To jest KOK – Klub Optymistycznych Kierowców

Motyl to ma frajdę, leci gdzie chce, my kierowcy aut musimy mieć drogi

To może być znak KOK. Motyl to ma frajdę, leci gdzie chce, my kierowcy aut musimy mieć drogi.

KOK = KLUB OPTYMISTYCZNYCH  KIEROWCÓW.

Wstępujcie do KOK, KOMENTUJCIE, DYSKUTUJCIE – nie ma za to żadnych legitymacji, nagród, ani nagan – wszystko jest dobrowolne i za darmo! Liczę na Waszą aktywność! Jesteśmy różni, każdy z nas jest inny, ale prawo o ruchu drogowym obowiązuje nas wszystkich.

Po co nam kierowcom taki KLUB? Choćby po to, aby się wygadać, podyskutować, znaleźć innych kierowców. Napisać co nas kierowców uwiera, dokucza, jak nam się żyje za kierownicą, jak jeździmy, dokąd, co lubimy, a czego nie znosimy. Opisujmy nasze dobre i złe doświadczenia, piszmy to co… chcemy byle o brd 🙂 OPTYMISTYCZNIE.

Do utworzenia tego Klubu zainspirował mnie ktoś znajomy z Facebooka, a zmobilizowały ostatnie zdarzenia polityczno – samochodowe, choć nie tylko. Zrobiło się naprawdę sporo zła. To wszystko zapewnia nam głównie dzisiejsza władza, ale nie jest tu wyjątkiem – chyba poprzednio też bywało różnie, ale jednak nie AŻ ! tak źle.

Interesuję się bezpieczeństwem ruchu drogowego (brd) – kiedyś  zawodowo (autorski, cykliczny program telewizyjny dot. bezpieczeństwa na drogach), teraz bardziej prywatnie – choć nie tylko, co nie znaczy, że mniej. Kocham jeździć, mam swoje auto (Honda – już czwarta, niestety zawsze kupowałam używaną, ale dobrze trafiałam i wybierałam :-)), zaliczyłam świetną szkołę bezpiecznej jazdy, jak dotąd nie mam żadnego mandatu, wypadku, ani żadnej stłuczki – ale pewnie… wszystko przede mną.

Na moim blogu „Mózgojazda” jest sporo wpisów o tematyce typu „Moto-brd„. Jakiś czas temu pisałam np. ten tekst KLIK TUTAJ, a TUTAJ jeszcze nieco wcześniej też o brd. Ten tekst  TUTAJ jest o szaleńcach na naszych drogach i o tym jak sobie pewien kraj w UE z tym radzi. Ten wpis T u t a j jest o nas kierowcach i o… zimie, a T U T A J  o radarach, które nas oślepiają, i wiele innych tekstów o tematyce brd.

Piękny MOTYL może być naszym optymistycznym znakiem rozpoznawczym.

ZAPRASZAM DO KOK, do CZYTANIA, PISANIA, KOMENTOWANIA,  ZAGLĄDANIA I DZIELENIA SIĘ.

KIEROWCY WSZYSCY – ŁĄCZMY SIĘ! OPTYMISTYCZNIE 🙂 

 

Komisja, albo pełnomocnik

DSC09286Nasz niezwykły rząd, jeśli nie wie co należy zrobić to powołuje jakąś komisję, albo pełnomocników. Niestety nie tylko ten rząd, trwa to już od lat. Być może zdarzyło się, że jakaś komisja czy pełnomocnicy coś ważnego zrobili, ale…

Zwykle to są twory, które powielają już istniejące instytucje.  Te „stare formy” są niewykorzystane, po prostu nie działają jak należy i mają mizerne uprawnienia, a nowe bez kontroli… działają tak samo. Tak właśnie – moim zdaniem – dzieje się także w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego (brd). Jasne, że nie jest tak, że nie ma nic dobrego. Jest wiele, ale niestety trwa to wszystko za długo, a wiele działań nie daje oczekiwanych i często szumnie zapowiadanych efektów.

