Szczęśliwość na pokaz?

Z natury jestem osobą pogodną, nastawioną optymistycznie do życia. Lubię siebie, ludzi, pracę… Jednak od pewnego czasu rzuca się w oczy coś co nazwałabym optymizmem na pokaz i jakby… na żądanie, aby zaspokoić oczekiwania innych.

Spotykam sporo ludzi, prawie każdy ma mniejsze czy większe zmartwienia. Oczywiście większość z nas próbuje pomóc, zrozumieć.  Niestety są tacy, którzy potrafią powiedzieć – „to ich problem”, „nie muszę z nią/z nim gadać”, albo „mam dosyć jej/jego posępnej gęby”. Wiemy już, że należy unikać tzw. toksycznych ludzi, którzy  mają wszystko za złe i wprowadzają wokół siebie – hmm…  trudną do zaakceptowania atmosferę, albo wymagają od innych wiecznego ha,ha,ha… To jasne, ale tu nie tylko o to chodzi!

Czasami irytuje mnie ogólny przymus bycia (udawania) szczęśliwym człowiekiem, na siłę i pomimo wszystko. Czyli co… szczęście na pokaz? Uśmiech na pokaz chociaż ma się ochotę wyć z rozpaczy? Dlaczego, dla kogo, po co? Bycie OK. stało się towarzyskim obowiązkiem? Wchodzisz i już od progu musisz szczerzyć zęby w uśmiechu, żartować? Inaczej nie będziesz mieć towarzystwa, nie będziesz mieć z kim pójść do klubu, na wino, pogadać, posprzeczać się, w pracy będą Cię omijać jak zarazę… Jak to jest? Czy też tak czasami odczuwasz? Warto czasem mieć odwagę i powiedzieć nie to nie – idźcie do diabła!

Przecież każdy z nas ma prawo do smutku, melancholii, bycia sobą gdy jest nam źle. Czy wtedy raptem stajemy się  nieudacznikami, paskudami? Nikt nas nie będzie lubił? Nic podobnego! W życiu każdego z nas, w Twoim także, dzieją się również  trudne, bolesne zdarzenia i trzeba się z nimi zmierzyć. Nie musisz wtedy udawać, że jest OK – skoro nie jest, bo akurat być nie może!

Nie wolno – kiedy jest źle – machnąć na to ręką i optymistycznie uśmiechać się, bo tak trzeba – choć bywają sytuacje, że niestety trzeba. Taki anglosaski „cheese”. Nie zawsze trzeba! Nieustanna afirmacja uśmiechu wyklucza coś co jest cenne – niezgodę na zło, na niesprawiedliwość, na ból. Każdy ma prawo do rozpaczy. Przychodzi taki moment, że mówienie komuś kto ginie „będzie dobrze” to straszny i podły fałsz!

Fałszywy optymizm i przekonanie wbrew złym faktom i logice, że jeśli jest źle, to będzie dobrze, a jeśli nie, to lepiej o tym nie myśleć, nie mówić, uśmiechać się, ma zatrważający wpływ na osoby, które naprawdę są w rozpaczy. Dajmy ludziom prawo do pożegnania się z nadzieją. Rozpacz czasami ma sens i jest oczyszczeniem. Jest przyznaniem, że w życiu bywa różnie, że nie jest sprawiedliwie i czasem musimy przegrać. Wtedy potrzebujemy kogoś kto z nami tę rozpacz podzieli i nie oczekuje od nas uśmiechu pomimo wszystko. Wie, że to nie będzie prawdziwe.

Nie chcemy przecież, z wiecznie przylepionym uśmiechem,  przeżywać kolejnych etapów życia, bo „wypada”. Tak się nie uda! W ten sposób niszczy się własną wrażliwość, psychikę. Musimy nauczyć się mierzyć z tym, że wokół dzieje się i dobrze i źle. Nie mamy prawa żądać od innych by nieustannie byli szczęśliwi i nas tym uszczęśliwiali. To złe. Jest szczęście, radość, dobroć, smutek, gorycz istnienia, ale jest też zło, rozpacz, żal, osamotnienie, choroby… samo życie.

Życie to dar, który dostaliśmy tylko raz, dlatego starajmy się być szczęśliwymi, dobrymi ludźmi i obdarzajmy tym innych, ale nie wymagajmy niemożliwego.

Pozdrawiam miło 🙂

Wybierz prawdziwe emocje…

 

Już Zima...

Już Zima…

Właśnie z niejakim zaskoczeniem i zdziwieniem uświadomiłam sobie przedwczoraj wieczorem, że to już Mikołajki.  Co z tego wynika? Zdążyłam z prezentami. To miły i ważny Dzień dla wszystkich Dzieci, ale dla nas Dorosłych też. Nasz piękny Świat, Ziemia mogłaby też mieć Mikołajki i dostać od nas coś w prezencie np. lepsze powietrze…

Przeczytałam, że w USA wytypowano ośmioro astronautów do lotów na inne planety – przede wszystkim na Marsa. Ludzie zamierzają znaleźć miejsce, aby tam zacząć się osiedlać. To chyba jedyne wyjście, bo o własną planetę nie potrafimy zadbać i Ziemia ginie.

