JESTEŚMY FAJNI!

To mój Piotruś, zabawka-pamiątka, też jest FAJNY!

Tak właśnie jest – JESTEŚMY FAJNI, ALE NIE WSZYSCY POTRAFIMY TO DOSTRZEC I Z TEGO KORZYSTAĆ.

Co jest z nami nie tak? Jasne, że można podać tysiąc powodów dlaczego tak jest, albo tylko bywa. Mnie jednak nurtuje pytanie skąd się bierze NIEDOSTRZEGANIE SIEBIE?

Przedświąteczny czas zmobilizował moje myślenie na ten trudny temat. Trudny? A może wcale nie jest trudny, bo każdy z nas może znaleźć w sobie wiele fajnego, dobrego, miłego, wzniosłego, prawego, uśmiechniętego…

Szukajmy więc, cieszmy się sobą, życiem, bo jeśli mamy zdrowie jako takie, rodzinę, paru przyjaciół, dach nad głową, co jeść i trochę grosza to już może być wspaniale! Nawet tak, że można pomóc innym, a warto…

Na pewno nie warto zamęczać się przeszłością i rozgrywać w myślach „co by było gdyby”. Warto dobrze myśleć o sobie JESTEM OK! Nie słuchać innych, słuchać siebie. Jasne –  nie wszyscy wokół są dobrymi ludźmi, wiem kogo nie chcę znać, kogo omijam, a z kim mi nie po drodze.

Wiem na pewno – dopóki mam zdrowie, dopóki czuję i myślę, dopóty wszystko mogę.

Po prostu – mogę robić to co chcę. No… może nie mogę (po co?) cofnąć czasu, nie polecę w Kosmos (nie wiadomo!), ale to mi niepotrzebne!

Kocham moje, nasze zwykłe dni, dobre słowa: dziękuję, proszę, przepraszam, odpocznij, uśmiech, usiądź przy mnie, kubek gorącej, porannej kawy, piękne oczy dziecka, chodźmy na spacer, radosne szczekanie psa, wędrówki… To jest miłość. Zwyczajna, prosta, choć bywa cierpieniem, ale jeśli kochamy wiele da się znieść i miłość znowu rozkwitnie.

Masz taką MIŁOŚĆ? Jeśli tak to jesteś WSPANIAŁĄ, FAJNĄ OSOBĄ!

Pamiętaj, ktoś cię gdzieś kocha. Bądź dla siebie kimś najważniejszym/najważniejszą, pokochaj siebie wtedy możesz oddać innym dobro, bo masz je w sobie. DOPÓKI ŻYJESZ MASZ WSZYSTKO – ŻYCIE.

Miłość to także pyszne wino, tak więc teraz… o winach

W tym przedświątecznym nastroju mam propozycję pysznego wina, warto mieć w domu dobre wino, aby wypić lampkę z rodziną, z przyjaciółmi, a jeśli akurat spędzasz te święta sam/sama to też warto. O dobrej samotności pisałam TUTAJ

Półwytrawne, o bladoróżowym kolorze, aromatyczne, orzeźwiające – Wino ma nazwę: 770 Miles Zinfandel. Jeśli wolisz np. czerwone wino, to spróbuj wina z Italii Valbutera Sangiovese Rubicone. Jest półwytrawne, pięknie wygląda w kieliszku i smakuje wybornie. Te i inne wina znalazłam na portalu Viniferia.pl

Moje ukochane wina to czerwone wytrawne, najlepiej z Italii. Jedno z moich ulubionych, włoskich win to Valpolicella Classico DOC Superiore Ripasso. Czerwone, wytrawne, ma piękny, głęboki kolor,  delikatny smak. To wino pasuje nieomal do wszystkiego, a popijając małymi łyczkami docenimy jego piękno w kieliszku i niezwykły smak.

Do wina można pojadać różne pyszności, co kto lubi – lubię popijać  wino np. z gorzką czekoladą, pyszne jest też nawet wytrawne wino ze świetnym ciastem np. z sernikiem – przepis jest  TUTAJ

Pewnie dziwisz się, że napisałam wytrawne wino do sernika, przecież sernik jest słodki – tak, ale ja uważam, że każdy musi znaleźć swój smak. Oczywiście czerwone wytrawne wina są w zasadzie do różnych mięs, białe do ryb i drobiu, słodkie do słodkiego itd. Moim zdaniem warto poszukać swoich smaków i pić wina do potraw jak lubisz. Próbuj. Nie przejmuj się, że różni „smakosze” uważają inaczej – TO TY JESZ I PIJESZ I JESTEŚ NAJWAŻNIEJSZĄ OSOBĄ.

Niezależnie od tego czy obchodzisz Święta Bożego Narodzenia czy nie –  Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, życzę najpiękniejszych Świąt, wspaniałego 2019 roku, pięknych Dni i Nocy!

Dołączam piękną kolędę Zbigniewa Preisnera w wykonaniu Beaty Rybotyckiej – słowa są… czułe.

Posłuchaj proszę…


DOBRE SŁOWA. Jakie? Kiedy? Dlaczego? Po co?

