Szczęśliwość na pokaz?

Z natury jestem osobą pogodną, nastawioną optymistycznie do życia. Lubię siebie, ludzi, pracę… Jednak od pewnego czasu rzuca się w oczy coś co nazwałabym optymizmem na pokaz i jakby… na żądanie, aby zaspokoić oczekiwania innych.

Spotykam sporo ludzi, prawie każdy ma mniejsze czy większe zmartwienia. Oczywiście większość z nas próbuje pomóc, zrozumieć.  Niestety są tacy, którzy potrafią powiedzieć – „to ich problem”, „nie muszę z nią/z nim gadać”, albo „mam dosyć jej/jego posępnej gęby”. Wiemy już, że należy unikać tzw. toksycznych ludzi, którzy  mają wszystko za złe i wprowadzają wokół siebie – hmm…  trudną do zaakceptowania atmosferę, albo wymagają od innych wiecznego ha,ha,ha… To jasne, ale tu nie tylko o to chodzi!

Czasami irytuje mnie ogólny przymus bycia (udawania) szczęśliwym człowiekiem, na siłę i pomimo wszystko. Czyli co… szczęście na pokaz? Uśmiech na pokaz chociaż ma się ochotę wyć z rozpaczy? Dlaczego, dla kogo, po co? Bycie OK. stało się towarzyskim obowiązkiem? Wchodzisz i już od progu musisz szczerzyć zęby w uśmiechu, żartować? Inaczej nie będziesz mieć towarzystwa, nie będziesz mieć z kim pójść do klubu, na wino, pogadać, posprzeczać się, w pracy będą Cię omijać jak zarazę… Jak to jest? Czy też tak czasami odczuwasz? Warto czasem mieć odwagę i powiedzieć nie to nie – idźcie do diabła!

Przecież każdy z nas ma prawo do smutku, melancholii, bycia sobą gdy jest nam źle. Czy wtedy raptem stajemy się  nieudacznikami, paskudami? Nikt nas nie będzie lubił? Nic podobnego! W życiu każdego z nas, w Twoim także, dzieją się również  trudne, bolesne zdarzenia i trzeba się z nimi zmierzyć. Nie musisz wtedy udawać, że jest OK – skoro nie jest, bo akurat być nie może!

Nie wolno – kiedy jest źle – machnąć na to ręką i optymistycznie uśmiechać się, bo tak trzeba – choć bywają sytuacje, że niestety trzeba. Taki anglosaski „cheese”. Nie zawsze trzeba! Nieustanna afirmacja uśmiechu wyklucza coś co jest cenne – niezgodę na zło, na niesprawiedliwość, na ból. Każdy ma prawo do rozpaczy. Przychodzi taki moment, że mówienie komuś kto ginie „będzie dobrze” to straszny i podły fałsz!

Fałszywy optymizm i przekonanie wbrew złym faktom i logice, że jeśli jest źle, to będzie dobrze, a jeśli nie, to lepiej o tym nie myśleć, nie mówić, uśmiechać się, ma zatrważający wpływ na osoby, które naprawdę są w rozpaczy. Dajmy ludziom prawo do pożegnania się z nadzieją. Rozpacz czasami ma sens i jest oczyszczeniem. Jest przyznaniem, że w życiu bywa różnie, że nie jest sprawiedliwie i czasem musimy przegrać. Wtedy potrzebujemy kogoś kto z nami tę rozpacz podzieli i nie oczekuje od nas uśmiechu pomimo wszystko. Wie, że to nie będzie prawdziwe.

Nie chcemy przecież, z wiecznie przylepionym uśmiechem,  przeżywać kolejnych etapów życia, bo „wypada”. Tak się nie uda! W ten sposób niszczy się własną wrażliwość, psychikę. Musimy nauczyć się mierzyć z tym, że wokół dzieje się i dobrze i źle. Nie mamy prawa żądać od innych by nieustannie byli szczęśliwi i nas tym uszczęśliwiali. To złe. Jest szczęście, radość, dobroć, smutek, gorycz istnienia, ale jest też zło, rozpacz, żal, osamotnienie, choroby… samo życie.

Życie to dar, który dostaliśmy tylko raz, dlatego starajmy się być szczęśliwymi, dobrymi ludźmi i obdarzajmy tym innych, ale nie wymagajmy niemożliwego.

Pozdrawiam miło 🙂

Kto zabija dzieci narodzone? — Najlepszy Blog na Świecie*

Udostępniam kolejny znakomity tekst świetnej blogerki, to WSZYSTKO niestety PRZYKRA PRAWDA. Mam nadzieję, że przeczytają to jacyś normalni mężczyźni, a ci mniej edukowani pójdą po rozum do głowy i zaczną uczyć się biologii, psychologii – wrażliwości nie można się chyba nauczyć, ale… próbować warto.

 

 

Rocznie ginie na skutek przemocy domowej 150 ofiar. 95 % sprawców to mężczyźni. 91 % ofiar to kobiety i dzieci. NIE ZARODKI Zjawiskiem ostatnich dni stała się aktywność mężczyzn (niestety też kobiet, tym razem jednak tekst poświęcę panom) potępiających kobiety, które z różnych własnych powodów dokonały aborcji. Potworne oskarżenia pojawiały się w komentarzach nie tylko pod moimi […]

via Kto zabija dzieci narodzone? — Najlepszy Blog na Świecie*

Ziemia jest płaska? A może jednak nie…

Na YouTube natrafiłam na znakomity wywiad z prof. Michaelem Fleischerem z Uniwersytetu  SWPS. Warto posłuchać ( jest po polsku oczywiście); profesor mówi barwnym językiem o ważnych sprawach związanych z komunikacją między ludźmi, ale nie tylko…

Wywiad przeprowadził p. Andrzej Tucholski – też interesująca postać.