NIK i BŚ

Stan i nadzór nad brd (bezpieczeństwo ruchu drogowego) w Polsce został mocno skrytykowany w pokontrolnym raporcie NIK, a także przez Bank Światowy. To są ponure wnioski, ale taka jest polska rzeczywistość – śmierć na drogach, pijaństwo, brak kultury i odpowiedzialności, złe szkolenia, zagmatwane prawo o ruchu drogowym, nieuporządkowane znaki przy drogach, ciągle jeszcze dużo złych dróg, itd. Niestety także brak należytych działań ze strony decydentów.

Co robi nasz rząd, a konkretnie Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju? W trybie nagłym, nocnym, bez konsultacji (czas na konsultacje: od 29 grudnia 2014 do 2 stycznia 2015!!!)   powołuje – a jakże – stanowisko pełnomocnika! Nowy Pełnomocnik Rządu ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego będzie działać – gdzie?! – oczywiście tam gdzie źle działa Krajowa Rada BRD. – w tym samym Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju, którym teraz kieruje Min. Maria Wasiak. Nie było żadnej szansy na merytoryczną dyskusję, bo były tylko trzy dni, w tym Sylwestra i świąteczny 1. Stycznia.

Pod rozporządzeniem powołującym stanowisko pełnomocnika podpisani są: sekretarz stanu Zbigniew Rynasiewicz (PO), Sekretarz Krajowej Rady BRD Agata Foks oraz radca prawny Anna Kubik.

Czy ktoś potrafiłby wskazać co ważnego zrobiła Krajowa Rada BRD przez ostanie np. dwa lata? Ile ludzi  w ogóle kojarzy tę instytucję? Dlaczego Rada BRD w zasadzie nie działa, choć przecież istnieje od 2002 roku i opłacana jest z naszych podatków? Zarówno NIK jak i Bank Światowy zauważyli ten niechlubny fakt, a rząd polski tego przez lata nie potrafił dostrzec. Dlaczego? Oto jest pytanie.

Co dalej…

Najwyższa Izba Kontroli i Bank Światowy w raportach twierdzą, że należy stworzyć w Polsce nową instytucję ds. brd – zamiast istniejącej Krajowej Rady BRD. Nowa instytucja powinna mieć poszerzone  kompetencje, zapewnienie przyzwoitego finansowania i umocowanie prawne przy Kancelarii Premiera.

Niedawno, w jakiejś stacji radiowej usłyszałam informację, że na stanowisko pełnomocnika ds brd są typowane dwie osoby: p. Beata Bublewicz – posłanka z PO i przewodniczący Sejmowej komisji infrastruktury, też z PO –p. Stanisław Żmijan. Żadna z tych osób mnie nie przekonuje, że potrafiłaby działać według nowych zasad, ale może mylę się.

Jak myślicie, czy powołany nowy pełnomocnik coś zmieni i będzie bezpieczniej na naszych drogach, ulicach? Moim zdaniem nic się nie zmieni, ponieważ nowy pełnomocnik ma tylko te same – bardzo małe – uprawnienia, które ma obecnie Krajowa Rada BRD i podlegać ma tejże Radzie, która przecież nie dała sobie… rady. To słaba decyzja i wymaga zdecydowanej, przemyślanej zmiany.

Co dalej? Czy będą naprawdę ważne, mądre zmiany zgodnie z naszymi oczekiwaniami i z zaleceniami Najwyższej Izby Kontroli i Banku Światowego?

Do poczytania także tutaj, INTERESUJĄCE INFORMACJE

 

Ach… pieszym być

Nasz niezwykły Sejm i jeszcze bardziej niezwykli posłowie obu płci znowu szykują zmiany w prawie o ruchu drogowym – ważny dokument – druk sejmowy nr 1859. Na tapecie – PIESI – i bardzo dobrze. Trzeba jeszcze oczywiście dużo pracy włożyć w te nowe przepisy, zasady, ale okazuje się, że najważniejsze jest dokładne określenie: CZY PIESZY/PIESZA CZEKA, OCZEKUJE CZY JUŻ WCHODZI NA PRZEJŚCIE?!

