„Grzebanie” w telefonie

DSC00003

„Grzebanie” w telefonie w trakcie prowadzenia samochodu to straszna, niebezpieczna głupota. Podam przykład z ostatnich kilku godzin. Duże skrzyżowanie w Warszawie, stoi się tutaj nieco dłużej, ale przecież nie aż tak długo, aby nie można było wytrzymać bez komórki. Staję za jakimś Fordem, wokół tłok. Czekam spokojnie. Jest zielone, ale ten Ford nie rusza. Lekki sygnał, nie rusza. Do diabła! Zasnął, czy co? Trąbię raz i drugi – NIE RUSZA! Za mną też trąbią. Światło już jest żółte. Śpieszę się, jestem zła. Mam okazję zmienić pas i stanąć obok Forda – za kierownicą chłopak, wysyła sms. Jest bardzo z siebie zadowolony, widać to po jego błogim uśmiechu… co powiedzieć. Zakląć – tak zrobiłam – w myśli, ale jakoś nie bardzo pomogło.

Inny przykład też z ostatnich godzin. Trasa Siekierkowska, wolno jechać do 80. Nagle wlokę się środkowym pasem za jakimś białym Citroenem. Jedziemy poniżej 50! Obok pasami śmigają inni, a za nami już sporo aut też się wlecze. Nie wiem o co chodzi, zajęty pas, coś się złego stało, albo… nie wiem. Nie mogę zmienić pasa, włączam kierunkowskaz, ale… każdy się spieszy. W końcu udaje się, zmieniam pas. Patrzę, a dziewczyna rozmawia przez komórkę i zanosi się śmiechem, jedzie mniej niż 50, rano o godz. 9.00. w powszedni dzień… Rozsądek zostawiła chyba w domu, szkoda, że to nie był telefon.

Każdy z nas to widział nie raz. Psycholog transportu p. Andrzej Markowski, a także wiele różnych światowych badań udowadniają, że nie mamy aż tak podzielnej uwagi. Prowadzący samochód, aby jechać uważnie musi być skupiony tylko na prowadzeniu auta. Rozmowa przez komórkę nawet przez zestaw głośnomówiący czy słuchawkę odrywa naszą uwagę od ulicy, znaków drogowych, pieszych – uniemożliwia uważne, normalne prowadzenie auta. Pisanie, odbieranie sms’ów, czy oglądanie fotek na telefonie jest wręcz niedopuszczalne.

Firmy ubezpieczeniowe twierdzą, że według ich nieoficjalnych danych ok. 20% wypadków to powód nieodpowiedzialności i zwykłej głupoty kierowców używających telefonu w czasie jazdy. Różne badania pokazują smutną prawdę – zwłaszcza wśród kierowców 18-24 lata – co czwarty przyznaje się do korzystania z telefonu jednocześnie kierując autem. Jasne, że nie tylko młodzi tak robią. Szacuje się, że w Europie w co dziesiątym wypadku „winowajcą” są telefony komórkowe, tablety…

indeksAlkohol, „trawka” – osoby po wpływem narkotyków, alkoholu czy jakichkolwiek innych substancji odurzających nie mają prawa znaleźć się za kierownicą jakiegokolwiek pojazdu. Korzystanie z telefonu w czasie prowadzenia auta znacząco wydłuża czas reakcji i jest porównywalne z pijanym, albo „naćpanym” kierowcą. Kierowca odrywa uwagę i wzrok na długi czas i nie kontroluje wtedy w ogóle drogi, bo zajmuje się telefonem.

Bądźmy odpowiedzialni – za kółkiem obowiązkowo myślimy, jesteśmy skupieni i uważni, bo w każdej chwili może zdarzyć się coś absolutnie nieprzewidywalnego, groźnego. Można stracić zdrowie, a nawet życie. Niby każdy to wie, ale gdyby tak było to nie byłoby pewnie w ogóle wypadków.

Nie warto! Zjedźmy z drogi jak tylko będzie to możliwe i sprawdźmy telefon, świat się nie zawali jeśli później oddzwonisz, odpiszesz, a możesz uratować swoje i innych życie. To nie są banały, wszyscy to wiemy, ale…

Reklamy

Eco-driving i… nie tylko

Co to jest ECO-DRIVING i jak się tego nauczyć? Ważne wieści dla kierowców i dla tych, którzy planują zostać kierowcami.  Od 1 stycznia 2015 roku obowiązują kolejne, nowe zasady egzaminowania kandydatów na kierowców. Te najważniejsze zmiany to:

  1. Egzamin teoretyczny będzie ważny bezterminowo – nareszcie mądra decyzja, ale trzeba pamiętać o tym, że przepisy co jakiś czas zmieniają się i musimy je znać;
  2. Dostępna, jawna baza pytań – to powinno być oczywiste zawsze i od dawna;
  3. Własne auto – można zdawać egzamin praktyczny używając swego samochodu – to też bardzo ważna i dobra decyzja, sądzę, że wiele osób zadowoli.
.... a może taki eco-driving?

…. a może taki eco-driving?

Są dwie nowości, które jednak budzą zastrzeżenia różnych ekspertów. Trzeba umieć jeździć ekonomicznie i ekologicznie – czyli eco-driving. Oznacza to sprawność odpowiedniego zmieniania biegów i hamowania silnikiem. Kuba Bielak z Akademii Bezpiecznej Jazdy uważa, że sprawdzenie tych umiejętności na egzaminie jest ryzykownym pomysłem. Zdający egzamin powinien zmieniać biegi na podstawie wskazań obrotomierza, co nie zawsze jest proste i wskazane. W czasie jazdy bywają różne sytuacje, a egzaminator może np. przyspieszenie wynikające z sytuacji na drodze, uznać za nie-ekologiczne i „oblać” delikwenta. Takiej wprawy można nabrać w miarę doświadczeń czyli jeżdżenia. Oczywiście dla własnego dobra warto się tego nauczyć. Opanować tę umiejętność można także na odpowiednich kursach doskonalenia jazdy np. w Akademii Bezpiecznej Jazdy. Polecam, bo można naprawdę wiele skorzystać i czuć się bezpieczniej na drodze.

