To nie jest „lewa” sprawa!

TO NIE JEST „LEWA” SPRAWA

Tak jak kominiarz leworęczni też przynoszą szczęście :)

Tak jak kominiarz leworęczni też przynoszą szczęście 🙂

Oczywiście, że nie jest! Niby dlaczego miałaby być? DZISIAJ JEST 13 SIERPNIA I TO JEST MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ LEWORĘCZNYCH. Super Dzień!

Jestem też leworęczna – choć w zasadzie oburęczna. Są czynności, które chętniej wykonuję tylko lewą ręką – zwłaszcza jeśli wymagają precyzji lub większej siły. Byłam zdolnym dzieckiem i rodzicom nigdy nie przeszkadzała moja leworęczność czy oburęczność. Leworęcznych jest podobno na świecie około 15% czyli ponad 250 mln, a oburęcznych – też podobno – jest sporo.

Na temat osób leworęcznych wymyślano różności – zaczynając od przeróżnych dowcipów, w Średniowieczu straszono nimi ludzi,  po poważne badania naukowe. Naukowcy przebadali tysiące takich osób, psycholodzy wysnuwali swoje własne tezy – a my po prostu jesteśmy. Jesteśmy wszędzie i… lubimy siebie.

Archeologiczne badania pokazują, że osoby leworęczne żyły od… zawsze. W starożytności lewusów otaczano kultem i przypisywano im nieomal boskie cechy. Leworęczność była atutem mędrców. Inkowie oddawali im cześć, podziwiali ich, a niektóre plemiona w Ameryce Płd. uważały, że leworęczność przynosi szczęście.

John McEnroe, Barack Obama,  Paul McCartney, Phil Collins, Jimi Hendrix, Leonardo da Vinci, Curt Cobain, Albert Einstein, Aleksander Wielki, Nicolo Paganini, Charlie Chaplin, Hans Christian Andersen i Napoleon Bonaparte, a także prezydent RP Andrzej Duda  –  tysiące sławnych i mniej sławnych ludzi – to  leworęczni. Jakoś nie trafiłam na leworęczne panie, mogę być przedstawicielką 🙂

Leworęczni, mańkuci, lewusy – każdy kogoś takiego zna, a nawet ma w rodzinie. Dzisiaj jest NASZE ŚWIĘTO! To trochę zabawne, że jest Dzień Leworęcznych, ale podoba mi się, to miły i fajny pomysł. Nie wiem kto to wymyślił,  ale niewątpliwie miły… mańkut 🙂

Dlatego warto wypić kieliszek pysznego wina, aby wznieść toast za nas – za leworęcznych i… oburęcznych, za praworęcznych oczywiście też!

Poleciłabym wino z południowej Francji – Wino Domaine La Reze BIO Minervois. Czerwone, wytrawne o ciemnej barwie, wspaniale wygląda w kieliszku. To wino powstało w zgodzie z zasadami produkcji bio. Może jest trochę za mocne (14,5%), ale tanina jest jakby nieco słodkawa i daje miły posmak. Pasuje do mięs przeróżnych, ale też do serów i jako singiel. A może nawet szczególnie jako singiel J Jest świetne!

„Ważniak” i inne

Wakacje, wakacje… może w Hiszpanii, na południu Francji, albo w Italii, a może w jakże urokliwej Polsce… Jestem zawsze za wypoczynkiem byle był i do tego udany. Jednak jeśli nie uda się wyjechać gdzieś daleko to zawsze można uruchomić wyobraźnię, nalać sobie kieliszek pysznego wina, „pojechać” w internecie po całym świecie. Dobre wino pomaga J. Kiedy oglądam hiszpańskie widoki i piję wino z tego pięknego kraju to… prawie tam jestem. Tu i teraz tylko to mnie czeka, ale… byle do urlopu.

Z przyjemnością polecam pyszne hiszpańskie wino. Merlot Roble Bohigas Pochodzi z Katalonii, rocznik 2011, czerwone wytrawne. Jest dość mocne, wyraziste, ale taniny są raczej łagodne i nie kolidują ze świetnym aromatem, smakiem owoców południa. Wino znakomicie wygląda w kieliszku – ciemny, rubinowy kolor. To wino samo zapamiętuje się i czuje się „ważniakiem”.

