SERNIK CZARODZIEJKI – SUKCES ZAPEWNIONY

To mój Piotruś, zabawka-pamiątka. Uwielbia mój sernik!

Witaj na Mózgojazda na poszerzonej stronie Wino i Jedzonko

Każda okazja jest dobra, aby zrobić znakomity sernik – bez okazji też. Tak po prostu dla przyjemności wspólnego zjedzenia czegoś słodkiego 🙂

Ten przepis przetrwał w mojej rodzinie wiele lat, robiła go moja Prababcia, Babcia, Mama i ja także. Nazwaliśmy go „Sernik Czarodziejki”. Kiedyś nieco zmodyfikowała go moja Mama, niedawno ja też np. daję mniej cukru i ew. budynie zamiast mąki ziemniaczanej.

Sernik ma same zalety i tylko jedną wadę – jest kaloryczny, bo robi się go z dobrych produktów. Zawsze się udaje, jest pyszny, a rodzina i przyjaciele na różne okazje proszą: „Zrób ten swój czarodziejski sernik…” zajadają się nim i… chwalą. Przepis może wydać się nieco długi, ale podałam wszystkie szczegóły, także dla początkujących w pieczeniu 🙂

Sukces zapewniony!

Nie jest tajemnicą, że prawie każda potrawa uda się, jeśli damy jej i sobie szansę. Dlatego, aby ten sernik był najwspanialszy na świecie wszystkie składniki muszą być bardzo dobrej jakości i świeże. Wszystko to można kupić, nie da się tylko kupić serca i radości gotowania, ale to przecież mamy, jak zawsze na święta i nie tylko 😉 

Kot na ogół asystuje przy pieczeniu, tym razem poszedł sobie, ale blisko…

Składniki

Ważne! Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową, czyli ser, jaja i masło. Najlepiej wyjąć z lodówki na godzinę przez pieczeniem.

1.  1 kg białego sera – ser musi być dobry, świeży, tłusty – trzeba go zemleć, albo kupić gotowy już zmielony, proszę zwrócić uwagę, aby był bez żadnych dodatków – np. cukru (uwaga na datę przydatności do spożycia – kwaśny ser absolutnie odpada!).

2.  9 jaj – najlepiej z tzw. eko, albo takie, które lubimy i uważamy, że są dobre.

3.  Kostka dobrego masła 250g – zwykle kostki są 200g trzeba więc trochę dodać – koniecznie sprawdzić na opakowaniu ile jest „masła w maśle” (margaryna i „półmasło” nie sprawdzą się – sernik będzie „nie taki”). Ostatnio kupiłam naprawdę pyszne masło w „Krakowskim Kredensie”, jeśli masz dostęp do tego sklepu, polecam.

4.  1 i 1/2 szklanki cukru – może być trochę mniej jeśli wolimy sernik mniej słodki. Ostatnio daję tylko szklankę i też jest słodki.

5.  Płaska łyżeczka kawowa proszku do pieczenia, albo bez proszku – wedle uznania. Nieco mniej urośnie, ale dobrze ubita piana z białek swoje zrobi.

6.  2 łyżki mąki ziemniaczanej, albo dwa budynie śmietankowe bez cukru.

7.  Dodatki według uznania: skórka pomarańczowa i rodzynki (zwykle dodaję i rodzynki i skórkę, ale bez bakalii jest też pysznie), ewentualnie jakiś ulubiony aromat (ja nie dodaję), ale nie wtedy gdy namoczymy rodzynki z dodatkiem kilku kropli alkoholu. Polecam whisky, rum, brandy, polski Jarzębiak, Soplica albo… co kto lubi. Wino, piwo nie nadają się.

Do masy można dodać jeden cukier waniliowy, odrobinę ulubionego aromatu, może też być kilka kropli np. brandy, jeśli rodzynki nie były moczone w wodzie z alkoholem – według fantazji i pomysłu…

8. Szczyptę soli do piany z białek.

Polskie wino jest OK! Doskonałe do sernika.
zdjęcie: Atlas polskich win

Jak to zrobić?

Włączyć piekarnik, aby był nagrzany do 180 stopni. Namoczyć w wodzie rodzynki – można, ale niekoniecznie – dodać kilka kropli alkoholu j.w. Przygotować formę czyli dokładnie posmarować masłem i posypać bułką tartą.

Starannie utrzeć (mikserem, w robocie):

  • żółtka jaj (wszystkie białka zostawiamy na pianę)
  • masło, proszek do pieczenia – ja dodaję, ale może wystarczyć tylko ubita piana z białek,
  • mąkę ziemniaczaną (lub budynie),
  • cukier  + ewentualnie cukier waniliowy.

Znakomicie utartą masę wyłożyć do innej, trochę większej miski, dodać przygotowany – czyli zmielony – ser i pianę z białek jaj – ubitą „na sztywno” ze szczyptą soli. Łyżką delikatnie wszystko wymieszać, aż piana dokładnie połączy się z masą serową. Dodać bakalie (wcześniej namoczone i odsączone rodzynki), ewentualnie aromat. Wszystko jeszcze raz, delikatnie, acz skutecznie wymieszać.

