Nowy podatek – za usługę

Wiele ostatnich pomysłów dotyczących kierowców i w ogóle ruchu drogowego zakrawa na to, że nasze państwo – Polska miałoby ochotę wszystkich kierowców wypędzić z kraju.

Dla posłów i urzędników jesteśmy niebezpieczną przeszkodą w ich niekończących się zapędach i przedziwnej wyobraźni wprowadzania ciągłych zmian. Im bliżej do wyborów tym są coraz bardziej aktywni, restrykcyjni, uparci i na oślep działają, aby tylko wygrać kolejne wybory.

Zapis kolejnego – na szczęście jeszcze projektu – dotyczy nowelizacji prawa o ruchu drogowym w zakresie badań technicznych pojazdów.

UWAGA DODATKOWY PODATEK: JEŚLI NAWET O JEDEN DZIEŃ SPÓŹNIMY SIĘ NA OBOWIĄZKOWE BADANIE TECHNICZNE NASZEGO SAMOCHODU ZA USŁUGĘ ZAPŁACIMY PODWÓJNĄ STAWKĘ!

Poza tym:

  1. oprócz pieczątki w dowodzie rejestracyjnym będziemy musieli mieć ze sobą specjalne zaświadczenie stacji diagnostycznej;
  2. każdy przeglądany samochód będzie fotografowany!;
  3. dodatkowo nas oznakują – na przedniej szybie znajdzie się specjalna nalepka.
  4. Ponadto w projekcie nowelizacji prawa drogowego jest zapis dot. Transportowego Dozoru Technicznego – osoby tam zatrudnione będą mogły przyjechać na badanie uszkodzonym autem jako „tajemniczy klient”.

Wszystkie te nowe „wspaniałości” wymyślili posłowie – urzędnicy. Można to skwitować następującym stwierdzeniem: permanentny i absolutny brak zaufania do obywateli, ale…

Nasuwa się wiele pytań m.in.:

  • Najważniejsze pytanie – gdzie jest zaufanie do nas, do OBYWATELI I OBYWATELEK naszego! Państwa?
  • Co z tego będą mieli właściciele pojazdów? Będzie tańsze paliwo, darmowe autostrady, porządne kształcenie kandydatów na kierowców, AUTENTYCZNE dbanie o nasze bezpieczeństwo? Nic z tych rzeczy nie będzie, za to będzie drożej i gorzej.
  • kto ma prawo fotografować moją własność prywatną? Samochód to przecież moja prywatna własność.
  • Do czego ma służyć zaświadczenie, które trzeba wozić ze sobą? Dotychczas urzędnikom, policji wystarczała pieczątka w dowodzie rejestracyjnym pojazdu. Co się w tym zakresie zdarzyło, że pieczątka nie jest już dobra?
  • Jeśli ktoś nie będzie miał potrzeby, ochoty, albo z braku pieniędzy, lub z powodu dłuższego wyjazdu, choroby np. złamania nogi, ręki – nie będzie mógł jeździć przez kilka tygodni, miesięcy i nie pojedzie na badanie techniczne w odpowiednim terminie – to co wtedy? Ile pieniędzy będzie musiał zapłacić za te tygodnie, miesiące… opóźnienia?
  • Po co i dlaczego zmienia się coś co funkcjonuje dobrze?
  • Kolejne, istotne pytanie nasuwa się samo: kto konkretnie i po co to wymyślił? Może jednak ta osoba, czy te osoby mają jakiż niezwykle mądry cel, ale mocno… wątpię.
  • I jeszcze jedno – dlaczego nic w kodeksie drogowym nie może być stabilne? Po co te ciągłe zmiany, które nic nie poprawiają, a wręcz przeciwnie?

Brak stabilnego, mądrego prawa nie tylko dotyka kodeksu drogowego… niestety.

Ach… pieszym być

Nasz niezwykły Sejm i jeszcze bardziej niezwykli posłowie obu płci znowu szykują zmiany w prawie o ruchu drogowym – ważny dokument – druk sejmowy nr 1859. Na tapecie – PIESI – i bardzo dobrze. Trzeba jeszcze oczywiście dużo pracy włożyć w te nowe przepisy, zasady, ale okazuje się, że najważniejsze jest dokładne określenie: CZY PIESZY/PIESZA CZEKA, OCZEKUJE CZY JUŻ WCHODZI NA PRZEJŚCIE?!

Najważniejszy punkt tegoż projektu brzmi tak, cytuję z pamięci: punkt 1. „Pieszy wchodzący na przejście, lub kiedy już się tam znajduje MA PIERWSZEŃSTWO PRZED POJAZDEM.”