Zapraszam Cię tutaj, można wiele się dowiedzieć, nauczyć, pomyśleć… i uśmiechnąć 🙂

Sprawdź kim jesteś…

white_background_earth_picture_170476Podaję link do materiału z Facebooka. Obejrzyj ten film – warto. Dowiesz się może także coś o sobie… a na pewno o ludziach i o tym, że DNA to wielka SIŁA. To szok! Wszyscy na Ziemi jesteśmy spokrewnieni?

 

 

 

https://www.facebook.com/groups/490995564418278/?notif_t=group_added_to_group&notif_id=1469292865302540

Obejrzyj, proszę, daje do myślenia…

Nie boją się – wymyślonego przez siebie – piekła?!

Nasze sympatyczne, pełne śmiechu i żartów „działkowe” spotkania ze znajomymi czasami owocują interesującą dyskusją. Tym razem żarty, wspominki zeszły na ważny temat. Ktoś opowiedział o przykrościach jakie spotkały dzieci ze szkoły podstawowej ze strony księdza. Nieważne gdzie i co się zdarzyło, to mogło mieć miejsce wszędzie, w każdej szkole w Polsce.

Dyskusja potoczyła się i okazało się, że wszyscy (uczestnicy tego „działkowego” spotkania – kilkanaście osób różnej płci i wieku) czujemy się osaczeni przez polski kościół katolicki.

Okazało się, że jest w nas wielka niezgoda i żal do państwa polskiego, do kościoła katolickiego, a Watykan uznaliśmy za źródło naszej niezgody.  Podobno jesteśmy katolikami  – chrzest bez naszej wiedzy, pierwsza i często jedyna komunia bez świadomości co to jest – i wobec tego kościół katolicki uznał nas „za swoich”. Jakim prawem?!

Stwierdziliśmy, że to absolutnie nieprawda i wielkie nadużycie. Nie, nie jesteśmy ani ich, ani żadnej innej sekty religijnej, bo mamy od dawna zasób wiedzy i dość inteligencji i rozumu, aby nie godzić się na ich dziwaczne propozycje, legendy i kłamstwa.

Zgodziliśmy się wszyscy, że nie wierzymy w żadne legendy o bogach. Satysfakcje i spełnienie daje nam nasze normalne, dobre życie, rodzina, praca, przyjaciele, pomoc innym, przyroda i przekonanie, że mamy rację.

Jeśli jakiś dobry i mądry bóg istnieje we wszechświecie to jest wszędzie, ale na pewno nie w kościele katolickim, zwłaszcza w polskim.Wiele z nas obserwuje ich wyczyny te z przeszłości i te tu i teraz.

Zastanawialiśmy się  jak to możliwe, że coś tak absurdalnego i skierowanego przeciwko człowiekowi może w tak masowy sposób istnieć i trwać przez ponad dwa tysiące lat! Jak to zrobili? Obezwładnić ludzkie umysły, uczucia gigantycznej rzeszy ludzi! Dlaczego ci ludzie na to pozwolili i pozwalają?! Ktoś stwierdził, bo dali nadzieję na życie po śmierci. Dzisiaj nikt jako tako oczytany i normalnie myślący człowiek nie wierzy w takie bzdury. Jeśli nasze dusze istnieją i gdzieś są to na pewno nie dzięki kościołowi katolickiemu.

Czym była, jest i niestety, dzięki omamionym, ludziom jeszcze długo będzie ta korporacja, hierarchiczna, potężna sekta? Stwierdziliśmy zgodnie, że  kościół katolicki jest jedną z największych na świecie sekt wyspecjalizowanych w doskonałym praniu mózgów niewiele rozumiejącym ludziom.

Każda sekta i kościół katolicki też, jest mroczną i tajemniczą mafią w jakiś…  smolisty, brudny sposób egzystującą. Czym jest tak naprawdę ten dziwaczny twór, który trzyma władzę nad umysłami ogromnych mas ludzkich?

Spróbowaliśmy sobie odpowiedzieć na to niełatwe pytanie – czym jest kościół katolicki? Wiele już od dawna wiadomo. Przecież kk zawsze był, jest i będzie zaciekłym wrogiem wszelkiego postępu, rozwoju nauki, sztuki, kultury, tolerancji i wszelkiej wolnej myśli. To kościół katolicki z kobiety robił przez wieki istotę głupszą, gorszą, niższą i nieczystą, a najlepiej każda to czarownica i na stos, byle najpierw urodziła mnóstwo dzieci! To jego hierarchowie przez wieki całe uczynili kobiecie i rodzinie wielką krzywdę – niewyobrażalną i z niczym nieporównywalną. A przecież wolność jest prawem!

Kościół katolicki przywłaszcza niczego nieświadome dzieci rytuałem chrztu. I tak przez wieki trwają w swoim zapiekłym uprzedzeniu do dzisiaj,  finansując z naszych pieniędzy i broniąc swojego patriarchalnego wytworu.

