Nowy, dobry sposób na…

Ten sposób kontroli na drogach może być właściwy i dobrze się sprawdzić. Poważnie! Nie zbiera mandatów, ale zmusza kierowców do uważności, umiejętności przewidywania, jazdy z wyznaczoną prędkością, bycia inteligentniejszym/inteligentniejszą niż jakaś, też inteligentna, „maszyna”.

O co chodzi? Wiemy, że tzw. inteligentna sygnalizacja świetlna jest już na naszych drogach od wielu lat; jeśli jest przemyślana i mądrze ustawiona dobrze spełnia swoją rolę.

Ta nowa sygnalizacja to jakby bezosobowa „straż bezpieczeństwa”. Okazuje się niezwykle skuteczna. Wyobraźmy sobie…  późny wieczór, noc jedziemy przez puste ulice miasta. Nie ma prawie nikogo przed nami, ani za nami… no to na gaz!

Prędkość tutaj dozwolona to 50-60km/h. Pędzimy 80-100, zbliżamy się do pustego skrzyżowania i… nagle zapala się czerwone światło. Pisk hamulców, musimy stanąć. Ta sytuacja to ważna informacja. Kierowca jechał za szybko. Taka sygnalizacja rejestruje  pojazdy, które jadą niezgodnie z przepisami, włącza nagle czerwone światło i zmusza do zatrzymania. Jasne, lepiej żeby nie było ślisko, np. po deszczu, aby były dobre opony i hamulce – ale to – poza śliskością jezdni – to już standard. Mamy coraz lepsze auta i… dbamy o nie i swoje bezpieczeństwo. Jednak najprościej to… jechać tak jak należy.

Mało tego jest, ale w niektórych miastach działa już sygnalizacja typu „all red”. W niebezpiecznych miejscach, w pobliżu szkół, przedszkoli, na skrzyżowaniach cały czas świeci się światło czerwone.  Kiedy zbliżamy się do nich z dozwoloną prędkością i sytuacja na to zezwala, automatycznie zapala się zielone światło. Jedziemy dalej.

Może... kominiarz na szczęście na każdej drodze

Może… kominiarz na szczęście na każdej drodze

Obie te inteligentne sygnalizacje świetlne są naprawdę dobre, sprawdzają się w wielu miejscach. Ważne jest to, że takie urządzenia wychwytują „piratów drogowych”, ale nie wystawiają im mandatów – za to pięknie dyscyplinują. Prawda?

Nie jestem przesądna, ale ten Kominiarz był miły,  przystojny i pozwolił się sfotografować. Fajny?

Dzisiaj jest 1. kwietnia, ale ten tekst to nie jest Prima Aprilis, ale na serio. Poza tym… jest coraz cieplej, zaczyna przybywać rowerzystów, a także kierowców aut, którzy odstawili je na zimę – UWAŻAJMY!

Jesienią opisałam moje przypadki na rowerze, zapraszam do poczytania i… pozytywnego myślenia  – https://mozgojazda.wordpress.com/2012/11/03/na-rowerach-przetrwaja-tylko-niesmiertelni/

Jeszcze coś do poczytania – na po świętach, może się przyda, przecież jest WEEKEND!   TUTAJ

Reklamy

Mamy takie w domu, w szkole dawali, ale…

Kilka dni temu, wieczorem wracałam autem do domu. – przeżyłam horror. W ostatniej chwili uniknęłam potrącenia rowerzysty i pieszej z dzieckiem. Jechałam wolno, było już ciemno, padało, wytrzeszczałam oczy w mrok (wzrok mam dobry) i na szczęście w porę ich zobaczyłam. Szli jezdnią, po niewłaściwej stronie – piesza z dzieckiem, wcześniej jechał rowerzysta. Nikt nie miał OBOWIĄZKOWYCH ODBLASKÓW.

