Kim jest „JA”

Witam Cię miło!

Ostatnio nie chcą mnie omijać niezbyt miłe myśli, refleksje, pogoda temu też chwilami sprzyja. Mamy ni to zimę, ni to jesień, chlapa, brak słońca, szarość bez zieleni, przemęczenie. W dodatku popsuła mi się moja Honda – wydech trzeba wymienić. Zwykle daję sobie radę z taką małą chandrą, ale otaczająca nas polska rzeczywistość dodatkowo nie sprzyja dobremu nastrojowi. Trzeba się z tym zmierzyć.

Kim jest „Ja”? Każdy z nas ma to własne, prawdziwe, a także piękne wyobrażenie swego „Ja”. Lubimy siebie, akceptujemy, albo nie. Krytykujemy się, obwiniamy, ale i nagradzamy. Mamy zbyt wysokie mniemanie o sobie, albo przeciwnie nie doceniamy siebie.

Staramy się być w porządku w stosunku do siebie… ale czy to zawsze udaje się. Nie zawsze. Wiemy to, ale często nie potrafimy zachować się w stosunku do siebie przyzwoicie, łagodniej, albo wręcz przeciwnie za coś się skarcić i nie powtarzać błędu. Z błędami bywa różnie, ale przecież staramy się.

Trudno mi akceptować u siebie np. czasami zbyt łatwego mówienia „tak” w pracy. Godzę się na coś, a potem okazuje się, że tego absolutnie nie chcę i w dodatku nie musiałam. Robię coś co ostatecznie mogę zrobić, ale nie lubię. Dzieje się tak dlatego, że komuś w przypływie dobra powiedziałam „tak”, a teraz… muszę. Słaba ta moja asertywność. Okazuje się, że nie zawsze potrafię uszanować swoje priorytety, zasady, potrzeby, aspiracje. Bywa tak, że nie zawsze potrafię właściwie zdiagnozować sytuację i powiedzieć NIE.

Później, po paru tygodniach czuję, że robię coś czego nie chciałam i powinnam „być na NIE”. Nie jestem dumna z takiej sytuacji. Różne są wtedy odczucia. Nie lubię tego, czuję rozczarowanie, że niepotrzebnie uległam jakimś głupim namowom. Żal mi straconego czasu, wysiłku, myśli… bo przecież mogłam ten czas i energię przeznaczyć na coś co sprawi mi satysfakcję, radość.

Inna sprawa – bywa, że przejmuję się zdaniem ludzi, którzy nie są dla mnie ważni, ale nie chcę im sprawiać przykrości, bo nie wypada, trzeba ich też zrozumieć itp. To źle.

Jednymi  z moich „nielubień” jest nabieranie się na jakieś doskonale zbędne gadżety, modne słowa, na coś popularnego itp. Po pewnym czasie przyglądam się temu i nie mogę się nadziwić – jak to! Dałam się na to nabrać?! Diabli mnie biorą!

Te nieudane decyzje sprawiają, że w pewnym momencie  mam wrażenie, iż tworzy się wokół mnie i jakby niezależnie ode mnie jakaś „mgła życia”. Tak to nazywam. Jestem wtedy  zła. Jednak muszę siebie nieco pochwalić – coraz rzadziej zdarzają mi się takie „wpadki”.

Kiedy tej „mgły życia” jest za dużo wiadomo, że coś nie gra, a przecież może wszystko grać – taki czas jest „w przyrodzie”. Wiem o tym i świetnie znam. Trzeba zacząć działać i nie dać się tej zamglonej paskudzie! To nie jest takie trudne, nie odkładaj „na nigdy”, ani na potem. Wierzę w zaczynanie od siebie. To wielka wartość.

Do dzieła! Trzeba ze sobą poważnie pogadać!  Sprzyja temu dobra samotność, o tym poczytaj proszę  T U T A J.

Mam to co kocham, znam, akceptuję – może jest skromne, ale własne, potwierdzone przeze mnie. Nie dajmy się zwariować otaczającej nas rzeczywistości, niemocy, bałaganu, niekompetencji, arogancji, naciągania, namawiania, braku szacunku. SZANUJMY SIEBIE i SZANUJMY INNYCH. Próbować zawsze warto. 

POWODZENIA! Zapraszam do rozmowy 🙂 

Reklamy