Nowy, dobry sposób na…

Ten sposób kontroli na drogach może być właściwy i dobrze się sprawdzić. Poważnie! Nie zbiera mandatów, ale zmusza kierowców do uważności, umiejętności przewidywania, jazdy z wyznaczoną prędkością, bycia inteligentniejszym/inteligentniejszą niż jakaś, też inteligentna, „maszyna”.

O co chodzi? Wiemy, że tzw. inteligentna sygnalizacja świetlna jest już na naszych drogach od wielu lat; jeśli jest przemyślana i mądrze ustawiona dobrze spełnia swoją rolę.

Ta nowa sygnalizacja to jakby bezosobowa „straż bezpieczeństwa”. Okazuje się niezwykle skuteczna. Wyobraźmy sobie…  późny wieczór, noc jedziemy przez puste ulice miasta. Nie ma prawie nikogo przed nami, ani za nami… no to na gaz!

Prędkość tutaj dozwolona to 50-60km/h. Pędzimy 80-100, zbliżamy się do pustego skrzyżowania i… nagle zapala się czerwone światło. Pisk hamulców, musimy stanąć. Ta sytuacja to ważna informacja. Kierowca jechał za szybko. Taka sygnalizacja rejestruje  pojazdy, które jadą niezgodnie z przepisami, włącza nagle czerwone światło i zmusza do zatrzymania. Jasne, lepiej żeby nie było ślisko, np. po deszczu, aby były dobre opony i hamulce – ale to – poza śliskością jezdni – to już standard. Mamy coraz lepsze auta i… dbamy o nie i swoje bezpieczeństwo. Jednak najprościej to… jechać tak jak należy.

Mało tego jest, ale w niektórych miastach działa już sygnalizacja typu „all red”. W niebezpiecznych miejscach, w pobliżu szkół, przedszkoli, na skrzyżowaniach cały czas świeci się światło czerwone.  Kiedy zbliżamy się do nich z dozwoloną prędkością i sytuacja na to zezwala, automatycznie zapala się zielone światło. Jedziemy dalej.

Może... kominiarz na szczęście na każdej drodze

Może… kominiarz na szczęście na każdej drodze

Obie te inteligentne sygnalizacje świetlne są naprawdę dobre, sprawdzają się w wielu miejscach. Ważne jest to, że takie urządzenia wychwytują „piratów drogowych”, ale nie wystawiają im mandatów – za to pięknie dyscyplinują. Prawda?

Nie jestem przesądna, ale ten Kominiarz był miły,  przystojny i pozwolił się sfotografować. Fajny?

Dzisiaj jest 1. kwietnia, ale ten tekst to nie jest Prima Aprilis, ale na serio. Poza tym… jest coraz cieplej, zaczyna przybywać rowerzystów, a także kierowców aut, którzy odstawili je na zimę – UWAŻAJMY!

Jesienią opisałam moje przypadki na rowerze, zapraszam do poczytania i… pozytywnego myślenia  – https://mozgojazda.wordpress.com/2012/11/03/na-rowerach-przetrwaja-tylko-niesmiertelni/

Jeszcze coś do poczytania – na po świętach, może się przyda, przecież jest WEEKEND!   TUTAJ

Reklamy

Co z tym bogactwem bez pracy?

Może... kominiarz na szczęście

Może… kominiarz na szczęście

Jakiś czas temu dostałam od kolegi książkę, którą dopiero kilka dni temu przeczytałam. Powiedział: przeczytaj, może ci się przyda. Jednak nie przyda mi się. Wiem, że jemu też nie. Książka raczej wkurzyła mnie. Okazuje się, że pełno jest  podobnych pozycji w internecie Nie będę tu robić reklamy, powiem tylko, że to pozycja z serii „jak zostać, bogatym i nie napracować się”. 

Lubię to co robię, mam sporo satysfakcji i szczęścia, bo praca zbiega się z moimi zainteresowaniami. Pracuje się dużo, a nawet często dużo „zadużo”, ale  jest OK. Firma prywatna, rynek naprawdę trudny. Nie zauważyłam, aby ktoś tu się dorobił wielkiej fortuny, nawet właściciele są  – nazwałabym to – w „dobrej mieszczańskiej normie finansowej”. Tak jak reszta dużo pracują, mają rodziny.  Zarabiam tyle ile mogę i mam sił – a chodzi tu także o siły twórcze, pomysły. Jednak, aby mieć to co mam muszę się nieźle nagłówkować i napracować.

Książka o tym jak zarobić miliony i nie napracować się jest niestety… głupia. To banał, jasne, że nie ma takiej możliwości (może poza wygraną na jakiejś loterii), nawet wielcy milionerzy ciężko pracują lub przez wiele lat pracowali, a teraz odcinają kupony. Po co powstają takie książki? Co ten człowiek, który to napisał, sobie wyobrażał? Trudno zgadnąć. Może chciał łatwo zarobić, ale nie sądzę, aby mu się to udało. Wiem oczywiście, że są autorzy, ludzie sławni, mądrzy i bogaci, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami, ale przekazują je opierając się na własnym doświadczeniu. To ma sens.

Nie będę tu streszczać rad autora tej książki, bo są banalne. Pisze np. że ludzie bogaci inaczej myślą, ale jak to już nie za bardzo jest jasne. Kilka dni temu gdzieś natknęłam się na fascynujące swą prostotą zdanie. Otóż najbogatszy Polak p. Jan Kulczyk uważa, że „Aby się wzbogacić wystarczy wcześniej wstawać i więcej pracować”.  Tylko tyle i aż tyle. Niedawno pisałam tu tekst „Wydawaj pieniądze na przeżycia„, bo są bezcenne, a kontakt z bliskimi, realizacja swoich pasji niekoniecznie muszą być tożsame z wydawaniem wielkich pieniędzy.