Zaglądanie w siebie…

Nicość, która nicością nigdy nie jest

To może nieco dziwny podtytuł, ale jest we mnie uzasadnienie… Pewna długa, nocna rozmowa z miłą mi osobą, która miała potrzebę pogadania i wybrała mnie, zmusiła do kilku przemyśleń. Do myśli, które na co dzień odganiamy od siebie, uciekamy od nich, często nawet nie do końca uświadamiając sobie to. Bywa, że jakiś impuls z zewnątrz zmusza mnie do napisania czegoś i… nie ma rady. Piszę.  Może to poczytasz i jakoś… zniesiesz… Zapraszam 🙂

Zajrzenie w siebie to proces niełatwy. Uciekamy od tego, bo domyślamy się, że może boleć. Wydaje się, że w naszym umyśle jest tylko to co wiemy, znamy, lubimy mniej lub bardziej i rozumiemy, ale… niekoniecznie tak jest.

Ta „nicość”, może ktoś nazwie „głębia”, a może „otchłań” znana, ale niechciana – to nasza podświadomość. Czyli coś co mamy gdzieś głęboko schowane przed…  sobą. Coś co wyparliśmy z pamięci, z serca, z myśli, ale to „coś” tam jest i jeśli się z tym nie uporamy będzie nam źle i może coraz gorzej. Nie zaglądamy tam, bo są tam sprawy, wspomnienia, przeżycia, traumy które ciągle mogą sprawiać nam ból. Jednak w naszej podświadomości jest także mnóstwo wspaniałych, dobrych wspomnień, uczuć, prawd, myśli… Warto tam zaglądać i rozprawić się z tymi złymi raz na zawsze, a dobre hołubić, cenić i cieszyć się nimi.

Jasne, to nie jest łatwe, a nawet to „zaglądanie” można odczuć jak fizyczny ból. Jednak warto się tego nauczyć, dotrzeć do tej głębi siebie, rozliczyć się ze złymi sprawami i pokochać siebie. Życie toczy się dalej, nikt nas nie uchroni od złego, będą nowe zdarzenia, ale jeśli nauczymy się z nimi rozprawiać, rozumieć to będziemy ponad tym złem, ponad tym co ogranicza nas. Będziemy coraz bardziej wolni. Zagrzebywanie tego zemści się tylko na nas.

Po kilku tygodniach dowiedziałam się, że ta niełatwa, nocna rozmowa miała sens. Ta osoba stwierdziła, że poczuła się nareszcie sobą, powiedziała: „Wiele przemyślałam. Teraz jestem ważna dla siebie i lubię siebie.”. Nie ma w tym żadnej mojej zasługi, prawie nie mówiłam, tylko słuchałam i to okazało się ważne dla tej osoby. Dla mnie też – bardzo ważne. Psychologia nazywa to „rozwojem duchowym” – chyba trafnie.

Prawda jest jednak taka, że jeśli nie pokochamy siebie to będzie w nas pustka, nicość. Będziemy próbowali ją zapełnić czymś – nowymi rzeczami, ciuchami, meblami w domu, wakacjami, nowym samochodem, pracą, związkami itp. Jednak ciągle czujemy, że to wszystko nie tworzy nas, nie powoduje, że jesteśmy lepsi, milsi, bardziej szczęśliwi…  Dlatego pokochajmy siebie! To ważne zadanie na całe życie… NA DOBRE ŻYCIE ZE SOBĄ I DLA INNYCH.

Zapraszam także do poczytania  TUTAJ

Tym pięknym, zachodzącym  słońcem – pozdrawiam Cię 🙂

 

 

Czy grozi nam internetowa śmierć?!

wi-fiCzy Internet przetrwa?Jaki Internet jest i będzie… dzisiaj, jutro? Czy grozi nam internetowa śmierć?!

Ten tekst zamieszczam (za zgodą Redakcji), bo jest BARDZO WAŻNY. Chyba nieco zapomnieliśmy tzw. ACTA, naszą własną ustawę inwigilacyjną, różnego rodzaju kontrole wszelkich  firm, itp. To – niestety –  trwa, istnieje i w dodatku ciągle jest „ulepszane” i „udoskonalane”. Zapraszam do poczytania 🙂

—————————————

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie http://www.PocztaZdrowia.pl.

—————————

„Jean-Marc Dupuis wkrótce uciszony?

Szanowny Czytelniku,

większość osób uważa, że Internet jest bezpłatny i niezależny. Jednak dziś tak już nie jest.

Masz pewnie wrażenie, że otrzymywanie e-maili ode mnie nic nie kosztuje.

Ale tak nie jest.

Mój gmail się zablokował, kiedy przekroczyłem liczbę wysyłanych przeze mnie wiadomości do 300 Czytelników Poczty Zdrowia. Od tej chwili zostałem zmuszony do korzystania z profesjonalnego systemu „routingu” i musiałem zacząć płacić, aby moje listy nadal mogły docierać do adresatów.

Obecnie płacę tysiące euro co roku, aby mieć prawo do dalszej wysyłki wiadomości.