Pieszy na pasach ma pierwszeństwo przed pojazdem i to wydaje się jasne. Jednak okazuje się, że… niekoniecznie, bo dalej czai się kolejne zdanie, które jest w oczywistej sprzeczności z pierwszym. Oto ta niezwykła myśl, tu będzie cytat dosłowny:

Punkt 2. „Kierujący pojazdem zbliżając się do przejścia dla pieszych jest zobowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu, który oczekuje bezpośrednio przed przejściem na możliwość bezpiecznego przekroczenia jezdni lub znajduje się na przejściu.”

Budzące moją wątpliwość fragmenty pogrubiłam.

Te dwa zapisy – niezwykle ważne – kryją nielogiczność! W 1. punkcie jest o pieszym „…wchodzącym na przejście…”, ale w drugim punkcie pieszy „…oczekuje bezpośrednio przed przejściem…” Gdzie tu logika? Moim zdaniem nie widać ani logiki, ani prawniczej konsekwencji.

Tak więc „wchodzimy”, czy może tylko „oczekujemy” jako piesi? Kiedy mamy pierwszeństwo – gdy wchodzimy na przejście, czy może już wtedy, gdy oczekujemy stojąc przy przejściu i zamierzając przejść?

To chyba jest straszne, hamletowskie pytanie, bo podobno posłowie zamówili już kilkanaście ekspertyz, aby problem rozwikłać. Uda się, czy nie? Moim zdaniem, jeśli już wprowadzamy poważne i bardzo potrzebne zmiany w ruchu drogowym to muszą być naprawdę… na złoty medal, a nie znowu byle jaka fucha.

Zamysł posłów jest cenny i dobry, ale musi być znakomite wykonanie, a diabeł zwykle tkwi w szczegółach i chyba każdy to wie. Jeszcze jedna niebagatelna sprawa. Projekt jest oczywiście wart wszelkiego poparcia, bo około 30% wypadków śmiertelnych w Polsce jest z udziałem pieszych, ale piesi też muszą być uważni. Nie może być tak, że raptem nieomal wbiega się na jezdnię, bo przecież tu są pasy, więc mam pierwszeństwo! Kierowca, nawet zwalniając przed przejściem, nie jest w stanie zatrzymać auta natychmiast, w ciągu pół sekundy – to też przecież powinno jasne. Jednak czy dla wszystkich pieszych? Straszne polskie statystyki mówią, że nie jest to jasne, bo ciągle giną ludzie na naszych drogach.

Jestem jednak nastawiona optymistycznie do tego projektu, choć martwi brak kultury wśród naszych kierowców obu płci. Dotyczy to wszystkich kierowców aut, a także rowerzystów, motocyklistów, motorowerzystów. Niestety jak by nie patrzeć tutaj, pod tym względem, nie jesteśmy jak Skandynawia. Porównanie może być niemożliwe.

Niestety ciągle na kursach nie uczymy kandydatów na kierowców kultury jazdy. Dlaczego? Nie ma kto tego uczyć? Kolejne hamletowskie pytanie?

Jak się z tym czujemy?

safe_image.php

Nie tylko dzień, kierowca-szaleniec może ci zrujnować całe życie!

To było wczoraj, piątek, słoneczny dzień. Warszawa, ulica Fieldorfa – wygodna, w obie strony dwa pasma ruchu, osobne, wydzielone do skrętów, na skrzyżowaniach pełna sygnalizacja świetlna. Jadę ok. 40/godz. Spory ruch. Dojeżdżam do skrzyżowania z ul. Umińskiego, widzę już czerwone – staję. Nagle obok, po lewym pasie, pędem przejeżdża dostawczy, biały Renault na radomskiej rejestracji. Z przeciwnego kierunku już samochody były prawie w połowie skrzyżowania – pisk opon – jeszcze raz temu głupiemu kierowcy udało się. Piesi już byli na pasach i też mieli wiele szczęścia. Kolejne skrzyżowanie, tym razem Renault stoi na czerwonym. Patrzę kto siedzi za kierownicą – mężczyzna, szczupły blondyn około 30 lat. Pogwizduje, uśmiecha się, ale widzi moją złą twarz. Rusza z piskiem opon.

Ten kierowca na pewno nie pierwszy raz tak się zachował, jest zachwycony sobą, bo udało mu się przejechać na czerwonym świetle. Wydaje się, że w ogóle nie rozumie jakie stworzył niebezpieczeństwo, jak przeraził ludzi. Adrenalina tak mu kazała? Oczywiście nie było policjanta, który widziałby to i ukarał szaleńca.