To kościół katolicki z piękna erotyzmu uczynił mroczny i paskudny grzech. Seks, piękną, wolną miłość, pełną duchowych i zmysłowych doznań sprowadził do ohydnego, dziwacznego  podziemia ludzkiej świadomości.  Postępuje tak do dzisiaj! Może nawet pedofilia zrodziła się właśnie tam? Przecież ich wszystkich obowiązuje celibat, niektórzy mają tego dosyć, bo to przecież wbrew naturze.

Na potwierdzenie tego przeczytaj proszę T U T A J .

Zgodnie ustaliliśmy, że kościół katolicki – są na to miliony dowodów – do absolutnej perfekcji doprowadził wszelkiej maści kłamstwa, krętactwa, oszustwa, przeinaczenia. Przez wieki tworzył bez jakichkolwiek zahamowań dogmaty, jakieś kompletnie wynaturzone prawa wmawiając ogłupiałym i przerażonym ludziom boskie sprawstwo.  Ich bóg jest pamiętliwym, złośliwym, karzącym ludzi „potworem”?! Wtrąca nas do wymyślonego przez kościół piekła – każdego kto nie chce słuchać ich wynaturzonych, powstałych w chorych głowach i psychikach, potwornych pomysłów.

Kościół katolicki posunął się nawet do mega bzdury tworząc straszliwe kłamstwo czyli niepokalane poczęcie.  Pozbawił kobietę – matkę Chrystusa – chyba najważniejszej postaci tego kościoła –  pięknych cech erotycznej kobiecości, miłości, macierzyństwa. Ta biedna kobieta nie zaznała żadnej miłości ani zmysłowej, ani cielesnej, pozbawiono ją też miłości duchowej.

Przecież to kościół katolicki niszczył, mordował ludzi, prowadził krwawe krucjaty nawracając niewiernych ogniem i mieczem na jedyną, słuszną wiarę. Kościół katolicki wymyślił i wsławił się czymś tak potwornym jak święta inkwizycja, palenie na stosach wolnomyślicieli, ludzi mądrych, artystów, niszczył wszelkie oświecenie i postęp.

To kościół katolicki od wieków pokazuje obrzydliwą wręcz chciwość i pazerność gromadząc, często bezprawnie, majątki i dobra wszelkie i nie ustając w tej chciwości nigdy. Na biednych z tego idzie mały ułamek.  Kościół katolicki, zwłaszcza w Polsce, to instytucja niezwykle aktywna i zaborcza! Nie spoczywa na laurach, przypuszcza totalną ofensywę na wszystkich możliwych polach.

Jesteśmy ateistami, agnostykami, ludźmi wierzącymi, ale bez kleru i niewierzącymi czy wątpiącymi –  takich ludzi jest już bardzo dużo w Polsce i na Świecie. Mamy swoje, normalne, ludzkie wartości i według nich żyjemy, nikomu nie robiąc krzywdy i nie narzucając swego światopoglądu tak jak to czynią, często na siłę i bezczelnie – tzw. katolicy.

Tu w swoim kraju, w Polsce czujemy się osaczeni przez kościół katolicki, który jest absolutnie wszędzie. W szkołach, na ulicach, we wszystkich mediach, w urzędach, przy drogach, włazi w zabłoconych buciorach do naszych domów, do naszych łóżek, wlewa się drzwiami i oknami. Wszędzie są krzyże i ciągle ich przybywa – to działa bardzo  przygnębiająco. Nie można posłuchać radia, przeczytać gazetę, bo wszędzie są jacyś biskupi, księża, kardynałowie, papieże… Media – nie tylko te „narodowe” – radio, telewizja ciągle opowiadają o dziwacznych uroczystościach państwowych, na których nasz rząd i prezydent klęczą przed jakimś kolorowo i przebogato przebranym facetem-biskupem! To przykre, żenujące i… śmieszne!

Ciągle są jakieś rocznice związane z jakimś papieżem, a najczęściej z Janem Pawłem II. Stawia się pomniki gdzie tylko można i gdzie nie można też.  W pobliżu naszych domów, osiedli codziennie jacyś szaleni dzwonnicy biją w kościelne dzwony jakby się coś strasznego stało! Dlaczego niszczą spokój ludzi na osiedlach i wokół, bo słychać na kilka kilometrów tę trwogę!

W całej Polsce wszędzie pomniki, krzyże, jakieś tablice upamiętniające, relikwie, cudowne obrazy, płaczące Maryje, cuda na drzewach i na szybach okien. Pielgrzymka za pielgrzymką. Co druga ulica to ulica JPII. Prawie każda szkoła to szkoła JPII. Teraz pewnie będzie więcej imienia „poległego”  L. Kaczyńskiego. Naród płaci niewyobrażalną forsę na budowanie wymyślnych i architektonicznie paskudnych budowli sakralnych, których coraz więcej i więcej…

Zgodnie stwierdziliśmy, że  Polki i Polacy popełnili wielki błąd przy ostatnich wyborach – zostali wybrani źli ludzie i mamy teraz straszne tego skutki.

Partia PiS, która wygrała (tak naprawdę to tylko 18% uprawnionych do głosowania!) ostatnie wybory zamierza swojego boga i religię wprowadzić  wszędzie: do konstytucji, do prawa, prawodawstwa i ustawodawstwa, do nauczania historii, do każdej działalności Polek i Polaków. Podobno wszelkie decyzje polityczne, kulturalne, prawne, ekonomiczne i gospodarcze zaczyna się podejmować przy udziale hierarchów kościoła katolickiego!