Te osiem osób to cztery kobiety i czterech mężczyzn – nieco powyżej 30 lat. Po dwuletniej selekcji zostali wybrani spośród kilkunastu tysięcy kandydatów. Są doskonale wykształceni, posiadają mnóstwo  dodatkowych talentów i umiejętności, mają wspaniałe zdrowie, są odporni na stres, potrafią znakomicie współpracować z zespołami różnych osobowości. Są NIEBYWALE, WSPANIALE ODWAŻNI.

Czy taka odwaga graniczy z samobójstwem? Może… ale TAKA odwaga to przecież  magnetyczny i odwieczny  ROMANTYZM KOLEJNYCH POKOLEŃ, to WYOBRAŹNIA BEZ ŻADNYCH GRANIC –  motor postępu, który od prawieków sprzyja niesamowitemu rozwojowi NAUKI, KULTURY – LUDZKOŚCI.

Dlaczego chcą lecieć na Marsa, w Kosmos? Jedna z tych kobiet na pytanie dlaczego chce lecieć w Kosmos stwierdziła: „Chcę dowiedzieć się jakie miejsce we Wszechświecie zajmuje Ziemia i ludzkość”. Piękny cel.

A co u nas? Tu i teraz, na Ziemi, w Europie, w Polsce, w naszym mieście, osiedlu, domu, rodzinie…

Pojechałam do mało znanego mi, dużego miasta w Polsce. Nie wiem dlaczego, ale GPS wyprowadził mnie „w pole”. Jeden telefon wybawił mnie z kłopotu w ciągu kilku minut. Osoba do której przyjechałam szybko sprawdziła gdzie jestem, przesłała mi marszrutę jak jechać i w parę minut znalazłam się u celu. Niedawno wyczytałam, że w Nowym Jorku wszystkie budki telefoniczne będą zastąpione superszybkim Internetem, u nas 98% ludzi w każdym wieku ma telefony komórkowe, mnóstwo ma tablety, smartfony, dostęp do internetu.

Dzieci, nastolatki, nieomal wszyscy nie potrafią już nawet chwili istnieć bez komórki. W każdym miejscu, o każdej godzinie muszą mieć swój telefon w ręku, albo na wyciągnięcie ręki.

Nieomal wszystko można już mieć w smartfonie. Idę ulicą,  zgłodniałam… gdzie mogę coś zjeść – jest odpowiedź – zaraz za rogiem jest świetna knajpka. Muszę gdzieś zaparkować, chwila i aplikacja pokazuje, że muszę nieco cofnąć – cofam, jest miejsce. Wychodzę z domu i nie muszę czekać na tramwaj, autobus, bo aplikacja wszystko wie; na pociąg, na samolot bilet mam zarezerwowany i „czeka” w smartfonie, nie muszę nigdzie stać w kolejce, męczyć się, denerwować… Nie ma już obawy, że nie wiemy gdzie jest nasze nieletnie dziecko, bo nawet jeśli wyłączy telefon to też można je namierzyć.  A weekend, wakacje? To samo, wszystko pozbierane, przewidziane. Ależ to wygoda!

Wybierz prawdziwe emocje, gorące życie, relacje i miłość z krwi i kości zamiast wirtualnego świata smartfonów, sms’ów , maili i seriali.

            Wygląda na to, że chwyta mnie jakaś melancholijna tęsknota za… mniej wiadomym. Za spokojnym pójściem donikąd, bez celu, za powolnym istnieniem, jedzeniem, powolnym spaniem i jeszcze powolniejszym budzeniem się. Czyli chyba czasem tęsknię za coraz modniejszym tzw. slow.

Coraz częściej spotykam ludzi, którzy mają dość bycia nieomal bez przerwy na smartfonowej smyczy, tablecie. Prawie dwa lata temu zaczęłam od tego, że na bieganie, na spacer nie biorę smartfona, wolę słuchać świata wokół, drzew, przyrody, śpiewu ptaków niż jakiejkolwiek muzyki.  Zdecydowanie lepiej odpoczywam i fajnie meczę się bieganiem, koncentruję się na prawidłowym oddechu, widzę wszystkie pory roku, słyszę świat wokół, nie interesuje mnie kto dzwoni, pisze – jest wspaniale !