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Ale faktem jest, że nie mam wyboru. Gdybym nie korzystał z tych systemów, byłbym skazany na milczenie przez kilka wielkich firm, które kontrolują Internet: Google, Orange, Free, Yahoo, Apple itd.

Obecnie firmy te robią, co chcą: w każdej chwili mogą podjąć decyzję o „zawieszeniu” Twojego konta.

Narzucają coraz więcej norm i „zakazanych” słów. Musiałem zatrudnić specjalistę informatyka. Gdybym tego nie zrobił, wiadomości nie wychodziłyby z mojego konta, nie docierałyby do adresatów.

W razie blokady konta, w świetle prawa nie dysponujesz żadnym sposobem, by dowiedzieć się, dlaczego konto zostało zablokowane, nie masz żadnego środka odwołania.

Nie wiesz zupełnie, co zrobić, by przywrócić komunikację. Często, po drugiej stronie kabla nie ma nikogo, tylko komputer, serwer (lub „robot”), który Cię usunął, a Ty nie możesz z nim porozmawiać, żeby wyjaśnić.

Kilka tygodni temu zdarzyło się, że ponad 200 000 czytelników przestało otrzymywać moje wiadomości. Komunikacja została przywrócona, ale w każdej chwili znów może zostać przerwana.

Niestety, jest to bardzo prawdopodobne, że wkrótce wiadomości ode mnie będą automatycznie kierowane do folderu „Kosz” Twojej skrzynki mailowej, a nawet całkiem blokowane przez serwer, zanim do Ciebie dotrą.

Nic Ci nie przyjdzie z protestów. Twój dostawca usług internetowych wytłumaczy Ci, że oczywiście robi to dla Twojego dobra. I aby uchronić Cię przed zagrożeniami płynącymi z informacji niezatwierdzonych przez władze, zdecyduje o zablokowaniu wiadomości ode mnie.

Wielkie firmy i rządy ograniczają dostęp do Internetu

Przez około dziesięć lat Internet był wolny. Mogłeś pisać, co chciałeś, nie musiałeś się niczego obawiać. Często porównuje się te czasy do epoki Dzikiego Zachodu, zanim władze i wielkie firmy nie zaczęły się wtrącać. Technicznie, nie było możliwe powstrzymać ludzi korzystających z Internetu od mówienia i robienia, co chcieli. Mogłeś wysłać jakąkolwiek wiadomość, w tym Twoje ulubione piosenki czy jakikolwiek tekst, który wydał Ci się pomocny lub interesujący.

Ale nastąpiły zmiany.

W 1995 r. powstały Yahoo i Wanadoo (obecnie Orange), w 1998 r. powstała firma Google, w 1999 r. Free, w 2004 r. Facebook, w 2005 r. Youtube, w 2006 r. Twitter, wśród innych „gigantów web”, jak ich się dziś nazywa.  Dyrektorów tych spółek jest niewielu: około dwudziestu na całym świecie. Wszyscy oni się znają i podzielają wspólną wizję świata. Utrzymują bliskie stosunki z rządami, zarówno z rządem amerykańskim, jak i rosyjskim, angielskim, niemieckim, japońskim i chińskim.  Są zmuszeni do współpracy z rządami, gdyż w przeciwnym razie mogliby zostać ukarani wykluczeniem (o czym miała okazję przekonać się firma Google w Chinach w 2010 r. 1; można powiedzieć, że od tamtej pory dobrze zrozumieli, o co chodzi). W grę wchodzą miliardy i nie ma żartów.

Na początku te spółki sprawiały wrażenie sympatycznych: dzięki nim można było uzyskać dostęp do Internetu i wszelkiego rodzaju usług (wyszukiwanie, poczta elektroniczna) za śmieszną kwotę, często nawet nieodpłatnie.

Ale zdarzyło się to, co miało się zdarzyć.

Wmieszały się w to władze polityczne

Firmy te rozwinęły się tak bardzo, że zainteresowały się nimi władze całego świata.  Nagle powiedziano nam, że wolność w Internecie „stanowi problem”. To nastąpiło na początku tego wieku.  Jak zawsze, wszystko zaczęło się od kwestii, która wydawała się słuszna: portale oskarżano o łamanie praw muzyków poprzez pozbawianie ich przysługujących im opłat z tytułu praw autorskich. Władze wykluczyły je, jak to się stało w przypadku portalu Napster zamkniętego w 2001 r. Mówiono nam również o pedofilach, terrorystach, handlarzach bronią i narkotykami…

Wszyscy powiedzieli „zgoda”, ponieważ, oczywiście, wszyscy lubimy muzyków, a nikt nie lubi pedofili, terrorystów i handlarzy bronią i narkotykami.  Powiedzieliśmy „zgoda”, nawet, jeśli w głębi serca wiedzieliśmy, że Mozart nigdy nie potrzebował wpływów z tytułu praw autorskich czy innych opłat licencyjnych, by komponować swoje opery i symfonie.  Powiedzieliśmy „zgoda”, choć wiedzieliśmy, że 75% pobieranych na całym świecie opłat za muzykę dzielą między siebie tylko cztery koncerny notowane na Wall Street (Sony, Universal Music Group, EMI oraz Warner Music Group) oraz że trafiają one zwykle do tych samych „artystów”, niekoniecznie najlepszych3.