Dyskusja zeszła także na ekonomię i obyczaje tzw. katolików.  Kościół katolicki i związane z nim instytucje stoją ponad polskim prawem! Dlaczego?!  Nie obowiązują ich żadne prawa państwa Polskiego. Nie płacą podatków. Nie muszą się rozliczać ze swoich dochodów, przychodów, kłamstw wszelkiego pochodzenia.

Kościół decyduje o naszym szkolnictwie i oświacie, o życiu i zdrowiu kobiety ciężarnej, o tym czy ma czy nie urodzić dziecko.  Jakiś facet na stanowisku proboszcza nakazuje jak ma żyć lokalna społeczność.  Jacyś oszaleli z nienawiści ludzie od sześciu lat wrzeszczą na temat „poległych”  i „zamachu” w Smoleńsku. Te dewotki i bigoci – bardzo agresywni – chcą rządzić naszą moralnością, urządzać nam życie. Ich życie to tylko kościół i radio Maryja – ich wybór, ale niech nie narzucają go innym. Jakim będziemy państwem, narodem, społeczeństwem?! Teraz już musimy płacić na jakieś idiotyczne podkomisje, które mają na siłę udowodnić „zamach” w Smoleńsku!!!

Wszyscy przecież wiemy, że państwo polskie było i jeszcze jest wg Konstytucji RP państwem świeckim, ze zdecydowanym i wyraźnym rozdziałem kościoła od państwa. Polska staje się na naszych oczach państwem wyznaniowym. Konkordat to wielka pomyłka i nigdy nie powinien istnieć. Tylko patrzeć jak do naszych domów wpadnie religijna policja, aby sprawdzić czy żyjemy według ich wskazań. NIE!

Wiemy, że są w polskim kościele ludzie światli, mądrzy, ale to tylko garstka i nikt ich nie słucha, są pomijani, usuwani, sekowani na wszelkie sposoby. Nie osądzamy, ale pytamy: DLACZEGO?!

W tej niełatwej dyskusji na koniec stwierdziliśmy, że jeśli bóg istnieje to musi być bardzo tolerancyjny skoro znosi te wszystkie i wiele innych wyczynów tzw. ludzi kościoła. Chyba jednak nie ma żadnego boga, skoro im wolno tak postępować! Nie boją się – wymyślonego przez siebie – piekła?!

Babcia mówiła: żyj zdrowo i kochaj!

Lubię bociany...Już jest lato! Dlatego i nie tylko, warto pomyśleć o tym jak zdrowo żyć, oczywiście jeśli mamy sobie coś do wyrzucenia w tej sprawie, a podejrzewam, że nieomal wszyscy jednak mamy. 🙂

Zachęcam do poznania kolejnego tekstu Jeana Marca Dupuis „Prosta rada na unikanie chorób”. Dlaczego? Jak? Co prawda tekst odpowiada na te  pytania, ale wtrącę swoje przemyślenia, które pojawiły się po miłym spotkaniu uroczych ludzi: starszej pani i pana – małżeństwo, chyba bliżej 80.

Wiadomo – w tym wieku zwykle coś boli, ale…  Ich dewiza życiowa to:  Miłość, Przyjaźń, Ruch i Przygoda. Od lat są wegetarianami, podróżują, mają szerokie kontakty także zdobyte przez internet, pozbyli się telewizora, kupili komputer i internet; chodzą do kina, teatru, na wystawy, odwiedzają przyjaciół i rodzinę za granicą. Mają rower – tandem i jeżdżą na wycieczki, opowiadają dowcipy, są uśmiechnięci, zadowoleni – cieszy ich Życie. Są na co dzień ciekawi świata, ludzi i nowości przeróżnych. O chorobach nie chcą mówić, bo i po co, biorą leki – jak podkreślają: „To tylko dwie tabletki codziennie i jest OK!”

Zawsze miałam wrażenie, że istnieję, funkcjonuję podobnie, ale to piękne małżeństwo zaimponowało mi bardzo! SĄ SUPER!

ZAPRASZAM DO POCZYTANIA I PRZEMYŚLENIA – WARTO.

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie www.PocztaZdrowia.pl.

 

Prosta rada na unikanie chorób

Szanowny Czytelniku,

Jean-Pierre ma 55 lat i cieszy się doskonałym zdrowiem.

Jednak gdyby się bardzo postarał, mógłby doszukać się u siebie tuzina chorób…

Zdarza mu się zdenerwować, kiedy utknie w korku lub kiedy klienci nękają go poza godzinami pracy.

Gdyby lekarz zmierzył mu w takich momentach ciśnienie krwi, wynik z pewnością wskazałby na nadciśnienie.

Jean-Pierre ma 183 cm wzrostu i waży 84 kilogramy. Jego wskaźnik masy ciała (BMI) wynosi 25,1. Poziom BMI pozostający w granicach normy to 20–24,9.

Diagnoza: nadwaga.

Po spożyciu niektórych pokarmów Jean-Pierre odczuwa niekiedy pieczenie w dolnej części klatki piersiowej tuż nad żołądkiem. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy napije się zagęszczonego soku pomarańczowego lub cydru.

Diagnoza: refluks żołądkowo-przełykowy.

Zdarza mu się budzić w nocy i pójść do łazienki, żeby opróżnić pęcherz.

Diagnoza: łagodny przerost gruczołu prostaty.

Kiedy wstaje rano, odczuwa sztywność nóg i pleców, potrzebuje kilku chwil, żeby odzyskać pełną sprawność i giętkość.

