Nocne Polek rozmowy

Cześć, witaj na „Mózgojazda”!

Nocne Polek rozmowy

Szaro-bura Jesień trwa, ale przecież nie będzie tak ciągle! Będzie biała, nieco (mam nadzieję!) mroźna i słoneczna Zima. Już niedługo będzie dłuższy dzień – na Nowy Rok dzień dłuższy na barani skok. To już coś 🙂  Prawda…

Spotkanie z dość długo (ponad 4 lata) niewidzianą, miłą mi przyjaciółką (gadanie na odległość to nie to samo) zaowocowało trochę zabawową, a trochę prowokującą, nocną rozmową o tym: gdybym miała przeżyć moje życie jeszcze raz…

Ja stwierdziłam, że pozwoliłabym sobie na więcej błędów, doskonałość (czy coś takiego w ogóle istnieje?) to na pewno nie jest moje powołanie. Natomiast znacznie więcej poświęciłabym czasu na odpoczynek, zabawę, na bycie razem z innymi miłymi i kochanymi, na czytanie, pisanie…  na wschody i zachody słońca, na jazdę autem, na pyszne wino…

Byłabym bardziej szalona, ale jednocześnie na pewno znalazłyby się sprawy, które potraktowałabym z większą uwagą. Wykorzystałabym więcej szans, aby podróżować, wędrować, popływać kajakiem,  zobaczyć mnóstwo miejsc, o których wiem, że są, ale na razie nie dla mnie. Czyli musiałabym walczyć ze swoim małym leniem i nie tylko.

A co z jedzeniem? Och! Jadłabym więcej mojej ukochanej chałwy, lodów i  czekolady dry, a mniej dość nudnej tzw. zdrowej żywności. Moja przyjaciółka oprócz chałwy chciałaby jeść tylko dania kuchni tajskiej – najlepiej tam.

Dalej to już nieomal czysta psychologia. Obie doszłyśmy do wniosku, że mniej zamartwiałybyśmy się często wydumanymi problemami. Obie jesteśmy osobami – można nas nazwać – z dużym poczuciem wolności i wyobraźnią, ale traktująjemy życie chyba zbyt serio.  Niełatwe są takie persony 🙂

Gdybym mogła swoje życie przeżyć jeszcze raz, ale nie mogę. To się niestety nikomu nie uda. Chyba, że ktoś wierzy w reinkarnację, ale wiara to nie wszystko. Poza tym można odrodzić się jako kwiat, albo mrówka, albo lew… niekoniecznie jako Człowiek.

Za nocne Polek rozmowy – za Polaków też 🙂

Dlatego póki co polecam pyszne wino, przy którym ta swawolna paplanina szła nam znakomicie. To wino Chianti Classic Riserva. Piękny kolor, w kieliszku wygląda tak samo miło jak miło się go pije. Jest dość łagodne, ale jednocześnie bogate w smaku, każdy łyk jest ważny.  Do tego najpierw zjadłyśmy… moje wytrawne naleśniki z warzywami i carry, a potem… było szaleństwo – chałwa, lody, tajskie danie też było.

Piękne, zwariowane i ważne są nasze nocne Polek rozmowy. Polaków oczywiście też.

Pogadajcie sobie, powyobrażajcie co byłoby gdyby… mogło być jeszcze raz. Gdyby można było przeżyć życie jeszcze raz. Co zmienić, poprawić…  Niezła zabawa i… oczyszczenie. Na ogół  okazuje się, że to co mamy i kochamy jest jednak ok

Miło, że mogę Cię tu spotkać. Cześć!  

Reklamy

To nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych

Dzień Dobry, Dobry Wieczór!

Te dwa pierwsze dni listopada są dla mnie niełatwe. Pewnie masz podobnie, bo każdy z nas ma bliskich gdzieś… daleko.

Moja Mama odeszła kilka lat temu, ale zwłaszcza w te dni Mama jest tutaj jakoś bardziej niż na co dzień. Może to tylko złudzenie, a może nie tylko. Nigdy się tego nie dowiemy.

Rok temu zmarła moja przyjaciółka, ciężka choroba – to nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych.