Powiedzieliśmy „zgoda”, choć bardzo dobrze wiedzieliśmy, że ci, którzy są zdecydowani obejść zasady – mafiozi, terroryści – i tak zawsze znajdą sposób, by to zrobić.  Ale to jeszcze było OK, to słuszna sprawa – tak myśleliśmy.  W rzeczywistości, zakaz bezpłatnego dzielenia się muzyką, filmami i innymi treściami w Internecie miał tylko jeden skutek: wydać internautów „ze skrępowanymi rękami i nogami” na pastwę reklamowego pałowania, od którego Internet był dotąd wolny.

Co to ma wspólnego?  To bardzo proste:

Odtąd wszystkie oficjalne portale muszą płacić za korzystanie z treści. Kolosalne grzywny i kara pozbawienia wolności do 70 lat grożą za nieprzestrzeganie tej zasady4. To szybko spowodowało wstrzymanie wszelkich inicjatyw poza systemem „kasy”, odtąd nielegalnych. Mogą więc już tylko wszędzie umieszczać „banery”, „pop-ups”, „Google Ads” i inne reklamowe miniatury „Outbrain”, „Taboola” itd.

Ale w tym systemie, 85% światowych dochodów z reklamy w Internecie trafia do tylko dwóch firm: Google’a i Facebooka5. Dysponują więc one źródłem praktycznie nieograniczonych dochodów, dzięki któremu mogą wykupywać kolejne portale i systemy generujące ruch. Każdy nowy system po osiągnięciu pewnych rozmiarów jest „wchłaniany” przez jedną z nich: tak było z Youtubem, Whatsappem, Snapchatem i wieloma innymi.

To, co pozwala Google i Facebookowi rejestrować niesamowite ilości danych na temat „użytkowników” (na temat Ciebie i mnie), daje im również kontrolę i okazję do generowania jeszcze większych dochodów:

W jaki sposób Google i Facebook w ukryty sposób zarabiają pieniądze Twoim kosztem?

Dzięki swojej skali Google i Facebook mogły pozwolić sobie bez żadnych ograniczeń na to, co wstydliwie nazywają monetyzacją danych użytkowników.  Oznacza to, że rejestrują wszystko, co robisz, kiedy wchodzisz na ich strony, a następnie odsprzedają te informacje spółkom, które chciałyby Cię skuteczniej namierzyć.  Facebook rejestruje Twoje dane nawet wtedy, gdy nie jesteś połączony. Kiedy użytkownik kliknie na przycisk „wyloguj” z Facebooka, portal pozostawia na jego komputerze plik, który zawiera osobiste informacje i dalej przekazuje Facebookowi dane na temat nawigacji danego internauty6.

Konkretnie, skutek jest taki, że kiedy korzystasz z jakiejkolwiek takiej aplikacji, wszystko, co robisz, czytasz lub piszesz na portalach internetowych gigantów, jest metodycznie rejestrowane przez te firmy. Następnie dane są odsprzedawane lub wykorzystywane, by na Twoim ekranie, iPhonie, w Twojej skrzynce mailowej, na Twoim iPadzie, zasypywać Cię coraz bardziej agresywnymi ofertami reklamowymi.  Gdyby Internet pozostał wolny, tak by się nie stało, gdyż użytkownicy naturalnie przestaliby wchodzić na strony, które gromadzą ich prywatne dane w celu odsprzedaży i przytłaczania ich reklamami.

Ale to jeszcze nic.

Najgorsze z najgorszych

Najgorsze z najgorszych jest to, że pod pretekstem zwalczania przestępczości i, oczywiście, terroryzmu, wielkie firmy internetowe udostępniły państwom potajemnie dane i wiadomości użytkowników. Ten system publicznego szpiegowania został obnażony dzięki Edwardowi Snowdenowi7, wśród innych „wysyłaczy ostrzeżeń”. Ale publiczne obnażenie tego procederu nic nie zmieniło. Wszystko jest jak było, tylko jeszcze gorzej.  Oczywiście, ten system uprzykrzania nie powstrzymał krwawych zamachów terrorystycznych, wojen ani w najmniejszy nawet sposób nie wyhamował islamizmu, handlu narkotykami, bronią (w tym atomową) ani sieci prostytucji czy pedofilii, które obecnie mają się lepiej niż kiedykolwiek.

Ci, którzy potrzebują, doskonale umieją posługiwać się systemami szyfrowania danych, dzięki którym unikają nadzoru w Internecie.  Natomiast niewinny obywatel, który o niczym nie ma pojęcia, który nie ma sobie nic do zarzucenia i który w związku z tym nie stosuje żadnych środków ostrożności, już nie ma żadnego życia prywatnego. Nie zrobi już nic takiego, co nie zostałoby zarejestrowane w sposób ostateczny na serwerach Google’a i innych, w których dane są przechowywane do dyspozycji władz.