Stanęłam na awaryjnych, podeszłam do nich i z nerwów nie byłam w stanie mówić, w końcu spytałam dlaczego nie mają odblasków… Co mi odpowiedziała matka i dziecko (chłopiec, ok.8 lat) „Mamy takie w domu, w szkole dawali, ale…” Tłumaczyłam przez chwilę co się mogło stać i dlaczego, ale nie wiem czy to coś dało. Podwiozłam ich chyba ze dwa kilometry do osiedla, tam mieszkali. Na koniec obiecali, że przypną odblaski na ubrania. Czy tak się stało… nie wiem.

Nie rozumiem dlaczego piesi i rowerzyści nie chcą nosić odblasków. Widać ani mandat 500 zł grożący za chodzenie bez odblasków, ani własny rozum nie mogą zmusić ludzi do tego by zadbali o swoje i dzieci bezpieczeństwo.

Jak zachęcić, aby ludzie, którzy często muszą jeździć rowerem, chodzić po zmroku wzdłuż szos – czyli poza terenem zabudowanym, albo na przedmieściach – mieli na sobie odblaski? Jak?!

Nie wiem o co tu chodzi. Nie lubią, nie chcą? Nie rozumieją, że to ich chroni, bo z odblaskami są zdecydowanie lepiej widoczni dla kierowców…

Odblaski są rozdawane w szkołach, organizowane są różne akcje – dzieci i młodzież dostają je w prezencie – byle nosili. Są w różnych sklepach – nie są drogie, różnej wielkości, kolorowe, fajnie wyglądają i można je przyczepić w dogodnych miejscach na ubraniu, byle były widoczne. Najlepiej na ramieniu, albo na spodniach u dołu, na plecaku, na czapce z tyłu, na rękawicach, na kurtce, itd. Ważne by kierowca miał szansę dostrzec odblask, czyli nas i odpowiednio zareagować.

Giniemy na drogach – nie tylko z winy kierowców – także ze swojej winy. Giną dzieci -Polska jest na drugim miejscu w UE w tej potwornej statystyce.

Pieszy, rowerzysta, który nie ma żadnych elementów odblaskowych, zwłaszcza teraz jesienią, jest widoczny dopiero z odległości 20 metrów, natomiast z elementem odblaskowym kierowca widzi nas już do 150, a nawet do 300 metrów. Czy to mało? To może być, albo nie być nas na świecie.

Jak to jest? Czy tworzymy durne prawo, które nie działa? Nie potrafimy egzekwować prawa? Wobec tego to jest deprawacja. W szkołach uczą o bezpieczeństwie na drogach, ale czy to coś daje – może metody są do niczego. Nieegzekwowane prawo ośmiesza… to prawo i ludzi je tworzących.

Tym razem wszyscy mieliśmy szczęście, ale życie dopada nas każdego dnia i bywa różnie.

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju ciągle nie ma czasu

20140501_141954 - KopiaZima dawno się skończyła, minęło 26 lat naszego Nowego Pięknego Kraju, wiosna w pełni i sezon rowerowy zaczął się już co najmniej miesiąc temu. To są fakty.

Niestety faktem jest też, że Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju nie miało i ciągle nie ma czasu zając się bardzo prostą sprawą – rowerowymi uchwytami. Chodzi tu o uchwyty rowerowe do samochodu, które zakłada się na hak, albo na tylny bagażnik.

Te uchwyty są odpowiednio skonstruowane i nie zasłaniają tylnych świateł. Prawo mówi nam, że jeśli taki uchwyt rowerowy zasłoni tylne światła, albo tablicę rejestracyjną auta to możemy zapłacić mandat. Wcale niemały bo od 100 do nawet 500 zł. Punktów karnych za to nie ma, ale…

Nie jest zrozumiałe dlaczego w Polsce nie można kupić trzeciej tablicy, którą można by zamontować na uchwycie rowerowym. Jest tam na to miejsce i łatwo można to zrobić, ale NIE – NIE WOLNO, bo nie ma odpowiednich przepisów. Te przepisy już od kilku lat powstają i jakoś nie mogą powstać, wszystko zatrzymało się na urzędnikach w MIiR. Nie rozumiem – czy ci ludzie, urzędnicy nie jeżdżą w ogóle samochodami, ani rowerami, nie mają dzieci, nie wyjeżdżają na wakacje, na działki, na weekendy samochodami i nigdy nie zabierają rowerów? Nie widzą tematu? Nie dostrzegają problemu, potrzeby…

