zła. Mam okazję zmienić pas i stanąć obok Forda – za kierownicą chłopak, wysyła sms. Jest bardzo z siebie zadowolony, widać to po jego błogim uśmiechu… co powiedzieć. Zakląć – tak zrobiłam – w myśli, ale jakoś nie bardzo pomogło.

Inny przykład też z ostatnich godzin. Trasa Siekierkowska, wolno jechać do 80. Nagle wlokę się środkowym pasem za jakimś białym Citroenem. Jedziemy poniżej 50! Obok pasami śmigają inni, a za nami już sporo aut też się wlecze. Nie wiem o co chodzi, zajęty pas, coś się złego stało, albo… nie wiem. Nie mogę zmienić pasa, włączam kierunkowskaz, ale… każdy się spieszy. W końcu udaje się, zmieniam pas. Patrzę, a dziewczyna rozmawia przez komórkę i zanosi się śmiechem, jedzie mniej niż 50, rano o godz. 9.00. w powszedni dzień… Rozsądek zostawiła chyba w domu, szkoda, że to nie był telefon.

Każdy z nas to widział nie raz. Psycholog transportu p. Andrzej Markowski, a także wiele różnych światowych badań udowadniają, że nie mamy aż tak podzielnej uwagi. Prowadzący samochód, aby jechać uważnie musi być skupiony tylko na prowadzeniu auta. Rozmowa przez komórkę nawet przez zestaw głośnomówiący czy słuchawkę odrywa naszą uwagę od ulicy, znaków drogowych, pieszych – uniemożliwia uważne, normalne prowadzenie auta. Pisanie, odbieranie sms’ów, czy oglądanie fotek na telefonie jest wręcz niedopuszczalne.

Firmy ubezpieczeniowe twierdzą, że według ich nieoficjalnych danych ok. 20% wypadków to powód nieodpowiedzialności i zwykłej głupoty kierowców używających telefonu w czasie jazdy. Różne badania pokazują smutną prawdę – zwłaszcza wśród kierowców 18-24 lata – co czwarty przyznaje się do korzystania z telefonu jednocześnie kierując autem. Jasne, że nie tylko młodzi tak robią. Szacuje się, że w Europie w co dziesiątym wypadku „winowajcą” są telefony komórkowe, tablety…

indeksAlkohol, „trawka” – osoby po wpływem narkotyków, alkoholu czy jakichkolwiek innych substancji odurzających nie mają prawa znaleźć się za kierownicą jakiegokolwiek pojazdu. Korzystanie z telefonu w czasie prowadzenia auta znacząco wydłuża czas reakcji i jest porównywalne z pijanym, albo „naćpanym” kierowcą. Kierowca odrywa uwagę i wzrok na długi czas i nie kontroluje wtedy w ogóle drogi, bo zajmuje się telefonem.

Bądźmy odpowiedzialni – za kółkiem obowiązkowo myślimy, jesteśmy skupieni i uważni, bo w każdej chwili może zdarzyć się coś absolutnie nieprzewidywalnego, groźnego. Można stracić zdrowie, a nawet życie. Niby każdy to wie, ale gdyby tak było to nie byłoby pewnie w ogóle wypadków.

Nie warto! Zjedźmy z drogi jak tylko będzie to możliwe i sprawdźmy telefon, świat się nie zawali jeśli później oddzwonisz, odpiszesz, a możesz uratować swoje i innych życie. To nie są banały, wszyscy to wiemy, ale…

Obcego nie lubimy

Wiosna jeszcze trochę waha się, nie wie czy zima ją raptem nie zaskoczy, a ona już w nieomal letnich ciuszkach, „mniejszych” pantoflach, botki poszły w odstawkę… nie bardzo wiadomo jak się ubrać, aby było dobrze i rano i później. Tak czy inaczej nasza piękna wiosna i tak przyjdzie, radują się nasze wszystkie zmysły! Pomimo, że jesteśmy mało „witaminkowi” i trochę zmęczeni, ma być wiosennie.

Można byłoby się radować jeszcze bardziej gdyby nie te mało apetyczne i nie fajne różności. Co to takiego?

Jeżdżę sporo po mieście i poza miastem, spotykam na drogach różnych kierowców – obu płci. Tych, o których akurat postanowiłam dzisiaj napisać to… śmieciuchy, brudasy. Jadę ci ja za pięknym, nowiutkim Mercedesem i raptem co widzę! Elegancki pan otwiera szybę i leci butelka po czymś, za chwilę ta sama ręka wyrzuca niedopałek papierosa, a na końcu frunie papierek, który ląduje na chwilę przy mojej wycieraczce. Wszystko to znalazło się na jezdni.

Pani ładnego Peugeota na parkingu przy stacji benzynowej postanowiła posprzątać swoje auto. Pozbierała z tylnego siedzenia różne śmieci, wygrzebała w kieszeniach auta jakieś papierki i wszystko to zostawiła na trawniku przed swoim autem, a co!… trawnik nie mój. Wsiadła, odjechała, a dziecko (ok. 3-4 lata) na to patrzyło. Mamusia jest cacy? NIE! Mamusia jest straszne be. Czy ono się kiedyś o tym dowie, a jeśli tak to czy będzie wiedziało dlaczego jego mama jest be?