Ten tekst piszę późnym wieczorem, drugi dzień minął, są piękne wspomnienia, spotkania, łzy wzruszenia…

Dwa lata wstecz napisałam o mojej Mamie wspomnienie – jest T U T A J  Jest jeszcze jedno inne, pogodne, dobre   wspomnienie zajrzyj T U T A J

Zapraszam Cię do poczytania 🙂  Dziękuję.

 

 

 

Swoje EGO zostaw za drzwiami…

Witam Cię!

Zrobiła się jesień i ożyły różne spotkania… Byłam na miłym i bardzo interesującym spotkaniu. Było nas dziewięć osób obu płci, w różnym wieku, o wielu zawodowych doświadczeniach i różnych zainteresowaniach. Tematów było sporo, wymiana zdań, poglądów była niezwykle intensywna, żywa i zróżnicowana.

Chyba najbardziej krwistą dyskusję wywołał temat – mówiąc w uproszczeniu – jakie trzeba mieć cnoty, aby osiągnąć zawodowy, rodzinny czy towarzyski sukces. Jak ludzie sukcesu zachowują się na co dzień, jakie mają zalety i wady, jak są postrzegani przez innych. To może zbyt duży rozziew, ale było… kontrastowo.

Mam nadzieję, że wyda Ci się to interesujące, napiszę w punktach co wynikło z tej barwnej i dość niezwykłej, często zabawnej dyskusji.

Oczywiście padły także raczej znane opinie dot. sukcesu, takie jak:

– permanentne zainteresowanie czymś nowym i próbowanie nowego;

– odkrycie w sobie pasji, która np. staje się ulubioną pracą;

– trzeba być upartym w dążeniu do celu;

– trzeba wyrobić w sobie umiejętność nie przejmowania się opiniami i poglądami innych…

To wszystko wydaje się bezsporne, ale padły też inne zdania np. takie:

Dzielenie się swymi odkryciami, przemyśleniami z innymi. Nie chodzi tu o to, aby opowiadać o swoich np. odkryciach kulinarnych, czy podróżniczych (choć to może być wspaniałe), ale o to by rozmówca był zainteresowany tym co ma się do opowiedzenia. Trzeba „wejść” w adwersarza. Starać się zrozumieć, a nawet odgadnąć co jest jego/jej zainteresowaniem, pasją… Ktoś kto zasługuje na miarę człowieka interesującego cieszy się także radością innych. Potrafi to okazać.

Trzeba być osobą szczerą, a swoje ego zostawić za drzwiami. Egocentryczni ludzie są męczący i brakuje im szczerości, głównie myślą o tym, aby dobrze wypaść, ukrywają prawdziwe „ja”.

Trzeba być człowiekiem otwartym, nie wstydzić się swoich słabostek, wad, czy drobnych dziwactw. Każdy z nas jest inny, mamy zalety i wady, ważne aby nie wstydzić się tego, umieć się śmiać ze swoich słabości, pokazać się uczciwym, otwartym… prostolinijnym. Chowanie swoich wad, ciągłe udawanie kogoś innego nic nie da, bo zawsze kiedyś prawdziwe „ja” wyjdzie na jaw.

To było fajne spotkanie. Na koniec przyznaliśmy, że każdy z nas dowiedział się także czegoś o sobie. Kolega stwierdził, że czasami zbyt poważnie traktuje… siebie, a ja stwierdziłam, że zdarza mi się prostą sprawę widzieć jako trudną choć po namyśle okazuje się, że można prościej… myśleć. Koleżanka natomiast stwierdziła, że potrafię słuchać i że bardzo lubi ze mną pogadać o wszystkim i o niczym, byle nie o pracy, bo mam na tym punkcie „małego kota”. Ojej… jest tu trochę racji, ale przecież staram się i np. kolega stwierdził, że rozmowa ze mną o jego pracy jest ok, zaznaczam, że on też potrafi słuchać.

Ktoś opowiedział jak trudno jest odzyskać własne życie i na nowo je poukładać i pokochać. Dwie inne osoby opowiedziały o szukaniu swego miejsca w świecie innym niż polski, o tym jak pomału odnosiły sukcesy.

Tak to było… Do tych cudnych dyskusji piliśmy pyszne wino, które śliczne małżeństwo przyniosło. Zrobili to wino w ubiegłym roku z działkowych winogron. Bardzo udane!

