Szpital, który leczy za pomocą… whisky

Może to właśnie ten nieco smętny Dzień 1. Listopada jest dobry, aby poczytać kolejny tekst p. Jeana-Marca Dupuis, poprzedni tego Autora na temat marihuany jest  T U T A J. 

„Szpital, który leczy za pomocą… whisky” to kolejny interesujący artykuł tego Autora – cytuję w całości. Trzeba mieć nadzieję, że ten wspaniały, uniwersytecki szpital w Clermont-Ferrand nie będzie jedyny, którego kierownictwo miało odwagę także inaczej uszanować pacjentów u kresu życia. Postanowili sprzeciwić się złym, restrykcyjnym przepisom. Szpital, a w nim – whisky, bar ze świetnym winem, dobre jedzenie – dlaczego nie? Czy tak mogłoby być też w Polsce?

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie http://www.PocztaZdrowia.pl.

Szpital, który leczy za pomocą… whisky!

Szanowny Czytelniku,

uwielbiam, gdy Czytelnicy dzielą się ze mną dobrymi wieściami, o których wcześniej nie wiedziałem.

Oto jedna z nich.

We Francji, w szpitalu CHU w Clermont-Ferrand (to szpital uniwersytecki, zwany niegdyś w tym mieście „szpitalem wielkim”), od września 2014 r. postanowiono zezwolić pacjentom u kresu życia na picie whisky1.

To jeszcze nie wszystko.

Ten sam szpital postanowił także otworzyć bar z winem, w którym w przyjaznej atmosferze już niedługo oferowane będą wina grands crus, czyli produkowane ze znanych winorośli o wyjątkowej jakości.

Więźniów skazanych na śmierć traktowano lepiej

Dotychczasowa sytuacja była wręcz karykaturalna. Z tego powodu, iż miejscem pobytu „pacjentów” objętych opieką paliatywną (w ostatnim etapie życia) był szpital, pozbawiano ich większości drobnych przyjemności życia.

Czy ktoś jest w stanie powiedzieć, czemu ma służyć to, aby osobę, która z medycznego punktu widzenia wkrótce umrze, pozbawiać możliwości napicia się kieliszka whisky, jeśli właśnie to może jej sprawić przyjemność? W imię czego zabrania się pacjentowi u schyłku życia zjeść coś, co lubi, nawet jeśli jest „szkodliwe dla zdrowia”?

Nawet jeśli (pozwolę sobie pójść na całość) chodzi o pieczonego kurczaka z przypieczoną skórką, z frytkami i majonezem, w dodatku jedzonego palcami, albo też o krwistego steka z grilla z górą sosu berneńskiego, albo o wielki deser „banana split” (z podwójną bitą śmietaną). A nawet jeśli chodzi o wypalenie papierosa, a nawet… kilku papierosów, jeśli pacjent to lubi, i o ile oczywiście jest w stanie. Dotyczy to również oglądania śmiesznych filmów!

Powiem więcej. Trzeba to zrobić, jeśli tylko istnieje taka możliwość. Skoro pacjent jest już „skazany” przez medycynę, zawsze zostaje jeszcze nadzieja na uzdrowienie. Jednak do tego potrzeba, aby pacjent znalazł w sobie duchową siłę, aby chcieć wyzdrowieć.

Kiedy siły fizyczne są na wyczerpaniu, to siła ducha może zaważyć na życiu. Cudowne uzdrowienia zwykle mają szanse mieć miejsce wówczas, gdy osoba odzyskuje nadzieję, gdy ponownie odkrywa sens życia, gdy znajduje najlepszy dla siebie powód, aby wyzdrowieć i… zdrowieje. Dlatego podstawową kwestią jest wówczas, aby postawić wszystko na samopoczucie pacjenta. Ważne jest wtedy środowisko, w jakim się on znajduje, oraz ludzie, którzy go otaczają. Śmiem twierdzić, że gdyby we wszystkich ośrodkach opieki paliatywnej utworzono takie miejsca, w których można by miło spędzić czas, to częściej bylibyśmy świadkami cudów.