Jeszcze jeden przykład „z drogi”. Jedziemy z ekipą na zdjęcia (4 osoby), głód nas dopadł, zatrzymujemy się na parkingu zachęcającej „Karczmy”, budzi zaufanie, wnętrze prawie domowe, czysto,  jedzonko też będzie świetne. Toaleta porządnie wyposażona, czyściutka. Na niczym nie zawiedliśmy się. Obok nas siedzi para z dwojgiem dzieci – na oko… 3-5 lat. Dzieciaki nas zaczepiają, śmieją się, zwłaszcza kamera ich interesuje. Koniec laby, trzeba jechać do roboty, nasi „znajomi” też wychodzą. Pierwsza mama z młodszym dzieckiem i ledwie odeszła kilka kroków wysadza dziecko, aby to załatwiło swoje potrzeby! Dlaczego? Nie wiedziała, że jest toaleta? Niemożliwe, bo informację widać doskonale. No więc – dlaczego?! Tata widzi to, ten burak- przyjemniaczek nie reaguje, podchodzi do wypasionej bryki, wsiada, reszta za nim. Kolega zwraca uwagę, że przecież jest toaleta, na to pani: „Odwal się!”

Takich czupiradeł, straszydeł, niechlujów, flejtuchów jest pełno wokół nas. Polska jest zaśmiecona, „zareklamiona”, brzydko pachnie, pomimo wielkich, ważnych i docenianych zmian z czystością słabo się znamy. Nie znamy czystości to znaczy, że jest obca, a my przecież obcych nie lubimy. Jest obca, obca, obca… straszne.

Napisałam tu o zdarzeniach, których byłam świadkiem, ale zapraszam też do obejrzenia filmiku o podobnych zachowaniach, z portalu Interia.pl. Dziewczyna na motocyklu wykonuje niebezpieczną, ale jakże pożyteczną i mądrą robotę. http://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/polski-kierowca/news-wyrzucasz-smieci-przez-okno,nId,1700033

Wyrzucanie czegokolwiek z samochodu jest bezczelne i chamskie. Niestety jest także bardzo niebezpieczne. Od tlącego się niedopałka płoną lasy, od rzuconej butelki może zginąć człowiek, może dojść do wypadku. Czy takie typy – obu płci – myślą co robią? Im droższy, lepszy samochód tym większy cham, chamka nim jedzie. Takie są moje spostrzeżenia. Przepraszam za to uogólnienie, ale… coś w tym jednak  jest. Ciekawi mnie czy kiedykolwiek policja ukarała takiego chama, chamkę za zaśmiecanie dróg?

Dzień bezpiecznego kierowcy

To jutro – 25 LIPCA – DZIEŃ BEZPIECZNEGO KIEROWCY. Patronem tego Dnia jest św Krzysztof. W Polsce ten Dzień obchodzony jest od 2006 roku. Ważny Dzień, bardzo ważny, a w dodatku wypada w czasie wakacji, czyli podróżujemy więcej. Akurat jutro wypada piątek i wyczekiwany weekend – też zwykle wzmożony ruch na drogach. Może uda się dobrze pomyśleć i dojechać bezpiecznie do celu – nie pić żadnego alkoholu, nie ćpać niczego, nie denerwować się, ale złapać dla siebie i innych pozytywny luz, spokojnie jechać i… dojechać.

Prawdziwi rajdowcy uważają, że nikt nie jest doskonałym kierowcą, ale zawsze można być lepszym. Mahatma Gandhi powiedział„Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze jest, byś był lepszy od siebie samego, z dnia wczorajszego” . Piękna myśl, którą warto zastosować także do swoich umiejętności kierowania pojazdami, do zachowań na drogach, traktowania innych użytkowników jak partnerów, a nie jak wrogów, których trzeba pokonać.

Gdzie można nauczyć się lepiej jeździć samochodem? O tym w dwóch filmikach opowiada  ekspert – KUBA BIELAK z AKADEMII BEZPIECZNEJ JAZDY. Można je obejrzeć i posłuchać   T U T A J

Polecam, bo przez kilka lat współpracowaliśmy i wiem, że to świetny fachowiec, kierowca i potrafi znakomicie przekazać swoją wiedzę i umiejętności. Niżej mały fragment wywiadu z Kubą Bielakiem dla serwisu infoWire.pl

„Poślizgi, dziury w jezdni, niebezpieczne zachowania innych użytkowników drogi – wszystko to możemy spotkać podczas prowadzenia samochodu. Reagowania w takich sytuacjach nie nauczymy się na kursie nauki jazdy – mówi serwisowi infoWire.pl Jakub Bielak z Akademii Bezpiecznej Jazdy.