Wiemy także, że na ekonomiczną jazdę ma wpływ wiele innych czynników m.in. także np. stan opon, ich jakość, odpowiednie ciśnienie, nawierzchnia, pogoda itp. Nie jest także możliwe określenie jednego,  zakresu obrotów najbardziej odpowiedniego dla każdego typu auta.

Kolejna ważna sprawa i pytanie: czy wszyscy instruktorzy jeżdżą eco-drive? Nie jestem pewna. Dlatego niezbędne będzie przeszkolenie instruktorów. Szkoły nauki jazdy są zainteresowane szkoleniem kandydatów na kierowców po jak najniższych kosztach, a te zmiany na pewno spowodują ich wzrost. Zapłacą oczywiście kursanci.

Inne zmiany mają być wprowadzone od stycznia 2016 r. Dla początkujących kierowców będzie obowiązek jeżdżenia autem z naklejonym zielonym listkiem na szybie. Jest to – moim zdaniem – dobry powrót do dawnego zwyczaju. „Zielony listek” na szybie jest sygnałem dla innych kierowców – „uwaga jedzie niedoświadczony kierowca”, ale młodzi już uważają, że to „obciach”. Moim zdaniem to żaden wstyd – też jeździłam z listkiem przez rok. To przede wszystkim większe bezpieczeństwo dla każdego początkującego kierowcy. Przynajmniej tak być powinno…

Następna zmiana dotyczyć będzie prędkości dozwolonych dla „świeżych” kierowców. W obszarze zabudowanym – nawet gdy jest taka możliwość! – nie będą mogli poruszać się szybciej niż 50 km/h; poza obszarem zabudowanym będą musieli ograniczyć prędkość do 80 km/h.

Niestety nie jest powiedziane jak to sprawdzać, na jak długo ma obowiązywać ten nakaz? Czy to byłaby ilość kilometrów przejechana bez mandatu i kolizji, czy np. rok jeżdżenia – w jaki sposób miałoby to być udokumentowane… Jest tu sporo niejasności.

Zmiana bardzo ważna i pożądana to egzamin z udzielania pierwszej pomocy. Przyszli kierowcy będą musieli umieć udzielić pierwszej pomocy osobom poszkodowanym na drodze. Umiejętność ta jest bardzo cenna – jak życie. Każdy wie, że w razie wypadku taka pierwsza pomoc często ratuje życie, zanim przyjedzie pomoc medyczna.

Zapraszam do wypowiedzenia się w ankiecie. Jestem ciekawa Waszych opinii 🙂

Zapraszam też do odwiedzenia innych tekstów dot. kierowców, dróg, brd, a także fajnych tekstów i… winie, np. T U T AJ a może zechcesz dowiedzieć się jakim jesteś WINOTYPEM  to KLIK T U T A J

Może zainteresuje Was jaki powinien być instruktor? KLIKNIJ TUTAJ

Warto też zajrzeć T U T A J    ZAPRASZAM MIŁO 🙂

 


Kompetentni, cierpliwi, kulturalni, schludni…

Do napisania tego tekstu skłoniło mnie zdziwienie paru osób. Kilkoro znajomych postanowiło pójść na kurs prawa jazdy. Chodzą do różnych szkół, uczą się mozolnie, są mniej lub bardziej zadowoleni. Spytałam czy instruktorzy uczą jak jeździć kulturalnie. Odpowiedź była tylko jedna: NIE,  NIE UCZĄ. Do tego było zdziwienie, że o to pytam, bo przecież najważniejsze to przepisy, testy i jazdy.

No właśnie – MY KIEROWCY! – czy możemy powiedzieć, że na kursie dla kandydatów na kierowców mieliśmy zajęcia, na których uczono nas kultury jazdy na drogach? Niestety na kursach na ogół nie ma nawet słowa na ten temat. Uczymy się za to dość często NIE-KULTURY, bo bywa, że instruktorzy nie potrafią jeździć kulturalnie. Dlatego m.in. mamy to co mamy na naszych drogach.

Powodzenia!

Powodzenia!

Wiadomo, że trudno jest znaleźć zarówno dobrą auto-szkołę, jaki i dobrego instruktora jazdy. Jak sobie wyobrażamy dobrego instruktora? Kurs, nauki jazdy jest sporym stresem i wydatkiem, jeśli trafi się nam nerwowy, a co gorsze,  niekompetentny instruktor to sprawa jest co najmniej trudna, ale nie… beznadziejna. Akademia Auto-Świat przeprowadziła badania, a oto w dużym skrócie wyniki.

 

 

 

Czego oczekujemy od dobrego instruktora? Jaki powinien być bez względu na to jakiej jest płci?

  1. Kompetentny
  2. Cierpliwy
  3. Wymagający
  4. Spokojny
  5. Kulturalny
  6. Komunikatywny
  7. Schludny
  8. Uporządkowany

A teraz złe „sprawki” instruktorów. Jacy – naszym zdaniem – są, oczywiście bez względu na to czy uczy nas kobieta czy mężczyzna, choć zdecydowana większość to panowie. Wyniki ba­dań prze­pro­wa­dzo­ne przez Aka­de­mię Auto Świat po­ka­za­ły wiele złego, aż co drugi kur­sant spotkał się z ne­ga­tyw­ny­mi poczynaniami in­struk­to­rów. Oto one:

  1. W czasie godzin nauki jazdy załatwiają swoje prywatne sprawy.
  2. Skracają czas jazdy, zamiast godzinę jeździmy np. 40 minut.
  3. Są nieuprzejmi, krzyczą na kursantów.
  4. Przeklinają i palą papierosy w aucie
  5. Zmieniają terminy jazdy w ostatniej chwili
  6. Spóźniają się nagminnie nawet do 30 min.
  7. Robią nieprzyzwoite propozycje i uwagi.