Jego zakupy, jego kontakty i przede wszystkim – jego opinie będą odtąd należycie rejestrowane i zachowane na wieczność na zabezpieczonych serwerach. Jeśli chodzi o jego dane bankowe, już od dawna państwo ma do nich bezpośredni dostęp, a od 1 stycznia 2018 r. nastąpi automatyzacja systemu na skalę światową dzięki automatycznej wymianie danych bankowych dotyczących zagranicznych rachunków bankowych.

Jasne, ale skoro nie mam sobie nic do zarzucenia, to nie mam się czego obawiać – być może mi odpowiesz.

Dlaczego sprawa dotyczy wszystkich?

Ten system szpiegowania i rejestracji danych informatycznych wydaje się nie stwarzać problemów uczciwemu obywatelowi. Ale to pozostaje prawdą jedynie, dopóki przestrzegane są swobody obywatelskie.  Kiedy w jakimś państwie zapanuje klimat obaw lub nietolerancji, kiedy pewne przekonania, dotąd powszechnie akceptowane, staną się „przestępstwami” (ostatnio we Francji wiele przekonań stało się przestępstwami), obywatel staje się prawnie i fizycznie zagrożony.

Niestety, nie brakuje historycznych przykładów przekształcania się, w następstwie fatalnych i nieoczekiwanych wydarzeń, państw prawa w państwa policyjne, w których przeciwników zatrzymuje się i prześladuje za przekonania.  Nikt nie wie, które przekonania i działania staną się z dnia na dzień niepożądane. To mogłoby nawet być coś, co dziś wydaje nam się nie do wiary 8.

Przypomnij sobie, że w ciągu kilku tygodni posiadanie zwykłego skrawka ziemi, co wydawałoby się najbardziej akceptowalną rzeczą na świecie, stało się ciężkim przestępstwem karanym deportacją lub śmiercią po rewolucji bolszewickiej w 1917 r.  Posiadanie kilku gram złota groziło karą więzienia w Stanach Zjednoczonych, w 1933 r., kiedy to prezydent Roosevelt zarządził rekwizycję złota od obywateli amerykańskich 9.

Posiadanie rodziców pochodzenia żydowskiego stało się niebezpieczne w Niemczech, w latach 30. ubiegłego wieku, choć jeszcze kilka lat wcześniej Żydzi stanowili dużą część społeczeństwa i elit niemieckich! (uczony Albert Einstein, poeta Heinrich Heine, botanik Otto Warburg – laureat nagrody Nobla w 1931 r., Paul Ehrlich, kompozytor Feliks Mendelssohn…). Posiadanie zwykłego tytułu akademickiego stało się przestępstwem w Chinach podczas rewolucji kulturalnej w 1966 r.10. Groziła za to zsyłka do obozu pracy, co było synonimem śmierci.

Noszenie okularów skazywało na prześladowania w Kambodży, kiedy w 1975 r. do władzy doszli Czerwoni Khmerzy i rozpoczęli polowanie na „intelektualistów”.

A kto jeszcze pamięta, że jeszcze niecałe czterdzieści lat temu Iran i Afganistan były krajami, w których dobrze było żyć?

Nikt nie wie, co nas czeka w przyszłości, i nigdy nie będzie wyryte w marmurze, że gdzieś, w jakimś kraju, pozostanie tak, jak jest.  Także we Francji zdarzały się zawirowania, okresy ciemności, w czasie których trwały intensywne prześladowania.

Obecnie jedyną linią obrony pozostaje milczenie i różne strategie zmierzające do uniknięcia, by zostać okrzykniętym przeciwnikiem reżimu. Ale co zrobić, jeśli cała Twoja dotychczasowa korespondencja, w tym wymiana prywatnych wiadomości w gronie rodzinnym, została zarejestrowana i może zostać przeanalizowana przez służby państwowe?

Czy nawet Poczta Zdrowia może wkrótce zostać zablokowana?

Choć nie udało im się (najdelikatniej mówiąc) powstrzymać terroryzmu, handlu narkotykami czy pedofilii w Internecie, rządy państw i wielkie firmy internetowe dysponują obecnie wszelkimi środkami blokowania osób, które, tak jak ja, wykorzystują Internet do swobodnego wyrażania opinii na ważne tematy, np. na temat zdrowia.  W rzeczywistości nie ma nic prostszego dla władz niż ogłosić, że taka czy inna strona powinna zostać objęta zakazem lub ograniczeniem użytkowania, ponieważ podaje niezatwierdzone informacje na temat zdrowia.

Nie ma nic prostszego dla internetowego giganta niż wyjaśnić, że przekazywanie pewnych wiadomości nie spełniających kryteriów zostaje wstrzymane w celu ochrony użytkowników.  I zawsze podawany jest ten sam pretekst: bezpieczeństwo. Państwo rozumieją, to kwestia zdrowia publicznego, trzeba chronić ludzi.