Diagnoza: choroba zwyrodnieniowa stawów.

Jean-Pierre ma często zimne ręce, zwłaszcza w chłodne i deszczowe dni zimową porą. Kiedy pada śnieg, nie wychodzi z domu bez podwójnej warstwy rękawiczek. Kawa nasila ten problem, a alkohol go łagodzi.

Diagnoza: choroba Raynauda.

Jean-Pierre ma zwyczaj robić wieczorem listę zakupów i spraw do załatwienia na następny dzień, żeby o niczym nie zapomnieć. Miewa też trudności z zapamiętywaniem imion. Mimo że lepiej nie zapisywać PIN-u do karty bankomatowej czy haseł, Jean-Pierre przechowuje te dane w notesie, skrzętnie ukrytym w biurku.

Diagnoza: łagodne upośledzenie funkcji poznawczych, początki choroby Alzheimera.

Ale to jeszcze nic. Gdyby Jean-Pierre przeszedł rutynowe badania, lekarz z pewnością wykryłby kolejne anomalne wyniki – symptomy rozmaitych chorób.

Masa ukrytych „chorób”

Wystarczyłoby, żeby Jean-Pierre poddał się dokładniejszym badaniom krwi, w tym badaniom hormonalnym (hormonów tarczycy czy płciowych) i składu krwi (ilości krwinek białych, czerwonych, płytek krwi).

Z pewnością przynajmniej jeden z pomiarów dałby wynik odbiegający od normy.

Jednak prawdziwym strachem mogą napawać Jean-Pierre’a (i jego żonę) badania tomograficzne i kolonoskopia (badanie z wykorzystaniem mikroskopijnej kamery, którą wprowadza się poprzez odbyt w celu obejrzenia jelita).

Guzki w płucach, torbiel nerek, polipy w okrężnicy (jelicie grubym), komórki rakowe w prostacie, przepukliny i anomalie kości – przeskanowanie ciała z pewnością pozwoli odkryć wiele podejrzanych i niepokojących objawów.

Zdiagnozowanie choroby nie oznacza poprawy zdrowia pacjenta

Większość ludzi uważa, że im wcześniej zdiagnozuje się choroby, tym lepiej, bo dzięki temu łatwiej będzie je wyleczyć. Jednak z punktu widzenia medycyny to założenie nigdy nie zostało potwierdzone.

We wszystkich wymienionych powyżej przypadkach to, że dzięki badaniu medycznemu Jean-Pierre odkryje w swoim organizmie jakąś „nieprawidłowość”, w żaden sposób nie zatrzyma jej rozwoju.

Według wszelkiego prawdopodobieństwa przyjmowanie leków lub poddanie się operacji narazi go tylko na niepotrzebne ryzyko.

Jeśli Jean-Pierre czuje się zdrowy, powinien skupić się na korzystaniu życia, a nie szukaniu dziury w całym.

Tak czy inaczej nie ma innego sposobu na zapobieganie rozwojowi chorób niż prowadzenie zdrowego trybu życia.

Nieważne, czy jesteś zdrowy czy chory, zdrowy tryb życia polecam wszystkim, którzy chcą czuć się lepiej i uniknąć problemów zdrowotnych.

Zbyt zaawansowane metody badań

Każdego roku skanery ciała i obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego stają się coraz bardziej zaawansowane, a tego typu badania coraz powszechniejsze.

Tomografy nowej generacji pozwalają obejrzeć wycinki ciała o szerokości 1 milimetra. Oznacza to, że na odcinku rozciągającym się od tułowia do głowy (około 80 centymetrów) można zrobić 800 zdjęć odpowiadających kolejnym wycinkom. Zdjęcia da się powiększyć setki razy i dzięki temu dostrzec najmniejszą anomalię.

Ciało ludzkie nie stanowi jednak ustandaryzowanego produktu przemysłowego. Wręcz przeciwnie: jest żywym organizmem charakteryzującym się zdumiewającą złożonością. Większość z nas żyje z przerośniętymi lub zbyt małymi organami, nawet o tym nie wiedząc.

Przeskanowanie najmniejszego organu to najprostsza droga do wywołania fali niepotrzebnych obaw.

Wiele osób wpada w tę pułapkę.

Jeśli dobrze się przyjrzeć, każdy okaże się chory

Badania dotyczące prostaty przeprowadzone w latach 80. XX w. przez patologów z Detroit (USA) w Cleveland Clinic1 pokazały, że po biopsji, „raka prostaty” zdiagnozuje się u 45% mężczyzn w wieku 50–59 lat.

Odsetek mężczyzn rzekomo dotkniętych rakiem prostaty sięga 68% u mężczyzn w wieku 60–69 lat i 82% u tych w wieku 70–79 lat.

Nawet wśród bardzo młodych mężczyzn (20–30 lat) niemalże 10% ma już „raka prostaty”.

Czy to znaczy, że trzeba się martwić, operować? Absolutnie nie. Tych mężczyzn należy zostawić w spokoju. Interweniować trzeba dopiero wtedy, kiedy rak prostaty zacznie się objawiać w postaci uciążliwych zewnętrznych symptomów.

Obecnie wiadomo, że część rodzajów raka nie jest progresywna.

Tak jest zwłaszcza w przypadku raka prostaty:

Niektóre nowotwory ulegają atrofii, czyli zanikają, ponieważ potrzebują więcej krwi niż są w stanie dostarczyć zasilające je naczynia krwionośne.