Co warto sprawdzić kiedy zamierzamy być kierowcą? Na pewno trzeba wiedzieć jakie zaplecze techniczne ma szkoła w której będziemy się uczyć. Sprawdzić jakich i ilu jest instruktorów, to ważne, bo wtedy jest możliwość zmiany instruktora. UWAGA PANIE! Instruktorzy potrafią być wręcz natrętni i chamscy, wtedy natychmiast należy to zgłosić właścicielowi/kierownikowi szkoły. To samo dotyczy żądania jakichkolwiek dodatkowych opłat.

Nie jest proste znalezienie dobrej auto-szkoły, ale możliwe i warto zasięgnąć języka, popytać, popatrzeć, odwiedzić kilka, aby trafić do tej dobrej. To przecież spory wydatek więc wydajmy te pieniądze, ale bądźmy ostrożni i czujni. Na szczęście nie wszyscy instruktorzy są źli, jest wielu znakomitych i takich, którym naprawdę zależy na dobrym nauczeniu kursantów i trzeba takich szukać.

Warto przypomnieć, że obo­wiąz­ki in­struk­to­ra nauki jazdy nie wy­ni­ka­ją tylko i wy­łącz­nie z pro­gra­mu na­ucza­nia danej auto-szkoły, albo czyjejś do­brej woli. Zasady, prawa i obowiązki zo­sta­ły jasno okre­ślo­ne przez usta­wę o kie­ru­ją­cych po­jaz­da­mi. Osoba, która pra­cu­je jako instruktor nauki jazdy zo­bo­wią­za­na jest do rze­tel­ne­go i bez­stron­ne­go wy­ko­ny­wa­nia swo­ich obo­wiąz­ków oraz do stałego po­sze­rza­nia swo­jej wie­dzy.

Po kursie… doszkolenie.

Prawo jazdy mam od wielu lat. Początki nie były łatwe, choć nic złego nie stało się. Dwa miesiące jeździłam, stwierdziłam, że ciągle czuję się niepewnie i… zapisałam się do szkoły bezpiecznej jazdy. Jeździłam i uczyłam się nie tylko wychodzenia z poślizgu, ale przede wszystkim kultury jazdy. Dużo dobrego nauczyłam się i jestem bardzo wdzięczna tym instruktorom. Stałam się naprawdę innym kierowcą. Poczułam się pewniej i bezpieczniej, jeżdżę zdecydowanie uważniej. Poznałam lepiej siebie jako kierowcę i możliwości własnego auta. Wszystkich na drodze traktuję jak partnerów. Zaczęłam lubić być kierowcą. Do dzisiaj tak zostało – lubię prowadzić auto, sporo jeżdżę – jak dotąd bezpiecznie. Polecam takie doszkolenie, jest to dodatkowy wydatek, ale naprawdę opłaci się.


Brudne słowa

Jacy jesteśmy na polskich drogach i jak zachowujemy się jako kierowcy aut, piesi, rowerzyści? Wiemy – nie jest dobrze, a nawet bardzo źle. Kulturalne zachowania na polskich drogach to raczej teoria, praktyka wygląda niestety smutno.

DLACZEGO? Oto jest wielkie i ważne pytanie, na które chyba nikt nie ma mądrej odpowiedzi, a może ktoś wie… ja nie wiem, ale mam pewne spostrzeżenia. Nie tylko jako kierowca.

Tak się dzieje, że kierowcy na drodze stają się ludźmi mocno pobudliwymi i wystarczy niewielki incydent, a już mamy „piękny” repertuar wulgaryzmów, głos wzburzony ponad wszelką miarę, a ciało i ręce pokazują to i owo. Jasne, że nie wszyscy tak się zachowują, ale kulturalni, życzliwi – chciałoby się rzec: normalni ludzie – to niestety mniejszość w naszym narodzie.

Uwłaczające pyskowanie na drogach, ale nie tylko, stało się nieomal polską normą. Gdy dochodzi do nawet niewielkiej stłuczki zwykle usłyszymy stek wyzwisk, a „ty baranie” to prawie pieszczotliwe określenie. Przechodzenie na „ty” odbywa się oczywiście natychmiast i bez jakiegokolwiek przyzwolenia drugiej strony, niezależnie od płci i wieku. Niektórzy uważają, że to takie nowoczesne każdego „tykać”, ale przecież to absurd. Dialog wygląda mniej więcej tak:

– k…a jak jeździsz! Nie widziałeś/widziałaś, że jadę! Miałeś/miałaś czerwone światło! Ślepy/ślepa k…a jesteś!? Itd. itp…

– przepraszam, ale ja…

– k…a zniszczyłeś/zniszczyłaś mi samochód, ja to j…ię, wzywam policję…

– ale to drobna stłuczka, możemy spisać swoje dane…

– mam to w du…e! K… dzwonię na policję!

… i dzwoni, policja przyjeżdża i nie rozumie po co została wezwana, ale awanturująca się osoba żąda spisania protokołu.

Druga strona próbuje łagodzić, wyjaśnić, nie używa słowa „ty’, bo przecież tę osobę widzi pierwszy raz w życiu. Myśli: jest przykrość i jakaś strata … człowiek ma prawo się zdenerwować, ale żeby aż takim być prostakiem… Przecież to tylko niewielka stłuczka na szczęście nic się nikomu nie stało, a tu taka awantura. Ta osoba nie jest w stanie zrozumieć takiego zachowania – dlaczego od razu aż tak wrzeszczeć, przeklinać… przecież wiadomo, że nikt nie chciał, aby doszło do stłuczki, oba auta nieco ucierpiały, ale… to tylko auta. Ja też nie rozumiem i mam nadzieję, że to niezrozumienie podziela wiele osób czytających ten wpis.