Oczywiście to nie jest cała dyskusja na ten temat – w kolejnym wpisie spróbuję opowiedzieć o czym jeszcze rozmawialiśmy. Zapraszam Cię:) 

Miło mi, że jesteś tutaj, serdeczności…

To nie jest „lewa” sprawa!

TO NIE JEST „LEWA” SPRAWA

Tak jak kominiarz leworęczni też przynoszą szczęście :)

Tak jak kominiarz leworęczni też przynoszą szczęście 🙂

Oczywiście, że nie jest! Niby dlaczego miałaby być? DZISIAJ JEST 13 SIERPNIA I TO JEST MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ LEWORĘCZNYCH. Super Dzień!

Jestem też leworęczna – choć w zasadzie oburęczna. Są czynności, które chętniej wykonuję tylko lewą ręką – zwłaszcza jeśli wymagają precyzji lub większej siły. Byłam zdolnym dzieckiem i rodzicom nigdy nie przeszkadzała moja leworęczność czy oburęczność. Leworęcznych jest podobno na świecie około 15% czyli ponad 250 mln, a oburęcznych – też podobno – jest sporo.

Na temat osób leworęcznych wymyślano różności – zaczynając od przeróżnych dowcipów, w Średniowieczu straszono nimi ludzi,  po poważne badania naukowe. Naukowcy przebadali tysiące takich osób, psycholodzy wysnuwali swoje własne tezy – a my po prostu jesteśmy. Jesteśmy wszędzie i… lubimy siebie.

Archeologiczne badania pokazują, że osoby leworęczne żyły od… zawsze. W starożytności lewusów otaczano kultem i przypisywano im nieomal boskie cechy. Leworęczność była atutem mędrców. Inkowie oddawali im cześć, podziwiali ich, a niektóre plemiona w Ameryce Płd. uważały, że leworęczność przynosi szczęście.

John McEnroe, Barack Obama,  Paul McCartney, Phil Collins, Jimi Hendrix, Leonardo da Vinci, Curt Cobain, Albert Einstein, Aleksander Wielki, Nicolo Paganini, Charlie Chaplin, Hans Christian Andersen i Napoleon Bonaparte, a także prezydent RP Andrzej Duda  –  tysiące sławnych i mniej sławnych ludzi – to  leworęczni. Jakoś nie trafiłam na leworęczne panie, mogę być przedstawicielką 🙂

Leworęczni, mańkuci, lewusy – każdy kogoś takiego zna, a nawet ma w rodzinie. Dzisiaj jest NASZE ŚWIĘTO! To trochę zabawne, że jest Dzień Leworęcznych, ale podoba mi się, to miły i fajny pomysł. Nie wiem kto to wymyślił,  ale niewątpliwie miły… mańkut 🙂

Dlatego warto wypić kieliszek pysznego wina, aby wznieść toast za nas – za leworęcznych i… oburęcznych, za praworęcznych oczywiście też!

Poleciłabym wino z południowej Francji – Wino Domaine La Reze BIO Minervois. Czerwone, wytrawne o ciemnej barwie, wspaniale wygląda w kieliszku. To wino powstało w zgodzie z zasadami produkcji bio. Może jest trochę za mocne (14,5%), ale tanina jest jakby nieco słodkawa i daje miły posmak. Pasuje do mięs przeróżnych, ale też do serów i jako singiel. A może nawet szczególnie jako singiel J Jest świetne!

„Ważniak” i inne

Wakacje, wakacje… może w Hiszpanii, na południu Francji, albo w Italii, a może w jakże urokliwej Polsce… Jestem zawsze za wypoczynkiem byle był i do tego udany. Jednak jeśli nie uda się wyjechać gdzieś daleko to zawsze można uruchomić wyobraźnię, nalać sobie kieliszek pysznego wina, „pojechać” w internecie po całym świecie. Dobre wino pomaga J. Kiedy oglądam hiszpańskie widoki i piję wino z tego pięknego kraju to… prawie tam jestem. Tu i teraz tylko to mnie czeka, ale… byle do urlopu.

Z przyjemnością polecam pyszne hiszpańskie wino. Merlot Roble Bohigas Pochodzi z Katalonii, rocznik 2011, czerwone wytrawne. Jest dość mocne, wyraziste, ale taniny są raczej łagodne i nie kolidują ze świetnym aromatem, smakiem owoców południa. Wino znakomicie wygląda w kieliszku – ciemny, rubinowy kolor. To wino samo zapamiętuje się i czuje się „ważniakiem”.