Drugie hiszpańskie wino, które też lubię jest zupełnie inne. Nie odstawia już takiego „ważniaka”, ale jest też dobre. Jest nieco słabsze, czerwone wytrawne, o pięknym kolorze ciemnej róży, przez trzy miesiące było w beczkach i to się – pozytywnie – czuje. To miłe wino nazywa się Estilo 21 Oaked Selection Roble, rocznik 2011 i pochodzi z La Manchy. Ma w sobie szczep Syrah, który lubię, bo wtedy wino nieco łagodnieje. Takie  jest bardziej „przytulne”.

Teraz może coś na aperitif, jeśli ktoś lubi to polecam sympatyczne i przyjazne wino z Francji. Nazywa się Les Vignes d’Heloise la Baume. Różowe, wytrawne i naprawdę świetne na początek jedzonka. Jest lekkie, delikatnie kwaskowe, pachnie świeżością i miło się sączy.

Jeśli wybieracie się w Sudety, tam wstąpcie koniecznie do Zachowic. Winnice w tych okolicach są znane i szanowane, a wina stamtąd znakomite. Wybrałam Chardonnay 2013. Bardzo je lubię, bo… jest pyszne. Chardonnay jest dobre na wszelkie okazje i sposoby. Przy wakacyjnym grillu, albo przy kominku, na wieczór we dwoje, pasuje do ryb, sałatek, grillowanych owoców i warzyw. Lubię to wino z kawałeczkiem gorzkiej czekolady. Pycha!

Może skorzystacie z moich propozycji, jeśli tak to napiszcie proszę o swoich wrażeniach J

Na koniec z przyjemnością polecam książkę – kryminał. „Zbrodnia i wina” autor: Michał Bardel, Zbrodnia i wina. Sensacyjny przewodnik po winach świata”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, Wspaniała i emocjonująca lektura, a do tego mnóstwo łagodnie podanej wiedzy o winie, winnicach, historii wina… warto poczytać. Na wakacje – doskonała.

T’ga za Jug – co to znaczy?

Macedonia ma piękną tradycję winiarską. Wiele znalezisk archeologicznych, aż z XIII wieku p.n.e. udowadniają, że uprawa winorośli, winiarstwo były  jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki tego kraju.

Kraj pełen słońca, zabytków, kolorów, pięknych winnic, winiarni i oczywiście… wina. Coraz częściej w sklepach i winiarniach w Polsce można znaleźć macedońskie wina. Jest także to które wspomnę z podróży – T’ga za jug – czyli w wolnym tłumaczeniu tęsknota za słońcem. Prawda, że śliczna nazwa dla wina i może… nie tylko. Przypuszczam, że to chyba najbardziej znana nazwa wina z Macedonii.

T’ga za Jug to naprawdę dobre wino za niewielką cenę. Czerwone, półwytrawne z regionu Tikves, szczep Vranac. To wino ma piękny, intensywny czerwony kolor – w kieliszku, pod światło mieni się wspaniale. Znajdujemy tu zapach i smak słońca… ale także są tu rodzynki, maliny, garbniki delikatne, czuje się lekko słodkawy smak.

Jesień...

Jesień…

T’ga za Jug świetnie smakuje do serów, do grillowanych warzyw,  jest także znakomite bez żadnych dodatków. To jest dobre wino i pasuje na tę naszą, piękną, słoneczną Jesień. Polecam 🙂

Dlaczego kradną?!

2012-05-10 11.16.30Niedawno, bo raptem miesiąc temu kupiłam Hondę Civic. To już moja czwarta Honda. Nie było mnie nigdy stać na nowy samochód tej klasy, ale zawsze wybierałam dobre egzemplarze i jeździłam kilka lat każdą Hondą. Po prostu lubię te auta. Szanuję je za wiele cech, które projektanci zawarli w ich silnikach, przyspieszeniu, fajnych kształtach, wnętrzu, w wygodnych fotelach, schowkach i w ich… duszach. Tak – wierzę, że auta mają duszę swoich twórców. Coś w tym jest… 🙂

Honda, którą mam teraz jest elegancką, zadbaną panią w średnim wieku. Kupiłam, bo ma wiele zalet – przede wszystkim mały przebieg (sprawdzone!), jest w dobrym stanie, prezentuje się znakomicie, jest elegancka, zadbana, wnętrze bardzo przyzwoite, wygląda jak nowe. To wersja amerykańska. I właśnie ta wersja okazała się niezbędna dla złodzieja. Na szczęście nie ukradziono całego auta, ale niezbędny kawałek – prawe, zewnętrzne lusterko.