W mediach wiele jest różnych doniesień o pijanych kierowcach o cholerykach, którzy po mieście jeżdżą 200/godz. o wariatach jeżdżących bezkarnie pod prąd po warszawskich (i nie tylko) ulicach. Robią filmiki, zamieszczają je w internecie i cieszą się jacy to z nich wspaniali faceci. Czytamy i słyszmy o posłach, ludziach na wysokich stanowiskach, którzy na drogach, w miastach i miasteczkach powodują wypadki często po pijanemu i co… i nic! Pomimo, że niektórych policja łapie na gorącym uczynku to w jakiś dziwny sposób dalej jeżdżą, unikają kary. Śmieją się wszystkim w nos.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego sądy nie korzystają z możliwości ukarania tych przestępców? Co mają myśleć inni kierowcy, którym przydarzy się raz na kilka lat jakieś wykroczenie i natychmiast są ukarani wysokim mandatem i dostają punkty karne? Jak my ludzie szanujący prawo mamy się czuć? Czy nasze państwo jest tak słabe, że nie potrafi ukarać przestępców? Dlaczego od lat na naszych drogach jest niebezpiecznie i staje się coraz gorzej? Dlaczego są ludzie – obywatele Polski, którzy przez lata unikają kary za ewidentne przestępstwa drogowe, także za zabicie człowieka? Czy nasze sądy nie rozumieją, że takim działaniem wyrządzają krzywdę sobie samym i nam wszystkim?

Różne badania społeczne wykazują, że tracimy zaufanie do parlamentu, do rządu, do wymiaru sprawiedliwości. To przecież znane odczucia tzw. zwykłych ludzi – nas wszystkich, z wyjątkiem „świętych krów”, których – jak się okazuje – niestety u nas nie brak. Oni kochają takie państwo, bo zapewnia im… bezkarność.

Wiadomo karanie to nie wszystko – najważniejsza jest edukacja na każdym poziomie naszego życia. Czy ktoś ma jakiś mądry pomysł, aby to w końcu zmienić na lepsze? Abyśmy nie byli krajem, w którym ciągle jest tak dużo głupoty, podłości, brawury i wypadków drogowych? Fotoradary to bardzo dobry pomysł, ale muszą być instalowane w miejscach gdzie są najbardziej potrzebne. Mamy już możliwość ciągłego monitorowania ulic, a np. przy Fieldorfa w Warszawie – bardzo ruchliwa ulica – nie ma ani jednego fotoradaru, ani kamer ulicznych. Dlaczego? Przecież tam nie ma tygodnia bez jakiejś kolizji czy wypadku.

Trochę trudnej statystyki ze stron Policji:

Tylko od stycznia do marca 2014 roku doszło do:

  • 6 798 wypadków drogowych, w których
  • 635 osoby zginęły
  • 8 234 osoby odniosły obrażenia ciała – policja nie podaje ile z tych osób przeżyło.

Policji zgłoszono: 75 947 kolizji, a ile nie zgłoszono…

W 2013 roku w wyniku wypadków drogowych 3 357 osób poniosło śmierć!

To dane ze strony Policji – T u t a j można przeczytać więcej

TO SĄ PORAŻAJĄCE DANE!

Zapraszam także T U T A J  a także tutaj:  https://mozgojazda.wordpress.com/2014/06/09/prymitywy/

 

 

 

 

 

Nowe kary dla pijanych kierowców?

Piękna droga, niby pusto, ale patrz w lusterka wsteczne

Piękna droga, niby pusto, ale patrz w lusterka wsteczne

Rząd, Sejm, Senat i inni, którzy mają prawo tworzyć nowe prawa ciągle nas zaskakują swoją kreatywnością. Nie zawsze to wychodzi nam wszystkim na zdrowie, ale w tym wypadku powinno wyjść na dobre. Będą nowe kary dla pijaków na drogach.

Wszyscy jesteśmy pieszymi, bywamy też kierowcami różnych pojazdów – rowerów, motorowerów, motocykli, samochodów… Niestety dość często jesteśmy kiepskimi uczestnikami ruchu drogowego, a   świadczy o tym ilość i jakość wypadków drogowych. Jest ich od lat bardzo, bardzo dużo, niestety jesteśmy w europejskiej czołówce. Różne środowiska zajmujące się bezpieczeństwem ruchu drogowego (brd) biły i biją na trwogę proponując wiele dobrych, wypróbowanych na świecie rozwiązań prawnych, drogowych i edukacyjnych. Jakoś chyba przez lata nie udawało się z tym przebić, ale w końcu może zapadną właściwe decyzje.