Dlaczego coraz częściej mamy odczucie, że w naszym kraju policja, różne urzędy tylko czyhają na to, aby wlepić nam mandat, ukarać, a wysokość tych kar jest zależna od oceny policjanta, urzędnika – im bardziej zagmatwane i niejasne są przepisy tym lepiej . Dla kogo? Odpowiedź jest chyba jasna.

Są w Polsce organizacje rowerzystów, mamy posłów, którym jest na sercu bezpieczeństwo ruchu drogowego – upomnijcie się o nasze prawa. Wiele już zrobiliście – chwała Wam za to – ale to ciągle za mało, a ten problem nie jest bez znaczenia. Jest też ważny. Wiem, że przebicie się do urzędników to ciężka praca, ale warto!

Pozdrawiam wszystkich rowerzystów!

Ach… pieszym być

Nasz niezwykły Sejm i jeszcze bardziej niezwykli posłowie obu płci znowu szykują zmiany w prawie o ruchu drogowym – ważny dokument – druk sejmowy nr 1859. Na tapecie – PIESI – i bardzo dobrze. Trzeba jeszcze oczywiście dużo pracy włożyć w te nowe przepisy, zasady, ale okazuje się, że najważniejsze jest dokładne określenie: CZY PIESZY/PIESZA CZEKA, OCZEKUJE CZY JUŻ WCHODZI NA PRZEJŚCIE?!

Najważniejszy punkt tegoż projektu brzmi tak, cytuję z pamięci: punkt 1. „Pieszy wchodzący na przejście, lub kiedy już się tam znajduje MA PIERWSZEŃSTWO PRZED POJAZDEM.”

Pieszy na pasach ma pierwszeństwo przed pojazdem i to wydaje się jasne. Jednak okazuje się, że… niekoniecznie, bo dalej czai się kolejne zdanie, które jest w oczywistej sprzeczności z pierwszym. Oto ta niezwykła myśl, tu będzie cytat dosłowny:

Punkt 2. „Kierujący pojazdem zbliżając się do przejścia dla pieszych jest zobowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu, który oczekuje bezpośrednio przed przejściem na możliwość bezpiecznego przekroczenia jezdni lub znajduje się na przejściu.”

Budzące moją wątpliwość fragmenty pogrubiłam.

Te dwa zapisy – niezwykle ważne – kryją nielogiczność! W 1. punkcie jest o pieszym „…wchodzącym na przejście…”, ale w drugim punkcie pieszy „…oczekuje bezpośrednio przed przejściem…” Gdzie tu logika? Moim zdaniem nie widać ani logiki, ani prawniczej konsekwencji.

Tak więc „wchodzimy”, czy może tylko „oczekujemy” jako piesi? Kiedy mamy pierwszeństwo – gdy wchodzimy na przejście, czy może już wtedy, gdy oczekujemy stojąc przy przejściu i zamierzając przejść?

To chyba jest straszne, hamletowskie pytanie, bo podobno posłowie zamówili już kilkanaście ekspertyz, aby problem rozwikłać. Uda się, czy nie? Moim zdaniem, jeśli już wprowadzamy poważne i bardzo potrzebne zmiany w ruchu drogowym to muszą być naprawdę… na złoty medal, a nie znowu byle jaka fucha.

Zamysł posłów jest cenny i dobry, ale musi być znakomite wykonanie, a diabeł zwykle tkwi w szczegółach i chyba każdy to wie. Jeszcze jedna niebagatelna sprawa. Projekt jest oczywiście wart wszelkiego poparcia, bo około 30% wypadków śmiertelnych w Polsce jest z udziałem pieszych, ale piesi też muszą być uważni. Nie może być tak, że raptem nieomal wbiega się na jezdnię, bo przecież tu są pasy, więc mam pierwszeństwo! Kierowca, nawet zwalniając przed przejściem, nie jest w stanie zatrzymać auta natychmiast, w ciągu pół sekundy – to też przecież powinno jasne. Jednak czy dla wszystkich pieszych? Straszne polskie statystyki mówią, że nie jest to jasne, bo ciągle giną ludzie na naszych drogach.