Drugie hiszpańskie wino, które też lubię jest zupełnie inne. Nie odstawia już takiego „ważniaka”, ale jest też dobre. Jest nieco słabsze, czerwone wytrawne, o pięknym kolorze ciemnej róży, przez trzy miesiące było w beczkach i to się – pozytywnie – czuje. To miłe wino nazywa się Estilo 21 Oaked Selection Roble, rocznik 2011 i pochodzi z La Manchy. Ma w sobie szczep Syrah, który lubię, bo wtedy wino nieco łagodnieje. Takie  jest bardziej „przytulne”.

Teraz może coś na aperitif, jeśli ktoś lubi to polecam sympatyczne i przyjazne wino z Francji. Nazywa się Les Vignes d’Heloise la Baume. Różowe, wytrawne i naprawdę świetne na początek jedzonka. Jest lekkie, delikatnie kwaskowe, pachnie świeżością i miło się sączy.

Jeśli wybieracie się w Sudety, tam wstąpcie koniecznie do Zachowic. Winnice w tych okolicach są znane i szanowane, a wina stamtąd znakomite. Wybrałam Chardonnay 2013. Bardzo je lubię, bo… jest pyszne. Chardonnay jest dobre na wszelkie okazje i sposoby. Przy wakacyjnym grillu, albo przy kominku, na wieczór we dwoje, pasuje do ryb, sałatek, grillowanych owoców i warzyw. Lubię to wino z kawałeczkiem gorzkiej czekolady. Pycha!

Może skorzystacie z moich propozycji, jeśli tak to napiszcie proszę o swoich wrażeniach J

Na koniec z przyjemnością polecam książkę – kryminał. „Zbrodnia i wina” autor: Michał Bardel, Zbrodnia i wina. Sensacyjny przewodnik po winach świata”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, Wspaniała i emocjonująca lektura, a do tego mnóstwo łagodnie podanej wiedzy o winie, winnicach, historii wina… warto poczytać. Na wakacje – doskonała.

T’ga za Jug – co to znaczy?

Macedonia ma piękną tradycję winiarską. Wiele znalezisk archeologicznych, aż z XIII wieku p.n.e. udowadniają, że uprawa winorośli, winiarstwo były  jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki tego kraju.

Kraj pełen słońca, zabytków, kolorów, pięknych winnic, winiarni i oczywiście… wina. Coraz częściej w sklepach i winiarniach w Polsce można znaleźć macedońskie wina. Jest także to które wspomnę z podróży – T’ga za jug – czyli w wolnym tłumaczeniu tęsknota za słońcem. Prawda, że śliczna nazwa dla wina i może… nie tylko. Przypuszczam, że to chyba najbardziej znana nazwa wina z Macedonii.

T’ga za Jug to naprawdę dobre wino za niewielką cenę. Czerwone, półwytrawne z regionu Tikves, szczep Vranac. To wino ma piękny, intensywny czerwony kolor – w kieliszku, pod światło mieni się wspaniale. Znajdujemy tu zapach i smak słońca… ale także są tu rodzynki, maliny, garbniki delikatne, czuje się lekko słodkawy smak.

Jesień...

Jesień…

T’ga za Jug świetnie smakuje do serów, do grillowanych warzyw,  jest także znakomite bez żadnych dodatków. To jest dobre wino i pasuje na tę naszą, piękną, słoneczną Jesień. Polecam 🙂

Dlaczego kradną?!

2012-05-10 11.16.30Niedawno, bo raptem miesiąc temu kupiłam Hondę Civic. To już moja czwarta Honda. Nie było mnie nigdy stać na nowy samochód tej klasy, ale zawsze wybierałam dobre egzemplarze i jeździłam kilka lat każdą Hondą. Po prostu lubię te auta. Szanuję je za wiele cech, które projektanci zawarli w ich silnikach, przyspieszeniu, fajnych kształtach, wnętrzu, w wygodnych fotelach, schowkach i w ich… duszach. Tak – wierzę, że auta mają duszę swoich twórców. Coś w tym jest… 🙂

Honda, którą mam teraz jest elegancką, zadbaną panią w średnim wieku. Kupiłam, bo ma wiele zalet – przede wszystkim mały przebieg (sprawdzone!), jest w dobrym stanie, prezentuje się znakomicie, jest elegancka, zadbana, wnętrze bardzo przyzwoite, wygląda jak nowe. To wersja amerykańska. I właśnie ta wersja okazała się niezbędna dla złodzieja. Na szczęście nie ukradziono całego auta, ale niezbędny kawałek – prawe, zewnętrzne lusterko.