Najważniejszy punkt tegoż projektu brzmi tak, cytuję z pamięci: punkt 1. „Pieszy wchodzący na przejście, lub kiedy już się tam znajduje MA PIERWSZEŃSTWO PRZED POJAZDEM.”

Pieszy na pasach ma pierwszeństwo przed pojazdem i to wydaje się jasne. Jednak okazuje się, że… niekoniecznie, bo dalej czai się kolejne zdanie, które jest w oczywistej sprzeczności z pierwszym. Oto ta niezwykła myśl, tu będzie cytat dosłowny:

Punkt 2. „Kierujący pojazdem zbliżając się do przejścia dla pieszych jest zobowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu, który oczekuje bezpośrednio przed przejściem na możliwość bezpiecznego przekroczenia jezdni lub znajduje się na przejściu.”

Budzące moją wątpliwość fragmenty pogrubiłam.

Te dwa zapisy – niezwykle ważne – kryją nielogiczność! W 1. punkcie jest o pieszym „…wchodzącym na przejście…”, ale w drugim punkcie pieszy „…oczekuje bezpośrednio przed przejściem…” Gdzie tu logika? Moim zdaniem nie widać ani logiki, ani prawniczej konsekwencji.

Tak więc „wchodzimy”, czy może tylko „oczekujemy” jako piesi? Kiedy mamy pierwszeństwo – gdy wchodzimy na przejście, czy może już wtedy, gdy oczekujemy stojąc przy przejściu i zamierzając przejść?

To chyba jest straszne, hamletowskie pytanie, bo podobno posłowie zamówili już kilkanaście ekspertyz, aby problem rozwikłać. Uda się, czy nie? Moim zdaniem, jeśli już wprowadzamy poważne i bardzo potrzebne zmiany w ruchu drogowym to muszą być naprawdę… na złoty medal, a nie znowu byle jaka fucha.

Zamysł posłów jest cenny i dobry, ale musi być znakomite wykonanie, a diabeł zwykle tkwi w szczegółach i chyba każdy to wie. Jeszcze jedna niebagatelna sprawa. Projekt jest oczywiście wart wszelkiego poparcia, bo około 30% wypadków śmiertelnych w Polsce jest z udziałem pieszych, ale piesi też muszą być uważni. Nie może być tak, że raptem nieomal wbiega się na jezdnię, bo przecież tu są pasy, więc mam pierwszeństwo! Kierowca, nawet zwalniając przed przejściem, nie jest w stanie zatrzymać auta natychmiast, w ciągu pół sekundy – to też przecież powinno jasne. Jednak czy dla wszystkich pieszych? Straszne polskie statystyki mówią, że nie jest to jasne, bo ciągle giną ludzie na naszych drogach.

Jestem jednak nastawiona optymistycznie do tego projektu, choć martwi brak kultury wśród naszych kierowców obu płci. Dotyczy to wszystkich kierowców aut, a także rowerzystów, motocyklistów, motorowerzystów. Niestety jak by nie patrzeć tutaj, pod tym względem, nie jesteśmy jak Skandynawia. Porównanie może być niemożliwe.

Niestety ciągle na kursach nie uczymy kandydatów na kierowców kultury jazdy. Dlaczego? Nie ma kto tego uczyć? Kolejne hamletowskie pytanie?

Dzień bezpiecznego kierowcy

To jutro – 25 LIPCA – DZIEŃ BEZPIECZNEGO KIEROWCY. Patronem tego Dnia jest św Krzysztof. W Polsce ten Dzień obchodzony jest od 2006 roku. Ważny Dzień, bardzo ważny, a w dodatku wypada w czasie wakacji, czyli podróżujemy więcej. Akurat jutro wypada piątek i wyczekiwany weekend – też zwykle wzmożony ruch na drogach. Może uda się dobrze pomyśleć i dojechać bezpiecznie do celu – nie pić żadnego alkoholu, nie ćpać niczego, nie denerwować się, ale złapać dla siebie i innych pozytywny luz, spokojnie jechać i… dojechać.