Jasne, że komórki to świetny wynalazek, ale może jednak było lepiej (nie łatwiej – lepiej) kiedy mieliśmy tylko stacjonarne telefony, przez lata to absolutnie wystarczało, czuliśmy się swobodniej, byliśmy bardziej wolni. Potrafiliśmy pisać listy, częściej spotykaliśmy się „na żywo” z przyjaciółmi, było wiele wspaniałych tematów do rozmów. Mogliśmy też cieszyć się czasami małą samotnością na życzenie 😉 O tym T U T A J  Teraz tylko zimne sms’y, maile…  Spotkań, bliskości coraz mniej. Inną  zasadę jaką od początku przyjęłam to nie odbieram komórki kiedy prowadzę auto. Nikt nie ma aż tak podzielnej uwagi, a w czasie jazdy musimy koncentrować się tylko na jeździe. Inaczej może być bardzo źle. My, auto, zima TUTAJ

white_background_earth_picture_170476Czy dzieci, które dzisiaj mają 5-7 lat i te które właśnie witane są na świecie poznają  jedyną, najważniejszą, ukochaną…  WOLNOŚĆ.  Czy jej zapragną, rozpoznają, zrozumieją, zauważą, docenią, będą o nią walczyć? Nowe technologie przeganiają czas i nas. Co dalej?

Kierowco, pokochaj zimę, bo… nie masz wyjścia

dsc08062No i „wyrosła” nam Zima. Dzisiaj rano trzeba było odgarniać kilogramy śniegu z aut. Napadało chyba ze 20 cm. Niezły rozruch jak na poranek 😉 Udało mi się wyjechać, ale na warszawskich drogach było, mówiąc delikatnie… różnie. Gdyby nie to, że musiałam mieć do dyspozycji samochód  w ciągu dnia to pojechałabym autobusem i metrem, ale…

To pierwszy w tym sezonie taki śnieżny dzień i natychmiast zaczęłam  stosować wszelkie zalecenia z kursu doskonalenia jazdy. Po pierwsze w takich warunkach NOGA Z GAZU I ZACHOWAJ ODLEGŁOŚĆ OD AUTA PRZEZ TOBĄ! Wspomnę też tu o innych ważnościach, bo może jednak komuś się przyda. Co prawda o wielu sprawach już nieco wcześniej należałoby pomyśleć, jeśli ktoś jeszcze nie pomyślał to… zachęcam do działania.

  1. Opony, opony i jeszcze raz OPONY! Mam już zimowe. To jedyna rzecz w naszym samochodzie, która ma styczność z nawierzchnią.  Na zimę koniecznie zimowe, oczywiście dobre, czyli z odpowiednim bieżnikiem, wg polskich przepisów bieżnik nie może być mniejszy niż 1,6mm. Natomiast  opony zimowe, dla bezpieczeństwa, powinny mieć bieżnik nie mniej niż 4 mm – warto to sprawdzić, aby nie być zaskoczonym w razie choćby małego poślizgu.
  2. Akumulator. Trzeba sprawdzić, jeśli jest słaby koniecznie kupić nowy, bo można mieć niemiłą niespodziankę…
  3. Wszystkie światła, żarówki, wycieraczki muszą działać bez zarzutu i być czyste.
  4. Tzw. płyny eksploatacyjne w samochodzie. Bardzo ważne! To są, o czym każdy kierowca wie, ale napiszę:  olej, płyn hamulcowy, płyn chłodniczy i płyn do spryskiwaczy. Olej powinniśmy wymieniać (zależnie od instrukcji obsługi auta) średnio co 15-20 tysięcy kilometrów,  płyn hamulcowy co 2 lata. Płyn chłodniczy nie rzadziej niż co 5 lat. Płyn do spryskiwaczy musi już być zimowy – jest zawsze niezbędny, a przy jesienno-zimowej pogodzie szczególnie.

Inne ważne rady instruktorów doskonalenia jazdy.

  1. Wygodnie, czyli prawidłowo usiądź za kierownicą. Nie rozsiadaj się na półleżąco, bo to nie daje żadnego komfortu (fotel w aucie to nie łóżko), wygląda fatalnie, ale przede wszystkim stwarza niebezpieczeństwo. Trzeba tak ustawić fotel, aby obie łopatki kierowcy nie odrywały się od oparcia podczas sięgnięcia ręką (nadgarstkiem) do szczytu kierownicy. Wtedy jest OK. Nogi muszą wygodnie i bez wysiłku sięgać pedałów.
  2. Na czas jazdy zostaw w spokoju telefon, tablet… świat się nie zawali jeśli akurat nie napiszesz/odbierzesz sms’a od chłopaka/dziewczyny, albo jakiegoś ponaglenia od szefów. Musisz skoncentrować się tylko na prowadzeniu auta, a te nasze gadżety dekoncentrują nas i to bardzo. Z tego powodu jest coraz więcej strasznych wypadków na drogach. Dlaczego to robią?! – TUTAJ
  3. Kierownicę należy trzymać obiema rękami. Nonszalancka jazda z jedną ręką na kierownicy to głupota, która może kosztować Czyjeś/Twoje życie. Palenie papierosów, picie np. kawy to durnota. Poczytaj też T U T A J
  4. Masz już nareszcie w kieszeni prawo jazdy, ale codzienna jazda to zupełnie co innego niż jazdy na kursie. Na drodze jest bez przerwy ruch, w każdej sekundzie coś się zmienia, musisz być na wszystko przygotowany i odpowiedzialnie reagować. Warto zajrzeć TUTAJ
  5. Każdy kierowca, także bardziej doświadczony, powinien  doskonalić swoje umiejętności. Nawet jednodniowe szkolenie w szkole doskonalenia jazdy daje wiele. Będziesz czuć się nieco pewniej i bezpieczniej na drodze. Warto zainwestować w swoje i innych bezpieczeństwo. Takie dodatkowe szkolenie jest super! Wiem co mówię, bo przeszłam trzydniowe szkolenie, wyzbyłam się pewnych złych nawyków, poczułam się sprawniejszą i lepszą kierowcą.