Kilka godzin straciłam na to, aby to lusterko znaleźć w internecie. Pojechałam do zaprzyjaźnionego warsztatu – okazuje się, że takie lusterko to absolutnie deficytowy towar. Nie powinnam jeździć bez tegoż lusterka, bo to bardzo niewygodne i niebezpieczne – poza tym w razie czego – mandat gotowy. Niestety muszę jakoś się poruszać, a że cierpię na brak czasu, więc jeżdżę bez lusterka.

Po wielu „ciężkich cierpieniach” znalazłam sklep, w którym miły człowiek postanowił poszukać w internecie upragnionego przeze mnie lusterka. Znalazł! Koszt 200 zł, ale będzie dopiero za kilka dni, bo przyjedzie aż z… Francji. Okazuje się, że w Europie tylko tam była jedna sztuka! Zdumiało mnie to, bo takie Hondy jak moja jeżdżą po Polsce – widziałam.

Potwór – złodziej nie tylko naraził mnie na wydatek, ale na niewygodę, stres, stratę czau, a ile przekleństw posłałam pod adresem tegoż potwora to nie zliczę. Kradzież miała miejsce dzisiaj (15 lipca) rano ok. godz  7.00 – 7.30 na płatnym, ogrodzonym, strzeżonym parkingu pod jednym z warszawskich szpitali.  Od miesiąca muszę jeździć tam codziennie rano na zabiegi i do dzisiaj podobna sytuacja nie zdarzyła się.

DLACZEGO?! Dlaczego ludzie kradną?! Czy naprawdę dla kogoś, kogo jednak stać na posiadanie i używanie auta nie stać jest, aby kupić część – choćby to lusterko – a nie KRAŚĆ DRUGIEMU CZŁOWIEKOWI!

Co taki POTWÓR-ZŁODZIEJ  myśli, jak może patrzeć na siebie, jak może używać tego lusterka! Wiem to naiwne pytania, wręcz infantylne. Przecież to jasne, że złodzieje, nie mają żadnych wyrzutów sumienia, to ich styl – kraść i już. Potrzebują czegoś to po prostu kradną. Nie pomyślą, aby to kupić, bo po co mają wydawać pieniądze, może też kradzione, skoro mogą mieć wszystko ZA DARMO, NA CZYJŚ KOSZT! OBRZYDLIWI, PODLI ludzie.

Niestety nie 1. raz mam do czynienia z okradaniem mnie. Byłam już okradziona z torebki, ukradziono mi kiedyś dwa koła też od Hondy. Od rodziny i znajomych także wiem o wielu podobnych, bezczelnych kradzieżach. Wiemy to też z policyjnych i  mediowych doniesień.

A TERAZ  DLA RELAKSU O WINIE 🙂

Dzisiaj na ukojenie nerwów, ale zawsze dla przyjemności smaku, proponuję znakomite – dla mnie nowe – pyszne wino.

Boscchendal Unwooded CHARDONNAY –  lubię ten typ wina, a wymieniony tu „egzemplarz” jakoś szczególnie przypadł mi do gustu. Rocznik 2012, pochodzi z  regionu Western Cape, z Republiki Południowej Afryki. Świetne białe wino, orzeźwiające, przyjemnie owocowe. Znakomicie sprawdza się w na wieczorny upał. Polecam:)

 

Dobre na upał i nie tylko

Dzień dobry wszystkim w ten warszawski i ogólnopolski upał 🙂

Zbliża się wieczór. Jak tu pięknie...

