Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść!

Witam Optymistycznych Kierowców! „Korkowo”, ale i wiosennie… 

Ostatnio straciłam nie tylko czas, ale i nieco optymizmu. Musiałam coś ciężkiego przewieźć z jednego końca Warszawy na drugi – ok. 60 km.

Gdyby nie to „ciężkie”pojechałabym autobusami i metrem, ale z ciężarem to byłoby niewykonalne. Tą samą trasą jechałam mniej więcej 1,5 roku temu i przejechałam przez ok. 45 minut. Tym razem jechałam dwie godziny i 10 minut! Istne szaleństwo! Nie były to godziny szczytu.

Na wesoło…

Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść! Tak warto myśleć, mówić i działać zawsze. Każdy to wie, nie odkrywam nieznanego. Dlaczego wobec tego ciągle jeździmy w tych koszmarnych korkach?!

Warszawa i inne nasze (i te nie u nas też) wielkie miasta są zakorkowane, zatrute, zahałasowane, zamęczone i pewnie jeszcze wiele innych „za” – przez nieustanne, paskudy czyli – korki.

Ponoć będą u nas już tuż, tuż… elektryczne auta (sporo już jeździ na Świecie, ale na to potrzebna energia!), są już hybrydy, zsynchronizowane światła, zielone linie,  monitoring na prawie wszystkich ulicach, drony, wiele nowoczesnych ulic, itp. Umiejętności większości kierowców są też nieco lepsze, co nie idzie w parze z kulturą, ale to inna, b. ważna sprawa. Pomimo wszystko korki były, są i niestety będą chyba jeszcze dłuuugo. Co na to inżynierowie od komunikacji, dróg, informatycy, programiści, futuryści czyli ci co widzą przyszłość za np. 20, 30 lat…

KOK jest dla Kierowców Optymistycznych, ale oczywiście nie na huurrra! i pomimo wszystko. Zdrowy rozsądek na drogach – to bardzo na czasie i niezbędny wymiar umysłu KAŻDEGO KIEROWCY. Dlatego na drodze trzeba być cały czas czujnymi, uważnymi, dobrymi. Jesteś taki?taka? to wspaniale, ale chyba nie zawsze i nie wszyscy tacy jesteśmy. Jest  zielone światło i… nikt nie rusza! Na co czeka ten/ta pierwszy? Gapi się w komórkę, coś pisze, gada, czegoś szuka… a nawet widuję prawie codziennie rano pana, który goli się w aucie na kolejnych światłach i panią, która nakłada makijaż! Ludzie! Nie! Tak naprawdę nie wolno. Za kierownicą jesteśmy przygotowani tylko do uważnej jazdy. Przecież to wiemy, ale cóż… mamy słabości.

Są różne pomysły, aby było szybciej, lepiej, zdrowiej i poza korkami np. tutaj:

T U T A J  K L I K , także  T U T A J

Warto korzystać z dobrych pomysłów. Masz jakieś fajne pomysły jak omijać korki, albo jak rozwiązywać te problemy w miastach – PISZ, komentuj, bo   Jest potrzeba, jest pasja, musi wyjść!

Pozdrawiam Cię miło 🙂

Reklamy

To jest KOK – Klub Optymistycznych Kierowców

Motyl to ma frajdę, leci gdzie chce, my kierowcy aut musimy mieć drogi

To może być znak KOK. Motyl to ma frajdę, leci gdzie chce, my kierowcy aut musimy mieć drogi.

KOK = KLUB OPTYMISTYCZNYCH  KIEROWCÓW.

Wstępujcie do KOK, KOMENTUJCIE, DYSKUTUJCIE – nie ma za to żadnych legitymacji, nagród, ani nagan – wszystko jest dobrowolne i za darmo! Liczę na Waszą aktywność! Jesteśmy różni, każdy z nas jest inny, ale prawo o ruchu drogowym obowiązuje nas wszystkich.

Po co nam kierowcom taki KLUB? Choćby po to, aby się wygadać, podyskutować, znaleźć innych kierowców. Napisać co nas kierowców uwiera, dokucza, jak nam się żyje za kierownicą, jak jeździmy, dokąd, co lubimy, a czego nie znosimy. Opisujmy nasze dobre i złe doświadczenia, piszmy to co… chcemy byle o brd 🙂 OPTYMISTYCZNIE.