Znamy powiedzenie, że SŁOWO może zabić, też pewnie je znasz. Tak jak wszyscy znamy też DOBRE SŁOWA. Szukamy dobrych słów w sobie, w innych, dla siebie i dla tych, którzy wg nas zasługują na nie od nas. Czy to tak działa? Pewnie nie zawsze…

Ten wstęp piszę, aby opowiedzieć pewne zdarzenie, które wydaje się dość niezwykłe. Może kiedyś występowało częściej, ale teraz chyba rzadko…

Jadę autem po drodze ekspresowej, jest tuż przed południem, upalnie, pustawo. Mam przed sobą jeszcze ponad 100 km. Wyjechałam rano i mam chęć na małą przerwę, kawę… jest jakiś niewielki zajazd, nieco poza drogą, ale zajeżdżam. Pusto, jakby nieczynny, ale na parkingu stoją dwa auta. Przechodzę obok nich i nagle! słyszę dziwny odgłos, chyba z auta. Nasłuchuję…  Zaglądam do auta, a tam na tylnym siedzeniu leży spory, 20160402_145522młody pies. Zapukałam w szybę pies nie reaguje, próbuję otworzyć drzwi auta – zamknięte. Widzę, pies ledwie dyszy. Biegnę do zajazdu – drzwi pozamykane, nikogo nie widać. Upał wielki! Jakieś boczne drzwi otwarte, wbiegam, wołam… nic, nie ma nikogo. Biegnę na tyły budynku, też nie ma nikogo! Pusto. Czyje te auta?

Wracam do psa. Wołam do niego, leży na tylnym siedzeniu i chyba… śpi, albo kona!!!  Dzwonię na policję – zajęte. Krzyczę… raczej do siebie, że przecież ten pies umrze! Jest straszny upał, a tu nie ma nikogo! Wiem, że jest takie prawo, że mogę zbić szybę i uratować psa! To mi już chwilę wcześniej przyszło do głowy, ale nie chciałam tego robić, bo to dla kogoś straty… kłopot. Poza tym trochę bałam się co będzie dalej, nigdy nie byłam w takiej sytuacji ale… nawet jak będę musiała zapłacić za tę szybę to muszę to zrobić.

Szybko zaczęłam szukać w swoim aucie czegoś czym mogłabym zbić tę szybę – mam przecież podnośnik. Biorę, idę do psa, a on już nie reaguje na nic… Uderzam w tylną – mniejszą szybę – raz, nie udaje się, drugi też nie. Trzeba mocniej. Włącza się alarm. Uderzam – zbiłam szybę w aucie obcym ludziom! Kara mnie nie minie, ale co tam…

Straszny zaduch bucha z kabiny auta. Koszmarne wrażenie! Pies, pies, co z nim! Otwieram drzwi. Lecę do mego auta po wodę mineralną. Dotykam psa, głaszczę i podaję na dłoni wodę, otwiera oczy, zamyka, mocno wciąga powietrze i już czuje wodę… jeszcze chwila – pije! Jeden łyczek, drugi… już nie… Próbuję mu pomóc wyjść, nie daje rady. Biorę go na ręce i zanoszę na trawę pod drzewem –  tu jest cień. Podaję znowu wodę na dłoniach, pije, lekko opryskuję go wodą, sapie… patrzy na mnie. Piękne oczy, śliczny pyszczek. Usiadłam obok niego, czekam aż będzie lepiej.

Słyszę głosy: Nero! Nero! Dwoje dorosłych i dwóch chłopców – zziajani, umęczeni… Poszli do lasu, byli daleko od auta, szli już ponad godzinę kiedy zauważyli, że nie ma psa. Zaczęli go wołać, bo byli pewni, że wyskoczył z auta – jak ponoć miał w zwyczaju – i gdzieś od razu pobiegł. Szukali, wołali chodząc po lesie… drugą godzinę. Postanowili wracać na parking. Byli pewni, że pies zgubił się i może tu wróci. Zobaczyli tę stłuczoną szybę i po chwili psa pod drzewem. Zrozumieli. Zaskomlał na ich widok, ale nie miał siły podnieść się.

Chłopcy płaczą, mama też, tata zaczyna psa „zbierać”. Wziął go na ręce i pośpiesznie niesie do zajazdu. Wszyscy za nim, ja też. Pies poleżał, popił wody, odżył, już ma się lepiej. Trwało to prawie godzinę.

Dopiero teraz zrozumieli, że to ja uratowałam Nero.  Rzucają się, by mi dziękować… szyba! Bałam się jakiegoś ataku z ich strony, mówię, że zapłacę… ale oni… to nic – mówią – przecież dzięki temu Nero żyje! Szyba to drobiazg! Okazuje się, że to właściciele tego małego zajazdu. Nie mają wielu gości, zostawili kucharkę na gospodarstwie i poszli do lasu na grzyby.

Usłyszałam wiele dobrych słów, ale jedno zdanie, które powiedział młodszy z synów spowodowało, że i mnie się łezka zakręciła: „Pani jest aniołem Nero i naszym aniołem.” Mama przytaknęła: „To prawda! Dziękujemy!” Uśmiechy, radość, że Nero żyje.