Istnieją już plany zakazania publikowania w Internecie wszelkich informacji na temat zdrowia ocenianych jako „niezgodne”: niezgodne z tym, co mówią władze, oraz sprzeczne z interesem wielkich koncernów farmaceutycznych.  W imię – oczywiście – „interesu ogółu”, Google rozpoczął już „umieszczanie na indeksie”, czyli likwidację stron badawczych oraz odniesień do stron takich jak nasza, które rozpowszechniają informacje alternatywne i niezależne na temat zdrowia11.

Google sprzymierzył się z największą siecią medycyny konwencjonalnej w Stanach Zjednoczonych, by dostarczać użytkownikom bezpośrednio informacje na temat metod leczenia dopuszczonych przez FDA (władze sanitarne). I tak, jeśli w Stanach Zjednoczonych wpiszesz w oknie wyszukiwarki Google „arthritis” (artroza), nie pojawiają się już żadne niezależne strony (jak Poczta Zdrowia). Na pierwszej stronie masz dostęp jedynie do metod „zatwierdzonych” przez władze, na niekorzyść wszelkich metod naturalnych.

Już niedługo systemem tym zostanie także objęta Europa i reszta świata.

Cenzura gorsza niż w państwach policyjnych

Ten system jest gorszy niż cenzura w reżimach totalitarnych. W Europie użytkownicy wyobrażają sobie, że są wolni i że mają dostęp do różnych źródeł. Nie mają pojęcia, że są ofiarami manipulacji i są w związku z tym jeszcze bardziej podatni na propagandę. A przecież brak różnorodności opinii, a zatem również brak wolności opinii na największych portalach internetowych wprost bije po oczach.

Już zdajesz sobie z tego sprawę, przeglądając aktualności.  Bez względu na to, czy wejdziesz na Google News, Yahoo News, Apple News czy na jakikolwiek inny oficjalny portal informacyjny, widać głównie powielanie w nieskończoność przez maszyny tych samych oficjalnych depesz, pochodzących z wielkich rządowych „agencji prasowych”.  Brak jakiejkolwiek niezależności, jakiejkolwiek różnorodności opinii. To królestwo „kopiuj-wklej” w różnych przebraniach. I oto przyczyna i źródło głębokiego zniechęcenia i złego samopoczucia, które odczuwasz podczas przeglądania portali informacyjnych. Przeczuwasz, że po drugiej stronie kabla nie ma nikogo, kto myślałby w sposób wolny, kto stawia pytania.

Portale informacyjne podobne są do sfory wilków, które rzucają się na wspólną ofiarę, by zrobić z nią jedno i to samo.

Zachować krytyczne podejście

Kiedy czytasz Pocztę Zdrowia, wiesz, że ktoś do Ciebie pisze. Wiesz, że istnieję, że szukam, że żyję, i że (czasem) coś znajduję, że mam wzloty i upadki. I masz rację, bo rzeczywiście jestem, jestem człowiekiem z krwi i kości, mam swoje zalety i wady, nadzieje i obawy, radości i smutki, sukcesy i porażki.  Zachowujesz krytyczne podejście i masz rację: właśnie tego nam trzeba! To jest podstawa zdrowej relacji.

Nie udaję, że zawsze mam rację. Nie po to tu jestem, by zmusić cały świat do uznania tego samego systemu myślenia.  Wręcz przeciwnie, uważam, że szczególnie warto żyć wtedy, gdy siedzi się za sterami własnego życia. Myślę, że ważne jest, by każdy posługiwał się własnym mózgiem, dysponował narzędziami do dokonywania wyborów, nie pozwalając innym, by dyktowali mu zachowania i przekonania uzgodnione przez decydentów.

Nie dlatego uwierzę, że ktoś mi powie: na temat szczepień nie ma dyskusji. Staram się dowiedzieć, czy to prawda, czy to się sprawdzi w takim samym stopniu w przypadku wszystkich szczepień w każdych okolicznościach (a postawić pytanie, to już na nie odpowiedzieć).  Kiedy słyszę, że na taką chorobę jest takie lekarstwo, staram się także dowiedzieć, czy to się sprawdzi w przypadku wszystkich. A ponieważ świat jest złożony, nie będziesz zaskoczony, dowiadując się, że nie, właśnie jest na odwrót, żadne lekarstwo nie sprawdza się u każdego, i to jest powód, dla którego każdemu z nas, wolnych i odpowiedzialnych dorosłych, powinno zależeć na minimalnej wiedzy o swoim zdrowiu, zanim połknie jakiekolwiek lekarstwo lub podda się jakiejkolwiek operacji.

Teraz czytasz moją opinię, moje powody, i sam zdecydujesz, czy masz w ręku wszystkie dane, by podjąć decyzję o naśladowaniu mnie, czy też nie.

Ale gdzie jest podejście krytyczne wielkich mediów, które wkrótce zajmą cały Internet? Stopniowo wszystkie treści zawarte na wielkich portalach ulegają wyjałowieniu, ujednoliceniu. Facebook, Google, Twitter, Yahoo już całkiem oficjalnie blokują wszystkie treści, które nie spełniają ich rzekomych „kryteriów etycznych”, z dnia na dzień coraz bardziej surowych.  Lecz jest to etyka nietolerancji: osoby, które nie podporządkują się ich politycznie poprawnej ideologii, podlegają bezlitosnej eliminacji, pozbawia się je miejsca wyrażania opinii.