Do utworzenia tego Klubu zainspirował mnie ktoś znajomy z Facebooka, a zmobilizowały ostatnie zdarzenia polityczno – samochodowe, choć nie tylko. Zrobiło się naprawdę sporo zła. To wszystko zapewnia nam głównie dzisiejsza władza, ale nie jest tu wyjątkiem – chyba poprzednio też bywało różnie, ale jednak nie AŻ ! tak źle.

Interesuję się bezpieczeństwem ruchu drogowego (brd) – kiedyś  zawodowo (autorski, cykliczny program telewizyjny dot. bezpieczeństwa na drogach), teraz bardziej prywatnie – choć nie tylko, co nie znaczy, że mniej. Kocham jeździć, mam swoje auto (Honda – już czwarta, niestety zawsze kupowałam używaną, ale dobrze trafiałam i wybierałam :-)), zaliczyłam świetną szkołę bezpiecznej jazdy, jak dotąd nie mam żadnego mandatu, wypadku, ani żadnej stłuczki – ale pewnie… wszystko przede mną.

Na moim blogu „Mózgojazda” jest sporo wpisów o tematyce typu „Moto-brd„. Jakiś czas temu pisałam np. ten tekst KLIK TUTAJ, a TUTAJ jeszcze nieco wcześniej też o brd. Ten tekst  TUTAJ jest o szaleńcach na naszych drogach i o tym jak sobie pewien kraj w UE z tym radzi. Ten wpis T u t a j jest o nas kierowcach i o… zimie, a T U T A J  o radarach, które nas oślepiają, i wiele innych tekstów o tematyce brd.

Piękny MOTYL może być naszym optymistycznym znakiem rozpoznawczym.

ZAPRASZAM DO KOK, do CZYTANIA, PISANIA, KOMENTOWANIA,  ZAGLĄDANIA I DZIELENIA SIĘ.

KIEROWCY WSZYSCY – ŁĄCZMY SIĘ! OPTYMISTYCZNIE 🙂 

 

UWAGA! Mrówek nie polecam!

Ach… wakacje już blisko, a weekendowe wyjazdy cieszą nas już od co najmniej miesiąca. Super, ale…

UWAGA! Spanie za kierownicą surowo zabronione! Niestety to się zdarza i – wiadomo – może skończyć się tragicznie. Kierowcy mają na to różne swoje sposoby. Każdy preferuje własne wypróbowane, jedyne i zwykle nie chcemy słuchać jak to inni robią. Może jednak warto dowiedzieć się jak inni dają sobie radę z ciężkimi powiekami w czasie długiej (i nie tylko) jazdy.

Sposobów jest nieomal tyle ilu kierowców choć nie wszystkie są godne polecenia. Bywają dość niesamowite np. wysiąść z auta, poszukać mrowiska i usiąść  na nim na chwilkę. Nie polecam, bo szkoda… mrówek.

Znalazłam fajny filmik, który jest właśnie o tym – jak nie przysnąć za kierownicą. Sposoby… ach!  jakie sposoby!     F I L M

Nowy, dobry sposób na…

Ten sposób kontroli na drogach może być właściwy i dobrze się sprawdzić. Poważnie! Nie zbiera mandatów, ale zmusza kierowców do uważności, umiejętności przewidywania, jazdy z wyznaczoną prędkością, bycia inteligentniejszym/inteligentniejszą niż jakaś, też inteligentna, „maszyna”.

O co chodzi? Wiemy, że tzw. inteligentna sygnalizacja świetlna jest już na naszych drogach od wielu lat; jeśli jest przemyślana i mądrze ustawiona dobrze spełnia swoją rolę.

Ta nowa sygnalizacja to jakby bezosobowa „straż bezpieczeństwa”. Okazuje się niezwykle skuteczna. Wyobraźmy sobie…  późny wieczór, noc jedziemy przez puste ulice miasta. Nie ma prawie nikogo przed nami, ani za nami… no to na gaz!

Prędkość tutaj dozwolona to 50-60km/h. Pędzimy 80-100, zbliżamy się do pustego skrzyżowania i… nagle zapala się czerwone światło. Pisk hamulców, musimy stanąć. Ta sytuacja to ważna informacja. Kierowca jechał za szybko. Taka sygnalizacja rejestruje  pojazdy, które jadą niezgodnie z przepisami, włącza nagle czerwone światło i zmusza do zatrzymania. Jasne, lepiej żeby nie było ślisko, np. po deszczu, aby były dobre opony i hamulce – ale to – poza śliskością jezdni – to już standard. Mamy coraz lepsze auta i… dbamy o nie i swoje bezpieczeństwo. Jednak najprościej to… jechać tak jak należy.