Prawdziwi rajdowcy uważają, że nikt nie jest doskonałym kierowcą, ale zawsze można być lepszym. Mahatma Gandhi powiedział„Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze jest, byś był lepszy od siebie samego, z dnia wczorajszego” . Piękna myśl, którą warto zastosować także do swoich umiejętności kierowania pojazdami, do zachowań na drogach, traktowania innych użytkowników jak partnerów, a nie jak wrogów, których trzeba pokonać.

Gdzie można nauczyć się lepiej jeździć samochodem? O tym w dwóch filmikach opowiada  ekspert – KUBA BIELAK z AKADEMII BEZPIECZNEJ JAZDY. Można je obejrzeć i posłuchać   T U T A J

Polecam, bo przez kilka lat współpracowaliśmy i wiem, że to świetny fachowiec, kierowca i potrafi znakomicie przekazać swoją wiedzę i umiejętności. Niżej mały fragment wywiadu z Kubą Bielakiem dla serwisu infoWire.pl

„Poślizgi, dziury w jezdni, niebezpieczne zachowania innych użytkowników drogi – wszystko to możemy spotkać podczas prowadzenia samochodu. Reagowania w takich sytuacjach nie nauczymy się na kursie nauki jazdy – mówi serwisowi infoWire.pl Jakub Bielak z Akademii Bezpiecznej Jazdy.

Gdzie zatem ćwiczyć swoje umiejętności? Najlepiej w szkole doskonalenia jazdy. Tam dowiemy się między innymi, że auto nie zawsze pojedzie tak, jak chcemy. „Czasami, jeśli skręcimy kierownicą w lewo, samochód pojedzie prosto. Ważne, by się tego nauczyć, a nie czekać, aż zdarzenie na drodze nas do tego zmusi. Nawet nad poślizgiem można zapanować.”

„Podobnie, gdy zmienimy samochód na całkiem inny – powinniśmy nauczyć się nim jeździć, ale nie na drogach publicznych, a w miejscach do tego przeznaczonych” – twierdzi Jakub Bielak. Od tego są place manewrowe i ośrodki szkoleniowe.”

„To, że mam prawo jazdy od 20-30 lat, nie uprawnia mnie do tego, żeby uważać się za bezpiecznego kierowcę” – dodaje ekspert.

Zachęcam do obejrzenia filmów – zawsze warto… wiedzieć i działać. 🙂

 

 

Prowadzisz… nie gadaj

2012-05-10 11.16.15Łatwo powiedzieć… prowadzisz, nie gadaj. Niestety gadamy, odbieramy sms’y, piszemy je i robimy wiele innych  czynności prowadząc auto – chyba po to, aby mieć stłuczkę, albo wypadek. No bo po co? Ten pośpiech i luzactwo naprawdę nie opłaci się. Przecież można z tym poczekać, albo zatrzymać się w dozwolonym miejscu, albo dojechać i wtedy komórka, sms itd. Coś na ten temat napisałam także TUTAJ O NAS KIEROWCACH .

Właśnie przeczytałam informację TUTAJ o „debacie poświęconej zagrożeniom wynikającym z używania urządzeń elektronicznych podczas kierowania samochodem”. To bardzo ważne problemy, bo właśnie: PROWADZISZ… NIE GADAJ. 

Warto przeczytać ten artykuł, a także tu na blogu jest sporo tekstów dot. bezpieczeństwa na drogach. Zapraszam. 😉

Drogi zaufania?

Co to takiego te „drogi zaufania”? Komu mamy „zaufać”? Brzmi zabawnie? Nie. Kto o nich słyszał, gdzie są? Moim zdaniem te drogi i nie tylko dotknęła – urzędnicza choroba. To choroba przykra i ciągle nieuleczalna, podobno naukowcy pracują nad szczepionką, ale… skutki odczuwają absolutnie wszyscy, urzędnicy też – WSZYSCY!