Słowo k…a dla wielu ludzi przestało być obraźliwym, brudnym słowem, spowszedniało i stało się niezastąpione. Niektórzy nie potrafią wypowiedzieć jakiegokolwiek zdania bez użycia tego czy innego wulgarnego słowa. Teoretycznie wiemy, że takie słownictwo cechuje osoby z marginesu społecznego. Jednak to już nieprawda – mówią tak ludzie wykształceni, na wysokich stanowiskach – awansowali, ale może nie wynieśli z domu, że tak nie należy. Przecież nie do pomyślenia jest, aby zwracać się tak np. do profesora na uczelni, czy szefów w pracy, albo w domu do rodziców, rodzeństwa czy przyjaciół. Człowieka, który zachowałby się w ten sposób uznano by za prostaka. Czy wobec tego takie osoby uważają, że na drodze to można!? Nie, nie można. Nigdzie nie można, bo po co…

No właśnie – PO CO? Po nic – taki styl, a tenże niby-styl dyktują media, przede wszystkim telewizja. Wiele programów narzuca fatalny model życia, sposób bycia na co dzień, używania fatalnego języka polskiego, lekceważącego traktowania ludzi, braku szacunku dla kogokolwiek i czegokolwiek. Niedawno przeczytałam, że ksiądz na religii do dzieci zwrócił się tak: „Drogie dzieci pamiętajcie, że Jezus jest zajeb…” Czy ten ksiądz zdaje sobie sprawę jaką szkodę wyrządza tym dzieciakom?  Czyżby  zapomniał co to słowo znaczy? Oczywiście, że nie – doskonale wie i pamięta, ale chce być ich kumplem, tylko po co i co to za sposób…

Nie tylko kierowcy na drodze zachowują się po chamsku, ale chyba już ogromna część Polaków schamiała. Wiadomo, życie codzienne bywa niełatwe, każdy ma jakieś problemy, ale jednak zanim przeklniemy – pomyślmy – po co, dlaczego tak. Przecież nawet lekki uśmiech, podniesienie ręki w geście przepraszam, czy dziękuję na drodze jest warte bardzo wiele. Budzi życzliwość, zrozumienie, chęć pomocy.

Wierzę w to, że są jeszcze ludzie, choćby tacy zwykli jak ja, których razi, obraża chamstwo, pieniactwo, prostactwo – nie dajmy się wciągnąć w takie zachowania i po prostu bądźmy sobą. Warto.

Zapraszam do głosowania na mój blog. w konkursie BLOG ROKU 2014. Koszt sms 1,23 przeznaczony na rzecz FUNDACJI DZIECI NICZYJE. Dziękuję 🙂 informacje niżej.

Dziękuję i zapraszam do poczytania 🙂

 


Dzień bezpiecznego kierowcy

To jutro – 25 LIPCA – DZIEŃ BEZPIECZNEGO KIEROWCY. Patronem tego Dnia jest św Krzysztof. W Polsce ten Dzień obchodzony jest od 2006 roku. Ważny Dzień, bardzo ważny, a w dodatku wypada w czasie wakacji, czyli podróżujemy więcej. Akurat jutro wypada piątek i wyczekiwany weekend – też zwykle wzmożony ruch na drogach. Może uda się dobrze pomyśleć i dojechać bezpiecznie do celu – nie pić żadnego alkoholu, nie ćpać niczego, nie denerwować się, ale złapać dla siebie i innych pozytywny luz, spokojnie jechać i… dojechać.

Prawdziwi rajdowcy uważają, że nikt nie jest doskonałym kierowcą, ale zawsze można być lepszym. Mahatma Gandhi powiedział„Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze jest, byś był lepszy od siebie samego, z dnia wczorajszego” . Piękna myśl, którą warto zastosować także do swoich umiejętności kierowania pojazdami, do zachowań na drogach, traktowania innych użytkowników jak partnerów, a nie jak wrogów, których trzeba pokonać.

Gdzie można nauczyć się lepiej jeździć samochodem? O tym w dwóch filmikach opowiada  ekspert – KUBA BIELAK z AKADEMII BEZPIECZNEJ JAZDY. Można je obejrzeć i posłuchać   T U T A J

Polecam, bo przez kilka lat współpracowaliśmy i wiem, że to świetny fachowiec, kierowca i potrafi znakomicie przekazać swoją wiedzę i umiejętności. Niżej mały fragment wywiadu z Kubą Bielakiem dla serwisu infoWire.pl

„Poślizgi, dziury w jezdni, niebezpieczne zachowania innych użytkowników drogi – wszystko to możemy spotkać podczas prowadzenia samochodu. Reagowania w takich sytuacjach nie nauczymy się na kursie nauki jazdy – mówi serwisowi infoWire.pl Jakub Bielak z Akademii Bezpiecznej Jazdy.

Gdzie zatem ćwiczyć swoje umiejętności? Najlepiej w szkole doskonalenia jazdy. Tam dowiemy się między innymi, że auto nie zawsze pojedzie tak, jak chcemy. „Czasami, jeśli skręcimy kierownicą w lewo, samochód pojedzie prosto. Ważne, by się tego nauczyć, a nie czekać, aż zdarzenie na drodze nas do tego zmusi. Nawet nad poślizgiem można zapanować.”

„Podobnie, gdy zmienimy samochód na całkiem inny – powinniśmy nauczyć się nim jeździć, ale nie na drogach publicznych, a w miejscach do tego przeznaczonych” – twierdzi Jakub Bielak. Od tego są place manewrowe i ośrodki szkoleniowe.”

