Prawo jazdy – nie dla każdego

Czy każdy musi mieć prawo jazdy? Jasne, że nie każdy. Są osoby, którym prawo jazdy w ogóle nie jest potrzebne, są tacy, którzy po prostu nie chcą mieć, bo np. uważają  – i to jest prawda, że samochody to zatruwacze naszego środowiska i nie zamierzają  nigdy mieć auta. Pewnie są jeszcze inne powody, dla których ludzie nie chcą mieć prawa jazdy.

Są jednak takie osoby, które za wszelką cenę chcą mieć prawo jazdy, robią wiele, aby je zdobyć, ale…  No właśnie – kim są te osoby? Nie będę tu pisać o oszustach, którzy są przestępcami i kupują sobie taki dokument.  Mam na myśli osoby – obu płci – które nie są w stanie zdać kolejnego egzaminu, bo… nie potrafią. Nie są w stanie nauczyć się jazdy autem, po prostu nie mają do tego predyspozycji. Nie potrafią zsynchronizować niezbędnej pracy nóg, rąk, obserwacji drogi i znaków drogowych, spoglądania w lusterka itd. Takie osoby nigdy nie powinny zostać dopuszczone do kierowania jakimkolwiek pojazdem.

Psycholog transportu pan Andrzej Markowski – z którym przepracowałam kilka lat przy produkcji tv programu o brd – mówi, że  jest (wcale nie taka mała)  grupa osób które nie mają określonych zdolności psychomotorycznych,  absolutnie niezbędnych, aby móc kierować autem i jeździć po drogach. Te osoby nigdy nie mogą mieć żadnego prawa jazdy. To oczywiście nie są osoby chore,  to są osoby w pełni zdrowe, ale akurat nie mają określonych zdolności, predyspozycji. Tak jak nie każdy z nas może być muzykiem, malarzem, czy np.  policjantem, kierowcą rajdowym, nauczycielem, lekarzem czy lotnikiem – tak nie każdy może być kierowcą.

Pan Andrzej Markowski podkreśla, że absolutnie niezbędne są badania psychologiczne, testy prowadzone na specjalnych urządzeniach, dla kandydatów na kierowców i dla kierowców. Każdy kto stara się o prawo jazdy powinien być poddany odpowiednim testom psychologicznym.

Warto to zrobić. W całej Polsce są odpowiednie pracownie, które takie badania przeprowadzają. Nie są kosztowne, ale absolutnie niezbędne. Warto zajrzeć na strony Instytutu Transportu Samochodowego (ITS). Instytut to prawdziwa kopalnia wiedzy o bezpieczeństwie ruchu drogowego (brd), prawach jazdy, testach, drogach itp. ważnych sprawach.

Warto też wyrazić swoją opinię na temat brd na polskich drogach i wypełnić ankietę  JEST TUTAJ

 

 

Reklamy

Czy będziemy jeździć 20 km/godz?

Od września tego roku jeżdżenie i chodzenie po Paryżu albo zmieni się na korzyść, albo stolica Francji stanie w korkach. Stawiam jednak na koszmarne korki, chyba że… będzie inaczej.

Otóż w handlowych dzielnicach stolicy Francji prędkość będzie ograniczona do 20 km/godz. Takie samo ograniczenie będzie obowiązywać w pobliżu szkół i przedszkoli. Łączna „kwota” kilometrów różnych odcinków dróg z planowanym ograniczeniem prędkości to 560 km. Stanowi to około 1/3 wszystkich paryskich ulic. To chyba dużo. Ciekawi mnie czy Francuzi dostosują się do nowych porządków? Raczej tak, na pewno z początku będą narzekać, ale nie będą mieli wyjścia.

Jaki jest cel nowych postanowień? Otóż fachowcy od brd i władze Paryża uważają, że to znacznie zwiększy bezpieczeństwo na tych ulicach, bo np. auto jadące 30 km/godz. może zatrzymać się po 13 metrach, a jadące 50km/godz. dopiero po ok. 25 metrach – czyli jest to aż dwa razy dłuższa droga hamowania. No cóż – mają rację.

Inny cel to zmobilizowanie kierowców aut do korzystania z miejskiej komunikacji, albo do podróżowania po mieście rowerami. Na pewno piesi będą zadowoleni i poczują się bezpieczniej, ale przecież nieomal każdy bywa i pieszym i kierowcą – dlatego może wszyscy będą zadowoleni – choć co do kierowców aut to miałabym wątpliwości.

Inny sposób na poprawę bezpieczeństwa to eliminowanie ruchu samochodowego z centrów miast poprzez stosowanie opłat. W Europie już są takie rozwiązania np. w Londynie jest tak od chyba 10 lat, Sztokholm, Oslo czy Mediolan to kolejne miasta, które nie wpuszczają aut do centrum za darmo.

W Polsce podobno Kraków planuje pewne rozwiązania ograniczające ruch w centrum. W Warszawie tylko Starówka mogłaby cieszyć się ograniczeniami, ale niestety nie wszyscy przestrzegają zakazów wjazdu, a kontroli raczej nie widać, bo na uliczkach Starego Miasta sporo aut.

Sądzę, że wiele samorządów, mieszkańców miast byłoby zainteresowanych jakąś formą ograniczania wjazdu do centrum, ale w polskim prawie brakuje odpowiednich przepisów. Na pewno znowelizowana ustawa z 2003 roku o drogach publicznych nie zezwala na pobieranie opłat za wjazd do centrów. Być może są jakieś inne rozporządzenia, ale nie są mi znane.

Można jednak usprawnić komunikację poprzez przemyślaną organizację ruchu. Nazywa się to: Inteligentne Systemy Transportowe (ITS) i chodzi o zastosowanie najnowszych zdobyczy z dziedziny technologii informatycznych. Z ich pomocą można znacznie sprawniej sterować ruchem zapewniając lepszą płynność. W Trójmieście np. jest sygnalizacja świetlna sterowana automatycznie za pomocą kamer. To oczywiście są koszty, ale na pewno warto zadbać o zwiększenie bezpieczeństwa, czyściejsze powietrze i mniejszy hałas w centrach miast.

Korzystanie z ITS jest tańsze i szybsze niż bardzo kosztowne i czasochłonne inwestycje drogowe, a na pewno poprawią jakość jeżdżenia po mieście. Jasne, że nowe drogi trzeba budować, inne remontować, ale to musi trwać i nie można tylko na to czekać – ITS są ok.