Szczęśliwość na pokaz?

Z natury jestem osobą pogodną, nastawioną optymistycznie do życia. Lubię siebie, ludzi, pracę… Jednak od pewnego czasu rzuca się w oczy coś co nazwałabym optymizmem na pokaz i jakby… na żądanie, aby zaspokoić oczekiwania innych.

Spotykam sporo ludzi, prawie każdy ma mniejsze czy większe zmartwienia. Oczywiście większość z nas próbuje pomóc, zrozumieć.  Niestety są tacy, którzy potrafią powiedzieć – „to ich problem”, „nie muszę z nią/z nim gadać”, albo „mam dosyć jej/jego posępnej gęby”. Wiemy już, że należy unikać tzw. toksycznych ludzi, którzy  mają wszystko za złe i wprowadzają wokół siebie – hmm…  trudną do zaakceptowania atmosferę, albo wymagają od innych wiecznego ha,ha,ha… To jasne, ale tu nie tylko o to chodzi!

Czasami irytuje mnie ogólny przymus bycia (udawania) szczęśliwym człowiekiem, na siłę i pomimo wszystko. Czyli co… szczęście na pokaz? Uśmiech na pokaz chociaż ma się ochotę wyć z rozpaczy? Dlaczego, dla kogo, po co? Bycie OK. stało się towarzyskim obowiązkiem? Wchodzisz i już od progu musisz szczerzyć zęby w uśmiechu, żartować? Inaczej nie będziesz mieć towarzystwa, nie będziesz mieć z kim pójść do klubu, na wino, pogadać, posprzeczać się, w pracy będą Cię omijać jak zarazę… Jak to jest? Czy też tak czasami odczuwasz? Warto czasem mieć odwagę i powiedzieć nie to nie – idźcie do diabła!

Przecież każdy z nas ma prawo do smutku, melancholii, bycia sobą gdy jest nam źle. Czy wtedy raptem stajemy się  nieudacznikami, paskudami? Nikt nas nie będzie lubił? Nic podobnego! W życiu każdego z nas, w Twoim także, dzieją się również  trudne, bolesne zdarzenia i trzeba się z nimi zmierzyć. Nie musisz wtedy udawać, że jest OK – skoro nie jest, bo akurat być nie może!

Nie wolno – kiedy jest źle – machnąć na to ręką i optymistycznie uśmiechać się, bo tak trzeba – choć bywają sytuacje, że niestety trzeba. Taki anglosaski „cheese”. Nie zawsze trzeba! Nieustanna afirmacja uśmiechu wyklucza coś co jest cenne – niezgodę na zło, na niesprawiedliwość, na ból. Każdy ma prawo do rozpaczy. Przychodzi taki moment, że mówienie komuś kto ginie „będzie dobrze” to straszny i podły fałsz!

Fałszywy optymizm i przekonanie wbrew złym faktom i logice, że jeśli jest źle, to będzie dobrze, a jeśli nie, to lepiej o tym nie myśleć, nie mówić, uśmiechać się, ma zatrważający wpływ na osoby, które naprawdę są w rozpaczy. Dajmy ludziom prawo do pożegnania się z nadzieją. Rozpacz czasami ma sens i jest oczyszczeniem. Jest przyznaniem, że w życiu bywa różnie, że nie jest sprawiedliwie i czasem musimy przegrać. Wtedy potrzebujemy kogoś kto z nami tę rozpacz podzieli i nie oczekuje od nas uśmiechu pomimo wszystko. Wie, że to nie będzie prawdziwe.

Nie chcemy przecież, z wiecznie przylepionym uśmiechem,  przeżywać kolejnych etapów życia, bo „wypada”. Tak się nie uda! W ten sposób niszczy się własną wrażliwość, psychikę. Musimy nauczyć się mierzyć z tym, że wokół dzieje się i dobrze i źle. Nie mamy prawa żądać od innych by nieustannie byli szczęśliwi i nas tym uszczęśliwiali. To złe. Jest szczęście, radość, dobroć, smutek, gorycz istnienia, ale jest też zło, rozpacz, żal, osamotnienie, choroby… samo życie.

Życie to dar, który dostaliśmy tylko raz, dlatego starajmy się być szczęśliwymi, dobrymi ludźmi i obdarzajmy tym innych, ale nie wymagajmy niemożliwego.

Pozdrawiam miło 🙂

Reklamy

Kto to jest – wróg?

Czy Ktoś kto jest, a może wydaje się nam, że jest naszym wrogiem, może przestać nim być? Spytajmy siebie – kto to jest? Jakim jest człowiekiem ten wróg? Dlaczego stał się wrogiem?

Każdy znajdzie własną odpowiedź, ale warto poszukać w sobie refleksji, pomyśleć…  coś zrobić, zmienić. Poszukać w sobie choćby zalążka małego zrozumienia, może czegoś więcej… uśmiechu, choćby cienia empatii…

Ten „wróg” raczej nie stanie się naszym przyjacielem (chociaż nigdy nie wiadomo), ale może uda się nam – wspólnie – coś zrozumieć, inaczej ocenić. Jeden warunek – na tę „kolację” muszą chcieć pójść obie strony. Niełatwe? A kto powiedział, że życie ma być tylko łatwe?

Wróg i Ty...

Wróg i Ty…

Zdziwaczona…

Długi weekend skończył się (zajrzyj też na koniec wpisu). Za kilkanaście dni zaczną się wyjazdy na wakacje – nowe miejsca, ludzie i przeżycia.  Jacy jesteśmy w podróży i… nie tylko? W ciągu ostatnich dni byłam świadkiem kilku, hmm… chyba jednak nietypowych(sic!) zachowań moich rodaków i rodaczek.

