Czy są bezmyślni kierowcy?

Tiry na drogach są... straszne dla osobówek.

Tiry na drogach są… straszne dla osobówek.

Czy są bezmyślni kierowcy? Niestety zdarza się, bo przecież czasami bywamy bezmyślni niezależnie od tego co w danej chwili robimy.

Każdy z nas kierowców, obu płci, w każdym wieku, obojętne jakiej urody, doświadczenia za kierownicą, obojętne jakiego auta/pojazdu – każdy! wsiadając do auta doskonale wie, że jedną nogą jest na cmentarzu, a drugą u prokuratora. Wobec tego pomawianie nas o bezmyślność to słabo uzasadniona opinia. Nie jesteśmy ani bardziej bezmyślni, ani źli, ani głupsi od kierowców w innych krajach. Jedno jest pewne – nie jesteśmy prawidłowo, mądrze i nowocześnie szkoleni.

Statystyki mówią wiele o polskich kierowcach, jednak nie do końca te dane są obiektywne. Statystyka jak to statystyka – uogólnia, wyciąga średnią i… w majestacie prawa te informacje idą w świat. Niewątpliwie są to ważne i potrzebne dane, ale… fakt, że stół ma cztery nogi i pies też – nie znaczy, że jest psem.

             Pytanie zasadnicze – kiedy zaczniemy badać, mierzyć, obliczać i analizować wszelkie efekty głupoty i bezmyślności decydentów, tych którzy mają choćby najmniejszy wpływ na bezpieczeństwo na naszych drogach? Kiedy decyzje i działania tych osób – imiennie – zostaną podane do wiadomości publicznej i odpowiednio ocenione?
Niby od lat planujemy, marzymy o zmniejszeniu ilości wypadków, rannych, aby mniej ludzi ginęło. W Szwecji do spraw bezpieczeństwa na drogach jest zupełnie inne podejście, tam ginie pięć osób rocznie, a u nas blisko cztery tysiące. W tych potwornych statystykach jesteśmy na szarym końcu UE. Dlaczego nie szanujemy ludzi? Przecież urzędnicy i ich rodziny też bywają pieszymi, kierowcami, jeżdżą rowerami, motocyklami, widzą co się dzieje na polskich drogach. Jakoś ich to… nie obchodzi?!

Moim zdaniem brakuje u nas całościowego zarządzania bezpieczeństwem ruchu drogowego. W końcu musi u nas powstać system, który będzie uwzględniał wszystkie elementy i poziomy bezpieczeństwa na drogach. Na odpowiedzialnych stanowiskach muszą być zatrudnieni ludzie, którzy nie będą zmieniać się co cztery lata kiedy zmienia się władza. Fachowcy, specjaliści w tej dziedzinie to często pasjonaci bezpieczeństwa ruchu drogowego (brd). Ci ludzie muszą mieć zagwarantowane, prawo decydowania w zakresie swoich kompetencji, muszą mieć pewność że nikt ich nie zwolni, bo do władzy doszła inna partia, albo jakiś urzędnik zechce zatrudnić kolegę/szwagra, który nie ma pojęcia o brd za to jest lojalny wobec rządzących. Ci specjaliści muszą mieć prawo narzucenia swojej fachowej wiedzy urzędnikom, którzy powinni im zaufać – bo to są zawodowcy, praktycy i wiedzą co robią.

W krajach skandynawskich (ciągle niedościgniony wzór), w Niemczech znaleźli sposób – to działa! Tam wszystko co dotyczy dróg jest w całości systemem zintegrowanym, spójnym, porządnie, fachowo zarządzanym. Składa się na to wiele instytucji, ludzi, działań, które stanowią ogromną, sprawną maszynerię, mają dokładnie określone cele i metody działania – to jest SYSTEM i doskonale wiadomo kto i za co

Może tak jest bezpieczniej, ale dla kogo?

odpowiada. W Polsce tak naprawdę nie wiadomo jak to działa, kto jest tu bossem. Jakie instytucje, firmy i ludzie są odpowiedzialni za wszelkie działania w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego? Kto tym wszystkim kieruje, decyduje i naprawdę wie i rozumie co się dzieje na polskich drogach? Na pewno nie jest to żadne ministerstwo.
Ten tekst powstaje pod wpływem uzasadnionych emocji i obaw, bo zbliża się wiosna, lato, będą kolejne ciepłe dni, weekendy i znowu usłyszmy o nowych tragediach, pijanych kierowcach, których policji udało się złapać, o młodych motocyklistach pędzących na zatracenie, pieszych i rowerzystach, którym często wydaje się, że wolno im wszystko.

          Na pewno  wielu  nieszczęść można byłoby uniknąć gdyby nasze drogi były… logiczne, przyjazne ludziom, dobrze oznakowane, prawidłowo zarządzane i po prostu zadbane, bo nowe autostrady to naprawdę nie wszystko.


Na rowerach przetrwają tylko nieśmiertelni?

Ciekawe, co na to ten kot?

Lubię jeździć rowerem. Niestety tak się złożyło, że w tym roku trochę jeździłam na wiosnę, latem tylko kilka razy, więcej nie udało się. Kilka dni temu coś mnie podkusiło i…  piękne, jesienne popołudnie – nie będzie już dziennego tłoku na drogach – przejadę się. Ubrałam się jak należy, przetarłam wszelkie odblaski, jadę. Wiem, Warszawa nie jest zbyt przyjazna dla cyklistów, ale są już wypożyczalnie rowerów, ścieżek przybywa, rowerzyści i kierowcy chyba w końcu coraz lepiej się rozumieją. Ależ byłam naiwna!

Zanim dotarłam do ścieżki rowerowej trzech kierowców, przeraźliwie trąbiąc, spycha mnie do krawężnika, wywrotka była tuż – jechałam blisko prawej strony, ledwie umknęłam. Jakoś udało się – dojechałam do ścieżki dla rowerzystów, ale – szczęście trwało krótko – tu się dopiero zaczęło… Ledwie wjechałam przemknął obok mnie rowerowy rajdowiec, ocierając się o mój łokieć, za chwilę muszę ominąć kilkoro pieszych, radośnie spacerujących po ścieżce dla rowerzystów, potem piwnie rozbawione towarzystwo na trzech rowerach – jadą wolno, obok siebie, popijają, chwilami trzymając się za ręce. Dalej jedzie dziewczyna, głośno rozmawia przez telefon, śmieje się i… traci równowagę, musi raptownie zeskoczyć z roweru na środku ścieżki, a ja za nią, na hamulce… ledwie zdążyłam. Do tego jest „niesłysząca”, bo ma słuchawki na uszach i niewiele ją inni obchodzą.

Autem jeżdżę od kilkunastu lat na co dzień, nigdy nie miałam nawet stłuczki, mandat zapłaciłam raz, bo na oświetlonej ulicy jakoś  nie włączyłam świateł. Lubię prowadzić auto, staram się po prostu być rozsądna, przewidująca, mam ograniczone zaufanie do innych, szczególnie do pieszych i rowerzystów – jednak to co wyprawiają kierowcy aut i rowerzyści – szczególnie ci jeżdżący po chodnikach – przeraża mnie.

Chciałabym móc czasami z radością wsiąść na rower i czuć się na drogach chociaż w miarę bezpiecznie. Muszę to jednak… nie tylko filozoficznie – przemyśleć. Wygląda na to, że zasada Darwina – przetrwają tylko silni – znalazła się w oficjalnym polskim Kodeksie Drogowym i zaczęła obowiązywać naszych wszystkich użytkowników dróg. Rowerzyści może jesteście nieśmiertelni, jeśli nie – uważajcie!