Mało tego jest, ale w niektórych miastach działa już sygnalizacja typu „all red”. W niebezpiecznych miejscach, w pobliżu szkół, przedszkoli, na skrzyżowaniach cały czas świeci się światło czerwone.  Kiedy zbliżamy się do nich z dozwoloną prędkością i sytuacja na to zezwala, automatycznie zapala się zielone światło. Jedziemy dalej.

Może... kominiarz na szczęście na każdej drodze

Może… kominiarz na szczęście na każdej drodze

Obie te inteligentne sygnalizacje świetlne są naprawdę dobre, sprawdzają się w wielu miejscach. Ważne jest to, że takie urządzenia wychwytują „piratów drogowych”, ale nie wystawiają im mandatów – za to pięknie dyscyplinują. Prawda?

Nie jestem przesądna, ale ten Kominiarz był miły,  przystojny i pozwolił się sfotografować. Fajny?

Dzisiaj jest 1. kwietnia, ale ten tekst to nie jest Prima Aprilis, ale na serio. Poza tym… jest coraz cieplej, zaczyna przybywać rowerzystów, a także kierowców aut, którzy odstawili je na zimę – UWAŻAJMY!

Jesienią opisałam moje przypadki na rowerze, zapraszam do poczytania i… pozytywnego myślenia  – https://mozgojazda.wordpress.com/2012/11/03/na-rowerach-przetrwaja-tylko-niesmiertelni/

Jeszcze coś do poczytania – na po świętach, może się przyda, przecież jest WEEKEND!   TUTAJ

Będą „nowe” mandaty?

Mandaty to paskudztwo okropne, ale…  niestety są.  Dlaczego? Hmm… każdy sam wie co, jak i dlaczego, a policja ma i tak własne zdanie i prawo. Nie ma lekko 😦

W ciągu najbliższych tygodni w Polsce ruszy nowy system, był już testowany w niektórych miejscach. „Śliczne”, nowiutkie fotoradary będą na skrzyżowaniach, a rejestrować mają przejazdy kierowców na czerwonych światłach.

Co je różni od tzw. zwykłych fotoradarów – nie domyślacie się? Ha! Mnie też to nie przyszło do głowy 🙂  Te nowe fotoradary nie są w żaden sposób oznakowane i są, niewidoczne dla kierowców. Za to mandaty będą na pewno widoczne!

Uwaga! System jest już w fazie kalibracji i na pewno lada tydzień zacznie działać i… zarabiać, aby uzasadnić swoje istnienie. To nie są dobre wieści, ale wyjścia są chyba tylko dwa… możemy zawsze znaleźć jakąś formę sprzeciwu, albo jeździć zgodnie z przepisami. Wolę jednak tę drugą formę, jednak lepszą.

Przy okazji zapraszam do poczytania o tym jak uniknęłam tragedii to TUTAJ

Natomiast ten tekst dla przypomnienia, bo niektórzy z nas są właśnie po wypoczynku, feriach zimowych i wiosennych, zapraszam  TUTAJ

 

 

„Grzebanie” w telefonie

DSC00003

„Grzebanie” w telefonie w trakcie prowadzenia samochodu to straszna, niebezpieczna głupota. Podam przykład z ostatnich kilku godzin. Duże skrzyżowanie w Warszawie, stoi się tutaj nieco dłużej, ale przecież nie aż tak długo, aby nie można było wytrzymać bez komórki. Staję za jakimś Fordem, wokół tłok. Czekam spokojnie. Jest zielone, ale ten Ford nie rusza. Lekki sygnał, nie rusza. Do diabła! Zasnął, czy co? Trąbię raz i drugi – NIE RUSZA! Za mną też trąbią. Światło już jest żółte. Śpieszę się, jestem zła. Mam okazję zmienić pas i stanąć obok Forda – za kierownicą chłopak, wysyła sms. Jest bardzo z siebie zadowolony, widać to po jego błogim uśmiechu… co powiedzieć. Zakląć – tak zrobiłam – w myśli, ale jakoś nie bardzo pomogło.