Gdzie zatem ćwiczyć swoje umiejętności? Najlepiej w szkole doskonalenia jazdy. Tam dowiemy się między innymi, że auto nie zawsze pojedzie tak, jak chcemy. „Czasami, jeśli skręcimy kierownicą w lewo, samochód pojedzie prosto. Ważne, by się tego nauczyć, a nie czekać, aż zdarzenie na drodze nas do tego zmusi. Nawet nad poślizgiem można zapanować.”

„Podobnie, gdy zmienimy samochód na całkiem inny – powinniśmy nauczyć się nim jeździć, ale nie na drogach publicznych, a w miejscach do tego przeznaczonych” – twierdzi Jakub Bielak. Od tego są place manewrowe i ośrodki szkoleniowe.”

„To, że mam prawo jazdy od 20-30 lat, nie uprawnia mnie do tego, żeby uważać się za bezpiecznego kierowcę” – dodaje ekspert.

Zachęcam do obejrzenia filmów – zawsze warto… wiedzieć i działać. 🙂

 

 

Pewnego dnia na rowerze…

różne 296

Pojechaliśmy za miasto na rowerową przejażdżkę, bo akurat trafił się „niepadający” dzień. Przebić się przez Warszawę nie jest łatwo nawet w sobotę, ale – co to dla nas ;).

Grupka liczyła 4 dorosłe osoby. Wszyscy mamy prawa jazdy, jesteśmy czynnymi na co dzień kierowcami, lubimy też jeździć rowerami. Czyli znamy przepisy ruchu drogowego i zwykle dzielnie je przestrzegamy. Wiemy też co wolno, a czego nie rowerzystom.

Postanowiliśmy nie jechać chodnikami, a tylko ścieżkami rowerowymi, albo jezdnią.  Po jezdniach jechaliśmy „gęsiego”  i  robiliśmy większe odstępy między sobą, aby kierowcy aut mogli łatwiej nas wyprzedzać.  Optymizm dość szybko nas opuścił. Było naprawdę ciężko i bardzo niebezpiecznie.

Niestety to co wyprawiają kierowcy aut – zdecydowana większość! – to są potencjalni zabójcy rowerzystów na drogach. Co robią? Wyprzedzają nie licząc się w ogóle z rowerzystami, nieomal ocierali się o nas. Pędzą jak szaleni, tylko świst w uszach i wiatr pozostaje. Nie patrzą, że z przeciwka  jadą auta i zbyt blisko zjeżdżają rowerzyście pod koła. Wygrażają pięściami, klną obrzydliwie, specjalnie gwałtownie hamują przed rowerzystami – tak właśnie zachowuje się bardzo wielu kierowców aut.

Niestety, po przejechaniu około czterech kilometrów stwierdziliśmy, że albo ujdziemy z życiem, albo zginiemy marnie i dalej pojechaliśmy… chodnikami. Tak jak inni piesi jestem raczej niechętna rowerzystom na chodnikach – zwłaszcza na tych wąskich – jednak rozumiem ich i uważam, że na jezdni jest się czego bać!

Rowerzyści mają oczywiście własne, niemałe przewinienia. Dość rzadko stosują się do obowiązującego prawa na drogach, a często uważają, że wszystko im wolno – jednak to co zaobserwowaliśmy na naszej przejażdżce to horror.  Niestety niektórzy rowerzyści  „cuda” wyprawiają na jezdniach, chodnikach i ścieżkach rowerowych – to drugi horror

Skoro rower – jako pojazd i rowerzysta jako kierujący tym pojazdem są dopuszczeni do ruchu drogowego to kierujący musi znać przepisy o ruchu drogowym. Prawo nasze tego jednak… nie przewiduje. Rowerem  – po wszystkich drogach – może jeździć każdy.

Dlaczego rowerzyści nie muszą teraz mieć karty rowerowej, albo prawa jazdy, dlaczego nie mają obowiązku ubezpieczać się, tak jak kierowcy aut?  Dlaczego np. nie ma jakiejś rejestracji rowerów, aby było wiadomo kto np. potrącił człowieka na chodniku, kto raptem wjechał pod samochód, kto pędzi po pasach i po chodniku jak szalony i roztrąca pieszych itd. Wygląda na to, że większość rowerzystów nawet nie wie, że postępuje niezgodnie z prawem, skoro nie musi znać tegoż prawa – oni po prostu jadą… i nic ich nie obchodzi, a na zwróconą uwagę potrafią zmieszać człowieka z błotem.

Jak wiele ludzi jestem zarówno pieszą, jak i kierowcą auta i rowerzystką – marzę o tym (nie ja jedna przecież) by wszyscy użytkownicy dróg szanowali się wzajemnie. Niestety z doświadczenia wiem, że na razie to tylko marzenia. Nie wiem czy będę miała odwagę znowu wsiąść na rower i jechać jezdnią, a nie chodnikiem, jeśli nie ma ścieżki rowerowej. Raczej nie, chciałabym czuć się w miarę bezpiecznie także na jezdni, ale…

Niedawno znowelizowane zostało prawo o ruchu drogowym, ale chyba nie przemyślano wielu problemów związanych z wielkim boomem rowerowym na polskich drogach, w miastach i poza nimi. Szkoda, bo znowu coś się nie do końca udało.