„To, że mam prawo jazdy od 20-30 lat, nie uprawnia mnie do tego, żeby uważać się za bezpiecznego kierowcę” – dodaje ekspert.

Zachęcam do obejrzenia filmów – zawsze warto… wiedzieć i działać. 🙂

 

 


Odtajnione pytania?

Wakacje prawie już są, będą wyjazdy, długie i piękne podróże. Na drogach mnóstwo jednośladowych kierowców – motocyklistów, rowerzystów (ci są już wszędzie i to OK.), ale także wszelkich wspaniałych „ludków” na różnych kółkach. Na przykład na hulajnogach, na rolkach, na dwukółkach z fajną platformą, na której się stoi – przepraszam, ale nie wiem jak się te pojazdy nazywają, ale są fajne. Można je czasami zobaczyć w dużych supermarketach, ale widziałam także na warszawskiej ulicy – Krakowskie Przedmieście. Jeździły nim różne tzw. porządkowe osoby także w czasie trwania Euro 2012. 2012-06-02 11.42.12Zdjęcie obok.

Teraz może o nowościach czyli o przymiarkach do (kto wie?) najlepszego kształcenia kandydatów na kierowców w naszym pięknym kraju. Otóż od 1 lipca 2014 roku Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych (PWPW) zamierza zainaugurować wdrożenie jednolitą bazę pytań dla kandydatów na kierowców. Będzie aż około 3 (trzy!) tysiące pytań. Połowa jest autorstwa PWPW, a połowa Instytutu Transportu Samochodowego.

Nie jest jeszcze pewne jakie będą egzaminy teoretyczne. Otóż w Ministerstwie Infrastruktury powstanie specjalny zespół znających się na rzeczy osób, który zweryfikuje bazę pytań. Podobno pytania mają być odtajnione. Moim zdaniem to dobry pomysł. Przecież i tak wszystkiego trzeba się nauczyć, jeśli pytania będą znane będzie łatwiej i może uczciwiej.

Czy to są dobre pomysły? Na razie to tylko pomysły, a biorąc pod uwagę niemiłe zawirowania wokół rządu w ostatnich dniach… nie wiadomo kiedy, co i jak będzie, i czy na pewno będzie. Bądźmy jednak dobrej myśli. Zmiany na lepsze są przecież zawsze pożądane.

Trochę, a może nie trochę, to smutne, że na dobre zmiany trzeba czekać tyle lat. Owszem zmian było sporo, niektóre ważne, ale jakoś dobrych efektów na drogach ciągle niestety nie widać. Przeraża zwłaszcza brak kultury drogowej.  Czy teraz na kursach nikt tego nie uczy?

Prawo jazdy mam od kilkunastu lat, jeżdżę na co dzień i widzę co się dzieje. Jestem zażenowana zachowaniem niektórych młodych ok. 20. letnich kobiet. Jeżdżą dobrymi autami, są eleganckie, ładne, zadbane, świetnie wyglądają i patrząc na nie wydaje się, że są kulturalne, miłe, jeśli nawet popełnią błąd na drodze to może… przeproszą. Nie. Większość, które spotykam na drodze to osoby agresywne, nieprzyjemne, kłótliwe, aroganckie i kompletnie nie umiejące się przyznać do swego błędu, nie znają przepisów. Jakoś zupełnie nie pasują do swoich często bardzo dobrych i eleganckich aut. Ich rówieśnicy może są nieco łagodniejsi, ale bywa z tym różnie. Są tacy, których złych zachowań na drodze i rozjuszonych twarzy można się przestraszyć. Dlaczego? Jeżdżą bezczelnie, agresywnie, są napastliwi, przepisy to nie dla nich, ludzie – tylko przeszkadzają. Strach się bać!

Jasne, że tacy ludzie zarówno kobiety jak i mężczyźni to mniejszość. Całe szczęście! Jednak ta mniejszość bywa najczęściej powodem tragedii na drogach. Jakoś mimo wszystko jeździmy więc może to tylko moje obserwacje i odczucia, może przesadzam… ale niestety policyjne liczby są bezlitosne.

A jakie są Wasze odczucia? Jestem ciekawa…


Prymitywy?

JEST TYLKO PRZEMOŻNA, NIEMOŻLIWA DO OPANOWANIA CHĘĆ PODNIESIENIA SOBIE ADRENALINY.

Kiedy zaczynamy myśleć o śmierci?! Do czterdziestki pewnie nie, chyba, że dopadnie nas ciężka choroba. Czy o śmierci – swojej, innych – (choćby przez moment) myśli kierowca szalejący po ulicach miasta, jadący pod prąd? Obojętnie kim jest i czym jedzie. Jedzie pod prąd ustalonego ruchu pojazdów! Jest potencjalnym zabójcą i… samobójcą.

Dlaczego? Czy jeśli zabije się to znaczy, że popełnił samobójstwo – czyli chciał swej śmierci? Dlaczego akurat w taki sposób wybrał śmierć? Czy dowiemy się dlaczego to zrobił? Co w życiu tego człowieka wydarzyło się tak strasznego, że nie widział wyjścia i postanowił się zabić? Jeśli sam przeżyje, a zabije kogoś innego to powie nam dlaczego to zrobił?

NIE. To wszystko nieprawda. Nie ma życiowej tragedii, nie ma chęci zabicia kogokolwiek, ani siebie.

JEST TYLKO PRZEMOŻNA, NIEMOŻLIWA DO OPANOWANIA CHĘĆ PODNIESIENIA SOBIE ADRENALINY.