Może jestem „zdziwaczona”, za chwilę wyjaśnię w czym rzecz, ale powstało mało budujące wrażenie, że po prostu nie znosimy się nawzajem. Jasne, że nie wszyscy i nie wszędzie. Jednak chyba od pewnego czasu króluje niechęć, obojętność i coś co nie bardzo wiem jak nazwać – to są zachowania jakby… w złych zamiarach, w złej wierze, bez choćby odrobiny empatii, a nawet wręcz odwrotnie – zrobić coś komuś na złość. Tak po prostu bez powodu.

By nie rzucać pustych słów – kilka przykładów z ostatniego weekendu.

– Stacja benzynowa w Warszawie, stajemy za elegancką, nowiutką Toyotą, numery warszawskie. Pan, w średnim wieku, wlewa paliwo. Raptem pani z auta krzyczy: „Nie potrafisz nawet nalać benzyny durniu! Szybciej do cholery!”, pan nie reaguje, ale minę ma dziwną. Za chwilę pani znowu coś pokrzykuje, na to pan: „Stara k…wo zamknij się wreszcie!”

– Młoda mama w sklepie krzyczy na ok. 5 letniego syna „Czy ty jesteś normalny? Mówiłam, że ci tego nie kupię, idioto. Boże! Urodziłam kretyna”. Szarpie małego, ciągnie za rękę, chłopiec próbuje mamę ugryźć, wyrwać się. Klaps i płacz dziecka.

– Dobra droga, duża wieś, ruch średni – obowiązuje prędkość do 50. Młody kierowca jedzie za mną suvem. Błyska światłami, trąbi, w końcu wyprzedza mnie z muzycznym wrzaskiem, wygrażając środkowym palcem. „Bohater” złośliwie hamuje i pędzi dalej. Przewidziałam takie chamskie zachowanie, zwolniłam. Sporo jeżdżę i znam podobne typy. To niebezpieczni idioci –  marni „panowie” polskich szos. Ludzie bez jakiejkolwiek kultury, pełni kompleksów i agresji.  Ten facet zestarzeje się i przypuszczalnie będzie taki jak ci na stacji benzynowej, a może już taki jest… Do poczytania o cwaniakach też TUTAJ, a o tym kto pyta o drogę można poczytać  KLIK TUTAJ

– Bankomat, poza miastem. Jakiś pan realizuje swoją transakcję, czekam kilka kroków dalej – normalnie. Raptem przede mną staje pani, mówię: „Przepraszam, ja też czekam”. Na to pani „A ja nie wiem na co pani czeka?”,  „Czekam na swoją kolej do bankomatu” – wyjaśniam grzecznie, pani groźnie mnie poucza: „Czeka się przy bankomacie, a nie gdzieś… teraz moja kolej”. Ustępuję: „Proszę bardzo, jeśli pani się spieszy, mogę poczekać.” Pani pod nosem, ale tak, abym usłyszała: „Może poczekać, może poczekać… k..wa, głupia dziwka, nie wie gdzie się stoi do bankomatu ”.

Dlaczego jest tak wiele wokół agresji? Mam swoją teorię, nie jest odkrywcza, ale…

– Tak zwana „władza”na ogół ma świetne pensje i zagwarantowane etaty. Może nie mają pojęcia o złości, obojętności, ubóstwie, kłopotach i rozkładzie moralnym sporej części naszego społeczeństwa. Przecież chyba coś usiłowaliby zmienić na lepsze, a tak… nie wiedzą.

– Niegrzeczność, nieuprzejmość wszelki despekt i brak uważności przejawia się wcześnie i różnie. Już w przedszkolach, w szkołach i tak jest dalej i dalej…  Tu też o tym KLIK TUTAJ

– Zwykle niekompetentna, jakaś dziwnie… bezwładna biurokracja, technokracja traktuje każdego człowieka jak zło konieczne. Tak jest nie tylko w różnych urzędach, ale też w miejscach publicznych, na ulicach, w szpitalach, w komunikacji, w kinach, restauracjach… bywa także w prywatnych kontaktach.

– Coraz częściej jesteśmy manipulowani, brak zwykłej życzliwości i szacunku. Powstają zależności zamiast wolności. Są maszyny (np. koszmarek: „W czym mogę pomóc?”), nie ma ludzi, dobrych emocji, uwagi, zwykłej życzliwości.

Wiadomo, że nie wszędzie tak jest i nie wszyscy tacy jesteśmy – na szczęście! Czy kiedyś było inaczej, lepiej? Może było lepiej – czy zmieniliśmy się na gorsze? Nie wszyscy potrafimy pogodzić się z takim światem. Widzę to wokół, w pracy, w internecie, w wielu różnych kontaktach. Nie tylko ci, którzy dzisiaj mają 30, 40, 60 i więcej lat, ale sporo nasto- i dwudziestolatków też zaczyna dostrzegać, że źle się żyje wśród dość powszechnej agresji.

Jak żyć? To słynne „polityczne” pytanie jest trudne, ale podobno nie ma trudnych pytań, dlatego trzeba  znaleźć odpowiedź chociaż na własny użytek.

Spróbuję o tym napisać następnym razem, bo ten tekst jest już za długi. Zapraszam 🙂

PS To jest też o weekendzie.

Podczas weekendu (3-7 czerwca) policjanci zatrzymali 1619 pijanych kierowców. Te osoby, a także ich  pasażerowie, to nieodpowiedzialni idioci. Od środy do niedzieli zdarzyło się 444 wypadki, zginęło 46 osób, 533 zostały ranne.

Widać, że apele i prośby o rozwagę na drogach znowu nie poskutkowały.

Na lepszy nastrój zapraszam do poczytania o pysznym polskim winie – tak, są znakomite nasze, polskie wina i warto spróbować. O tym  T U T A J