Co z tym bogactwem bez pracy?

Może... kominiarz na szczęście

Może… kominiarz na szczęście

Jakiś czas temu dostałam od kolegi książkę, którą dopiero kilka dni temu przeczytałam. Powiedział: przeczytaj, może ci się przyda. Jednak nie przyda mi się. Wiem, że jemu też nie. Książka raczej wkurzyła mnie. Okazuje się, że pełno jest  podobnych pozycji w internecie Nie będę tu robić reklamy, powiem tylko, że to pozycja z serii „jak zostać, bogatym i nie napracować się”. 

Lubię to co robię, mam sporo satysfakcji i szczęścia, bo praca zbiega się z moimi zainteresowaniami. Pracuje się dużo, a nawet często dużo „zadużo”, ale  jest OK. Firma prywatna, rynek naprawdę trudny. Nie zauważyłam, aby ktoś tu się dorobił wielkiej fortuny, nawet właściciele są  – nazwałabym to – w „dobrej mieszczańskiej normie finansowej”. Tak jak reszta dużo pracują, mają rodziny.  Zarabiam tyle ile mogę i mam sił – a chodzi tu także o siły twórcze, pomysły. Jednak, aby mieć to co mam muszę się nieźle nagłówkować i napracować.

Książka o tym jak zarobić miliony i nie napracować się jest niestety… głupia. To banał, jasne, że nie ma takiej możliwości (może poza wygraną na jakiejś loterii), nawet wielcy milionerzy ciężko pracują lub przez wiele lat pracowali, a teraz odcinają kupony. Po co powstają takie książki? Co ten człowiek, który to napisał, sobie wyobrażał? Trudno zgadnąć. Może chciał łatwo zarobić, ale nie sądzę, aby mu się to udało. Wiem oczywiście, że są autorzy, ludzie sławni, mądrzy i bogaci, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami, ale przekazują je opierając się na własnym doświadczeniu. To ma sens.

Nie będę tu streszczać rad autora tej książki, bo są banalne. Pisze np. że ludzie bogaci inaczej myślą, ale jak to już nie za bardzo jest jasne. Kilka dni temu gdzieś natknęłam się na fascynujące swą prostotą zdanie. Otóż najbogatszy Polak p. Jan Kulczyk uważa, że „Aby się wzbogacić wystarczy wcześniej wstawać i więcej pracować”.  Tylko tyle i aż tyle. Niedawno pisałam tu tekst „Wydawaj pieniądze na przeżycia„, bo są bezcenne, a kontakt z bliskimi, realizacja swoich pasji niekoniecznie muszą być tożsame z wydawaniem wielkich pieniędzy.

Reklamy

Wydawaj pieniądze na… przeżycia

DSC08921Zbliżająca się majówka nastroiła mnie do tej  refleksji. 🙂  Istnieje mnóstwo przeróżnych przykazań jak być bogatym i szczęśliwym. Są przekonujące, ale mnie jedno, ostatnio przeczytane, spodobało się szczególnie. Brzmi ono tak:

WYDAWAJ PIENIĄDZE NA PRZEŻYCIA, A NIE NA RZECZY

Jasne, że to nie oznacza, aby nie kupować rzeczy, które są niezbędne, ale by nie zagracać sobie nimi życia, nie uzależniać się od tych wszystkich cudów nowości, przymilnych gadżetów, dostępnego nam wszelkiego nadmiaru, który na nas tylko czyha. Reklamy wszelkiego autoramentu wykorzystują nas strasznie. Pracują nad tym znakomicie opłacani copywriterzy, marketingowcy, tzw. spece od PR i inni.

Wszelkie naukowe i inne badania wykazują, że namacalne dobra nie zawsze nas uszczęśliwiają, albo tylko na krótko i natychmiast szukamy nowych podniet kupując, kupując… Natomiast przeżycia są bezcenne – co niekoniecznie musi być tożsame z wydawaniem wielkich pieniędzy.

Oczywiście są pasje, na które trzeba wydać trochę forsy np. pasje sportowe, drogie podróżowanie, pasje muzyczne, kolekcjonerskie  – jednak wydawanie pieniędzy na wzbogacające nasze dusze, intelekt  zainteresowania to przyjemność, która wzbogaca nasza osobowość, czyni życie jakby… ważniejszym.

Dlaczego to napisałam? Chyba dlatego, że szczęście czasami można sobie kupić, ale trzeba wiedzieć gdzie i jak.

No, a poza tą „powagą” proponuję napić się na 1. majówce pysznego wina np. Chianti, które zwykle znakomicie komponuje się z… wypoczynkiem, wiosną i… przyrodą 🙂