Kilka godzin straciłam na to, aby to lusterko znaleźć w internecie. Pojechałam do zaprzyjaźnionego warsztatu – okazuje się, że takie lusterko to absolutnie deficytowy towar. Nie powinnam jeździć bez tegoż lusterka, bo to bardzo niewygodne i niebezpieczne – poza tym w razie czego – mandat gotowy. Niestety muszę jakoś się poruszać, a że cierpię na brak czasu, więc jeżdżę bez lusterka.

Po wielu „ciężkich cierpieniach” znalazłam sklep, w którym miły człowiek postanowił poszukać w internecie upragnionego przeze mnie lusterka. Znalazł! Koszt 200 zł, ale będzie dopiero za kilka dni, bo przyjedzie aż z… Francji. Okazuje się, że w Europie tylko tam była jedna sztuka! Zdumiało mnie to, bo takie Hondy jak moja jeżdżą po Polsce – widziałam.

Potwór – złodziej nie tylko naraził mnie na wydatek, ale na niewygodę, stres, stratę czau, a ile przekleństw posłałam pod adresem tegoż potwora to nie zliczę. Kradzież miała miejsce dzisiaj (15 lipca) rano ok. godz  7.00 – 7.30 na płatnym, ogrodzonym, strzeżonym parkingu pod jednym z warszawskich szpitali.  Od miesiąca muszę jeździć tam codziennie rano na zabiegi i do dzisiaj podobna sytuacja nie zdarzyła się.

DLACZEGO?! Dlaczego ludzie kradną?! Czy naprawdę dla kogoś, kogo jednak stać na posiadanie i używanie auta nie stać jest, aby kupić część – choćby to lusterko – a nie KRAŚĆ DRUGIEMU CZŁOWIEKOWI!

Co taki POTWÓR-ZŁODZIEJ  myśli, jak może patrzeć na siebie, jak może używać tego lusterka! Wiem to naiwne pytania, wręcz infantylne. Przecież to jasne, że złodzieje, nie mają żadnych wyrzutów sumienia, to ich styl – kraść i już. Potrzebują czegoś to po prostu kradną. Nie pomyślą, aby to kupić, bo po co mają wydawać pieniądze, może też kradzione, skoro mogą mieć wszystko ZA DARMO, NA CZYJŚ KOSZT! OBRZYDLIWI, PODLI ludzie.

Niestety nie 1. raz mam do czynienia z okradaniem mnie. Byłam już okradziona z torebki, ukradziono mi kiedyś dwa koła też od Hondy. Od rodziny i znajomych także wiem o wielu podobnych, bezczelnych kradzieżach. Wiemy to też z policyjnych i  mediowych doniesień.

A TERAZ  DLA RELAKSU O WINIE 🙂

Dzisiaj na ukojenie nerwów, ale zawsze dla przyjemności smaku, proponuję znakomite – dla mnie nowe – pyszne wino.

Boscchendal Unwooded CHARDONNAY –  lubię ten typ wina, a wymieniony tu „egzemplarz” jakoś szczególnie przypadł mi do gustu. Rocznik 2012, pochodzi z  regionu Western Cape, z Republiki Południowej Afryki. Świetne białe wino, orzeźwiające, przyjemnie owocowe. Znakomicie sprawdza się w na wieczorny upał. Polecam:)

 

Dobre na upał i nie tylko

Dzień dobry wszystkim w ten warszawski i ogólnopolski upał 🙂

Zbliża się wieczór. Jak tu pięknie...

Zbliża się wieczór. Jak tu pięknie…

Czekaliśmy z utęsknieniem na lato i nareszcie jest. Piękne słońce, a teraz jeszcze najdłuższe dni w roku. Wspaniale! Wiem nie dla wszystkich to powód do radochy, bo praca, obowiązki, małe letnie… lenistwo, no i ten upał. Dla mnie wyjazd, odpoczynek dopiero pod koniec sierpnia, mam nadzieję, że jeszcze będzie pięknie. Zwykle wtedy zabieram lornetę i obserwuję sierpniowe niebo. Jest fascynujące, wspaniale rozgwieżdżone, wydaje się, że wtedy gwiazdy są tak bardzo blisko… szkoda, że nie, a może tak jest lepiej, ciekawiej i tajemniczo 🙂

Na te upały najlepsza dobra woda, bez gazu i żadnych słodkości; a na wieczorne podziwianie gwiazd nad jeziorem, nad morzem, na działce, albo z balkonu czy z okna proponuję dwa świetne wina białe. Są orzeźwiające, o niskiej zawartości alkoholu, pasują do wielu przekąsek, można z nich zrobić świetny szprycer.