Dlatego właśnie muszą koniecznie istnieć przestrzenie oddechu jak Poczta Zdrowia. Kiedy znikną, świat stanie się szarym i zakurzonym więzieniem, nawet jeśli nie ma krat i drutów kolczastych.

W jaki sposób będą próbować nas uciszyć?

Internetowi giganci mają sposoby na zablokowanie naszej poczty elektronicznej, i to jest problem.  Dlatego właśnie nie spodziewam się, że będę mógł wiecznie wypowiadać się za pośrednictwem poczty elektronicznej, nawet jeśli uda nam się płacić „okup” za przesyłanie naszych wiadomości.  Odbędzie się to w ciszy, równie cicho jak aresztowanie przez tajne służby w dyktaturze policyjnej.

Pewnego dnia otworzysz skrzynkę mailową i… nie znajdziesz żadnego newslettera ode mnie. Poczekasz dzień, dwa, pięć i… cisza.  Niektórzy z czytelników zaczną się zastanawiać, co się dzieje. Będą chcieli ponownie zaprenumerować. Ale nic to nie da. Powiedzą więc sobie: Widocznie przestał wysyłać, zajął się czymś innym. A potem, jak to zwykle bywa, życie pójdzie swoim torem.

Oczywiście nie będzie żadnej wzmianki w telewizyjnych serwisach informacyjnych. Zamiast zadać sobie pytanie, dlaczego zniknął największy alternatywny newsletter informacji na tematy zdrowotne, dalej będą poić odbiorców rzekomymi „rewelacjami” na temat wakacji polityków czy gwiazd show-biznesu lub ostatniego Tweeta jakiegoś pijanego piłkarza.  Najwyżej pojawią się dyskusje na forach internetowych, uciszone pod natłokiem oficjalnych „wiadomości”. Ciekawe, Jean-Marc Dupuis już nie pisze. I to będzie koniec.

Będę w moim ogrodzie

Oczywiście nie unicestwią mnie fizycznie. W moim ogrodzie będę się spokojnie zajmował grządkami truskawek, polował na ślimaki i przygotowywał warzywa na zupę dla moich dzieci.  Nie wyślą mnie więc do gułagu ani państwowego więzienia (no chyba, że…). Te metody są brutalne, zbyt kojarzą się z Gestapo i KGB. To już było.  Dziś umieją to zrobić skuteczniej. Zabija się wolnych ludzi „wirtualnie”, bez zostawiania śladów. Po prostu znika ich głos. Grzecznie usuwa się ich z publicznej debaty poprzez naciśnięcie guzika.

To śmierć w Internecie.

Mogą jeszcze pisać sobie wszystko, na co mają ochotę, ale wyłącznie na blogu prowadzonym incognito, nigdzie niepozycjonowanym, przez nikogo nieczytanym, ponieważ nie spełnia „kryteriów”, „guidelines” Google’a i Facebooka.  W naszym przypadku zawsze będziesz mógł zajrzeć na naszą stronę http://www.pocztazdrowia.pl, ale nie będziemy już mogli bezpośrednio informować Cię o tym, co się dzieje.

Moje dni są policzone

Jeśli więc któregoś dnia moje wiadomości elektroniczne przestaną wychodzić, jeśli nie będziesz ich otrzymywać na swoją skrzynkę, nie poprzestań na pomyśleniu sobie zajął się czymś innym. Nie, to będzie coś poważniejszego. Nie tyle nawet osobiście dla mnie, ile dla naszych swobód, tak drogo okupionych.

Wejdź wtedy na stronę www.pocztazdrowia.pl Ale już teraz, zachowaj moje wiadomości i informacje, które Ci przesyłam. Wykorzystaj jak najbardziej wszystkie sposoby leczenia, o których piszę, i o których jest coraz trudniej mówić, nie ryzykując odcięcia przez internetowych gigantów.  I przede wszystkim: mów o tym w swoim otoczeniu: zachęcaj bliskich do leczenia naturalnego i zaprenumerowania Poczty Zdrowia, by dbać o zdrowie i mieć dostęp do wolnej informacji. Nie wahaj się przesłać im tego maila, by przekonali się, co się właśnie dzieje. Powiedz im, że jest coraz mniej czasu.  I nie czekaj całe lata, by zaprenumerować nasze publikacje. Kiedy już raz je otrzymasz i przeczytasz, nikt Ci ich nie odbierze.

Co będzie później?

Tak czy inaczej, jeśli o nas chodzi, kiedy zabronią nam wysyłania maili, zakaszemy rękawy, by stworzyć nową pocztę. Nie wiem jeszcze, w jakiej postaci. Być może wrócimy do naklejania na koperty znaczków z recyklingu, które po całym świecie rozwiozą samochody elektryczne, gołębie pocztowe lub papierowe samoloty?  Krótko mówiąc, tak, to możliwe, że odetną mi możliwość przesyłania poczty elektronicznej. Ale znajdę inny kanał, inny sposób, by mówić do wielu. Gdyż prawda nigdy nie umiera, tak jak nie umiera wśród ludzi głód prawdy.