Nie będę tu rozpisywać się na temat dróg, bo różnie w różnych rejonach jest. Niemniej jednak chyba każdy widzi duży postęp. Są nowe drogi i są drogi świetnie zmodernizowane, wyremontowane, coraz lepiej oznakowane. Chociaż co do tego ostatniego to jeszcze jest mnóstwo do zrobienia i przede wszystkim do przemyślenia jak mądrze i skutecznie polepszyć oznakowanie naszych dróg. Wiele też jest do zrobienia z płynnością ruchu, zwłaszcza w miastach, abyśmy nie stali w tych korkach-gigantach.

Jednak najwięcej, i chyba to jest najtrudniejsze, jest do zrobienia w szkoleniu kandydatów na kierowców. Tutaj mamy po prostu totalną klęskę. Pomimo zmian, ludzie są ciągle niewłaściwie uczeni, za mało jest jazdy w różnych warunkach drogowych, pogodowych, o różnych porach dnia i nocy, na różnych drogach. Czy gdzieś na kursach uczy się ludzi jak jeździć po autostradzie, a jak po drodze ekspresowej, jak zachowywać się w korku… a czy w ogóle ktoś gdzieś uczy kultury zachowania się na drogach? Czy ktoś uczy, że warto przestrzegać przepisy ruchu drogowego – nie dlatego, że można zapłacić mandat i „złapać” punkty, ale dlatego, że to jest podstawa bezpieczeństwa i kultury na drodze!

Nieomal słyszę te odpowiedzi: skąd nikt tego nie uczy, jazd jest za mało, a o kulturze to w ogóle nikt nie wspomni… itd.

No właśnie – dlatego to co ostatnio zaproponował rząd może w naszym myśleniu o brd zmienić na korzyść. Napiszę w punktach:

  1. Jazda w stanie nietrzeźwym grozić będzie zakazem prowadzenia pojazdów nawet do 15 lat.
  2. Jeżeli ktoś zostanie drugi raz złapany na prowadzeniu pojazdu po pijanemu dostanie dożywotni zakaz jazdy – straci prawo jazdy na zawsze.
  3. Do tego dochodzą kary pieniężne: 5 tysięcy złotych, a za recydywę 10 tysięcy
  4. Do kodeksu karnego zostanie wprowadzone nowe przestępstwo za prowadzenie bez prawa jazdy, jeśli zostało wcześniej odebrane. Za to grozić będzie do dwóch lat więzienia.
  5. Wyroki za przestępstwa drogowe mają być ogłaszane na stronach internetowych sądów.
  6. Osoby, które zostały skazane za prowadzenie po pijanemu i odzyskały prawo jazdy, będą musiały instalować w samochodach alkolocki – urządzenia uniemożliwiające jazdę, jeśli kierowca jest pijany. Ministerstwo Infrastruktury przygotowuje się do instalowania takich urządzeń we wszystkich pojazdach komunikacji publicznej.
  7. Starostowie będą mogli zatrzymywać na trzy miesiące prawo jazdy np. za przekroczenie prędkości o 50 kilometrów na godzinę czy za przewożenie zbyt dużej liczby osób. Starosta będzie mógł cofnąć prawo jazdy, jeśli osoba, która ma je krócej niż dwa lata, popełniła przestępstwo lub trzy wykroczenia, zagrażające bezpieczeństwu na drodze.
  8. Rząd planuje kampanię popularyzującą korzystanie z alkomatów, jednocześnie po rozeznaniu sprawy wycofuje się z kiepskiego pomysłu czyli obowiązku posiadania w aucie alkotestu.

Niestety nic nie ma o poprawie szkolenia kandydatów na kierowców – czyli o kursach, a zmiany tu są niezbędne. Kursy muszą trwać dłużej i oczywiście będą droższe – musi być więcej jazd w różnych warunkach, a wykładowcy, instruktorzy muszą być dobrze wyszkoleni i więcej wymagać od kursantów. Na kursach powinny być pokazywane prawdziwe zdarzenia drogowe, także wypadki, skutki bezmyślnych, durnych zachowań różnych osób za kierownicą. Ludzie powinni kończyć kurs i dostawać prawo jazdy w poczuciu, że są dobrze przygotowani do uczestniczenia w ruchu drogowym. Muszą czuć się odpowiedzialni za siebie i innych uczestników ruchu drogowego. Czy to jest aż tak bardzo trudne, że przez tyle lat nie potrafimy tego zmienić? Nie potrafimy rzetelnie, dobrze i mądrze uczyć? Dlaczego? Nie wiem.