O tym jaki może być szprycer proponowałam kiedyś  T U T A J 

... a to jest księżyc, wtedy też warto pić dobre wino.

… a to jest księżyc, wtedy też warto pić dobre wino.

    ZAPRASZAM

Caiti Sauvignon Blanc – chilijskie wino, wytrawne, pochodzi z Central Valley. Jest jasne, lekko słomkowe i chwilami ma ładne blaski. Schłodzone, pije się bardzo fajnie, leciutko kwaskowate wspaniale orzeźwia. Dobre także do zrobienia szprycera. Polecam, bo jest przednie i prezentuje dobrą jakość do ceny.

Galda Semi-Seco – troszeczkę bąbelków. Hiszpańskie wino z Katalonii, półsłodkie, lekko musujące. Pyszne! Wino ma tak jasną barwę, ze wydaje się, że w kieliszku jest woda, ale bąbelki i zielonkawe refleksy upewniają nas, że to wino. Znakomicie orzeźwia, jest delikatne, słodycz też ledwie, ledwie… polecam 🙂

 

Czy lubisz Egri Bikaver?

Kilka dni wstecz ktoś spytał mnie czy lubię wino Egri Bikaver. Pomyślałam i… stwierdziłam, że od dłuższego czasu nie piłam tego wina. Może nawet to jest już kilka lat. Natomiast pytanie mego kolegi przypomniało mi odrobinę smak tego wina. Czy lubię to wino? W tym momencie mogę odpowiedzieć, że może… lubiłam.

Zdań parę o Egri Bikaver. Eger – bardzo stare miasto położone nad rzeką Eger blisko Gór Bukowych. Tam jest ojczyzna tego czerwonego, mocno wytrawnego wina. Miasto znane z winnic, ale także z obrony zamku przed najazdem Turków. Była połowa XVI wieku bojownicy, którzy bronili zamku, umęczeni bitwą popijali czerwone wino, ale za dużo go było, więc po brodach płynęło. Zobaczyli to Turcy, wpadli w popłoch, bo ktoś powiedział, że tamci piją byczą krew. Uciekli, przerażeni siłami nieczystymi i miasto zostało uratowane. Legenda głosi, że na cześć tego wiekopomnego wydarzenia węgierskie czerwone wino nazwano Egri Bikaver czyli Bycza Krew. Tę opowieść można usłyszeć dość często na Węgrzech, zwłaszcza jeśli trafimy do ich wspaniałych winnic w okolice miasta Eger.

Egri Bikaver to historia kilku wieków i według przekazów kiedyś to było zupełnie inne wino od tego jakie znamy teraz. Egri Bikaver to był kupaż ( mieszanie ze sobą win lub moszczy pochodzących z dwóch odmian winogron) : kadarki i kekmedoca. To było dawno, ale w latach 50. XX wieku Węgrzy zaczęli sprowadzać inne odmiany winorośli np. z Bordeaux, czy z Austrii. To zasadniczo odmieniło smak i niewątpliwie jakość Egri Bikaver. Pozostała nazwa, ale czy to było to samo wino?

W latach 80. XX w. Egri Bikaver to – poza słynnym Tokajem – było chyba najbardziej rozpoznawalne w Europie węgierskie wino. W Polsce na ogół dostępne, lubiane i chętnie kupowane, ale to już wtedy nie była najwyższa półka, może średnia niższa, także jeśli chodzi o cenę.

Czy lubię Egri Bikaver? To wino, które kupujemy w marketach (ok. 10-15zł) nie jest wspaniałą Byczą Krwią jakiej można spróbować na Węgrzech. Dzisiaj Węgrzy produkują je z wielu różnych szczepów winogron, ale podobno chcą, aby kadarka powróciła do kupażu, bo Egri Bikaver będzie wtedy lżejszy i będzie miał więcej… szyku. Może coś w tym jest, nie wiem.

Ktoś kto naprawdę ceni i lubi węgierskie wina powinien wybrać się do Egeru. Poszukać i odwiedzić tam urokliwe piwniczki z prawdziwym, pysznym winem, w dodatku znacznie tańszym niż w polskich sklepach.

Dlatego na pytanie: czy lubię Egri Bikaver odpowiem:

TAK, ALE TYLKO TEN PRAWDZIWY EGRI BIKAVER.