Inne nowotwory są wyłapywane przez system odpornościowy gospodarza, który je następnie niszczy.

Jeszcze inne nie są agresywne i pozostają w bezruchu aż do śmierci gospodarza (spowodowanej czymś innym niż nowotwór).

A jeszcze inne rozwijają się tak wolno, że pacjent zachoruje i umrze na inną chorobę, zanim nowotwór osiągnie rozmiar, który byłby prawdziwym zagrożeniem.

Istnieje mnóstwo przyczyn biologicznych tłumaczących brak negatywnego rozwoju nowotworów, czemu obecnie przyglądają się i co zaczynają odkrywać naukowcy2.

Można to odnieść również do innych „chorób”, które chorobami w rzeczywistości nie są.

Ogromna liczba osób od czasu do czasu cierpi na bóle brzucha. Po wykonaniu prześwietlenia okazuje się, że wiele z nich ma kamienie żółciowe. Czy to kamienie są przyczyną boleści? Ciężko powiedzieć. Przy dokładnych badaniach wykrywa się je równie często u ludzi, którzy nie skarżą się na bóle brzucha.

Wiele osób cierpi też na ból pleców i kolan. Istnieje spora szansa, że badanie metodą rezonansu magnetycznego wykaże uszkodzenia chrząstki, przemieszczone dyski lub dyskopatię.

Jednak większość z tych anomalii nie stanowi przyczyny bólu. Podobnie jak w przypadku kamieni żółciowych u osób, które nie skarżą się na ból kolan i pleców, również diagnozuje się uszkodzenia chrząstki i dyskopatię.

Jeśli dokładnie zbadać układ sercowo-naczyniowy osoby z chorym sercem, z pewnością znajdzie się w nim tętniaki, zakrzepowe zapalenie żył, zator w aorcie, nogach, płucach…

Czy należy brać leki lub operować? Po dokonaniu „odkrycia” podjęcie decyzji jest bardzo trudne zarówno dla pacjenta, jak i dla lekarza.

Nieodparta chęć podjęcia jakiegoś działania

Jedno jest pewne – jeśli pacjent nie zrobi nic, a problem rozwinie się w niepożądanym kierunku, lekarz będzie miał ogromne wyrzuty sumienia, może nawet zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej i stracić prawo do wykonywania zawodu.

Natomiast pacjent będzie żył, mając nad sobą „miecz Damoklesa”.

Dla bezpieczeństwa i jedna, i druga strona w miarę możliwości na ogół podejmuje działania zapobiegawcze, a przynajmniej wykona dodatkowe badania, które zwiększają ryzyko wykrycia kolejnych, do tej pory ignorowanych problemów zdrowotnych.

To błędne koło w dużym stopniu tłumaczy, dlaczego szpitale tak bardzo i tak szybko się rozrastają, podobnie jak kolejki w poczekalniach, koszty związane z opieką zdrowotną, a także liczba osób, które biorą leki codziennie i uważają się za chore.

Zaczekaj na pojawienie się objawów, zanim pójdziesz na konsultację

Według dra Gilberta Welcha, specjalisty rangi międzynarodowej ds. wykrywania chorób i profesora w Dartmouth Institute for Health Policy and Clinical Practice (USA).

„Dawniej ludzie szli do lekarza tylko wtedy, kiedy czuli się naprawdę źle, czekali, aż pojawią się objawy.

Jednak wzorce uległy zmianie. Wczesne diagnozowanie stało się głównym celem systemu opieki zdrowotnej.

Ogólne przekonanie mówi, że wczesne wykrywanie pozwala na lepsze leczenie.

W niektórych przypadkach to stwierdzenie może się okazać prawdziwe. Jednak warto też spojrzeć na drugą stronę medalu – zbyt intensywna diagnostyka może zamienić ludzi o dobrym zdrowiu w osoby chore. Badania diagnostyczne często prowadzą do podjęcia leczenia i to leczenia problemów, które nie są poważne lub które w ogóle problemami nie są. Co więcej, niepotrzebne leczenie może okazać się bardziej brzemienne w skutki niż sama choroba. (…)

Wczesne diagnozowanie stało się synonimem medycyny zapobiegawczej, którą uważa się za coś dobrego z natury, a co za tym idzie, wczesne wykrywanie chorób też postrzega jako dobre. W rzeczywistości wczesna diagnostyka nie ma nic wspólnego z zapobieganiem, ponieważ jej jedynym celem jest wykrycie choroby, a nie jej leczenie. Jej zadaniem jest wykrywanie anomalii w początkowym stadium tak, żeby można było zapobiec konsekwencjom ich rozwoju, a przecież wiele z tych anomalii nigdy nie pociągnie za sobą żadnych konsekwencji!”3

Wczesna diagnostyka prowadzi więc do sytuacji, w której miliony osób, które uważają się za chore, poddają się rozmaitym badaniom i medycznym interwencjom zupełnie bez potrzeby.

Dr H. Gilbert Welch dodaje:

„Tak jak mówiła moja babcia, kiedy byłem mały: prawdziwe zapobieganie polega na niepaleniu, jedzeniu zupy i warzyw, spędzaniu czasu na świeżym powietrzu (z podprogową wiadomością: uprawiaj sport i pozbądź się wszelkich napięć). Po prostu żyj zdrowo”.