Inny przykład też z ostatnich godzin. Trasa Siekierkowska, wolno jechać do 80. Nagle wlokę się środkowym pasem za jakimś białym Citroenem. Jedziemy poniżej 50! Obok pasami śmigają inni, a za nami już sporo aut też się wlecze. Nie wiem o co chodzi, zajęty pas, coś się złego stało, albo… nie wiem. Nie mogę zmienić pasa, włączam kierunkowskaz, ale… każdy się spieszy. W końcu udaje się, zmieniam pas. Patrzę, a dziewczyna rozmawia przez komórkę i zanosi się śmiechem, jedzie mniej niż 50, rano o godz. 9.00. w powszedni dzień… Rozsądek zostawiła chyba w domu, szkoda, że to nie był telefon.

Każdy z nas to widział nie raz. Psycholog transportu p. Andrzej Markowski, a także wiele różnych światowych badań udowadniają, że nie mamy aż tak podzielnej uwagi. Prowadzący samochód, aby jechać uważnie musi być skupiony tylko na prowadzeniu auta. Rozmowa przez komórkę nawet przez zestaw głośnomówiący czy słuchawkę odrywa naszą uwagę od ulicy, znaków drogowych, pieszych – uniemożliwia uważne, normalne prowadzenie auta. Pisanie, odbieranie sms’ów, czy oglądanie fotek na telefonie jest wręcz niedopuszczalne.

Firmy ubezpieczeniowe twierdzą, że według ich nieoficjalnych danych ok. 20% wypadków to powód nieodpowiedzialności i zwykłej głupoty kierowców używających telefonu w czasie jazdy. Różne badania pokazują smutną prawdę – zwłaszcza wśród kierowców 18-24 lata – co czwarty przyznaje się do korzystania z telefonu jednocześnie kierując autem. Jasne, że nie tylko młodzi tak robią. Szacuje się, że w Europie w co dziesiątym wypadku „winowajcą” są telefony komórkowe, tablety…

indeksAlkohol, „trawka” – osoby po wpływem narkotyków, alkoholu czy jakichkolwiek innych substancji odurzających nie mają prawa znaleźć się za kierownicą jakiegokolwiek pojazdu. Korzystanie z telefonu w czasie prowadzenia auta znacząco wydłuża czas reakcji i jest porównywalne z pijanym, albo „naćpanym” kierowcą. Kierowca odrywa uwagę i wzrok na długi czas i nie kontroluje wtedy w ogóle drogi, bo zajmuje się telefonem.

Bądźmy odpowiedzialni – za kółkiem obowiązkowo myślimy, jesteśmy skupieni i uważni, bo w każdej chwili może zdarzyć się coś absolutnie nieprzewidywalnego, groźnego. Można stracić zdrowie, a nawet życie. Niby każdy to wie, ale gdyby tak było to nie byłoby pewnie w ogóle wypadków.

Nie warto! Zjedźmy z drogi jak tylko będzie to możliwe i sprawdźmy telefon, świat się nie zawali jeśli później oddzwonisz, odpiszesz, a możesz uratować swoje i innych życie. To nie są banały, wszyscy to wiemy, ale…

Obcego nie lubimy

Wiosna jeszcze trochę waha się, nie wie czy zima ją raptem nie zaskoczy, a ona już w nieomal letnich ciuszkach, „mniejszych” pantoflach, botki poszły w odstawkę… nie bardzo wiadomo jak się ubrać, aby było dobrze i rano i później. Tak czy inaczej nasza piękna wiosna i tak przyjdzie, radują się nasze wszystkie zmysły! Pomimo, że jesteśmy mało „witaminkowi” i trochę zmęczeni, ma być wiosennie.

Można byłoby się radować jeszcze bardziej gdyby nie te mało apetyczne i nie fajne różności. Co to takiego?

Jeżdżę sporo po mieście i poza miastem, spotykam na drogach różnych kierowców – obu płci. Tych, o których akurat postanowiłam dzisiaj napisać to… śmieciuchy, brudasy. Jadę ci ja za pięknym, nowiutkim Mercedesem i raptem co widzę! Elegancki pan otwiera szybę i leci butelka po czymś, za chwilę ta sama ręka wyrzuca niedopałek papierosa, a na końcu frunie papierek, który ląduje na chwilę przy mojej wycieraczce. Wszystko to znalazło się na jezdni.