Jestem jednak nastawiona optymistycznie do tego projektu, choć martwi brak kultury wśród naszych kierowców obu płci. Dotyczy to wszystkich kierowców aut, a także rowerzystów, motocyklistów, motorowerzystów. Niestety jak by nie patrzeć tutaj, pod tym względem, nie jesteśmy jak Skandynawia. Porównanie może być niemożliwe.

Niestety ciągle na kursach nie uczymy kandydatów na kierowców kultury jazdy. Dlaczego? Nie ma kto tego uczyć? Kolejne hamletowskie pytanie?

Rowerzyści, Mundial i nie tylko

Każdy kierowca samochodu, motocykla musi wykupić obowiązkowe ubezpieczenie czyli znane nam wszystkim OC. Jak to jest z rowerzystami? Mamy ich na drogach już dużo, a będzie znacznie więcej – i bardzo dobrze. Jest coraz więcej ścieżek dla rowerów. Miasta coraz lepiej dostosowują swoją infrastrukturę także do ruchu rowerowego, planowane są turystyczne trasy rowerowe np. wzdłuż wschodniej granicy Polski.  Zmieniły się ostatnio także różne przepisy i jeżdżenie rowerem staje się nieco bezpieczniejsze.

To wszystko jest ważne , ale rowerzyści (jasne, że nie wszyscy!) niestety nie przestrzegają nieomal żadnych przepisów ruchu drogowego, nie są przecież już szkoleni. Wielu z nich – dotyczy to obu płci – jeżdżą wszędzie i jak chcą. Jest już coraz więcej wypadków z pieszymi na chodnikach, coraz więcej bezmyślnego jeżdżenia po jezdniach, bez znajomości podstawowych zasad ruchu na drogach. Nie potrafią korzystać ze śluz rowerowych, często nie wiedzą jak jeździć po wydzielonych ścieżkach itd.

Rowerzyści giną na drogach z winy kierowców aut i coraz częściej sami są przyczyną wielu tragicznych zdarzeń drogowych. To trudna i smutna prawda. Dlatego każdy kto jeździ rowerem na co dzień i nie tylko, powinien wykupić OC dla rowerzystów. To nie jest duży wydatek,  – około 60-70 zł. za cały rok. Jest już wiele firm ubezpieczeniowych, które oferują takie ubezpieczenie. To naprawdę ważne, warto to zapłacić bo każdy jest narażony na krzywdę i wyrządzenie krzywdy komuś. Takie ubezpieczenie jest już bardzo popularne w wielu krajach Europy. Okazało się potrzebne i dobrze funkcjonuje.

Mundial trwa, jest wiele niespodzianek i zwrotów akcji, fani piłki i Mundialu nie odstępują od telewizora. Mnożą się pytania, wszelkie analizy kto  zdobędzie, upragniony przez wszystkie drużyny,  piękny złoty Puchar Świata? Każdy ma swoje typy, swoich ulubieńców, faworytów, ale… czas pokaże.

Zapraszam też na inne strony bloga jest wiele tekstów m.in. o rowerzystach i o… pysznych winach. Zapraszam:)

Proszę także wziąć udział w małej ankiecie, zapraszam.

 

Nie widzisz?! Mam słuchawki!

Co to jest „rowerowa plaga”? Tak – niestety niektórzy tak określają rowerzystów – plaga!  „Wspaniali” czyli „wściekli” rowerzyści na naszych szosach, chodnikach i ścieżkach rowerowych to autentyczna plaga polskich miast i dróg. W 2012 roku rowerzyści byli uczestnikami 4 665 wypadków, zginęło 317 osób, a 4 532 odniosły poważne obrażenia. Ci ludzie są niebezpieczni także dla siebie – są przecież niechronionymi użytkownikami dróg, tak jak piesi. Zajrzyj proszę TUTAJ. ZDZIWISZ SIĘ!