Ostatnio sporo podróżuję po Polsce i patrzę, i widzę, i oczy wyłażą mi ze zdziwienia kiedy jakoś nie widać, aby państwo poważnie dbało o nasze – czyli wszystkich, którzy znajdą się w Polsce – bezpieczeństwo na drogach. Owszem dróg jest coraz więcej,  w różnych rejonach jeździ się wygodniej – to fakt, a z faktami się nie dyskutuje.

Autostrady są wspaniałe, ale kosztowne do wykonania i w eksploatacji, dla użytkowników też są drogie i często kierowcy wybierają inne drogi, aby nie płacić. Nie jestem więc przekonana czy średniej wielkości kraj – Polska – potrzebuje wielu autostrad – moim zdaniem na razie – autostrady wschód-zachód i północ-południe wystarczą. Natomiast drogi, expresowe, krajowe, lokalne i wszystkie inne należałoby… szanować – czyli budować nowe, dbać o stare i systematycznie naprawiać, modernizować, ulepszać dbając o bezpieczeństwo ruchu drogowego czyli o BRD. Gdzie są te słynne, reklamowane przez GDDKiA DROGI ZAUFANIA? Nie ma, nie ma… jak w słowach piosenki „Gdzie te chłopy?!” I baby też.

A jak jest? Słabo.  Buduje się nową drogę, ulicę i zapomina o tzw. niechronionych użytkownikach dróg czyli o pieszych i rowerzystach. Rowerzystów na naszych drogach jest już mnóstwo, jeżdżą wszędzie, bo… prawie nie mają dróg rowerowych. Piesi przechodzą też gdzie tylko mogą, a raczej muszą, bo jest tysiące miejsc gdzie powinny być, a nie ma chodników, pasów, świateł, odpowiedniego oznakowania, ograniczenia prędkości itd.

Z wszelkiej logiki wynika, że winne jest Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, bo jest przecież w sprawach dróg koordynatorem między resortami. Niestety wydaje się, że choroba urzędnicza ma się tu nieźle. Jakie to oznaki: niedowidzenie problemów ludzi, zaniechanie, niefrasobliwość, nieuważność, brak zainteresowania własną pracą i obowiązkami, brak odpowiedzialności i bezkarność. Przesadzam trochę, być może, ale tak to widzę. Jasne, że ta choroba jest paskudna, nie każdy jednak jest nią zarażony, ale problem jest.

Jesteśmy ciągle w ogonie UE, bo nie dbamy o własne bezpieczeństwo. Radary jednak niewiele tu pomogą. Wypadków jest ciągle bardzo, bardzo dużo. Wygląda to tak, jakbyśmy nie lubili samych siebie, więc jak to jest z tym… poważnym brd?

Czy będziemy jeździć 20 km/godz?

Od września tego roku jeżdżenie i chodzenie po Paryżu albo zmieni się na korzyść, albo stolica Francji stanie w korkach. Stawiam jednak na koszmarne korki, chyba że… będzie inaczej.

Otóż w handlowych dzielnicach stolicy Francji prędkość będzie ograniczona do 20 km/godz. Takie samo ograniczenie będzie obowiązywać w pobliżu szkół i przedszkoli. Łączna „kwota” kilometrów różnych odcinków dróg z planowanym ograniczeniem prędkości to 560 km. Stanowi to około 1/3 wszystkich paryskich ulic. To chyba dużo. Ciekawi mnie czy Francuzi dostosują się do nowych porządków? Raczej tak, na pewno z początku będą narzekać, ale nie będą mieli wyjścia.

Jaki jest cel nowych postanowień? Otóż fachowcy od brd i władze Paryża uważają, że to znacznie zwiększy bezpieczeństwo na tych ulicach, bo np. auto jadące 30 km/godz. może zatrzymać się po 13 metrach, a jadące 50km/godz. dopiero po ok. 25 metrach – czyli jest to aż dwa razy dłuższa droga hamowania. No cóż – mają rację.