DOBREJ DROGI I UŚMIECHU ŻYCZĘ 😉

Dobra Samotność nie jest zła

Wątpliwy wdzięk głupoty, irracjonalność, ale i wielkość trwania czasami wymaga DOBREJ SAMOTNOŚCI.

Chciałabym podzielić się z Tobą moimi myślami o samotności. Samotność jest ważna, nie jest łatwo być w odłączeniu od pewnej codzienności do której przez lata przywykliśmy, ale…

Nie pomyl samotności z wyjazdem na urlop, wakacje, odpoczynkiem od pracy, ludzi – to zupełnie inna bajka. Kiedy mówimy „SAMOTNOŚĆ” zwykle źle kojarzy nam się to słowo. Dlaczego? ponieważ na ogół przychodzi na myśl pustka, jakaś marność, może jałowość życia, albo nieistnienie… i wielkie NIC. Po prostu… słabo.

Zwykle boimy się samotności i dlatego wypełniamy nasze życie przereklamowaną aktywnością, hałasem, trywialnymi rozmowami, czym kto potrafi – wtedy bycie tu i teraz ucieka nam. Dlaczego? Dlatego, że DOBRA SAMOTNOŚĆ jest nam nieco… obca. Obcego nie lubimy, bo nie rozumiemy, nie tolerujemy i… nie chcemy!

SAMOTNOŚĆ TO NIE TO SAMO CO OSAMOTNIENIE

Hmm… pomyśl – przecież jest i dobra samotność – na własne życzenie. Odseparowanie się chociaż na nieduży czas od wielości dźwięków, bodźców, wszechogarniającej informacji, dzikich i dziwacznych narracji (modne słowo ;)), pozwala nam zajrzeć w siebie przyjaźnie, ale i krytycznie, a przede wszystkim z należną nam uważnością, z umysłem i sercem swoim dla siebie.

Spróbuj spojrzeć inaczej na samotność – z odwagą, której każdy powinien się nauczyć. Ta odwaga jest potrzebna nie tylko w życiu, ale także w ostatniej godzinie naszego życia. Samotność to nie osamotnienie. W samotności możesz dowiedzieć się wiele nowego o sobie, gdy nie „zagadujesz życia”, nie pędzisz gdzieś, bo musisz, nie udajesz niczego i nikogo. Nikt cię nie rozprasza, nikt niczego od ciebie nie oczekuje, a ty oczekujesz tylko na spotkanie ze sobą. To piękna forma istnienia bez przymusu, bez udawania. Taka samotność daje ci wolność i poczucie pełni istnienia.

W samotności odnajdziesz swoje intencje (dobre i gorsze), smutki, lęki, złości, radości, nadzieje, plany, pragnienia, miłość, emocje… Wybrana przez ciebie samotność to sztuka i radość na spojrzenie na siebie z bliska i serdecznie. W tej twojej samotności może na moment przyjść uczucie opuszczenia, możesz poczuć się jak na bezludziu, ale to szybko minie – jeśli tego zechcesz.

Lubię moje tymczasowe, małe samotności, są dla mnie ważne, ale pamiętaj – każda samotność jest wspaniała, jeśli masz komu o niej opowiedzieć.

A TERAZ – WINO

Swoją wybraną samotność warto nieco podkreślić ulubionym jedzonkiem, albo np. kieliszkiem dobrego wina. Nie butelką ale tylko kieliszkiem, sączonym i smakowanym długo jak… życie w danej chwili. Proponuję jedno z moich ulubionych, oczywiście czerwone wytrawne z pięknej Italii. Wino Syrah Planeta – piękny, ciemny kolor, dość mocne (ok.14%), pochodzi z Sycylii. Dominujący zapach to przyprawy, owoce, jeżyny, jagody; „słychać” w tym winie pieprz, czekoladę, nieco mięty, na pewno znajdziesz coś jeszcze…

To wino da ci miłe uspokojenie, ale i pobudzi do myślenia, ma delikatne, gładkie taniny i bogaty, satysfakcjonujący aromat. Moim zdaniem pasuje świetnie do różnych mięs, do twoich ulubionych serów, ale najważniejsze tu i teraz – jest świetne do sączenia w dobrej samotności. We dwoje też nie zaszkodzi 😉

Pozdrawiam Cię serdecznie. Cześć!