Formę do pieczenia – najlepsza jest tortownica o średnicy 28 cm – wcześniej wysmarowana  masłem i posypana tartą bułką. Lepiej nie używać innego tłuszczu do smarowania formy, bo przeniknie zapach i smak do sernika. Tortownicę można wypełnić masą serową tylko do 2/3 wysokości – sernik dość mocno wyrośnie, później nieco opadnie. Jeśli weźmiemy mniejszą formę to trzeba masę podzielić na dwie części.

Wspaniałą, pachnącą masę wykładamy do przygotowanej tortownicy i pieczemy 50 – 60 minut w temperaturze 180 st. Ten czas i temperatura to dla elektrycznego piekarnika z termoobiegiem, sądzę, że w gazowym trzeba piec nieco dłużej. Trzeba sprawdzać kolor sernika. Sernik powinien być wyrośnięty i na wierzchu złoto-jasnobrązowy. Kiedy jest już upieczony proszę wyłączyć piekarnik, ale sernika nie wyjmować od razu, zostawić na kilka minut, potem wyjąć do ostygnięcia.

Moim zdaniem „Sernik Czarodziejki” nie wymaga już żadnych dodatków, ale jeśli ktoś lubi można podać posypany cukrem pudrem, albo z bitą śmietaną, z owocami czy z ulubionym słodkim sosem, albo popijać np. polskim winem.

Wszystkie Czarodziejki i ja też – życzą udatnego pieczenia i Smacznego! 🙂


Coś na „OSTATKI”

Dlaczego lubimy wino? Najprostsza odpowiedź – bo lubimy i znajdujemy w tym przyjemność. Czyli jesteśmy WINOLUBNI. Coraz częściej i chętniej kupujemy wino i zaczynamy je doceniać. Mamy już wielu smakoszy i prawdziwych znawców win. Wspaniale!

Okazuje się, że każdy z nas – dorosłych – kupił w ciągu ostatniego roku ok. 5,5 litra wina. Kupił, co przypuszczalnie nie zawsze znaczy, że wypił, ale jednak. Inni np. statystyczny Czech kupił 21,4 litra wina, Słowak ok. 19 litrów, a przeciętny obywatel Italii – 44 litry wina. Nasza nacja na tle Europy wypada co najwyżej średnio, ale w porównaniu do niegdysiejszych czasów nie jest źle. Sięgamy po wino przynajmniej kilka razy w roku. Już je lubimy i to jest fajne.

Jakie wina lubią Polacy i Polki?

Na mój „nos” i co nieco poczytałam statystyk – najchętniej pijamy wina czerwone i coraz częściej wytrawne. Mniejszą sympatią cieszą się wina białe, lubimy musujące, rzadziej pijamy szampana. Nowością jest fakt, że wina różowe zyskują coraz większą popularność. Lubimy wybierać wino, czytamy etykiety, ważny jest dla nas kraj pochodzenia i oczywiście… cena.

Sympatyczny jest fakt, że „WINOLUBNI” nie postrzegają wina jako coś luksusowego. Kieliszek wina do obiadu, czy kolacji, albo po prostu odpoczywając po trudach dnia, jest już czymś naturalnym i miłym. Lubimy zapraszać – „wpadnijcie, mamy pyszne wino”, albo „Kupiłam super wino, napijesz się?”, a może „Znasz to wino? Spróbujesz?”…

Dzisiaj – bo to przecież ostatki – proponuję też coś pysznego.

Jako pierwsze wino różowe. Znakomite wino z południa Francji CHATEAU de PENA. Rocznik 2013. Szczepy Sarah. Grenache gris. Wino ma w sobie leciutką słodycz, jest jednak wytrawne, ale ta delikatna słodycz jest zniewalająca. Mnie smakowało, polecam, kosztuje ok. 40 zł.

Moje ulubione Chianti. Pyszne jest i pełne obietnic CHIANTI CASTELLO BANFI. Wino z 2011 roku –czerwone, wytrawne, szczepy: sangiovese i Chianti. Pięknie wygląda w kieliszku, ciemnoczerwone, eleganckie, pachnie słońcem Italii, wanilią, wiśnią i… działa na naszą wyobraźnię. Wyśmienite zwłaszcza do dań toskańskich, ale jest pyszne nieomal do wszystkiego. Cena ok. 60 zł.

RIBEIRO SANTO BRUTO – białe, wytrawne wino musujące. Pochodzi z Portugalii, jasny kolor, sporo bąbelków, smaczne, wyczuwalne jakby… zielone jabłuszko. Warte by pożegnać karnawał, ale nie tylko… Cena ok. 40zl.

Te trzy wina są – moim zdaniem – bardzo dobre, będą pasować do wielu potraw, ale bez dodatków równie, a może nawet bardziej, miłe. 🙂  ŻYCZĘ MIŁEGO WIECZORU!

Polecam też inne teksty na moim blogu o winie i nie tylko, np. TEN TUTAJ