Naprawdę trudne i niebezpieczne jest pokojowe współistnienie pieszych i rowerzystów wszelkiej płci,  maści, wieku i urody. Niestety. Takie są fakty. Kilkanaście dni temu moja koleżanka została nieźle poturbowana przez „wspaniałego rowerzystę”, który oczywiście największą mocą swych mięśni uciekł z miejsca zdarzenia i tyle go widziano.

Szłyśmy chodnikiem po jednej z ulic warszawskiego Mokotowa. Nie ma tam ścieżki rowerowej – jest świetna, ale po drugiej stronie jezdni, temu panu akurat nie podobało się jechać tam gdzie powinien, zdecydowanie wolał stratować trzy osoby spokojnie idące po chodniku. Najechał na koleżankę tak, że przewróciła się na wózek z dzieckiem potrącając po drodze mamę prowadzącą ten wózek. Na szczęście dziecku nic się nie stało, ale przestraszone rozpłakało się mocno. Obie panie potłukły się nieźle – wielkie siniaki, bolesne otarcia do krwi, uraz nogi w kostce  – niezbędne było prześwietlenie i nastawienie kostki.

Dodatkowe „atrakcje” to przerażone dziecko, zawalone pół dnia, ból, noga w bandażu na dwa tygodnie, mocno zabrudzone ubrania i…  wielka, bezsilna złość i żal do tego człowieka.

Niestety jeszcze nie ma  żadnych statystyk dot. wypadków na chodnikach pieszy/rowerzysta, ale wiem, że to  zdarza się coraz częściej; przecież nie zawsze i nie każdy zdąży uciec przed szalonym rowerzystą (płeć i wiek obojętne).

Mnie tez zdarza się – bardzo rzadko – przejechać jakiś kawałek chodnikiem, ale jestem wtedy bardzo uważna i jadę wolno. Niektórzy rowerzyści uważają, że skoro przepisy zmieniły się trochę na ich korzyść to wolno im wszystko. Jeżdżenie po chodnikach to już dla nich normalność, slalomem omijają idących. Na pasach zmuszają pieszych do ustąpienia im tam gdzie powinni przeprowadzić rower, roztrącają ludzi, którzy jakoś starają się uciec, ustąpić miejsca, aby nie zostać rozjechanymi. Na ścieżkach rowerowych urządzają jakieś wariackie wyścigi, wszędzie jeżdżą w słuchawkach i mają w nosie co się wokół nich dzieje, potem tłumaczą, że nic nie słyszeli i wrzeszczą: „Nie widzisz?! mam słuchawki na uszach?” Na zwróconą uwagę są chamscy i bezczelni, rzucają obrzydliwymi przekleństwami i potrafią celowo kogoś potrącić i uciec.

To przykre co napisałam – wiem. Wiem oczywiście, że nie wszyscy rowerzyści tak się zachowują, że to jednak mniejszość, ale już znacząca, szkodliwa i bezczelna mniejszość. Chamskich zachowań jest coraz więcej, bo coraz więcej różnych ludzi korzysta z roweru. Niestety – nie chcą wiedzieć jak należy zachować się na drodze. Nie znają i nie chcą znać, wobec tego nie przestrzegają,  żadnych przepisów ruchu drogowego, do tego czują się bezkarni.  BEZKARNOŚĆ jest powodem, że zachowują się tak fatalnie, wiedzą, że nic złego ich za to nie spotka, bo przecież zawsze zdążą uciec. Ci ludzie po prostu nie dorośli ani do bycia kierowcą roweru, ani do poruszania się po drogach wśród ludzi. Moim zdaniem policja powinna  nareszcie i skutecznie zainteresować się tym „towarzystwem”. Ciepła jesień sprzyja rowerzystom, a wiosna też będzie.