Inny cel to zmobilizowanie kierowców aut do korzystania z miejskiej komunikacji, albo do podróżowania po mieście rowerami. Na pewno piesi będą zadowoleni i poczują się bezpieczniej, ale przecież nieomal każdy bywa i pieszym i kierowcą – dlatego może wszyscy będą zadowoleni – choć co do kierowców aut to miałabym wątpliwości.

Inny sposób na poprawę bezpieczeństwa to eliminowanie ruchu samochodowego z centrów miast poprzez stosowanie opłat. W Europie już są takie rozwiązania np. w Londynie jest tak od chyba 10 lat, Sztokholm, Oslo czy Mediolan to kolejne miasta, które nie wpuszczają aut do centrum za darmo.

W Polsce podobno Kraków planuje pewne rozwiązania ograniczające ruch w centrum. W Warszawie tylko Starówka mogłaby cieszyć się ograniczeniami, ale niestety nie wszyscy przestrzegają zakazów wjazdu, a kontroli raczej nie widać, bo na uliczkach Starego Miasta sporo aut.

Sądzę, że wiele samorządów, mieszkańców miast byłoby zainteresowanych jakąś formą ograniczania wjazdu do centrum, ale w polskim prawie brakuje odpowiednich przepisów. Na pewno znowelizowana ustawa z 2003 roku o drogach publicznych nie zezwala na pobieranie opłat za wjazd do centrów. Być może są jakieś inne rozporządzenia, ale nie są mi znane.

Można jednak usprawnić komunikację poprzez przemyślaną organizację ruchu. Nazywa się to: Inteligentne Systemy Transportowe (ITS) i chodzi o zastosowanie najnowszych zdobyczy z dziedziny technologii informatycznych. Z ich pomocą można znacznie sprawniej sterować ruchem zapewniając lepszą płynność. W Trójmieście np. jest sygnalizacja świetlna sterowana automatycznie za pomocą kamer. To oczywiście są koszty, ale na pewno warto zadbać o zwiększenie bezpieczeństwa, czyściejsze powietrze i mniejszy hałas w centrach miast.

Korzystanie z ITS jest tańsze i szybsze niż bardzo kosztowne i czasochłonne inwestycje drogowe, a na pewno poprawią jakość jeżdżenia po mieście. Jasne, że nowe drogi trzeba budować, inne remontować, ale to musi trwać i nie można tylko na to czekać – ITS są ok.

Będą nowe znaki drogowe

Takie nowe tablice mają być przy granicy RP

Nasz rok bieżący nieuchronnie zbliża się ku końcowi, a w 2013 czekają kierowców… nowe tablice i znaki drogowe.  Pojawią się przede wszystkim na drogach ekspresowych i na autostradach. Zmiany przygotowuje GDDKiA.

Największym ułatwieniem mają być nowe nazwy węzłów drogowych oraz ich ponumerowanie. To ma ułatwić np. planowanie podróży. Inna ważna zmiana to nowy sposób ustawiania tablic kierunkowych na węzłach autostradowych. Będą tak umieszczane, by kierowcy nie mieli wątpliwości, na który pas należy wjechać, aby np. za kilometr skręcić czy pojechać prosto. Gorsza wiadomość to taka, że zmiany będą wprowadzane etapami. Nowe znaki najpierw pojawią się na nowych trasach. Wymiana na wszystkich trasach potrwa kilka lat, ponieważ są to duże koszty.

Niektóre z dotychczasowych znaków zostaną zmienione, uproszczone. Dzięki temu mają być łatwiej zauważane. Część znaków zniknie, a celem jest uporządkowanie przestrzeni otaczającej drogi i ułatwienie kierowcom skupienia się na znakach, które pozostaną.   Życzmy powodzenia w dobrej i szybkiej realizacji tych planów! Kilka lat to stanowczo za długo…