Pani ładnego Peugeota na parkingu przy stacji benzynowej postanowiła posprzątać swoje auto. Pozbierała z tylnego siedzenia różne śmieci, wygrzebała w kieszeniach auta jakieś papierki i wszystko to zostawiła na trawniku przed swoim autem, a co!… trawnik nie mój. Wsiadła, odjechała, a dziecko (ok. 3-4 lata) na to patrzyło. Mamusia jest cacy? NIE! Mamusia jest straszne be. Czy ono się kiedyś o tym dowie, a jeśli tak to czy będzie wiedziało dlaczego jego mama jest be?

Jeszcze jeden przykład „z drogi”. Jedziemy z ekipą na zdjęcia (4 osoby), głód nas dopadł, zatrzymujemy się na parkingu zachęcającej „Karczmy”, budzi zaufanie, wnętrze prawie domowe, czysto,  jedzonko też będzie świetne. Toaleta porządnie wyposażona, czyściutka. Na niczym nie zawiedliśmy się. Obok nas siedzi para z dwojgiem dzieci – na oko… 3-5 lat. Dzieciaki nas zaczepiają, śmieją się, zwłaszcza kamera ich interesuje. Koniec laby, trzeba jechać do roboty, nasi „znajomi” też wychodzą. Pierwsza mama z młodszym dzieckiem i ledwie odeszła kilka kroków wysadza dziecko, aby to załatwiło swoje potrzeby! Dlaczego? Nie wiedziała, że jest toaleta? Niemożliwe, bo informację widać doskonale. No więc – dlaczego?! Tata widzi to, ten burak- przyjemniaczek nie reaguje, podchodzi do wypasionej bryki, wsiada, reszta za nim. Kolega zwraca uwagę, że przecież jest toaleta, na to pani: „Odwal się!”

Takich czupiradeł, straszydeł, niechlujów, flejtuchów jest pełno wokół nas. Polska jest zaśmiecona, „zareklamiona”, brzydko pachnie, pomimo wielkich, ważnych i docenianych zmian z czystością słabo się znamy. Nie znamy czystości to znaczy, że jest obca, a my przecież obcych nie lubimy. Jest obca, obca, obca… straszne.

Napisałam tu o zdarzeniach, których byłam świadkiem, ale zapraszam też do obejrzenia filmiku o podobnych zachowaniach, z portalu Interia.pl. Dziewczyna na motocyklu wykonuje niebezpieczną, ale jakże pożyteczną i mądrą robotę. http://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/polski-kierowca/news-wyrzucasz-smieci-przez-okno,nId,1700033

Wyrzucanie czegokolwiek z samochodu jest bezczelne i chamskie. Niestety jest także bardzo niebezpieczne. Od tlącego się niedopałka płoną lasy, od rzuconej butelki może zginąć człowiek, może dojść do wypadku. Czy takie typy – obu płci – myślą co robią? Im droższy, lepszy samochód tym większy cham, chamka nim jedzie. Takie są moje spostrzeżenia. Przepraszam za to uogólnienie, ale… coś w tym jednak  jest. Ciekawi mnie czy kiedykolwiek policja ukarała takiego chama, chamkę za zaśmiecanie dróg?

Komisja, albo pełnomocnik

DSC09286Nasz niezwykły rząd, jeśli nie wie co należy zrobić to powołuje jakąś komisję, albo pełnomocników. Niestety nie tylko ten rząd, trwa to już od lat. Być może zdarzyło się, że jakaś komisja czy pełnomocnicy coś ważnego zrobili, ale…

Zwykle to są twory, które powielają już istniejące instytucje.  Te „stare formy” są niewykorzystane, po prostu nie działają jak należy i mają mizerne uprawnienia, a nowe bez kontroli… działają tak samo. Tak właśnie – moim zdaniem – dzieje się także w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego (brd). Jasne, że nie jest tak, że nie ma nic dobrego. Jest wiele, ale niestety trwa to wszystko za długo, a wiele działań nie daje oczekiwanych i często szumnie zapowiadanych efektów.