Zapraszam także do poczytania moich innych wpisów podobne i inne tematy, tutaj, na tym blogu 😉

Pewnego dnia na rowerze…

różne 296

Pojechaliśmy za miasto na rowerową przejażdżkę, bo akurat trafił się „niepadający” dzień. Przebić się przez Warszawę nie jest łatwo nawet w sobotę, ale – co to dla nas ;).

Grupka liczyła 4 dorosłe osoby. Wszyscy mamy prawa jazdy, jesteśmy czynnymi na co dzień kierowcami, lubimy też jeździć rowerami. Czyli znamy przepisy ruchu drogowego i zwykle dzielnie je przestrzegamy. Wiemy też co wolno, a czego nie rowerzystom.

Postanowiliśmy nie jechać chodnikami, a tylko ścieżkami rowerowymi, albo jezdnią.  Po jezdniach jechaliśmy „gęsiego”  i  robiliśmy większe odstępy między sobą, aby kierowcy aut mogli łatwiej nas wyprzedzać.  Optymizm dość szybko nas opuścił. Było naprawdę ciężko i bardzo niebezpiecznie.

Niestety to co wyprawiają kierowcy aut – zdecydowana większość! – to są potencjalni zabójcy rowerzystów na drogach. Co robią? Wyprzedzają nie licząc się w ogóle z rowerzystami, nieomal ocierali się o nas. Pędzą jak szaleni, tylko świst w uszach i wiatr pozostaje. Nie patrzą, że z przeciwka  jadą auta i zbyt blisko zjeżdżają rowerzyście pod koła. Wygrażają pięściami, klną obrzydliwie, specjalnie gwałtownie hamują przed rowerzystami – tak właśnie zachowuje się bardzo wielu kierowców aut.

Niestety, po przejechaniu około czterech kilometrów stwierdziliśmy, że albo ujdziemy z życiem, albo zginiemy marnie i dalej pojechaliśmy… chodnikami. Tak jak inni piesi jestem raczej niechętna rowerzystom na chodnikach – zwłaszcza na tych wąskich – jednak rozumiem ich i uważam, że na jezdni jest się czego bać!

Rowerzyści mają oczywiście własne, niemałe przewinienia. Dość rzadko stosują się do obowiązującego prawa na drogach, a często uważają, że wszystko im wolno – jednak to co zaobserwowaliśmy na naszej przejażdżce to horror.  Niestety niektórzy rowerzyści  „cuda” wyprawiają na jezdniach, chodnikach i ścieżkach rowerowych – to drugi horror

Skoro rower – jako pojazd i rowerzysta jako kierujący tym pojazdem są dopuszczeni do ruchu drogowego to kierujący musi znać przepisy o ruchu drogowym. Prawo nasze tego jednak… nie przewiduje. Rowerem  – po wszystkich drogach – może jeździć każdy.

Dlaczego rowerzyści nie muszą teraz mieć karty rowerowej, albo prawa jazdy, dlaczego nie mają obowiązku ubezpieczać się, tak jak kierowcy aut?  Dlaczego np. nie ma jakiejś rejestracji rowerów, aby było wiadomo kto np. potrącił człowieka na chodniku, kto raptem wjechał pod samochód, kto pędzi po pasach i po chodniku jak szalony i roztrąca pieszych itd. Wygląda na to, że większość rowerzystów nawet nie wie, że postępuje niezgodnie z prawem, skoro nie musi znać tegoż prawa – oni po prostu jadą… i nic ich nie obchodzi, a na zwróconą uwagę potrafią zmieszać człowieka z błotem.

Jak wiele ludzi jestem zarówno pieszą, jak i kierowcą auta i rowerzystką – marzę o tym (nie ja jedna przecież) by wszyscy użytkownicy dróg szanowali się wzajemnie. Niestety z doświadczenia wiem, że na razie to tylko marzenia. Nie wiem czy będę miała odwagę znowu wsiąść na rower i jechać jezdnią, a nie chodnikiem, jeśli nie ma ścieżki rowerowej. Raczej nie, chciałabym czuć się w miarę bezpiecznie także na jezdni, ale…

Niedawno znowelizowane zostało prawo o ruchu drogowym, ale chyba nie przemyślano wielu problemów związanych z wielkim boomem rowerowym na polskich drogach, w miastach i poza nimi. Szkoda, bo znowu coś się nie do końca udało.