Zbliża się wieczór. Jak tu pięknie…

Czekaliśmy z utęsknieniem na lato i nareszcie jest. Piękne słońce, a teraz jeszcze najdłuższe dni w roku. Wspaniale! Wiem nie dla wszystkich to powód do radochy, bo praca, obowiązki, małe letnie… lenistwo, no i ten upał. Dla mnie wyjazd, odpoczynek dopiero pod koniec sierpnia, mam nadzieję, że jeszcze będzie pięknie. Zwykle wtedy zabieram lornetę i obserwuję sierpniowe niebo. Jest fascynujące, wspaniale rozgwieżdżone, wydaje się, że wtedy gwiazdy są tak bardzo blisko… szkoda, że nie, a może tak jest lepiej, ciekawiej i tajemniczo 🙂

Na te upały najlepsza dobra woda, bez gazu i żadnych słodkości; a na wieczorne podziwianie gwiazd nad jeziorem, nad morzem, na działce, albo z balkonu czy z okna proponuję dwa świetne wina białe. Są orzeźwiające, o niskiej zawartości alkoholu, pasują do wielu przekąsek, można z nich zrobić świetny szprycer.

O tym jaki może być szprycer proponowałam kiedyś  T U T A J 

... a to jest księżyc, wtedy też warto pić dobre wino.

… a to jest księżyc, wtedy też warto pić dobre wino.

    ZAPRASZAM

Caiti Sauvignon Blanc – chilijskie wino, wytrawne, pochodzi z Central Valley. Jest jasne, lekko słomkowe i chwilami ma ładne blaski. Schłodzone, pije się bardzo fajnie, leciutko kwaskowate wspaniale orzeźwia. Dobre także do zrobienia szprycera. Polecam, bo jest przednie i prezentuje dobrą jakość do ceny.

Galda Semi-Seco – troszeczkę bąbelków. Hiszpańskie wino z Katalonii, półsłodkie, lekko musujące. Pyszne! Wino ma tak jasną barwę, ze wydaje się, że w kieliszku jest woda, ale bąbelki i zielonkawe refleksy upewniają nas, że to wino. Znakomicie orzeźwia, jest delikatne, słodycz też ledwie, ledwie… polecam 🙂

 

Czy lubisz Egri Bikaver?

Kilka dni wstecz ktoś spytał mnie czy lubię wino Egri Bikaver. Pomyślałam i… stwierdziłam, że od dłuższego czasu nie piłam tego wina. Może nawet to jest już kilka lat. Natomiast pytanie mego kolegi przypomniało mi odrobinę smak tego wina. Czy lubię to wino? W tym momencie mogę odpowiedzieć, że może… lubiłam.

Zdań parę o Egri Bikaver. Eger – bardzo stare miasto położone nad rzeką Eger blisko Gór Bukowych. Tam jest ojczyzna tego czerwonego, mocno wytrawnego wina. Miasto znane z winnic, ale także z obrony zamku przed najazdem Turków. Była połowa XVI wieku bojownicy, którzy bronili zamku, umęczeni bitwą popijali czerwone wino, ale za dużo go było, więc po brodach płynęło. Zobaczyli to Turcy, wpadli w popłoch, bo ktoś powiedział, że tamci piją byczą krew. Uciekli, przerażeni siłami nieczystymi i miasto zostało uratowane. Legenda głosi, że na cześć tego wiekopomnego wydarzenia węgierskie czerwone wino nazwano Egri Bikaver czyli Bycza Krew. Tę opowieść można usłyszeć dość często na Węgrzech, zwłaszcza jeśli trafimy do ich wspaniałych winnic w okolice miasta Eger.

Egri Bikaver to historia kilku wieków i według przekazów kiedyś to było zupełnie inne wino od tego jakie znamy teraz. Egri Bikaver to był kupaż ( mieszanie ze sobą win lub moszczy pochodzących z dwóch odmian winogron) : kadarki i kekmedoca. To było dawno, ale w latach 50. XX wieku Węgrzy zaczęli sprowadzać inne odmiany winorośli np. z Bordeaux, czy z Austrii. To zasadniczo odmieniło smak i niewątpliwie jakość Egri Bikaver. Pozostała nazwa, ale czy to było to samo wino?

W latach 80. XX w. Egri Bikaver to – poza słynnym Tokajem – było chyba najbardziej rozpoznawalne w Europie węgierskie wino. W Polsce na ogół dostępne, lubiane i chętnie kupowane, ale to już wtedy nie była najwyższa półka, może średnia niższa, także jeśli chodzi o cenę.