NIK i BŚ

Stan i nadzór nad brd (bezpieczeństwo ruchu drogowego) w Polsce został mocno skrytykowany w pokontrolnym raporcie NIK, a także przez Bank Światowy. To są ponure wnioski, ale taka jest polska rzeczywistość – śmierć na drogach, pijaństwo, brak kultury i odpowiedzialności, złe szkolenia, zagmatwane prawo o ruchu drogowym, nieuporządkowane znaki przy drogach, ciągle jeszcze dużo złych dróg, itd. Niestety także brak należytych działań ze strony decydentów.

Co robi nasz rząd, a konkretnie Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju? W trybie nagłym, nocnym, bez konsultacji (czas na konsultacje: od 29 grudnia 2014 do 2 stycznia 2015!!!)   powołuje – a jakże – stanowisko pełnomocnika! Nowy Pełnomocnik Rządu ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego będzie działać – gdzie?! – oczywiście tam gdzie źle działa Krajowa Rada BRD. – w tym samym Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju, którym teraz kieruje Min. Maria Wasiak. Nie było żadnej szansy na merytoryczną dyskusję, bo były tylko trzy dni, w tym Sylwestra i świąteczny 1. Stycznia.

Pod rozporządzeniem powołującym stanowisko pełnomocnika podpisani są: sekretarz stanu Zbigniew Rynasiewicz (PO), Sekretarz Krajowej Rady BRD Agata Foks oraz radca prawny Anna Kubik.

Czy ktoś potrafiłby wskazać co ważnego zrobiła Krajowa Rada BRD przez ostanie np. dwa lata? Ile ludzi  w ogóle kojarzy tę instytucję? Dlaczego Rada BRD w zasadzie nie działa, choć przecież istnieje od 2002 roku i opłacana jest z naszych podatków? Zarówno NIK jak i Bank Światowy zauważyli ten niechlubny fakt, a rząd polski tego przez lata nie potrafił dostrzec. Dlaczego? Oto jest pytanie.

Co dalej…

Najwyższa Izba Kontroli i Bank Światowy w raportach twierdzą, że należy stworzyć w Polsce nową instytucję ds. brd – zamiast istniejącej Krajowej Rady BRD. Nowa instytucja powinna mieć poszerzone  kompetencje, zapewnienie przyzwoitego finansowania i umocowanie prawne przy Kancelarii Premiera.

Niedawno, w jakiejś stacji radiowej usłyszałam informację, że na stanowisko pełnomocnika ds brd są typowane dwie osoby: p. Beata Bublewicz – posłanka z PO i przewodniczący Sejmowej komisji infrastruktury, też z PO –p. Stanisław Żmijan. Żadna z tych osób mnie nie przekonuje, że potrafiłaby działać według nowych zasad, ale może mylę się.

Jak myślicie, czy powołany nowy pełnomocnik coś zmieni i będzie bezpieczniej na naszych drogach, ulicach? Moim zdaniem nic się nie zmieni, ponieważ nowy pełnomocnik ma tylko te same – bardzo małe – uprawnienia, które ma obecnie Krajowa Rada BRD i podlegać ma tejże Radzie, która przecież nie dała sobie… rady. To słaba decyzja i wymaga zdecydowanej, przemyślanej zmiany.

Co dalej? Czy będą naprawdę ważne, mądre zmiany zgodnie z naszymi oczekiwaniami i z zaleceniami Najwyższej Izby Kontroli i Banku Światowego?

Do poczytania także tutaj, INTERESUJĄCE INFORMACJE

 

Po pierwsze bezpieczeństwo…

Też piesi. Nie znam autora zdjęcia, ale jest piękne. Zdjęcie z internetu, nie było autora

Też piesi. Nie znam autora zdjęcia, ale jest piękne. Zdjęcie z internetu, nie było autora

Jak powiadał klasyk, nieco zmieniając – po pierwsze bezpieczeństwo durniu! Strasznie jest zaczynać od porażających polskich statystyk, ale nie ma rady. W 2013 roku w naszym kraju doszło do 9 489 (tak – prawie dziewięć i pół tysiąca!) wypadków z udziałem pieszych. Zginęło AŻ – 1 147 PIESZYCH!

Straszne, zatrważające, że ciągle nie możemy czuć się bezpieczniej na naszych drogach. Każdy kto choć trochę interesuje się, zajmuje w jakikolwiek sposób bezpieczeństwem ruchu drogowego wie, że nasze państwo, czyli my wszyscy niewiele robimy dla tegoż bezpieczeństwa.