Jeżeli dałoby się zmniejszyć ziemię, do rozmiarów wioski (ciekawa statystyka)

To nie tylko statystyka – warto poczytać i pomyśleć…

ogrodnikumyslu

Załóżmy, że udałoby się nam zmniejszyć ziemię do rozmiarów wioski, która zamieszkuje dokładnie stu mieszkańców, zachowując proporcję wszystkich ras, mieszkałoby tam:

  • 57 Azjatów
  • 21 Europejczyków
  • 14 osób z zachodniej półkuli (południowej i północnej)
  • 8 Afrykańczyków
  • 52 kobiety
  • 48 mężczyzn

  • 70 nie-białych
  • 30 białych

  • 70 nie-chrześcijan
  • 30 chrześcijan

  • 94heteroseksualistów
  • 6 homoseksualistów

  • 6 osób posiadałoby 59% bogactwa całego świata i wszystkie 6 byłoby ze Stanów Zjednoczonych
  • 80 osób żyłoby poniżej standardu

  • 70 osób nie umiałoby czytać

  • 50 osób cierpiałoby z powodu niedożywienia
  • 1 osoba byłaby bliska śmierci

  • 1 osoba byłaby bliska narodzin

  • 1 (tak, tylko jedna) miałaby wyższe wykształcenie

  • 1 osoba posiadałaby komputer

white_background_earth_picture_170476

Kiedy spojrzymy na świat z takiej perspektywy, potrzeba akceptacji, zrozumienia i edukacji staje się bardzo wyraźna. Jeśli dziś rano wstajesz z łóżka raczej zdrowy niż chory, to masz większe szczęście niż milion ludzi, którzy niestety nie przeżyją tego tygodnia. Jeżeli nigdy nie doświadczyłeś niebezpieczeństw wojny, samotności, więzienia, tortur ani głodu…to…

View original post 139 słów więcej

… w rodzinie krytyka ostra…

Tęsknię za wakacjami...

Tęsknię za wakacjami…

Dzisiaj i wiersz i dwa pyszne  wina. Ten znakomity wiersz napisała Grażyna Szałkowska – GraSza. Cytuję go tutaj, bo lubię tę niezwykłą poetkę, bo wiersz jest o naszej codzienności, o naszych bliskich, o troskach, niemożliwościach, nieuważnościach, myślach dobrych i niedobrych – o nas i dla nas. Poczytajcie… wbrew pierwszemu wrażeniu nie ma tu pesymizmu – jest nadzieja…

Z RODZINĄ

Z rodziną tyle roboty,
Z rodziną same kłopoty,
Żądania niemożliwości…
Oczekiwań Pireneje,
Zamordowane nadzieje,
Brak miejsca dla miłości…

W rodzinie krytyka ostra,
Czy matka, czy syn, czy siostra,
Brak zezwolenia na słabość…
Wspinaczka na strome schody
Bez wizji żadnej nagrody
I nie ma miejsca na radość…

Są kosmiczne wymagania,
Niekończące się starania,
Rozluźnić mięśnie to biada!
Chłodne surowe oceny,
Pamiętne drastyczne sceny…
Z rodziną mi się nie składa…
©GraSza

A teraz napijmy się razem pysznego wina, aby nadzieja była zawsze, aby chciało się chcieć i było warto napić się razem wina.

Lubię wina różowe, są sympatyczne, łączą w sobie cechy wina białego i czerwonego, są zwykle słabsze, delikatne w smaku i pięknie wyglądają w kieliszku. Chyba najchętniej pijamy je latem, bo są też znakomite jako aperitif  i świetnie pasują na różne okazje.

Polecam naprawdę smakowite wino z nad Loary – Chemin des Roses Cabernet d’Anjou.  Półwytrawne, o pięknym lekko łososiowym kolorze, orzeźwiające, taniny delikatne.

No… tak – nie byłabym sobą, abym nie poleciła wina czerwonego wytrawnego. To jest pychota – Wino Rosso di Montalcino Castello Banfi. Klasyka – szczep sangiovese, mocniejsze niż różowe wina, piękny ciemnoczerwony kolor, harmonia smaku i aromatu.

Wszystkim przesyłam serdeczności i kieliszek wina wznoszę za Waszą radość życia! Bo… życie to emocje, a emocje to życie! Jak w wierszu.