Jeśli nie potrafimy to w dalszym ciągu będziemy ginąć na polskich drogach, będziemy tylko karać, a nie uczyć ludzi odpowiedzialności i szacunku dla innych, pełnoprawnych użytkowników dróg.

Kierowcy, mandaty i… budżet państwa

W budżecie naszego państwa na 2013 rok znalazła się wielka kwota 20 mld zł (to nie pomyłka: dwadzieścia miliardów!) dochodu za karanie kierowców. Czyli mówiąc wprost mandaty, na które zasłużymy w przyszłym roku miałyby niebagatelny udział w ratowaniu budżetowych finansów.  Skąd aż takie duże pieniądze? Sprawa jest prosta jak bat – od stycznia mandaty podrożeją nawet 100%. Takie są plany posłów.

Posłowie jednak doszli do wniosku, że coś za coś i będą radykalne zmiany w karaniu punktami. Po zmianach policjant podczas kontroli będzie mógł dać tylko do 10 punktów karnych. To zasadniczy zwrot, bo teraz policja nie ma tu prawie żadnych ograniczeń,  za wykroczenia drogowe można dostać 30, a nawet 50 punktów karnych.

Posłowie uważają, że uderzenie po kieszeni to najlepszy sposób na poprawę bezpieczeństwa na naszych drogach. Czy tak będzie w praktyce, zobaczymy. Dotychczas  kierowcy, którzy zebrali określoną ilość punktów i tracili prawo jazdy musieli przejść szkolenie i zdać sprawdzający egzamin. Czy to nie jest ważne?  Czy taka ustawa poprawi bezpieczeństwo, czy raczej stanie się znakomitą furtką dla tych, którzy uważają, że na drogach to oni są najważniejsi i za nic mają przepisy ruchu drogowego? Taki delikwent po prostu zapłaci wyższy mandat i dalej będzie jeździł jak mu się podoba.

Nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów nowych przepisów, ale może jest nadzieja, że znajdą się tam także te, które nie tylko będą poprawiać budżet państwa i posłowie pomyślą także o prawdziwym bezpieczeństwie na polskich drogach.

W rejestrze skazanych już nie będzie rowerzystów?

To tylko ilustracja do tekstu, bo po pasach jeździć nie wolno – tu nie ma ścieżki rowerowej

Pojawiła się szansa, że ci co wypiją piwo, czy trochę wina, wsiądą na rower i alkomat wykaże 0,2 nie trafią do więzienia. Nie będzie to już przestępstwo, a stanie się wykroczeniem. Być może…

Co nowego? Po znowelizowaniu przepisów rowerzystom będzie grozić „tylko” areszt do 30 dni, grzywna od 50 zł wzwyż (obecnie do 5 tysięcy zł i kara do dwóch lat więzienia). Jazda na rowerze ”pod wpływem” nie spowoduje wpisu do rejestru osób karanych. Dzisiaj delikwent jest „skazanym „, przekreśla to np. otrzymanie pracy.

Takie są plany, bo właśnie Rząd RP przyjął projekt zmian w ustawie, trwało to dwa lata. No cóż… może w końcu coś zdroworozsądkowego uda się uchwalić. Niestety ten projekt nie do końca prezentuje tenże zdrowy rozsądek. W dalszym ciągu, jeśli mamy prawo jazdy na samochód, motocykl, czy zawodowe możemy je stracić za to, że jechaliśmy rowerem po alkoholu. Kolejna, kiepska nowelizacja – rowery mamy różne, jednak te o wartości ponad tysiąc złotych to mniejszość – a tylko taki rower będzie można zgłosić jeśli ktoś ukradnie – masz tańszy rower – nie masz na to szans. Chyba, że rower skradziono napadając na cyklistę, albo z domu, z garażu czy z piwnicy, wtedy może być tańszy. Wspaniale – złodzieje będą mieli mocno ułatwione zadanie! Jaka to różnica gdzie złodziej rower ukradnie i za ile? Okazuje się, że dla Rządu, dla prawa to jest… poważna różnica.

Na koniec trochę liczb. W 2011 r. za jazdę rowerem pod wpływem alkoholu skazano 51 tysięcy osób, obecnie w więzieniu przebywa ok. 4,5 tysiąca rowerzystów. Za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym skazano 5650 osób. Podobno koszt utrzymania jednej osoby w więzieniu to około 2,5 tys. zł. Czyżbyśmy mieli tak bogate państwo?