W 15 krajach Unii Europejskiej od lat obowiązują przepisy ułatwiające pieszym przejście przez jezdnię, po pasach. Właśnie w Sejmie trwa dyskusja na ten temat – posłowie chcą wprowadzić u nas podobne przepisy. Jasne, że należy zmieniać przepisy na lepsze, ale czy to nie jest działanie na wyrost, nieco od końca? Czy wiemy jak wprowadzić w życie nowy przepis? Czy posłowie korzystają z rad doświadczonych policjantów, biegłych, którzy analizują wypadki drogowe? Wprowadzenie „na wprost” jakiegoś przepisu, bo tak mają inni może być „kulą w płot”.

Kursy dla kandydatów na kierowców są niby co jakiś czas… polepszane, ale przecież prawie nie ma dobrych, mądrych instruktorów. Takiego z przysłowiową świecą szukać i trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia.  TUTAJ LINK NA TEN TEMAT

Warto zastanowić się w końcu nad tym jak, gdzie i kto ma szkolić naszych instruktorów jazdy. W Polsce chyba trudno będzie znaleźć ludzi, którzy mogliby to robić. Pozostaje szkolenie za granicą np. może w jednym z krajów skandynawskich, bo tam jest najmniej wypadków i mają znakomite doświadczenie i osiągnięcia w zakresie brd.

Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja to jest najważniejsze i od tego wiele lat temu trzeba było zacząć, zanim nastąpił wielki boom motoryzacyjny w Polsce. Teraz mamy bardzo dużo kierowców, pieszych, rowerzystów i motocyklistów, którzy nie potrafią zachowywać się przyzwoicie na drogach. Nie wiedzą co to jest kultura jazdy, ani nie rozumieją, że istnieje Kodeks Ruchu Drogowego – czyli prawo i każdy musi je znać i przestrzegać. Zachowują się na drogach tak jakby nigdy sami nie byli pieszymi. Wsiadają na rower, motocykl, do samochodu i coś w nich wstępuje – czują się najważniejsi i często bezkarni. Nie szanują ani siebie, ani innych użytkowników dróg. Traktują wszystkich jak wrogów, których trzeba pokonać, a którzy nie wiadomo w czym im zagrażają, a nie jak równoprawnych partnerów na drodze. Piesi też nie są bez winy. Wpadają na jezdnię i wyobrażają sobie może, że samochód natychmiast zatrzyma się. Niestety NIE ZATRZYMA SIĘ NATYCHMIAST.

Żeby było jasne: wiadomo, że nie wszyscy użytkownicy dróg są debilami i nie potrafią się zachować na drodze – gdyby tak było nie moglibyśmy w ogóle jeździć, ani chodzić po polskich drogach. Jest wielu i pieszych i kierowców, którzy są normalni, zachowują się przyzwoicie i szanują innych ludzi i siebie. Jednak przodujemy w Europie w strasznej ilości i jakości wypadków na naszych drogach. DLACZEGO?!

Kompetentni, cierpliwi, kulturalni, schludni…

Do napisania tego tekstu skłoniło mnie zdziwienie paru osób. Kilkoro znajomych postanowiło pójść na kurs prawa jazdy. Chodzą do różnych szkół, uczą się mozolnie, są mniej lub bardziej zadowoleni. Spytałam czy instruktorzy uczą jak jeździć kulturalnie. Odpowiedź była tylko jedna: NIE,  NIE UCZĄ. Do tego było zdziwienie, że o to pytam, bo przecież najważniejsze to przepisy, testy i jazdy.

No właśnie – MY KIEROWCY! – czy możemy powiedzieć, że na kursie dla kandydatów na kierowców mieliśmy zajęcia, na których uczono nas kultury jazdy na drogach? Niestety na kursach na ogół nie ma nawet słowa na ten temat. Uczymy się za to dość często NIE-KULTURY, bo bywa, że instruktorzy nie potrafią jeździć kulturalnie. Dlatego m.in. mamy to co mamy na naszych drogach.

Powodzenia!

Powodzenia!

Wiadomo, że trudno jest znaleźć zarówno dobrą auto-szkołę, jaki i dobrego instruktora jazdy. Jak sobie wyobrażamy dobrego instruktora? Kurs, nauki jazdy jest sporym stresem i wydatkiem, jeśli trafi się nam nerwowy, a co gorsze,  niekompetentny instruktor to sprawa jest co najmniej trudna, ale nie… beznadziejna. Akademia Auto-Świat przeprowadziła badania, a oto w dużym skrócie wyniki.