 

„Ważniak” i inne

Wakacje, wakacje… może w Hiszpanii, na południu Francji, albo w Italii, a może w jakże urokliwej Polsce… Jestem zawsze za wypoczynkiem byle był i do tego udany. Jednak jeśli nie uda się wyjechać gdzieś daleko to zawsze można uruchomić wyobraźnię, nalać sobie kieliszek pysznego wina, „pojechać” w internecie po całym świecie. Dobre wino pomaga J. Kiedy oglądam hiszpańskie widoki i piję wino z tego pięknego kraju to… prawie tam jestem. Tu i teraz tylko to mnie czeka, ale… byle do urlopu.

Z przyjemnością polecam pyszne hiszpańskie wino. Merlot Roble Bohigas Pochodzi z Katalonii, rocznik 2011, czerwone wytrawne. Jest dość mocne, wyraziste, ale taniny są raczej łagodne i nie kolidują ze świetnym aromatem, smakiem owoców południa. Wino znakomicie wygląda w kieliszku – ciemny, rubinowy kolor. To wino samo zapamiętuje się i czuje się „ważniakiem”.

Drugie hiszpańskie wino, które też lubię jest zupełnie inne. Nie odstawia już takiego „ważniaka”, ale jest też dobre. Jest nieco słabsze, czerwone wytrawne, o pięknym kolorze ciemnej róży, przez trzy miesiące było w beczkach i to się – pozytywnie – czuje. To miłe wino nazywa się Estilo 21 Oaked Selection Roble, rocznik 2011 i pochodzi z La Manchy. Ma w sobie szczep Syrah, który lubię, bo wtedy wino nieco łagodnieje. Takie  jest bardziej „przytulne”.

Teraz może coś na aperitif, jeśli ktoś lubi to polecam sympatyczne i przyjazne wino z Francji. Nazywa się Les Vignes d’Heloise la Baume. Różowe, wytrawne i naprawdę świetne na początek jedzonka. Jest lekkie, delikatnie kwaskowe, pachnie świeżością i miło się sączy.

Jeśli wybieracie się w Sudety, tam wstąpcie koniecznie do Zachowic. Winnice w tych okolicach są znane i szanowane, a wina stamtąd znakomite. Wybrałam Chardonnay 2013. Bardzo je lubię, bo… jest pyszne. Chardonnay jest dobre na wszelkie okazje i sposoby. Przy wakacyjnym grillu, albo przy kominku, na wieczór we dwoje, pasuje do ryb, sałatek, grillowanych owoców i warzyw. Lubię to wino z kawałeczkiem gorzkiej czekolady. Pycha!

Może skorzystacie z moich propozycji, jeśli tak to napiszcie proszę o swoich wrażeniach J

Na koniec z przyjemnością polecam książkę – kryminał. „Zbrodnia i wina” autor: Michał Bardel, Zbrodnia i wina. Sensacyjny przewodnik po winach świata”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, Wspaniała i emocjonująca lektura, a do tego mnóstwo łagodnie podanej wiedzy o winie, winnicach, historii wina… warto poczytać. Na wakacje – doskonała.

Jeśli wciąż żyjesz, to nadal istnieją lekcje, których musisz się nauczyć.

Wakacje już blisko...

Wakacje już blisko…

Zacząć chciałabym od… przeprosin tych miłych „czytaczy” zaglądających na ten blog, może zastanawiacie się – dlaczego ona nic nie pisze nowego… Przepraszam. Każdy czas dany nam jest zawsze jedyny, czegoś uczy, o czymś przypomina, przed czymś przestrzega, czasem uśmiecha się i nagradza.

Jeszcze nie bardzo rozpoznaję efekty – brak perspektywy – jednak ten niedawny, trudny etap życia, wydarzenia, ludzie, pewne zjawiska, trwanie pomimo wszystko – na pewno będzie bardzo ważnym moim  doświadczeniem życiowym.

Mogę jednak coś napisać z moich przemyśleń, może też się komuś przydadzą. Nie są odkrywcze, ale… na przykład – nie znajduję już w sobie cierpliwości do pewnych zjawisk, rzeczy, wyniszczających, złych ludzi. Dlaczego? Nie jestem niemiła czy zarozumiała, ale szkoda mi czasu, życia na sprawy, które sprawiają tylko ból, są absorbujące, ale nie dają żadnego zadowolenia, budzą niechęć, żal.

Uciekam – od zawsze tak było, ale teraz udaje mi się robić to skuteczniej – od plotek, dziwacznych nieporozumień, bezsensownych dyskusji, porównań, wywyższania się, udawania, manipulacji, napuszonej akademickości.

Dojrzałam do tego, aby przestać starać się dla ludzi, którzy na to nie zasługują, bo nie lubią mnie i innych też rzadko obdarowują swoją sympatią, może nigdy nie lubili – tylko udało im się oszustwo… a ja naiwnie uwierzyłam. Może chciałam uwierzyć? Może tak było łatwiej… jednak nie, to były znakomicie zagrane pozory. Dałam się nabrać.