Czy lubię Egri Bikaver? To wino, które kupujemy w marketach (ok. 10-15zł) nie jest wspaniałą Byczą Krwią jakiej można spróbować na Węgrzech. Dzisiaj Węgrzy produkują je z wielu różnych szczepów winogron, ale podobno chcą, aby kadarka powróciła do kupażu, bo Egri Bikaver będzie wtedy lżejszy i będzie miał więcej… szyku. Może coś w tym jest, nie wiem.

Ktoś kto naprawdę ceni i lubi węgierskie wina powinien wybrać się do Egeru. Poszukać i odwiedzić tam urokliwe piwniczki z prawdziwym, pysznym winem, w dodatku znacznie tańszym niż w polskich sklepach.

Dlatego na pytanie: czy lubię Egri Bikaver odpowiem:

TAK, ALE TYLKO TEN PRAWDZIWY EGRI BIKAVER.

Wakacje sprzyjają wyjazdom, zwiedzaniu pięknych miejsc – winnice w różnych krajach, regionach na pewno do takich należą. Nie zapominajcie także o polskich winnicach i świetnych winach. O polskich winach piszę np. tutaj https://mozgojazda.wordpress.com/2014/04/03/c-d-dobre-bo-polskie-tak/

Można spotkać tam wspaniałych, niezwykłych ludzi – to prawdziwi pasjonaci wina. No i oczywiście posmakować wina z przydomowych piwniczek, które są niepowtarzalne, zawsze inne niż te w sklepach. Może tak jest dlatego, że atmosfera, magia wina i opowieści tak na nas działają? Winiarze mówią – prawda jest w winie!

Życzę wspaniałych wrażeń!

O winie piszę na tym blogu w wielu miejscach zapraszam np. tutaj https://mozgojazda.wordpress.com/2014/06/09/jak-lubicie-pic-dobre-wino/

Nasza uważność i… wino

Może to jest taki sobie tytuł, ale przecież TAK – uważność jest bardzo ważna. Nie jestem pewna czy  zawsze jestem uważna, ale staram się, hmm… tak myślę 😉 O niewuważności i uważności piszę także T U T A J

Niestety niezbyt uważnie śledziłam kampanię przed wyborami 25 maja do Parlamentu Europejskiego. Polityka interesuje mnie, bo przecież dotyka nas wszystkich na co dzień. Moje zainteresowanie tą dziedziną życia jest jednak mało uważne. Może powinno być inaczej, bo skutek na teraz jest taki, że nie wiem na kogo zagłosuję, wiem natomiast, że na pewno pójdę i wybiorę. Odwiedziłam w tym celu portal, który okazał się pomocny o tyle, że mogłam poznać kandydatki i kandydatów z mojego okręgu. Było trochę do poczytania – nawet dość wyczerpujące informacje, dałam radę i przynajmniej wiem na kogo NIE będę głosować.

Tak więc w niedzielę, ale dopiero wieczorem, pójdę i zagłosuję, bo mam takie prawo i uważam, że warto z tego skorzystać.

Cały weekend będę poza Warszawą, w pięknym plenerze, w ciszy i lepszym niż warszawskie powietrzu. Zabiorę ze sobą różne pyszności, w miarę możliwości ekologiczne. Świetne sery, w tym kozie, które wszyscy lubimy, domowy chlebek i do tego dobre wino.

Jakie to będzie wino? Będą dwa. Jedno białe i jedno czerwone. Oba wytrawne.

Zacznę od białego. VERDICCHIO dei CASTELLI di JESSI – CLASSICO z 2011 roku. Wino z Italii. Ma być piękna pogoda, gorąco więc będzie świetne, lekko schłodzone ugasi pragnienie, a także znakomite jako aperitif. To jest eleganckie w smaku, pachnące świeżością wino. Polecam i mam nadzieję, że zasmakujecie w tym winie.

Wino czerwone – to będzie SANGIOVESE, ROCCA. Włoskie wino z regionu Puglia. Sangiovese bywa czasami nieco zbyt kwaskowate, ale to wino takie nie jest. Jest delikatne, fajne w piciu i znakomicie nadaje się np. do pizzy, albo makaronu zrobionego na sposób włoski. Z pełnym przekonaniem polecam.

Jak zawsze polecam nasze polskie wina, piszę o nich np. T U T A J

Życzę miłego weekendu i także (jak wina) z pełnym przekonaniem polecam iść i dobrze wybrać do Parlamentu Europejskiego:)