 

 

 

Czego oczekujemy od dobrego instruktora? Jaki powinien być bez względu na to jakiej jest płci?

  1. Kompetentny
  2. Cierpliwy
  3. Wymagający
  4. Spokojny
  5. Kulturalny
  6. Komunikatywny
  7. Schludny
  8. Uporządkowany

A teraz złe „sprawki” instruktorów. Jacy – naszym zdaniem – są, oczywiście bez względu na to czy uczy nas kobieta czy mężczyzna, choć zdecydowana większość to panowie. Wyniki ba­dań prze­pro­wa­dzo­ne przez Aka­de­mię Auto Świat po­ka­za­ły wiele złego, aż co drugi kur­sant spotkał się z ne­ga­tyw­ny­mi poczynaniami in­struk­to­rów. Oto one:

  1. W czasie godzin nauki jazdy załatwiają swoje prywatne sprawy.
  2. Skracają czas jazdy, zamiast godzinę jeździmy np. 40 minut.
  3. Są nieuprzejmi, krzyczą na kursantów.
  4. Przeklinają i palą papierosy w aucie
  5. Zmieniają terminy jazdy w ostatniej chwili
  6. Spóźniają się nagminnie nawet do 30 min.
  7. Robią nieprzyzwoite propozycje i uwagi.

Co warto sprawdzić kiedy zamierzamy być kierowcą? Na pewno trzeba wiedzieć jakie zaplecze techniczne ma szkoła w której będziemy się uczyć. Sprawdzić jakich i ilu jest instruktorów, to ważne, bo wtedy jest możliwość zmiany instruktora. UWAGA PANIE! Instruktorzy potrafią być wręcz natrętni i chamscy, wtedy natychmiast należy to zgłosić właścicielowi/kierownikowi szkoły. To samo dotyczy żądania jakichkolwiek dodatkowych opłat.

Nie jest proste znalezienie dobrej auto-szkoły, ale możliwe i warto zasięgnąć języka, popytać, popatrzeć, odwiedzić kilka, aby trafić do tej dobrej. To przecież spory wydatek więc wydajmy te pieniądze, ale bądźmy ostrożni i czujni. Na szczęście nie wszyscy instruktorzy są źli, jest wielu znakomitych i takich, którym naprawdę zależy na dobrym nauczeniu kursantów i trzeba takich szukać.

Warto przypomnieć, że obo­wiąz­ki in­struk­to­ra nauki jazdy nie wy­ni­ka­ją tylko i wy­łącz­nie z pro­gra­mu na­ucza­nia danej auto-szkoły, albo czyjejś do­brej woli. Zasady, prawa i obowiązki zo­sta­ły jasno okre­ślo­ne przez usta­wę o kie­ru­ją­cych po­jaz­da­mi. Osoba, która pra­cu­je jako instruktor nauki jazdy zo­bo­wią­za­na jest do rze­tel­ne­go i bez­stron­ne­go wy­ko­ny­wa­nia swo­ich obo­wiąz­ków oraz do stałego po­sze­rza­nia swo­jej wie­dzy.

Po kursie… doszkolenie.

Prawo jazdy mam od wielu lat. Początki nie były łatwe, choć nic złego nie stało się. Dwa miesiące jeździłam, stwierdziłam, że ciągle czuję się niepewnie i… zapisałam się do szkoły bezpiecznej jazdy. Jeździłam i uczyłam się nie tylko wychodzenia z poślizgu, ale przede wszystkim kultury jazdy. Dużo dobrego nauczyłam się i jestem bardzo wdzięczna tym instruktorom. Stałam się naprawdę innym kierowcą. Poczułam się pewniej i bezpieczniej, jeżdżę zdecydowanie uważniej. Poznałam lepiej siebie jako kierowcę i możliwości własnego auta. Wszystkich na drodze traktuję jak partnerów. Zaczęłam lubić być kierowcą. Do dzisiaj tak zostało – lubię prowadzić auto, sporo jeżdżę – jak dotąd bezpiecznie. Polecam takie doszkolenie, jest to dodatkowy wydatek, ale naprawdę opłaci się.