Dlaczego taki człowiek nie potrafi zapanować nad swoimi „chętkami”, zachciankami, chuciami, nad swoją adrenaliną? Nie jest przecież chyba kompletnym prymitywem – ma prawo jazdy, uczył się lub uczy, pracuje, ma jakąś rodzinę, ma pojazd… a nie potrafi być CZŁOWIEKIEM. Dlaczego?! Dlaczego raptem chce zabić innych, siebie, albo i siebie i innych ludzi?

Nie mam dobrej odpowiedzi, na te pytania. Tu potrzebny psycholog, psychiatra, socjolog, może mądry ksiądz, jeśli osobnik jest wierzący…

Miałam dużo szczęścia i dobry refleks  – cieszę się, że żyję, bo właśnie kilka dni temu kierowca pędzący pod prąd ulicami miasta chciał pozbawić mnie życia. Za co? Nie znam człowieka, ani on mnie nie zna, a jednak próbował mnie zabić. Jechał wprost na mnie, w ostatnim momencie udało mi się uciec na trawnik. Dlaczego? Po co to zrobił? Dlaczego chciał zrobić wielką krzywdę mojej rodzinie i mnie okaleczyć, zabić? Nie wiem kim jest, bo oczywiście „na gaz” i uciekł. Nawet nie zdążyłam dojrzeć jakie to auto, na pewno czerwone, ale jaka marka…

W mediach jest sporo na temat wariackiej jazdy pod prąd  (można obejrzeć  http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/pirat-drogowy-jechal-pod-prad-w-warszawie/mhbec/, policja usiłuje zidentyfikować tych opętanych „posiadaniem” odpowiedniego poziomu adrenaliny, ale jakoś efektów na razie brak. Tak samo jest z naszym prawem do spokoju w nocy – rozszalali motocykliści jeżdżą po nocach ulicami Warszawy i co – nic. Nie ma na nich rady ani policja, ani nikt inny.

Znam miasto w Unii Europejskiej, które znakomicie sobie poradziło z wieloma problemami, także z wariackimi motocyklistami. Nie pomagały ostre przepisy, wysokie mandaty – jeździli systematycznie niczym się nie przejmując. Pewnej nocy – ku radości znękanych mieszkańców – skończyło się. Gwardia Narodowa zamknęła szaleńców na „ich” ulicy, nie mogli nigdzie wyjechać, bo wszędzie były blokady. Zostali aresztowani, a ich motocykle ułożone na stos, a po nich przejechał czołg. Od tamtej pory jest spokój. Jasne – to bardzo radykalny sposób, ale skoro przez kilka lat inne sposoby zawodziły to widać nie było innej rady.

 

 


Kierowca to nie robot

Ważny jest spokój,  zwłaszcza za kierownicą.

Ważny jest spokój, zwłaszcza za kierownicą.

Skąd my to znamy? Piekło w samochodzie – awantura, nerwy, często o drobiazgi.  Przecież to nonsens, ale tak bywa,  a skutki mogą być tragiczne, bo kierowca to nie robot.

Jest 7.30 rano, rodzina spóźniona, powinni już wychodzić z domu. Szkoła, przedszkole, do pracy trzeba dojechać, a korki będą – jak zwykle w Warszawie. Żona przypomina, aby dzisiaj po pracy mąż odebrał dzieci, bo ona ma ważne spotkanie w pracy i nie zdąży. Mąż nie zgadza się, bo też ma ważne sprawy, nie przypomniała mu wczoraj mógł zadzwonić coś odwołać, przełożyć, a tak to…  Żona dzwoni do mamy – na szczęście może odebrać dzieci, chociaż sama też pracuje. Problem udało się rozwiązać, ale to nie koniec. Jadą, prowadzi mąż, a żona niestety kontynuuje już nieistniejący temat: … że przecież mówiła o tym kilka dni temu, że musi mamę fatygować, że on nigdy nie pamięta, że lekceważy jej pracę itd. itd. Mąż nie jest dłużny i stwierdza, że po prostu zapomniał, że mamie nic się nie stanie, że ma taką pracę itd. itd.

Awantura, przykra wymiana zdań – emocje, nerwy. Żona wysiada, trzaska drzwiami. Mąż rusza „z kopyta”, jedzie stanowczo za szybko, skacze z pasa na pas, notuje, że przejeżdża na czerwonym. Jedzie nieuważnie, jest wściekły, dzwoni telefon, rozmawia, prowadzi jedną ręką – skręt w prawo, pasy, obok auto zatrzymuje się, on nie zauważa niczego, jedzie. Potrąca pieszego, ostre hamowanie, ląduje na latarni. Pieszy w ciężkim stanie, kilka miesięcy leczenia, na szczęście żyje. Sprawa sądowa.

Po tym wypadku mówił, że dostał telefon z firmy, narada już się zaczyna, a jego jeszcze nie ma. Był już zdenerwowany wychodząc z domu, potem przykra rozmowa z żoną i jeszcze ten telefon…  gorzej być nie mogło, ale przecież nie musiało tak być. Wiedział,  że przejechał na czerwonym – powinno go to zastanowić, zatrzymać.

Inny przykład.

Jest już 18.00, listopadowy wieczór, ciemno. Agata wychodzi z pracy, z grupką znajomych, chwilę rozmawiają na parkingu,  żartują. Wsiada do auta,  jest umówiona o 18.30 ze swoim chłopakiem Adamem. Nie jest daleko, korki średnie… zdąży. Zanim ruszyła z parkingu zadzwonił Adam. Przeprasza, ale nie może przyjść na czas, coś w pracy, spotkają się jutro. Trudno. Pada deszcz, Agata zamierza zrobić zakupy i pojechać do domu. Trzy ulice dalej jest sklep spożywczy postanawia tam podjechać. Z daleka widzi znajomą postać Adama, nie rozumie skąd się tutaj wziął, podchodzi do niego jakaś dziewczyna, czule się witają.  Podjeżdża, aby lepiej się przyjrzeć – Adam dostrzega ją. Agata z piskiem opon rusza. Kilkadziesiąt metrów i lekko uderza w zaparkowane auto, nie zważa na to, jedzie szybko dalej, jest na ulicy podporządkowanej nie zauważa znaku, pakuje się pod autobus. Samochód skasowany, ona w szpitalu w ciężkim stanie. Agata przeżyła.

