Swoje EGO zostaw za drzwiami…

Witam Cię!

Zrobiła się jesień i ożyły różne spotkania… Byłam na miłym i bardzo interesującym spotkaniu. Było nas dziewięć osób obu płci, w różnym wieku, o wielu zawodowych doświadczeniach i różnych zainteresowaniach. Tematów było sporo, wymiana zdań, poglądów była niezwykle intensywna, żywa i zróżnicowana.

Chyba najbardziej krwistą dyskusję wywołał temat – mówiąc w uproszczeniu – jakie trzeba mieć cnoty, aby osiągnąć zawodowy, rodzinny czy towarzyski sukces. Jak ludzie sukcesu zachowują się na co dzień, jakie mają zalety i wady, jak są postrzegani przez innych. To może zbyt duży rozziew, ale było… kontrastowo.

Mam nadzieję, że wyda Ci się to interesujące, napiszę w punktach co wynikło z tej barwnej i dość niezwykłej, często zabawnej dyskusji.

Oczywiście padły także raczej znane opinie dot. sukcesu, takie jak:

– permanentne zainteresowanie czymś nowym i próbowanie nowego;

– odkrycie w sobie pasji, która np. staje się ulubioną pracą;

– trzeba być upartym w dążeniu do celu;

– trzeba wyrobić w sobie umiejętność nie przejmowania się opiniami i poglądami innych…

To wszystko wydaje się bezsporne, ale padły też inne zdania np. takie:

Dzielenie się swymi odkryciami, przemyśleniami z innymi. Nie chodzi tu o to, aby opowiadać o swoich np. odkryciach kulinarnych, czy podróżniczych (choć to może być wspaniałe), ale o to by rozmówca był zainteresowany tym co ma się do opowiedzenia. Trzeba „wejść” w adwersarza. Starać się zrozumieć, a nawet odgadnąć co jest jego/jej zainteresowaniem, pasją… Ktoś kto zasługuje na miarę człowieka interesującego cieszy się także radością innych. Potrafi to okazać.

Trzeba być osobą szczerą, a swoje ego zostawić za drzwiami. Egocentryczni ludzie są męczący i brakuje im szczerości, głównie myślą o tym, aby dobrze wypaść, ukrywają prawdziwe „ja”.

Trzeba być człowiekiem otwartym, nie wstydzić się swoich słabostek, wad, czy drobnych dziwactw. Każdy z nas jest inny, mamy zalety i wady, ważne aby nie wstydzić się tego, umieć się śmiać ze swoich słabości, pokazać się uczciwym, otwartym… prostolinijnym. Chowanie swoich wad, ciągłe udawanie kogoś innego nic nie da, bo zawsze kiedyś prawdziwe „ja” wyjdzie na jaw.

To było fajne spotkanie. Na koniec przyznaliśmy, że każdy z nas dowiedział się także czegoś o sobie. Kolega stwierdził, że czasami zbyt poważnie traktuje… siebie, a ja stwierdziłam, że zdarza mi się prostą sprawę widzieć jako trudną choć po namyśle okazuje się, że można prościej… myśleć. Koleżanka natomiast stwierdziła, że potrafię słuchać i że bardzo lubi ze mną pogadać o wszystkim i o niczym, byle nie o pracy, bo mam na tym punkcie „małego kota”. Ojej… jest tu trochę racji, ale przecież staram się i np. kolega stwierdził, że rozmowa ze mną o jego pracy jest ok, zaznaczam, że on też potrafi słuchać.

Ktoś opowiedział jak trudno jest odzyskać własne życie i na nowo je poukładać i pokochać. Dwie inne osoby opowiedziały o szukaniu swego miejsca w świecie innym niż polski, o tym jak pomału odnosiły sukcesy.

Tak to było… Do tych cudnych dyskusji piliśmy pyszne wino, które śliczne małżeństwo przyniosło. Zrobili to wino w ubiegłym roku z działkowych winogron. Bardzo udane!

Oczywiście to nie jest cała dyskusja na ten temat – w kolejnym wpisie spróbuję opowiedzieć o czym jeszcze rozmawialiśmy. Zapraszam Cię:) 

Miło mi, że jesteś tutaj, serdeczności…


Jak być kobietą myślącą i… nie zwariować

Cudowna cisza w Puszczy – tutaj najlepiej się rozmyśla.

Dość długo nie pisałam – przepraszam, ale czasowo było trudno i nie udawało się, a może za dużo… rozmyślałam.

Wydawałoby się, że jeśli nie możesz mówić, pisać o tym co myślisz, to po co myśleć? Być może gdyby ludzie nie mogli np. trawić to pewnie nie jedliby. Nie jest tak. To dość prowokacyjne pytanie rodzi następne: a może szczęściem jest – chociaż na pewien czas – przestać myśleć? Stać się nieco bezmyślnym, dać odpocząć ciału, mózgowi, psyche, duszy… ale co dalej, też znowu trzeba coś pomyśleć, wymyślić…

Okazuje się jednak, że sprawa jest niezwykle złożona, ponieważ nasz mózg myśli zawsze, na okrągło, także wtedy gdy śpimy. No to pomyślmy wracając do pierwszego pytania. Po co nam nasze wspaniałe i ważne przecież myśli, których nie moglibyśmy wypowiedzieć, opisać, zobrazować, przegadać i  zrealizować?

OTÓŻ – NIE TYLKO DLA SATYSFAKCJI MYŚLENIA – BO POTRAFIĘ, BO MOGĘ, BO JESTEM. To jest oczywiście zajęcie fascynujące, można się wykazać na miliardy sposobów, ale można też zacząć lubić… SIEBIE. To nie zawsze przychodzi nam do głowy, a przecież jesteśmy osobą, z którą powinno nam się najlepiej „gadać”, rozmyślać, odczuwać, współczuć, ponarzekać, wymyślać wszelkie cuda, śmiać się i płakać, złościć się na siebie. No proszę – ile mamy możliwości współistnienia ze sobą. Jednak… myślenie bez działania?

Skąd takie myśli? Stąd, że coraz trudniejsza jest otaczająca nas nowa rzeczywistość i choć niespecjalnie mnie ona jeszcze dotyka, wiem, że to tylko pozornie tak wygląda. Ta dziwnie odmieniana rzeczywistość coraz szybciej dosięga nas bylejakością, swoim mocno rozzłoszczonym, ofensywnym charakterem i agresją. Jakoś do niedawna jednak było znacznie mniej… bylejakości.  

Nie ma na Świecie osoby, która wynagrodziłaby kogokolwiek za to, że nie lubimy siebie. To nie jest egoizm, to NORMALNOŚĆ. Nie warto. Warto myśleć, doceniać siebie, innych myślących, bo nikt za nas tego nie zrobi. Zatem – myślmy, działajmy i doceniajmy siebie! Warto.

To co myślimy i zamierzamy zrealizować musimy umieć przekazać tak, aby inni w to uwierzyli, zaufali. Wiem, to nie jest proste, ale przecież możliwe!

Zaufanie… wspaniała, najważniejsza sprawa. Przecież nie mówimy komuś „kocham cię, ale to nie jest najważniejsze, mam ważniejsze sprawy”. To byłoby idiotyczne.