Mandat za granicą?

2012-06-02 11.42.12

Może takim pojazdem pojeździć, przynajmniej nie będzie mandatu

Kiepskie wiadomości dla kierowców, którzy często wyjeżdżają za granicę. Jeśli dostaniemy mandat za granicą, to już nie unikniemy płacenia. W listopadzie 2013r. wejdzie w życie znowelizowany kodeks drogowy, a w nim nowa dyrektywa UE. Wszystkie państwa UE będą zobowiązane do urządzenia specjalnych punktów kontaktowych. Te punkty będą tak wyposażone, aby policjanci innych państw mogli uzyskać wszelkie informacje dotyczące pojazdów, właścicieli i kierowców.

System uderzy głównie w kierowców przekraczających dozwoloną prędkość.Jak to będzie działać? Bardzo prosto. Fotoradar za granicą rejestruje wykroczenie, tamta policja wysyła informację, polska policja sprawdza dane właściciela pojazdu, wysyła mu  wezwanie do wskazania kierowcy auta, jeśli właściciel nie wskaże takiej osoby, to on zostanie ukarany mandatem. Gdyby uchylał się od zapłaty sąd za granicą orzeknie karę grzywny, którą wyegzekwuje polski  komornik.

No cóż… np. niemiecki mandat za nadmierną prędkość to nawet 700 euro, czyli 3000 zł. Podobno urzędnicy w Ministerstwie Finansów już wyliczyli, że nieźle na tym zarobi budżet.

Reklamy

Fotoradarowa awanturka?

Ostatnio fotoradary w Polsce służą do promowania się w mediach, zabierania głosu pomimo, że nie zna się tematu, do kłótni przed kamerami, do lansowania się dziennikarzy, do ratowania budżetu RP, a zwłaszcza gmin. Jest jednak nadzieja, że fotoradarowa awanturka spowoduje nareszcie przeprowadzenie kontroli wszelkich znaków drogowych w Polsce.
Problem się zrobił niemały. Fotoradary, a szczególnie sposób ich instalowania, ilość i tempo w jakim zaczęło się to wszystko raptem dziać wywołuje mnóstwo różnych, na ogół negatywnych reakcji – nie tylko kierowców.
W jednym z programów „Tomasz Lis na Żywo” (TVP2) też był poświęcony temu tematowi i był wręcz zaciekły. Bohaterami byli Minister Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej Sławomir Nowak oraz redaktor Tomasz Lis. Tak właśnie było – redaktor T. Lis był nie tylko gospodarzem, ale także bohaterem swego programu prawie słownie napadał na Ministra, i to w niektórych momentach stawał się numerem 1. Zdecydowanie zbyt często przerywał wypowiedzi ministra, nadmiernie gestykulował, nie pozwalał dokończyć wątku, a nawet czasem nie dawał szansy udzielenia odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie. Tym razem to niestety nie był dobry program publicystyczny – do czego jednak przyzwyczaił nas red. T. Lis. Szkoda.
Minister zdecydowanie bronił koncepcji stawiania fotoradarów, m.in. stwierdził, że zawsze będzie po stronie życia, a nie śmierci na drogach. Powiedział też, że „Oczekiwałbym od pana, autorytetu publicznego, by krytycznie, ale racjonalnie i chłodno patrzeć na rzeczywistość. Proszę oceniać nasz program przez pryzmat zwiększenia bezpieczeństwa. Nie można sprowadzać wszystkiego do fiskalizacji.” Przywoływał także kilka innych krajów UE (Francja, Niemcy, Holandia) gdzie jest dużo więcej fotoradarów, zdecydowanie mniej wypadków i o wiele mniej ginie ludzi. Polska niestety jest na 1. miejscu UE w ilości śmiertelnych wypadków na naszych drogach.
Red. T. Lis pyta, cyt. „ Załóżmy, że teraz jedzie po Polsce jakiś pijak. 120 km/h po mieście, w terenie zabudowanym. Fotoradar to wychwytuje. Zgodnie z systemem przyjdzie pocztą mandat. Tam jest adnotacja, że kierowca nie dostanie punktów karnych, jeśli zapłaci 100 złotych więcej. Dlaczego obywatel Polski, inaczej, niż obywatele krajów, na które pan się powoływał, nie dostanie zdjęcia?”
Min. S. Nowak obiecał, że zostaną ściągnięte te fotoradary, które czyhają na kierowców w zbędnych miejscach, że obawy wielu Polaków są słuszne i stwierdził cyt. „Trzeba to przejrzeć i poprawić. Pracujemy nad tym.” Jednak Minister nie odniósł się do kwestii możliwości unikania punktów karnych.
15 stycznia też było o fotoradarach, ale na wyższym szczeblu. Po posiedzeniu rządu odbyła się konferencja prasowa premiera Donalda Tuska. Mnie zafrapowały odpowiedzi pana Premiera na pytania dziennikarzy dot. fotoradarów, które właśnie są instalowane w dużych ilościach przy polskich drogach.
Premier Donald Tusk powiedział, cyt. „Nie jest naszą intencją uzupełnianie dziury budżetowej poprzez powiększenie sieci fotoradarów”, oraz „Głupie znaki muszą zniknąć z polskich dróg, ale nie ma czegoś takiego jak głupie radary.” Premier także mocno zaznaczył cyt. „Nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że fotoradary to pułapka na kierowców. To egzekucja przepisów.” Rzeczywiście to jest „egzekucja”.
Trudno tu oceniać intencje rządu, jednak fakt jest i pozostaje faktem – w budżecie naszego państwa na 2013 rok została zaplanowana kwota 1,5 miliarda złotych, która miałyby wpłynąć od kierowców karanych za nieprzestrzeganie przepisów ruchu drogowego. Takie „z góry” określenie kwoty oraz raptownie rozpoczęte i nieprzemyślane ustawianie foforadarów wzbudziło wielkie kontrowersje. Wrze na portalach społecznościowych, na stronach dla kierowców i nieomal we wszystkich mediach. Opinie są oczywiście różne jednak zdecydowanie przeważają te krytyczne pod adresem Ministerstwa Transportu.
Moim zdaniem to całe „fotoradarowanie” naszych dróg i kierowców zostało rozpoczęte jakoś… od końca. Chyba jednak na początek należałoby zacząć od realizacji rządowego programu, o którym mówił min. S. Nowak – czyli przejrzeć w całej Polsce zasadność, ilość i jakość rozmieszczenia wszystkich znaków drogowych – wszystkich, także tych ograniczających w sposób nieuzasadniony prędkość. Trzeba też możliwie najszybciej zacząć, modernizować i budować bezkolizyjne przejścia dla pieszych, zmodyfikować i usprawnić skrzyżowania dróg, uregulować tzw. zielone linie w miastach, rozwiązać nareszcie sprawę zielonych strzałek do skrętu w prawo, mądrze prowadzić rowerzystów po drogach – nie tak jak jest teraz, bo stanowią ogromne zagrożenie dla siebie i innych. Należy też nareszcie zacząć wprowadzać tzw. „wybaczające konstrukcje drogowe” – kierowcy wielu krajów znają już te znakomite rozwiązania, można jeszcze wymieniać wiele niezbędnych rzeczy, które należałoby poprawić. Dopiero potem, a nawet w trakcie tych zmian instalować osławione fotoradary.
Jak to jest z tym bezpieczeństwem? Wypadki drogowe dotyczą innych? Nie! Tragedia może spotkać każdego z nas i nieomal w każdym momencie. Prawo jazdy nikomu nie daje prawa do zadawania bólu, cierpienia, śmierci ani innym, ani sobie – dlatego NIE MAMY PRAWA RYZYKOWAĆ.
Każda inicjatywa dążąca do poprawy stanu bezpieczeństwa jest na wagę zdrowia i życia ludzi, więc te bardzo niechciane fotoradary może w końcu poprawią nam to… bezpieczeństwo, byle zachować ZDROWY ROZSĄDEK i SZACUNEK DLA LUDZI wtedy obejdzie się bez egzekucji.