No i na zakończenie, ponieważ najgorsze nie jest jeszcze przesądzone, pozostańmy w miarę możliwości wolni, niezależni i w dobrym zdrowiu. Jeśli tak będzie, to znaczy, że się myliłem (a w każdym razie mam na to nadzieję).

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis ”

Dodam jeszcze – już tylko od siebie – link do strony  USA – ostrzeżenia Prezydenta – nieco przeraża. Prezydent Barack Obama postanowił: cyt. „Ja, Barack Obama, prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, na mocy uprawnień nadanych mi przez Konstytucję i prawa Stanów Zjednoczonych, niniejszym ogłaszam wrzesień 2016 jako miesiąc gotowości narodowej. Wzywam wszystkich Amerykanów do uznania znaczenia zapewnienia gotowości i pracy razem, aby poprawić naszą stabilność i gotowość”.

Sprawdź kim jesteś…

white_background_earth_picture_170476Podaję link do materiału z Facebooka. Obejrzyj ten film – warto. Dowiesz się może także coś o sobie… a na pewno o ludziach i o tym, że DNA to wielka SIŁA. To szok! Wszyscy na Ziemi jesteśmy spokrewnieni?

 

 

 

https://www.facebook.com/groups/490995564418278/?notif_t=group_added_to_group&notif_id=1469292865302540

Obejrzyj, proszę, daje do myślenia…

KOD jest sexy!

20160227_155530Kolejna wspaniała manifestacja 7 Maja 2016 roku! Znakomita atmosfera, mnóstwo uśmiechniętych i pozytywnie zdeterminowanych ludzi. To wspaniała, wielka ENERGIA dla każdego z nas – piękna nadzieja.

Wielkie podziękowania dla organizatorów i organizatorek – KOD jest sexy! 🙂

Tym razem zapomniałam telefonu i nie zrobiłam zdjęć, żałuję, ale 4 czerwca też będę i… nie zapomnę.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z poprzednich, wspaniałych spotkań np. T U T A J

KOD JEST SEXY!    To takie moje… hasełko 🙂

 

Jesteś SUPER!

JESTEŚ SUPER! To prawda. Nie ma co udawać i być nadmiernie skromnym.

JESTEŚMY SUPER!

Warto tak witać ludzi, siebie, starać się być super i dostrzegać to SUPER u innych i u siebie.

Obejrzyjcie proszę ten filmik, to się dzieje w naszej pięknej Polsce w Jej wspaniałej Stolicy w Warszawie!

Zapraszam FILMIK JEST T U T A J

 

 

Ropucha nie wypija stawu, w którym mieszka

Trafiłam na ten tekst przypadkiem, uznałam, że jest… piękny i mądry – mądrością nieprzemijającą. Moim zdaniem warto przeczytać i przemyśleć. Zwłaszcza teraz kiedy jest tak dużo byle czego w mediach. Czytam to wiele razy i myślę, że jakiś punkt-myśl będzie ważniejszy niż inne. Nie. Wszystkie są bardzo ważne.

Niezwykła mądrość Indian

Nazwa „Indianie” została nadana ludom Ameryki tylko dlatego, że Europejczycy pomylili ziemie za Atlantykiem z Indiami. Był to naród, który żył w pełnej harmonii z przyrodą, stąd „cywilizowani” Europejczycy patrzyli na nich jak na zacofanych dzikusów.

To jest wpis o niezwykłej mądrości Indian, ich spojrzeniu na świat i miejsce, które zajmuje człowiek w tym ekosystemie.

Zebraliśmy dla bladoskórych braci i sióstr wypowiedzi Indian, w których zawarta jest cała filozofia dalekich plemion, rozumiejących, że głównymi wartościami na ziemi na zawsze pozostaną natura i życie.