Na rowerach przetrwają tylko nieśmiertelni?

Ciekawe, co na to ten kot?

Lubię jeździć rowerem. Niestety tak się złożyło, że w tym roku trochę jeździłam na wiosnę, latem tylko kilka razy, więcej nie udało się. Kilka dni temu coś mnie podkusiło i…  piękne, jesienne popołudnie – nie będzie już dziennego tłoku na drogach – przejadę się. Ubrałam się jak należy, przetarłam wszelkie odblaski, jadę. Wiem, Warszawa nie jest zbyt przyjazna dla cyklistów, ale są już wypożyczalnie rowerów, ścieżek przybywa, rowerzyści i kierowcy chyba w końcu coraz lepiej się rozumieją. Ależ byłam naiwna!

Zanim dotarłam do ścieżki rowerowej trzech kierowców, przeraźliwie trąbiąc, spycha mnie do krawężnika, wywrotka była tuż – jechałam blisko prawej strony, ledwie umknęłam. Jakoś udało się – dojechałam do ścieżki dla rowerzystów, ale – szczęście trwało krótko – tu się dopiero zaczęło… Ledwie wjechałam przemknął obok mnie rowerowy rajdowiec, ocierając się o mój łokieć, za chwilę muszę ominąć kilkoro pieszych, radośnie spacerujących po ścieżce dla rowerzystów, potem piwnie rozbawione towarzystwo na trzech rowerach – jadą wolno, obok siebie, popijają, chwilami trzymając się za ręce. Dalej jedzie dziewczyna, głośno rozmawia przez telefon, śmieje się i… traci równowagę, musi raptownie zeskoczyć z roweru na środku ścieżki, a ja za nią, na hamulce… ledwie zdążyłam. Do tego jest „niesłysząca”, bo ma słuchawki na uszach i niewiele ją inni obchodzą.

Autem jeżdżę od kilkunastu lat na co dzień, nigdy nie miałam nawet stłuczki, mandat zapłaciłam raz, bo na oświetlonej ulicy jakoś  nie włączyłam świateł. Lubię prowadzić auto, staram się po prostu być rozsądna, przewidująca, mam ograniczone zaufanie do innych, szczególnie do pieszych i rowerzystów – jednak to co wyprawiają kierowcy aut i rowerzyści – szczególnie ci jeżdżący po chodnikach – przeraża mnie.

Chciałabym móc czasami z radością wsiąść na rower i czuć się na drogach chociaż w miarę bezpiecznie. Muszę to jednak… nie tylko filozoficznie – przemyśleć. Wygląda na to, że zasada Darwina – przetrwają tylko silni – znalazła się w oficjalnym polskim Kodeksie Drogowym i zaczęła obowiązywać naszych wszystkich użytkowników dróg. Rowerzyści może jesteście nieśmiertelni, jeśli nie – uważajcie!

W rejestrze skazanych już nie będzie rowerzystów?

To tylko ilustracja do tekstu, bo po pasach jeździć nie wolno – tu nie ma ścieżki rowerowej

Pojawiła się szansa, że ci co wypiją piwo, czy trochę wina, wsiądą na rower i alkomat wykaże 0,2 nie trafią do więzienia. Nie będzie to już przestępstwo, a stanie się wykroczeniem. Być może…

Co nowego? Po znowelizowaniu przepisów rowerzystom będzie grozić „tylko” areszt do 30 dni, grzywna od 50 zł wzwyż (obecnie do 5 tysięcy zł i kara do dwóch lat więzienia). Jazda na rowerze ”pod wpływem” nie spowoduje wpisu do rejestru osób karanych. Dzisiaj delikwent jest „skazanym „, przekreśla to np. otrzymanie pracy.