Zostałam miło ugoszczona kawą i domowym ciastem, ale przede wszystkim DOBRYMI SŁOWAMI. Zanim odjechałam Nero przyszedł  sam do nas, powąchał mnie, spojrzał, zamerdał ogonem, delikatnie szczeknął i dał się pogłaskać. Cała piątka odprowadziła mnie na parking. Machali na odjazd… a Nero po prostu patrzył na mnie i oczami mówił DOBRE SŁOWA. Wiem, że tak mi dziękował.

Byłam szczęśliwa, że tak to wszystko się skończyło, nie oceniam ich postępowania z psem, ale jednak idąc do lasu warto psa trzymać na smyczy, bo może się naprawdę zgubić. Jakie to szczęście, że akurat tu się zatrzymałam, bo chciałam odpocząć i napić się kawy… przypadek.

Reszta podróży upłynęła mi jakoś szybko i miło, bez przygód. DOBRE SŁOWA, a nie np. złość i awantura o stłuczoną szybę, dodały mi wiary w… DOBRE SŁOWA. Bo słowa potrafią natchnąć nadzieją, optymizmem, nastawić nas pozytywnie do świata i ludzi.

Wszyscy musimy uważać na słowa, bo mogą być bardzo złą bronią. Niestety ostatnio w naszym kraju jest potwornie dużo bardzo złych słów. Po co? Dlaczego? Jak długo jeszcze będziemy zmuszani tego słuchać?! NIE POZWALAJMY – MÓWMY DOBRE SŁOWA. ZACZNIJMY OD DZISIAJ – dlaczego nie?


Czasami zapominamy „języka w gębie”

Ostatnio, zupełnym przypadkiem – znalazłam się w trudnej sytuacji. Przypuszczam, że wszyscy nieraz w życiu znaleźliśmy się w niekomfortowych, nieplanowanych okolicznościach. Co wtedy? Natychmiast szukamy możliwości wyjścia dosłownego – za drzwi, albo możliwie dobrego i spokojnego wyjścia z tej konkretnej sytuacji, albo  „zapominamy języka w gębie” i poddajemy się, bo nie wiemy co powiedzieć, jak zareagować np. na czyjeś kłamstwo, chamstwo, brak obycia, kultury…

Często jest tak, że boimy się urazić kogoś, szukamy odpowiednich słów, aby jednak zareagować na czyjś brak taktu, ale także miło podziękować za czyjąś pomoc, czy sympatyczne zachowanie i nie być źle zrozumianym. Och… życie nie jest proste. Komunikowania się z ludźmi uczymy się każdego dnia w różnych sytuacjach.  Różnie bywa, ale staram się  stosować na co dzień dobre słowa, na przykład przypominam sobie takie zdania:

– jesteś osobą interesującą;

– byłoby miło częściej cię (albo was) widywać;

– twój telefon/mail był miły;

– dziękuję, że myślisz o moich sprawach, to dla mnie ważne;

– mam zaufanie do ciebie… wiem, że chcesz mego dobra;

– lubię nasze rozmowy;

– prezent od ciebie to miła niespodzianka.

W trudnych okolicznościach, mówiąc wprost – niemiłych – kiedy jesteśmy podenerwowani sytuacją i czyimś zachowaniem niewątpliwie jest znacznie trudniej znaleźć odpowiednie słowa i do tego… bez emocji.

Motto tego bloga brzmi: ŻYCIE = EMOCJE = ŻYCIE. Oczywiście, że mamy prawo do emocji, ale emocje emocjom nierówne. Właśnie ostatnio przeżyłam trudne chwile, ale  udało się i wyszłam z nich może nie do końca tak jak bym chciała, ale nie najgorzej. Na drugi dzień przeproszono mnie. Niestety też trochę „zapomniałam języka w gębie”. Co możemy, a bywa, że musimy powiedzieć kiedy znajdziemy się oko w oko z trudnym rozmówcą, sytuacją? Może np. tak:

– moje odczucia z tego spotkania nie są dobre;

– dotychczas ceniliśmy i szanowali nasze wzajemne relacje – czy coś się stało o czym nie wiem?

– może zaczniemy jeszcze raz – może uda nam się porozumieć;

– negatywne emocje i przykre słowa nie pomogą nam w rozmowie;

– może dzisiaj nie jest najlepszy dzień na nasze spotkanie, proponuję…

   Staram się mówić o sobie i swoich odczuciach, wrażeniach. Jasne, że bywają sytuacje kiedy „zapominamy języka w gębie” i potem wyobrażamy sobie co byśmy powiedzieli, co powiemy następnym razem, żałujemy, że w tym momencie nie znaleźliśmy odpowiednich słów, złościmy się na siebie i na innych… dlatego –

Zbieram wszelkie pomysły, zdania, słowa – ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA, PISANIA – CZEKAM NA WASZE POMYSŁY. Będą na pewno znakomite i przydatne dla nas wszystkich.   Zachęcam 🙂