Zadaję sobie – i nie tylko – pytanie: czy musiało tak być? Nie musiało.

Po tym zdarzeniu Agata mówiła, że nie wie jak to się stało, uznała, że świat się zawalił, że jest zdradzana, upokorzona i było jej wszystko jedno co będzie dalej – dodaje, że chyba chciała umrzeć. Ma nadzieję, że zdrowie wróci, nie rozumie swego zachowania i chce żyć. Nie musiało tak być – już stłuczka powinna ją zatrzymać.

Poranne nieporozumienia jakoś zostały załatwione i żona niepotrzebnie ciągnęła rozmowę w samochodzie, to tylko wzbudziło agresję męża. Kierowca ma prawo do spokoju, musi być skoncentrowany na jeździe, a nie na czyimś – przyznajmy – tu zbędnym już gadaniu. W drugim wypadku zazdrość, uczucie wielkiego zawodu, poniżenia zaćmiło rozum. Agata nie zdawała sobie sprawy co się z nią dzieje, była porażona widokiem swego chłopaka z inną dziewczyną. Kompletnie nie panowała nad emocjami.

W obu przypadkach kierowcy byli w stanie silnego wzburzenia, a w takim stanie nie wolno prowadzić auta. Takie silne stany emocjonalne za kierownicą psychologowie porównują z upojeniem alkoholowym. Określane są też jako stan psychopatyczny.

Większość z nas powie: to mnie nie dotyczy, jestem normalnym człowiekiem, a nie psychopatą, takie zachowanie to nie ja, byłoby inaczej. Niestety nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć swoich reakcji w skrajnych sytuacjach, pod wpływem wielkich emocji, a bywa różnie i właśnie… nieprzewidywalnie. Łatwo mówić – zwłaszcza wtedy gdy sami nie przeżyliśmy podobnej traumy.

Na co dzień towarzyszą nam przeróżne emocje te piękne, ale nierzadko i te… mniej piękne. Spróbujmy pamiętać, że złe emocje, kłótnie to w samochodzie absolutnie niedopuszczalne i zbędne. Po prostu – NIE WARTO. Kierowca to nie robot.


Zbuntowani i bez wyobraźni? Nie tylko.

Niby normalka, bo przecież młodzi, zbuntowani i jeszcze bez wyobraźni, ale przede wszystkim bez doświadczenia – to nasi początkujący kierowcy.

Statystyki są nieubłagane tracimy młodych ludzi –  27% śmiertelnych wypadków na polskich drogach to kierowcy do 25 roku życia obu płci, ale zdecydowanie więcej mężczyzn. Dlaczego aż tyle młodych ludzi ginie?!

Na to dramatyczne pytanie próbują odpowiedzieć specjaliści z Europejskiego Stowarzyszenia Szkół Jazdy badający tę grupę (18-25 lat) kierowców. Czy te statystyczne dane dziwią nas, chyba nie,  ale…

1. Nadmierna prędkość – wiadomo, siada taki za kierownicę i czuje się panem i bogiem życia, a  kiedy jedzie z kumplami, z dziewczynami to musi im zaimponować. Tylko dlaczego chce imponować swoją głupotą?

2.  Brak zapiętych pasów – taki nieobyty z jazdą, z autem młody kierowca myśli: po diabła mam zapinać pasy to głupie, niewygodne, nie potrzebuję. Gdyby tak było to świat nie wymyśliłby pasów, a jednak są i w wielu sytuacjach ratują nam życie.

3. alkohol i narkotyki –  tu jest wręcz dramat! Coraz więcej pijanych i naćpanych idiotów jeździ po naszych drogach. Wiadomo, że nie tylko młodzi ludzie jeżdżą na podwójnym gazie, ale to nie zmienia faktu – giną, zabijają innych, albo zostają kalekami na resztę życia. Właśnie znany idol młodzieży, młody piosenkarz J.Bieber został zatrzymany przez policję za jazdę po pijanemu i pod wpływem narkotyków, a także za udział w nielegalnych wyścigach. To nie jest żadna pociecha, że nie tylko u nas. Mamy zresztą własnych celebrytów, zachowujących się podobnie.

4. zachowania na drogach niezgodne z prawem i ze zdrowym rozsądkiem, a wynikające z młodego buntu przeciw wszystkiemu i wszystkim oraz z braku wyobraźni – np. przejazd przez skrzyżowanie na tzw. „wczesnym czerwonym”, pędem skręt w prawo gdy idą piesi, bezmyślne wyprzedzanie itp. Niestety taki bunt obraca się przeciwko nim.

Co mówią młodzi ludzie? Dlaczego tak jeżdżą? Około 30% twierdzi, że za kierownicą czują wolność, niezależność, nareszcie wyrwali się spod rodzicielskiej kontroli; 36% prowadzi auto ryzykownie, aby poczuć adrenalinę, no i kochają popisywać się.

To oczywiście nie tylko ich wina. Jasne, że wiedzą iż trzeba wolniej, rozsądniej – jednak, aby jeździć bezpiecznie, szanować innych na drodze trzeba się tego nauczyć. Czego uczą się na kursach kandydaci na kierowców?

Według badań aż 57% Polaków w ogóle nie uczy się jazdy nocą – w Niemczech raptem 2%. Nie jeżdżą w czasie opadów deszczu, śniegu – aż 25%  czuje się niepewnie za kierownicą gdy pada, jest ślisko, mgła, zła widoczność – czyli bardzo trudne warunki na drogach. Okazuje się, że chcieliby się uczyć jazdy w trudnych warunkach atmosferycznych, bo 63% uważa, że to bardzo ważne by zdobyć takie umiejętności.