To najlepsze, co możemy zrobić.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Źródła:

1) W.A. Sakr, D.J. Grignon, G.P. Hass et collab., Age and Racial Distribution of Prostatic Intraepithelial Neoplasia, European Urology, 30 (1996): 138-144.

2) W.J. Mooi et D.S. Peeper, Oncogene-induced Cell Senescence – Halting ont the Road to Cancer, New England Journal of Medicine, 355 (2006): 1037-1046; J. Folkman et R. Kalluri, Cancer without Disease, Nature, 427 (2004): 787; M. Serrano, Cancer Regression by Senescence.

3) H. Gilbert Welch, Overdiagnosed: Making People Sick in the Pursuit of Health, janvier 2012.

 

„Bo ja nie jestem żadnym króliczkiem!

To nie jest mój tekst, ale jest znakomity. Zapraszam do poczytania i… nie tylko.

——————————-

Do Sejmu trafił projekt ustawy o całkowitym zakazie aborcji. Jest szansa na wprowadzenie go w życie, bo komuś wciąż się wydaje, że kobiety są królikami… Jadę rowerem przez pola, wjeżdżam do l…

Źródło: Polowanie na króliczka, czyli rozprawa o lęku

Piękny uśmiech – proszę…

Wspaniały filmik – wzruszający, miły – każdy powinien obejrzeć. Powiedzmy naszym bliskim i dalszym ludziom – w pracy, w domu, na ulicy, na spotkaniach, marszach, demonstracjach, wszędzie – powiedzmy im – JESTEŚCIE WSPANIALI! To nic nie kosztuje, a tak wiele otrzymujemy!

link  Obejrzyj i uśmiechnij się

OBEJRZYJ PROSZĘ – WARTO! 🙂

VALIDATION – ZATWIERDZONE!

SUKCES i… co dalej

Jak to jest z naszymi sukcesami? Bywa, że nie jest łatwo znieść sukces, tak jak niełatwo jest pogodzić się z porażką. Emocje. Wszak każdy jest tylko człowiekiem… tak, ale czy TYLKO czy AŻ CZŁOWIEKIEM.

Sukces na ogół nie przychodzi nagle – chyba, że to wygrana na loterii, ale czy to jest sukces…

Na sukces zwykle pracujemy długo. Dobra passa czasem trwa i trwa, ale bywa, że przeleci jak meteoryt – piękny moment, a po nim… szarość.

Tak czy inaczej KAŻDY, DOBRY SUKCES JEST WAŻNY. Jest bardzo ważny zwykle nie tylko dla ciebie, twoich bliskich, ale bywa, że dla wielu, a nawet dla ludzkości. Choć nie każdy dostanie nagrodę NOBLA, OSCARA czy NIKE, ale szansa zawsze jest. 🙂

Po pewnej zupełnie prywatnej „debacie” obmyśliłam kilka jakby… zasad – na własny użytek, aby coś uporządkować i może innym też się przyda.

Co się dzieje kiedy odnosisz sukces?

  1. Inni zaczynają cię zauważać – przestaniesz być osobą przezroczystą. Co to znaczy? Zależnie od tego jakiego formatu jest to sukces będziesz tematem rozmów różnych ludzi. Staniesz się człowiekiem „widocznym”, „dostrzeganym”. To obudzi twoje trochę „złe” zdziwienie, trudno polubić natrętne spojrzenia, dziwne miny na twój widok, milknące rozmowy. Najlepiej przestać tym się zajmować i przejmować.
  2. Nie jesteś już tzw. zwykłym człowiekiem – stajesz się Kimś. Skoro tak to niektórzy uważają, że mają do ciebie jakieś niby-prawo. Jakie? Nie wiesz, ale wyobrażone i nie twoje „ja” już jest w obiegu. Nic na to nie poradzisz, tylko czas może sobie z tym poradzić… nie warto tym się za bardzo zajmować.
  3. Może cię dopaść ICH niechęć, złość, agresja – zwłaszcza wtedy gdy nie godzisz się na ich kłamstwa, bo wiesz jak wiele pracy, trudu, talentu i wyrzeczeń kosztowało cię to co masz, kim jesteś. Kłamstwa będą, bo przecież „nie wiadomo kto ją/jego popycha”, bo „w tym musi być jakieś oszustwo”, bo „dlaczego ona/on, a nie ja, też jestem w tym dobra/dobry” itd. Nie przejmować się i robić swoje, ale być „na czujce”, bo nigdy nie wiadomo z której strony nadejdzie atak. Warto zacząć uważniej dobierać znajomych, uważać na to co się pisze, mówi i z kim i o czym rozmawia.
  4. Musisz nabrać przekonania i dostrzec, że skoro wierzysz w to co robisz i jesteś w porządku – to znaczy, że to ty masz rację, a wokół ciebie są też wspaniali i dobrzy ludzie. To jest balsam na twoją skołataną wyobraźnię i serce.  Wtedy warto zmienić otoczenie, środowisko, będziesz lgnąć do tych ludzi, którzy cię akceptują, doceniają, rozumieją i pozwolą ci nie tylko cieszyć się sukcesem, ale także zainspirują cię do dalszej pracy.
  5. Woda sodowa w głowie – różnie bywa, ale na ogół dopada niektórych ludzi sukcesu. Uznasz, że wszystko jest możliwe, zaczniesz nieco przesadzać, „rosnąć” w swoich oczach za bardzo. Pomyślisz, że tak będzie zawsze. Niczego nie ma na zawsze. Warto wtedy mieć kogoś kto cię „zniesie” na ziemię, niekoniecznie bezboleśnie, bo jednak każdy „kopniak” trochę boli. Można też sobie samemu z tym dać radę, ale lepiej z kimś bliskim i wspaniałym obgadać sprawę. Przy dobrym winie, kolacji rozmowa może być… pyszna i ważna. Jeśli wino to może takie KLIK  T U T A J

Tyle tych niby-zasad, niby-porad przyszło mi do głowy.