  1. Kochaj ziemię. Odziedziczyłeś ją po swoich przodkach, pożyczyłeś ją od swoich dzieci.
  2. Wewnątrz każdego człowieka trwa walka złego wilka z dobrym. Zawsze wygrywa ten wilk, którego karmisz.
  3. Dobry człowiek widzi dobre znaki.
  4. Dopóki każdy człowiek nie zazna spokoju w swojej duszy, pokój między narodami niemożliwy.
  5. Nie wierz starym ludziom, którzy mówią, że śmierć za młodu jest wyróżnieniem. Biały człowiek ma nad sobą za dużo kierowników.
  6. Dlaczego bierzecie siłą to, czego nie potraficie zdobyć miłością?
  7. Dziecko jest gościem w twoim domu. Nakarm, naucz i puść wolno.
  8. Ten, kto milczy, wie dwa razy więcej niż gaduła.
  9. Nie można obudzić człowieka, który udaje, że śpi.
  10. Wiedza jest schowana w każdej rzeczy. Kiedyś cały świat był biblioteką.
  11. Jedno „weź” jest lepsze od dwóch „dam”.
  12. Dobrze powiedziane słowo jest lepsze od celnie rzuconej siekiery.
  13. Niech mój wróg będzie silny i groźny. Jeśli go pokonam, nie będę odczuwał wstydu.
  14. Aby usłyszeć siebie, potrzebujemy milczących dni.
  15. Kiedy urodziłeś się, płakałeś, a świat się śmiał. Żyj tak, abyś umierając się śmiał, a świat płakał.
  16. Dąż do mądrości, nie do wiedzy. Wiedza — to przeszłość. Mądrość — przyszłością.
  17. Nie chcemy kościołów, ponieważ nauczą nas sporów o Bogu.
  18. Nie idź za mną — możliwe, że nie poprowadzę cię. Nie idź przede mną możliwe, że nie pójdę za tobą. Idź obok, a zostaniemy jedną całością.
  19. Zanim osądzisz innych, popatrz na ślady własnych mokasynów.
  20. Ojczyzna to miejsce, w którym jest ci dobrze.
  21. Jeśli masz coś do powiedzenia, podnieś się, aby cię zauważono.
  22. Nie zawsze przyjaciel jest przyjacielem, a wróg — wrogiem.
  23. Nawet martwa ryba potrafi płynąć z prądem.
  24. Kiedy przywiązujesz konia do słupa, czy czekasz, że nabierze sił?
  25. Człowiek powinien sam przygotować swoje strzały.
  26. Wszystko na tej ziemi ma swój cel, każda choroba — panaceum na nią, a każdy człowiek — przeznaczenie.
  27. Ropucha nie wypija stawu, w którym mieszka.
  28. Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a nie będę mógł zapamiętać. Zaangażuj mnie do działania, a zrozumiem.
  29. Dopiero gdy zostanie ścięte ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zatruta, a ostatnia ryba złapana, człowiek odkryje, że nie naje się pieniędzmi.

Lifehacking.pl

pobrano z: zyjswiadomie.edu.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

Jest brzydko? Dlaczego?

DSC09411

Tak jest pięknie..

Te zdania nie poraziły mnie (choć powinny), bo to smutna i niestety znana prawda. „Polska jest ładna tylko wtedy, kiedy napada śniegu, kiedy opadnie mgła, albo wszędzie tam, gdzie nie ma ludzi. W innych okolicznościach jest przeważnie brzydka. Każdy buduje, jak chce i jak potrafi.(…) Brak wizji i brak architekta przestrzeni. Nie cieszy mnie to, tylko boli. Dlatego Polska wygląda tak w moich filmach (…) Polska jest niestety przeważnie brzydka”.  Powiedział to znakomity reżyser pan Wojciech Smarzowski w wywiadzie dla „Przekroju.  Znam większość filmów tego reżysera, wszystkie są co najmniej dobre, tak dobre i trafne jak ta wypowiedź, wyciągnięta tu z wywiadu. Mam nadzieję, że nowy film „Drogówka” też będzie taki, zwłaszcza, że rzecz dzieje się w wielkim mieście.

Filmy tego reżysera  pokazują jednak przede wszystkim świat miejski i wielkomiejski i mam nadzieję, że opinia o brzydocie odnosi się głównie do tegoż świata. Niestety trudno nie przyznać znanemu twórcy racji – nasze miasta, miasteczka (niestety wsie też usiłują się upodabniać do tych miast) są po prostu w większości brzydkie. Gdyby nie natura, wspaniałe krajobrazy poza tymi miejscami, byłoby strasznie.

Warszawa ma wiele pięknych miejsc, ale teraz nie radzę teraz iść na spacer po Warszawie. Śnieg na chwilę łaskawie przykrył brudy, ale sczerniał,  stopniał i czar prysł. Wszędzie są psie kupy – na chodnikach, na ścieżkach rowerowych, na trawnikach, pod klatkami schodowymi, na parkingach, na skwerach i w parkach… Do tego wszędzie wielkie kałuże, a wokół walające się różne śmieci.  Każdy wie, że to naprawdę jest obrzydliwe, także właściciele psów, dozorcy, ale ich to najmniej obchodzi, bo niestety straż miejska nie jest od tego, aby widzieć i karać za takie przewinienia. Wolą mandaty za złe parkowanie i za prędkość, to się bardziej opłaca i nie trzeba się nachodzić.

Mamy teraz wielką dyskusję o fotoradach, porządkowaniu znaków drogowych.  Przy wjazdach do różnych miejscowości stoją i skutecznie przykrywają znaki drogowe, wielkie reklamy. Biją po oczach, są agresywne, to kompletny bałagan nad którym nikt nie panuje. Widoczne jest, że są to niewątpliwe bezprawnie (sic!) stawiane banery, reklamy – no bo chyba nie ma takich urzędników w  gminach, samorządach, którzy wyraziliby zgodę na takie potworne oszpecanie miast, wsi, dróg.

Zastanawia tylko czy Polacy są już tak  uodpornieni na ten brud, bałagan, smród, samowolkę zabudowy, architektoniczną szpetotę, dziury na drogach i brak jakiejkolwiek dbałości o własne miejsca do życia, że nie zauważają, że jest naprawdę źle? No właśnie… jak to jest z nami?