Jest wiele osób, które aktywnie nad tym pracują. Przykładem jest ośrodek Centre Jeanne Garnier w Paryżu. Chwała mu za to.

Być może niektórzy uznają, że tego rodzaju pomysły są kosztowne, ale sam pobyt w ośrodku opieki paliatywnej kosztuje średnio 6529 euro2. Kieliszek whisky to koszt 3 euro, kieliszek bardzo dobrego wina kosztuje 5 euro, a paczka papierosów 4 euro.

Poza tym mówimy o osobach, którym zwykle zostało zaledwie 2 tygodnie życia! Po co im wtedy moralizowanie i zakazywanie wszystkiego aż do ostatniego tchnienia? Kiedyś nawet więźniowie skazani na śmierć, niezależnie od tego, jaką zbrodnię popełnili, mieli prawo do ostatniego papierosa. A dzisiaj? Niewinni ludzie zmuszeni są umierać zaintubowani, bez prawa do ostatniego kieliszka ani ostatniego papierosa, gdyż zabrania tego regulamin szpitala. To skandal. To nieludzkie.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Nie robiono tego wcześniej wcale nie ze względu na koszty, ale z powodu restrykcyjnych i głupich przepisów.

Tym bardziej należą się gratulacje dr Virginie Guastella ze szpitala w Clermont-Ferrand, która odważyła się przeciwstawić regulaminom i narzekaniom.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Źródła:

1) Première au CHU de Clermont-Ferrand: un bar à vins pour les patients en fin de vie; http://www.slate.fr/story/90573/bar-vins-chu-fin-de-vie

2) Soins palliatifs: un système pervers; http://www.slate.fr/story/14993/soins-palliatifs-finir-avec-tarification-absurde-pervers

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie http://www.PocztaZdrowia.pl.

Reklamy

Jak zabić w sobie energię po… wakacjach?

Jeszcze kilkanaście dni i skończą się wakacje, niektórzy urlopy mają już za sobą. Co dalej? Czasami lubimy robić powakacyjne postanowienia – np. będę mieć więcej czasu dla siebie, będę jeść warzywa, przestanę się ciągle śpieszyć, zacznę bardziej dbać o siebie i o dom… itd. itp.

Dla mnie zwykle rok zaczyna się mniej więcej pod koniec września (można o tym przeczytać T U T A J ), a nie 1 stycznia, ale nauczona doświadczeniem rzadko robię jakieś postanowienia, bo nie lubię stresu, którego należy unikać. To jedno z postanowień, prawie nie do spełnienia. Chociaż stres bywa też dobry.

Dość paskudnie postanowiłam wyliczyć co powinniśmy zrobić, aby po wakacjach w miarę szybko zabić w sobie tę niesamowitą energię, która nas rozpiera. Czy to może być celem?

Napiszę w punktach, może będzie prościej – dla mnie – bo to wcale niełatwe 😦

Jak tracić energię, dobry nastrój i zdrowie?