Przestało być miłe uśmiechanie się do osób, które nawet tego nie zauważają i nie widać w nich prostej chęci, aby uśmiech odwzajemnić. Zwykle uśmiecham się bardzo często i do wszystkich. Nie będę zajmować swego życia ludźmi, którzy wymagają wiele, ale nie potrafią od siebie nic ofiarować. Są cyniczni, nieszczerzy i krytyczni do wszystkich i wszystkiego tylko nie w stosunku do siebie.

Ktoś kiedyś powiedział, zapamiętałam słowa, ale nie wiem kto je przekazał.

Nauka nigdy się nie kończy. Nie istnieje część życia, która nie zawiera swoich lekcji. Jeśli wciąż żyjesz, to nadal istnieją lekcje, których musisz się nauczyć.

Na razie tę lekcję odrobiłam. Mam teraz inną uważność i cierpliwość i jest dla tych którzy na to zasługują, ja też staram się zasłużyć na ich uwagę i cierpliwość. Czasem trudno o rozpoznanie, ale warto starać się. Bycie cierpliwą i uważną dla wszystkich – nie, już nie. Nie muszę.

Tyle moich prostych przemyśleń. Cieszy mnie Świat, wiosna, zbliżające się wakacje, moja cudna rodzina i ludzie, którzy są wokół mnie – jest ich mniej, ale za to wypróbowanych w trudach… odrabiania lekcji.

 

Bawmy się… 8 marca

Lubicie, czy nie Dzień Kobiet – 8 marca, obchodzicie czy nie – każdy ma wybór. Moim zdaniem to jeszcze jedna fajna okazja do spotkania, uśmiechu, zabawy, podarowania roślinki, prezentu, np. pysznego wina. Zapraszajmy się na wino, na kolację przy świecach, i na co chcemy… miłego.

Wybór win jest oczywiście nieograniczony, tak jak i fantazja wybierających. Ja – jak zwykle – polecam wina, które wypróbowałam na sobie i nie tylko.

Obudziła się we mnie badaczka i namówiłam koleżanki na prywatne badanie – pytanie brzmiało: Jakie lubisz wino? Było trochę dyskusji,  śmiechu, ujawniły się różne upodobania, ale o to chodziło – poznać jak jest.

Zatem do rzeczy!

Pań było dwanaście, wiek mniej więcej 28 – 45 lat – więc chyba próba badawcza ważna.

Pierwsza opinia – wszystkie pytane panie doceniają i lubią wino, na ogół nie piją wódek, bo nie lubią, a osiem pija czasami piwo, bo lubią.

Druga opinia – dziwne, że na ogół dla panów niezrozumiała, bo okazuje się, że żadna z pań nie lubi win słodkich – pełna dwunastka – nie lubi… i już. Czasami, wyjątkowo białe półsłodkie, jeśli nie ma innego. Półsłodkie „bąbelki” uznaje sześć pań, ale tylko okazjonalnie.

Trzecia opinia – najważniejsza – koleżankom nie chodzi o to, aby wino było drogie, ale co najmniej niezłe, a najlepiej dobre – z dobrej winnicy, dobrego szczepu i nie miało zbyt mocno wyczuwanych tanin. Zwykle czytają etykiety. To dotyczy przede wszystkim win czerwonych, wytrawnych, bo wszystkie badane panie takie preferują. Białe wytrawne, czy półwytrawne wina są tolerowane, ale np. cztery panie w ogóle nie lubią białych win typu Riesling. Pięć pija czasami wina bezalkoholowe, a wszystkie próbowały coraz popularniejsze i znakomite wina ekologiczne i mają bardzo dobre zdanie o nich.

Uważają, że bardzo ważne są pierwsze wrażenia – aromat, kolor wina i… moment pierwszego łyczka. Zwykle lubią pić wino w odpowiednim kieliszku, raczej bezbarwne szkło, aby widać było kolor, błyski światła – wyjątki to wypady na grilla, wakacje, weekendy w naturze, itp. czyli tzw. „warunki bojowe”.

Mój, subiektywny wybór win nie tylko na Dzień Kobiet

Polecam kilka win, które lubię i domniemywam, że moje koleżanki zaakceptowałyby wybór.

La Porfia Gran Reserva Carménere – czerwone wytrawne wino z Chile. Dla mnie nowe, próbowałam pierwszy i raczej nie ostatni raz. To eleganckie wino, rocznik 2011, łagodne taniny, klasyczny aromat. Próba była przeprowadzona z serami, ale chyba pasuje też np. do grillowanego mięsa, warzyw… co kto lubi. Wino jest pyszne. Kosztuje ok. 55 zł.