Jeszcze jedno – w naszym pięknym kraju współobywatele na ogół nie lubią tych „z sukcesem”. Dlaczego tak jest… nie wiem, ale wiem, że warto walczyć o swoje marzenia i odnosić sukcesy. Polacy i Polki często uważają, że trzeba być „średniakiem”, bycie przeciętnym jest dobre, a jeśli ktoś ma pieniądze to na pewno ukradł w taki czy inny sposób. To straszne przekonanie budzi mój wielki sprzeciw. Arogancja, brak pomysłu na życie i niemoc tych ludzi każe im tak myśleć i wszędzie podejrzewać zło, intrygi i brudne interesy. Tacy ludzie chyba po prostu nie potrafią rzetelnie zapracować na sukces, bo to wymaga wielkiego wysiłku, intelektu i wiary w siebie.

Warto dążyć do sukcesów, warto mieć osiągnięcia te wielkie, te małe i te codzienne. Warto cieszyć się nimi, dzielić się z innymi i po prostu być szczęśliwym. Nagrodą jest nasze życie – fajne, ważne i dobre  dla nas i dla wszystkich, którzy zechcą być z nami. Polecam też ten tekst POCZYTAJ PROSZĘ T U T A J

Halo! Tu Planeta Ziemia i… My

To jest zaćmienie słońca, piękne... ale piękniejsze jest bez zaćmienia

To jest zaćmienie słońca, piękne… ale piękniejsze jest bez zaćmienia

Planeta Ziemia i… My

„SĄ DWIE MOŻLIWOŚCI – ALBO JESTEŚMY W KOSMOSIE SAMI, ALBO NIE. OBIE SĄ RÓWNIE PRZERAŻAJĄCE…”. To powiedział znakomity pisarz, popularyzator kosmonautyki, autor m.in. „Odysei  Kosmicznej” – Arthur C. Clarke.

W lipcu 2014 roku odbyła się niezwykła konferencja, na której słynna amerykańska NASA (National Aeronautics and Space Administration , czyli Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej) postanowiła, że w ciągu 20 lat postara się dać odpowiedzi na nurtujące ludzkość podstawowe pytania: czy w niewyobrażalnie wielkim Kosmosie istnieje życie, czy może jest tam straszliwa pustka? Jeśli istnieje jakieś inteligentne życie to dlaczego nie dają czytelnych dla nas znaków, dlaczego brak kontaktu? Dlaczego milczą?

Pytań można byłoby postawić miliony, bo my ludzie jesteśmy ciekawi CAŁEGO ŚWIATA. To są ważne i koszmarnie trudne pytania, a raczej podanie sensownej odpowiedzi, bo pytanie można zadać każde, ale co do odpowiedzi to już inna sprawa. Śledząc różne informacje zastanawia czy potrafimy sobie odpowiedzieć na pytania dotyczące naszej ZIEMI i NAS na tym pięknym miejscu we Wszechświecie.

Pytanie zasadnicze: czy dbamy o tę naszą JEDYNĄ ZIEMIĘ? Za tym pytaniem ciągną się całe dłuuugaśne kolumny innych pytań, ale UCZCIWEJ czyli PRAWDZIWEJ odpowiedzi na to podstawowe pytanie BRAK! Zdaniem wielu ludzi zajmujących się naszą Ziemią, ekologią uczciwa odpowiedź musiałaby być bardzo przykra dla ludzkości – nie dbamy, a nawet odwrotnie ciągle niszczymy Ziemię, a to oznacza, że niszczymy siebie i naturę bez której nie ma nas.

Oczywiście można znaleźć wiele narodowych, lokalnych i międzynarodowych akcji, które propagują, namawiają, zachęcają, abyśmy w końcu zaczęli dbać o Planetę Ziemia, bo innej nie mamy. I co z tego? Niewiele. Dzień bez samochodu (od lat 22 września) w Polsce przeszedł prawie bez echa. Przynajmniej w Warszawie i okolicach korki były „śliczne” pomimo, że miejska komunikacja była przecież za darmo. Wszelkie konferencje tzw. klimatyczne odbywają się co jakiś czas, ale niewiele z tego wynika – winne są różne państwa większe i bogatsze niż Polska, ale my też przecież mamy węgiel, górnictwo, rolnictwo, śmieci, Bałtyk… itp. niemałe winy.

Czy znajdzie się wreszcie jakieś mądre i odważne państwo, naród, międzynarodowa silna organizacja i powiedzą STOP? Może wszyscy liczymy na to, że jednak gdzieś tam w KOSMOSIE JEST DLA NAS CO NAJMNIEJ JESZCZE JEDNA PLANETA, NA KTÓREJ ZAMIESZKAMY I TAK SAMO ZACZNIEMY JĄ NISZCZYĆ?!

Jedna z tez głosi, że kosmici od wielu lat oglądają nas tak jak my ludzie oglądamy zwierzęta w ZOO – może to prawda? 🙂