Doświadczenia nabiera się TYLKO  jeżdżąc często i w różnych warunkach, na początek najlepiej z dobrym, doświadczonym kierowcą. Dlatego specjaliści od brd (bezpieczeństwo ruchu drogowego) proponują wdrożenie progresywnego systemu prawa jazdy. Obowiązywałyby  m.in. ograniczenia prędkości i zakaz wożenia rówieśników. Zakazy te byłyby uchylane w miarę zdobywania doświadczenia i jazdy bez mandatów i punktów karnych.

Niestety w Polsce kursy dla przyszłych kierowców to ciągle namiastka nauki. Specjaliści uważają, że absolutne minimum to 50 godzin nauki, u nas jest tylko 30 godzin. Ogromny wpływ na zachowania młodych kierowców mają inni kierowcy. Tu się koło zamyka – kto jeździ wie jak wielu jest po prostu niedouczonych, źle wychowanych, zwyczajnie chamowatych typów obu płci. Zapraszam do poczytania T U T A J

Oczywiście, że jest też wiele osób, które są w porządku – jeżdżą bezpiecznie, kulturalnie, potrafią jeździć – tylko dlaczego to nie ci kierowcy są przykładem dla młodych…  Na kursach prawa jazdy w Polsce nikt nie uczy kultury jazdy i szacunku dla wszystkich użytkowników dróg. DLACZEGO? Oto jest pytanie!


Pewnego dnia na rowerze…

różne 296

Pojechaliśmy za miasto na rowerową przejażdżkę, bo akurat trafił się „niepadający” dzień. Przebić się przez Warszawę nie jest łatwo nawet w sobotę, ale – co to dla nas ;).

Grupka liczyła 4 dorosłe osoby. Wszyscy mamy prawa jazdy, jesteśmy czynnymi na co dzień kierowcami, lubimy też jeździć rowerami. Czyli znamy przepisy ruchu drogowego i zwykle dzielnie je przestrzegamy. Wiemy też co wolno, a czego nie rowerzystom.

Postanowiliśmy nie jechać chodnikami, a tylko ścieżkami rowerowymi, albo jezdnią.  Po jezdniach jechaliśmy „gęsiego”  i  robiliśmy większe odstępy między sobą, aby kierowcy aut mogli łatwiej nas wyprzedzać.  Optymizm dość szybko nas opuścił. Było naprawdę ciężko i bardzo niebezpiecznie.

Niestety to co wyprawiają kierowcy aut – zdecydowana większość! – to są potencjalni zabójcy rowerzystów na drogach. Co robią? Wyprzedzają nie licząc się w ogóle z rowerzystami, nieomal ocierali się o nas. Pędzą jak szaleni, tylko świst w uszach i wiatr pozostaje. Nie patrzą, że z przeciwka  jadą auta i zbyt blisko zjeżdżają rowerzyście pod koła. Wygrażają pięściami, klną obrzydliwie, specjalnie gwałtownie hamują przed rowerzystami – tak właśnie zachowuje się bardzo wielu kierowców aut.

Niestety, po przejechaniu około czterech kilometrów stwierdziliśmy, że albo ujdziemy z życiem, albo zginiemy marnie i dalej pojechaliśmy… chodnikami. Tak jak inni piesi jestem raczej niechętna rowerzystom na chodnikach – zwłaszcza na tych wąskich – jednak rozumiem ich i uważam, że na jezdni jest się czego bać!

Rowerzyści mają oczywiście własne, niemałe przewinienia. Dość rzadko stosują się do obowiązującego prawa na drogach, a często uważają, że wszystko im wolno – jednak to co zaobserwowaliśmy na naszej przejażdżce to horror.  Niestety niektórzy rowerzyści  „cuda” wyprawiają na jezdniach, chodnikach i ścieżkach rowerowych – to drugi horror

Skoro rower – jako pojazd i rowerzysta jako kierujący tym pojazdem są dopuszczeni do ruchu drogowego to kierujący musi znać przepisy o ruchu drogowym. Prawo nasze tego jednak… nie przewiduje. Rowerem  – po wszystkich drogach – może jeździć każdy.

Dlaczego rowerzyści nie muszą teraz mieć karty rowerowej, albo prawa jazdy, dlaczego nie mają obowiązku ubezpieczać się, tak jak kierowcy aut?  Dlaczego np. nie ma jakiejś rejestracji rowerów, aby było wiadomo kto np. potrącił człowieka na chodniku, kto raptem wjechał pod samochód, kto pędzi po pasach i po chodniku jak szalony i roztrąca pieszych itd. Wygląda na to, że większość rowerzystów nawet nie wie, że postępuje niezgodnie z prawem, skoro nie musi znać tegoż prawa – oni po prostu jadą… i nic ich nie obchodzi, a na zwróconą uwagę potrafią zmieszać człowieka z błotem.

Jak wiele ludzi jestem zarówno pieszą, jak i kierowcą auta i rowerzystką – marzę o tym (nie ja jedna przecież) by wszyscy użytkownicy dróg szanowali się wzajemnie. Niestety z doświadczenia wiem, że na razie to tylko marzenia. Nie wiem czy będę miała odwagę znowu wsiąść na rower i jechać jezdnią, a nie chodnikiem, jeśli nie ma ścieżki rowerowej. Raczej nie, chciałabym czuć się w miarę bezpiecznie także na jezdni, ale…

Niedawno znowelizowane zostało prawo o ruchu drogowym, ale chyba nie przemyślano wielu problemów związanych z wielkim boomem rowerowym na polskich drogach, w miastach i poza nimi. Szkoda, bo znowu coś się nie do końca udało.