  1. Bez przyjemności – im ich mniej tym lepiej, bo przyjemności to lepszy nastrój, uśmiech, a ty wcale tego nie chcesz – masz za zadanie niszczyć siebie i swoją energię mozolnie zdobytą na wakacjach.
  2. Sen – Nie, absolutnie! Tylko niedospany człowiek jest w stanie być zły, niezadowolony, źle wyglądać… mieć niestrawność i… STRACIĆ ENERGIĘ.
  3. Jedzonko – absolutnie, tracenie czasu na zdrowe gotowanie to nie twoja sprawa, jedzenie śmieciowe to coś dla ciebie! Nie jedz regularnie, bo to sprzyja zdrowiu!
  4. Zasuwaj na dwóch etatach bez odpoczynku – to coś dla ciebie. Praca – dom, dom – praca, od rana do wieczora – dołóż sobie. A co!
  5. Zgaś w sobie wszelkie poczucie humoru i dystans do siebie – to konieczne, aby nie mówić tego o czym naprawdę myślisz.
  6. Nie rób żadnych przerw w pracy – nawet na napicie się wody, soku czy kawy – to absolutnie zbędny luksus dla ciebie. Jesteś jak kaktus na meksykańskiej pustyni dasz sobie radę…
  7. Żadne wychodzenie na świat – kino, koncert, spacery bez celu, spotkania z przyjaciółmi, ćwiczenia w siłowni, bieganie, jakiś weekend na świeżym powietrzu itp. rzeczy – to przecież przyjemności, a to nie dla ciebie. Masz inny cel – zabić w sobie energię i zapał do życia.
  8. Żadnego make up’u, ani dbania o siebie typu wizyta u kosmetyczki, basen, fryzjer czy spa – absolutnie! Bycie naturalnie siermiężną osobą – to dla ciebie. Masz przecież określony cel…
  9. Żadne durne śmiechy, żarty, żaden luz – na to cię nie stać. Powaga i zadęcie to jest dla ciebie.
  10. Jakieś twoje potrzeby? Ani słowa na taki drażliwy temat – to tylko może spowodować zachwianie dojścia do celu czyli – zniszczenie swojej energii.

Wymyśliłam tylko dziesięć punktów, ale niewątpliwe można tu dodać o wiele więcej. Niestety często tacy jesteśmy. Nie myślimy o sobie, o tym, że mamy prawo do bycia dobrymi dla siebie.

To nie jest żaden egoizm, ale  znakomita, mądra i dobra kalkulacja – być osobą tolerancyjną i dobrą dla siebie to = być miłą dla otoczenia, uśmiechniętą, atrakcyjną, wypoczętą czyli OSOBĄ PEŁNĄ DOBREJ ENERGII.

Jeśli chcemy być takie/tacy to oczywiście robimy wszystko na odwrót. Każdy punkt odwróćmy, przewróćmy „do góry nogami” i cieszmy się, bo wtedy… będzie dobrze.

Przecież nie powinnam w ogóle tego pisać, bo każdy to wie. Czy po powrocie z wakacji zrealizujemy takie proste postanowienie – BĘDĘ DOBRA/DOBRY DLA SIEBIE – zależy tylko od nas. Nie zmarnujcie tej dobrej energii, bo szkoda i nie warto.

A teraz zupełnie coś innego dla duszy i dla ciała 🙂

Pyszne wino, które – moim zdaniem – potrafi świetnie poprawić nastrój, wyrzucić zmęczenie i sprawić, że uśmiechniemy się, nawet wtedy gdy sam na sam uraczymy się lampką tego wina.

Ostatnio bardzo modne stają się WINA RÓŻOWE – nie są one tylko dla pań, jak się czasami – niesłusznie – uważa. Nawet reklamy tych win są realizowane z udziałem panów. To świetne wina. Lekkie, orzeźwiające, mają pyszne, owocowe aromaty, pachną latem, a lekko oziębione stają się znakomite.

Proponuję dwa takie wina: WINNICA TURNAU ROSE i drugie – trochę droższe, ale za to – jakie! Wino FRATELLI BERLUCCHI ROSE VINTAGE FRANCIACORTA DOCG.

To drugie wino jest wytrawne, lekko musujące, przepyszne, subtelne, ma nieco łososiową barwę. Kiedy weźmiemy odrobinę na język, zamkniemy oczy… poczujemy cały bukiet zapachów i smaków. Pasuje nieomal do wszystkiego, na każdą okazję i bez okazji – tak po prostu. W kieliszku wygląda urokliwie. Czarujące wino FRATELLI BERLUCCHI ROSE VINTAGE FRANCIACORTA DOCG.

To pierwsze wino – WINNICA TURNAU ROSE – jest inne, ale też świetne. Różowe, ma nieco ciemniejszą barwę. Jest to półwytrawne wino, delikatnie słodkawe, wyczuwa się też orzeźwiającą, sympatyczną nutę. Znakomite także jako aperitif.

Smacznego i dbajcie o swoją wspaniałą energię po wakacjach!  🙂