Wakacje sprzyjają wyjazdom, zwiedzaniu pięknych miejsc – winnice w różnych krajach, regionach na pewno do takich należą. Nie zapominajcie także o polskich winnicach i świetnych winach. O polskich winach piszę np. tutaj https://mozgojazda.wordpress.com/2014/04/03/c-d-dobre-bo-polskie-tak/

Można spotkać tam wspaniałych, niezwykłych ludzi – to prawdziwi pasjonaci wina. No i oczywiście posmakować wina z przydomowych piwniczek, które są niepowtarzalne, zawsze inne niż te w sklepach. Może tak jest dlatego, że atmosfera, magia wina i opowieści tak na nas działają? Winiarze mówią – prawda jest w winie!

Życzę wspaniałych wrażeń!

O winie piszę na tym blogu w wielu miejscach zapraszam np. tutaj https://mozgojazda.wordpress.com/2014/06/09/jak-lubicie-pic-dobre-wino/

Nasza uważność i… wino

Może to jest taki sobie tytuł, ale przecież TAK – uważność jest bardzo ważna. Nie jestem pewna czy  zawsze jestem uważna, ale staram się, hmm… tak myślę 😉 O niewuważności i uważności piszę także T U T A J

Niestety niezbyt uważnie śledziłam kampanię przed wyborami 25 maja do Parlamentu Europejskiego. Polityka interesuje mnie, bo przecież dotyka nas wszystkich na co dzień. Moje zainteresowanie tą dziedziną życia jest jednak mało uważne. Może powinno być inaczej, bo skutek na teraz jest taki, że nie wiem na kogo zagłosuję, wiem natomiast, że na pewno pójdę i wybiorę. Odwiedziłam w tym celu portal, który okazał się pomocny o tyle, że mogłam poznać kandydatki i kandydatów z mojego okręgu. Było trochę do poczytania – nawet dość wyczerpujące informacje, dałam radę i przynajmniej wiem na kogo NIE będę głosować.

Tak więc w niedzielę, ale dopiero wieczorem, pójdę i zagłosuję, bo mam takie prawo i uważam, że warto z tego skorzystać.

Cały weekend będę poza Warszawą, w pięknym plenerze, w ciszy i lepszym niż warszawskie powietrzu. Zabiorę ze sobą różne pyszności, w miarę możliwości ekologiczne. Świetne sery, w tym kozie, które wszyscy lubimy, domowy chlebek i do tego dobre wino.

Jakie to będzie wino? Będą dwa. Jedno białe i jedno czerwone. Oba wytrawne.

Zacznę od białego. VERDICCHIO dei CASTELLI di JESSI – CLASSICO z 2011 roku. Wino z Italii. Ma być piękna pogoda, gorąco więc będzie świetne, lekko schłodzone ugasi pragnienie, a także znakomite jako aperitif. To jest eleganckie w smaku, pachnące świeżością wino. Polecam i mam nadzieję, że zasmakujecie w tym winie.

Wino czerwone – to będzie SANGIOVESE, ROCCA. Włoskie wino z regionu Puglia. Sangiovese bywa czasami nieco zbyt kwaskowate, ale to wino takie nie jest. Jest delikatne, fajne w piciu i znakomicie nadaje się np. do pizzy, albo makaronu zrobionego na sposób włoski. Z pełnym przekonaniem polecam.

Jak zawsze polecam nasze polskie wina, piszę o nich np. T U T A J

Życzę miłego weekendu i także (jak wina) z pełnym przekonaniem polecam iść i dobrze wybrać do Parlamentu Europejskiego:)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Masz nawyki – policz ile cię to kosztuje

Oj, mamy, mamy te nasze nawyki i „nawyczki”:)  Zastanawiam się jak to jest – blisko 90% Polaków i Polek uważa się za co najmniej dobrych kierowców, a tyle mamy ciągle kolizji, wypadków, stłuczek. Nie zwalajmy wszystkiego na szkolenia i  drogi, bo te są jednak coraz lepsze. Może dlatego tak jest, że lubimy nasze „nawyczki” i wcale nie mamy zamiaru z nimi walczyć, odzwyczajać się od nich, a często przecież nawet ich nie zauważamy.