Mionetto Prosecco Prestige Collection Treviso Brut – niezłe, białe, wytrawne, musujące wino, dla wzniesienia toastu bąbelki przydają się. Pachnie owocowo, rześkie. Kosztuje ok. 35 zł.
Seresin Leah Pinot Noir Marlborough – wino ekologiczne, czerwone, wytrawne, pochodzi z Nowej Zelandii. Moim zdaniem jest wyjątkowe – myślę, że warto docenić aromat, smak i fakt, że winobranie było ręczne i w odpowiedniej fazie księżyca. Dla mnie to wino jest absolutnym, pozytywnym zaskoczeniem. Nie znam ceny, ale warto je spróbować.
Zagreus Cabernet Sauvignon Premium Reserve – lubiany Cabernet z Bułgarii. Czerwone, wytrawne wino o znanym i bogatym smaku. To wino ma lekko rudawy, interesujący kolor.

A teraz moje ulubione Chardonnay, a co… trochę prywaty się przyda, oto ono:

De Martino S.V. Quebrada Seca Chardonnay Limarí Valley – jest pyszne! Chilijskie, białe, wytrawne. To wino jest lekko kremowe, pełne, pozostawia długi, niezwykle miły smak. Warte grzechu, np. do drobiu, ale znakomite do popijania we dwoje… bez dodatków, albo z czekoladą; cena ok. 100 zł.

Wiosna, „babskie” święto, ciepło… życzę wszystkiego fajnego! Codziennie wspaniałego dnia!

Zapraszam także np. T U T A J    dowiecie się jakim jesteście winotypem.

Czasami zapominamy „języka w gębie”

Ostatnio, zupełnym przypadkiem – znalazłam się w trudnej sytuacji. Przypuszczam, że wszyscy nieraz w życiu znaleźliśmy się w niekomfortowych, nieplanowanych okolicznościach. Co wtedy? Natychmiast szukamy możliwości wyjścia dosłownego – za drzwi, albo możliwie dobrego i spokojnego wyjścia z tej konkretnej sytuacji, albo  „zapominamy języka w gębie” i poddajemy się, bo nie wiemy co powiedzieć, jak zareagować np. na czyjeś kłamstwo, chamstwo, brak obycia, kultury…

Często jest tak, że boimy się urazić kogoś, szukamy odpowiednich słów, aby jednak zareagować na czyjś brak taktu, ale także miło podziękować za czyjąś pomoc, czy sympatyczne zachowanie i nie być źle zrozumianym. Och… życie nie jest proste. Komunikowania się z ludźmi uczymy się każdego dnia w różnych sytuacjach.  Różnie bywa, ale staram się  stosować na co dzień dobre słowa, na przykład przypominam sobie takie zdania:

– jesteś osobą interesującą;

– byłoby miło częściej cię (albo was) widywać;

– twój telefon/mail był miły;

– dziękuję, że myślisz o moich sprawach, to dla mnie ważne;

– mam zaufanie do ciebie… wiem, że chcesz mego dobra;

– lubię nasze rozmowy;

– prezent od ciebie to miła niespodzianka.

W trudnych okolicznościach, mówiąc wprost – niemiłych – kiedy jesteśmy podenerwowani sytuacją i czyimś zachowaniem niewątpliwie jest znacznie trudniej znaleźć odpowiednie słowa i do tego… bez emocji.

Motto tego bloga brzmi: ŻYCIE = EMOCJE = ŻYCIE. Oczywiście, że mamy prawo do emocji, ale emocje emocjom nierówne. Właśnie ostatnio przeżyłam trudne chwile, ale  udało się i wyszłam z nich może nie do końca tak jak bym chciała, ale nie najgorzej. Na drugi dzień przeproszono mnie. Niestety też trochę „zapomniałam języka w gębie”. Co możemy, a bywa, że musimy powiedzieć kiedy znajdziemy się oko w oko z trudnym rozmówcą, sytuacją? Może np. tak:

– moje odczucia z tego spotkania nie są dobre;

– dotychczas ceniliśmy i szanowali nasze wzajemne relacje – czy coś się stało o czym nie wiem?

– może zaczniemy jeszcze raz – może uda nam się porozumieć;

– negatywne emocje i przykre słowa nie pomogą nam w rozmowie;

– może dzisiaj nie jest najlepszy dzień na nasze spotkanie, proponuję…

   Staram się mówić o sobie i swoich odczuciach, wrażeniach. Jasne, że bywają sytuacje kiedy „zapominamy języka w gębie” i potem wyobrażamy sobie co byśmy powiedzieli, co powiemy następnym razem, żałujemy, że w tym momencie nie znaleźliśmy odpowiednich słów, złościmy się na siebie i na innych… dlatego –

Zbieram wszelkie pomysły, zdania, słowa – ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA, PISANIA – CZEKAM NA WASZE POMYSŁY. Będą na pewno znakomite i przydatne dla nas wszystkich.   Zachęcam 🙂