Zamiast policji – maszyny

Kierowco – już nie pogadasz z policjantem, ani z policjantką, nie będzie kontaktu z żywym człowiekiem tylko z maszyną. A ta maniery ma fatalne. Namierzy, zrobi zdjęcie, przekaże, sprawdzi, zarejestruje i bez oporów wyśle mandat. Wyboru nie ma – trzeba płacić.

Niestety mamy niechlubne miejsce w Europie – najwięcej wypadków i to śmiertelnych. Ma być bezpieczniej, bo pilnować będzie, nas kierowców, aż 300 fotoradarów. Już od pierwszych dni sierpnia zobaczymy przy drogach śliczne, żółte skrzynki, które mają być poprzedzone tablicą informującą, że oto jestem, jedź wolniej to może cię nie namierzę. Widziałam już takie przymiarki w Warszawie, tuż za Wilanowem w kierunku do Konstancina. Wieszali, sprawdzali, ale jak jechałam następnego dnia to jeszcze „żółtek” nie było.

Mandaty też straszliwie wzrosną, nawet 100 proc. a kary grzywny to niebotyczne kwoty dziesięć tysięcy złotych! Za co? Mandat można dostać prawie za wszystko. To jasne, że trzeba jeździć zgodnie z przepisami, trzeba starać się być po prostu dobrym kierowcą, ale pytań jest wiele. Gdzie jest dobra organizacja ruchu, zielone linie, tam gdzie to możliwe zwiększenie dopuszczalnej prędkości, budowa ścieżek rowerowych, bezkolizyjne przejścia dla pieszych itd. Zmienia się, ale za wolno w stosunku do ogromnej i stale wzrastającej liczby pojazdów i kierowców na polskich drogach. Coraz wyższe kary to nie jest wyjście.

Obejrzyjcie film – czy kierowcy tych różnych aut na autostradzie A2 zostali namierzeni? Otrzymali mandaty? Grzywny? Niestety ten filmik tylko pokazuje nam straszliwe chamstwo tych ludzi, ale czy zostali ukarani? Nie wiemy. Zapraszam na przerażający i pouczający FILMIK z Portalu Interia.pl

Kolejne pytanie – kto ma uczyć kandydatów na kierowców jeżdżenia po autostradach, których u nas nigdy nie było? Kto ma uczyć nas wszystkich kultury jazdy, bycia dobrymi kierowcami – bo chyba nie instruktorzy jazdy, którzy doprowadzają do wypadków i śmierci kursantów. A kto nauczy tych instruktorów?