Ostatnie badania TNS OBOP są dla nas, polskich kierowców bezwzględne. Blisko 70%, w trakcie prowadzenia auta, gada i gada przez komórki. Żeby tylko – piszemy i odbieramy różne wieści, oglądamy nawet zdjęcia, łączymy się z Internetem, przeglądamy pocztę itd. itp. Dotyczy to przede wszystkim kierowców z krótkim stażem za kółkiem 25-39 lat, bo ci z co dłużej jeżdżą czynią to znacznie rzadziej, pewnie mają jakieś „nauczki”. Używanie komórki, bez zestawu głośnomówiącego jest wykroczeniem i kosztuje 200zł oraz 5 punktów. Koszt spory, więc chyba warto „wypędzić” ten nawyk, albo kupić dobry zestaw.

Inny, bardzo zły nawyk to niechęć do zapinania pasów. Kosztuje to – za kierowcę 100 zł, za każdego niezapiętego pasażera też stówa leci. Punkty też tracimy – za siebie 2, a za pasażerów  4 – nie warto, lepiej zapinajmy się wszyscy – to akurat dobry nawyk. Z obowiązku zapinania pasów zwolnione są tylko panie w widocznej ciąży oraz osoby, które mają odpowiednie orzeczenie lekarskie, muszą je mieć przy sobie.

Bardzo lubimy też, siedząc za kierownicą pojadać, popijać, coś pogryzać. Aż 46% kierowców posila się w czasie prowadzenia auta. Za to i za palenie papierosów też można otrzymać mandat 50 zł, punktów za to jednak nie dostaniemy. Dobre i to…

A co ze słuchaniem głośnej muzyki przez prowadzących auto? Niby prawo o ruchu drogowym nie przewiduje tu zakazów i kar, ale jest powiedziane, że każdy kierowca ma obowiązek zachować ostrożność i unikać zachowań, które mogłyby spowodować niebezpieczeństwo lub zakłócić spokój publiczny. Słuchanie głośnej muzyki i prowadzenie auta może zagłuszyć sygnały np. karetki pogotowia. Policja może więc wlepić nam mandat za słuchanie zbyt głośnej muzyki – art. 86 Kodeksu Wykroczeń. Może to być bardzo kosztowne.

Jeśli w prawie jazdy mamy wpisane, że możemy kierować autem tylko w okularach korygujących to musimy mieć takie okulary na nosie, albo szkła kontaktowe – inaczej mandat.

Jeżdżę rano na ogół tą samą trasą i dość często spotykam młodego, ślicznego pana, który goli się prowadząc auto jedną ręką, przekłada też w ten sam sposób biegi, zasłania sobie lusterko wsteczne, ma kompletnie  rozproszoną uwagę, bo przecież musi być jeszcze bardziej śliczny. Okazuje się, że nie tylko panie dbają o urodę kierując samochodem.

Moim zdaniem ze złymi nawykami  powinniśmy spróbować powalczyć. Warto te nasze małe „nawyczki” trochę poskromić, bo koszty mogą być niemałe. Nie jest przecież naszym marzeniem spotkanie z policjantem czy z policjantką i… płacenie. Zamiast zasilać kasę swoimi mandatami kupmy sobie pyszne wino, ostatnio próbowałam „w gościach” pyszne, czerwone z Francji Vin Du Rhode Ventoux. Polecam, ale … oczywiście po przyjeździe na miejsce.

Czytanie wina – odcinek 5.

To (chyba) ostatni odcinek o czytaniu wina, temat  ledwie muśnięty. O winie można mówić i mówić i zawsze będzie o czym.  Dzisiaj coś o winach „szczepowych” czyli zrobionych z winogron tylko jednej odmiany. VIN DE CEPAGE – to właśnie oznaczenie wina szczepowego. Na butelce takiego wina są zwykle wyraźne napisy np. Kadarka, Merlot, nie ma innych rodowodowych informacji. Często możemy spotkać na etykiecie słowo CHATEAU – zamek. To stary, bo z XVII wieku, marketingowy chwyt, okraszony zwykle dodatkowo pięknym zdjęciem starego zamku,  stosowany z powodzeniem do dzisiaj.
Muszę jeszcze wspomnieć o jednym ważnym oznaczeniu – CRU (pochodzi od słowa croitre – rosnąć) oznacza, że wino tłoczono z winorośli, która rośnie w najlepszym miejscu. CRU to zawsze wino renomowane, wysokiej jakości i znakomite.

Każdy ma swoje ulubione wina, renomowane wino nie jest tanie, ale warte swej ceny. Dobre wino milo sączy się z przyjaciółmi,  komentuje, mozna pomilczeć… i cieszyć się wybornym smakiem, aromatem i uznaniem biesiadników 🙂