Takie są plany, bo właśnie Rząd RP przyjął projekt zmian w ustawie, trwało to dwa lata. No cóż… może w końcu coś zdroworozsądkowego uda się uchwalić. Niestety ten projekt nie do końca prezentuje tenże zdrowy rozsądek. W dalszym ciągu, jeśli mamy prawo jazdy na samochód, motocykl, czy zawodowe możemy je stracić za to, że jechaliśmy rowerem po alkoholu. Kolejna, kiepska nowelizacja – rowery mamy różne, jednak te o wartości ponad tysiąc złotych to mniejszość – a tylko taki rower będzie można zgłosić jeśli ktoś ukradnie – masz tańszy rower – nie masz na to szans. Chyba, że rower skradziono napadając na cyklistę, albo z domu, z garażu czy z piwnicy, wtedy może być tańszy. Wspaniale – złodzieje będą mieli mocno ułatwione zadanie! Jaka to różnica gdzie złodziej rower ukradnie i za ile? Okazuje się, że dla Rządu, dla prawa to jest… poważna różnica.

Na koniec trochę liczb. W 2011 r. za jazdę rowerem pod wpływem alkoholu skazano 51 tysięcy osób, obecnie w więzieniu przebywa ok. 4,5 tysiąca rowerzystów. Za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym skazano 5650 osób. Podobno koszt utrzymania jednej osoby w więzieniu to około 2,5 tys. zł. Czyżbyśmy mieli tak bogate państwo?

Wariata drogowego nie widać. Dlaczego?

Może… kominiarz na szczęście

Wariata drogowego nie widać gołym okiem. Dlaczego?                                                   Ponieważ jest w środku, w nas. Towarzyszy nam w wielu codziennych czynnościach, za kierownicą i nie tylko – gdy spieszymy się do pracy, na spotkanie, wieziemy dzieci do przedszkola, odwozimy kogoś, gdy jedziemy na, albo wracamy z długiego weekendu, itd. Mamy się za – co najmniej –  super kierowców, racjonalnych, nieomylnych, dorosłych ludzi. Tacy zwykle jesteśmy. Tymczasem jedziemy, coś raptem nas wkurzy, nie odpuszczamy i wstępuje w nas demon, stajemy się drogowymi wariatami. Dlaczego? Po co? Odpowiedź nie jest prosta.

Na polskich drogach co 8 minut ktoś zostaje ranny, co półtorej godziny ktoś traci życie bo:

–    jesteśmy aroganccy wobec obowiązujących przepisów,

–    nie szanujemy innych ludzi, a tym samym i siebie;

–    brak nam poczucia odpowiedzialności i wyobraźni – bo nas nic złego na pewno nie spotka… oby.

Każdy mógłby wyliczyć znacznie więcej przyczyn drogowych tragedii.                                   Na polskich drogach przez 24 godziny na dobę trwa walka. Walczą nieomal wszyscy –   o to kto będzie szybszy, kto wciśnie się na „trzeciego”, a komu uda się przejechać na czerwonym świetle…    Wypadki drogowe to my – biorą w nich udział zwyczajni, dobrzy, mili ludzie – często  zmęczeni, przepracowani, zdenerwowani, spieszący się. Chcą bezpiecznie  i oczywiście szybko dojechać do celu – niestety nie zawsze to się udaje.

Tylko w ciągu jednego, zwykłego weekendu policja zatrzymuje ponad dwa tysiące pijanych kierowców. Tym razem po wielkiej majówce 2012 jesteśmy pewnie w paskudnej czołówce Europy – policja – jak do tej pory (godz. 20.00 w niedzielę 6 maja) – złapała już około pięć tysięcy dwustu pijaków na polskich drogach – nie tylko kierowców aut, a ilu udało się przejechać bez kontroli!!!  Ludzie, strach się bać!

Blisko 10% przebywających w zakładach karnych, to skazani za jazdę po pijanemu. Wypadek to taka dziwna rzecz, nie istnieje dopóki się nie wydarzy.