Szczęśliwość na pokaz?

Z natury jestem osobą pogodną, nastawioną optymistycznie do życia. Lubię siebie, ludzi, pracę… Jednak od pewnego czasu rzuca się w oczy coś co nazwałabym optymizmem na pokaz i jakby… na żądanie, aby zaspokoić oczekiwania innych.

Spotykam sporo ludzi, prawie każdy ma mniejsze czy większe zmartwienia. Oczywiście większość z nas próbuje pomóc, zrozumieć.  Niestety są tacy, którzy potrafią powiedzieć – „to ich problem”, „nie muszę z nią/z nim gadać”, albo „mam dosyć jej/jego posępnej gęby”. Wiemy już, że należy unikać tzw. toksycznych ludzi, którzy  mają wszystko za złe i wprowadzają wokół siebie – hmm…  trudną do zaakceptowania atmosferę, albo wymagają od innych wiecznego ha,ha,ha… To jasne, ale tu nie tylko o to chodzi!

Czasami irytuje mnie ogólny przymus bycia (udawania) szczęśliwym człowiekiem, na siłę i pomimo wszystko. Czyli co… szczęście na pokaz? Uśmiech na pokaz chociaż ma się ochotę wyć z rozpaczy? Dlaczego, dla kogo, po co? Bycie OK. stało się towarzyskim obowiązkiem? Wchodzisz i już od progu musisz szczerzyć zęby w uśmiechu, żartować? Inaczej nie będziesz mieć towarzystwa, nie będziesz mieć z kim pójść do klubu, na wino, pogadać, posprzeczać się, w pracy będą Cię omijać jak zarazę… Jak to jest? Czy też tak czasami odczuwasz? Warto czasem mieć odwagę i powiedzieć nie to nie – idźcie do diabła!

Przecież każdy z nas ma prawo do smutku, melancholii, bycia sobą gdy jest nam źle. Czy wtedy raptem stajemy się  nieudacznikami, paskudami? Nikt nas nie będzie lubił? Nic podobnego! W życiu każdego z nas, w Twoim także, dzieją się również  trudne, bolesne zdarzenia i trzeba się z nimi zmierzyć. Nie musisz wtedy udawać, że jest OK – skoro nie jest, bo akurat być nie może!

Nie wolno – kiedy jest źle – machnąć na to ręką i optymistycznie uśmiechać się, bo tak trzeba – choć bywają sytuacje, że niestety trzeba. Taki anglosaski „cheese”. Nie zawsze trzeba! Nieustanna afirmacja uśmiechu wyklucza coś co jest cenne – niezgodę na zło, na niesprawiedliwość, na ból. Każdy ma prawo do rozpaczy. Przychodzi taki moment, że mówienie komuś kto ginie „będzie dobrze” to straszny i podły fałsz!

Fałszywy optymizm i przekonanie wbrew złym faktom i logice, że jeśli jest źle, to będzie dobrze, a jeśli nie, to lepiej o tym nie myśleć, nie mówić, uśmiechać się, ma zatrważający wpływ na osoby, które naprawdę są w rozpaczy. Dajmy ludziom prawo do pożegnania się z nadzieją. Rozpacz czasami ma sens i jest oczyszczeniem. Jest przyznaniem, że w życiu bywa różnie, że nie jest sprawiedliwie i czasem musimy przegrać. Wtedy potrzebujemy kogoś kto z nami tę rozpacz podzieli i nie oczekuje od nas uśmiechu pomimo wszystko. Wie, że to nie będzie prawdziwe.

Nie chcemy przecież, z wiecznie przylepionym uśmiechem,  przeżywać kolejnych etapów życia, bo „wypada”. Tak się nie uda! W ten sposób niszczy się własną wrażliwość, psychikę. Musimy nauczyć się mierzyć z tym, że wokół dzieje się i dobrze i źle. Nie mamy prawa żądać od innych by nieustannie byli szczęśliwi i nas tym uszczęśliwiali. To złe. Jest szczęście, radość, dobroć, smutek, gorycz istnienia, ale jest też zło, rozpacz, żal, osamotnienie, choroby… samo życie.

Życie to dar, który dostaliśmy tylko raz, dlatego starajmy się być szczęśliwymi, dobrymi ludźmi i obdarzajmy tym innych, ale nie wymagajmy niemożliwego.

Pozdrawiam miło 🙂

Reklamy

Nie boją się – wymyślonego przez siebie – piekła?!

Nasze sympatyczne, pełne śmiechu i żartów „działkowe” spotkania ze znajomymi czasami owocują interesującą dyskusją. Tym razem żarty, wspominki zeszły na ważny temat. Ktoś opowiedział o przykrościach jakie spotkały dzieci ze szkoły podstawowej ze strony księdza. Nieważne gdzie i co się zdarzyło, to mogło mieć miejsce wszędzie, w każdej szkole w Polsce.

Dyskusja potoczyła się i okazało się, że wszyscy (uczestnicy tego „działkowego” spotkania – kilkanaście osób różnej płci i wieku) czujemy się osaczeni przez polski kościół katolicki.

Okazało się, że jest w nas wielka niezgoda i żal do państwa polskiego, do kościoła katolickiego, a Watykan uznaliśmy za źródło naszej niezgody.  Podobno jesteśmy katolikami  – chrzest bez naszej wiedzy, pierwsza i często jedyna komunia bez świadomości co to jest – i wobec tego kościół katolicki uznał nas „za swoich”. Jakim prawem?!

Stwierdziliśmy, że to absolutnie nieprawda i wielkie nadużycie. Nie, nie jesteśmy ani ich, ani żadnej innej sekty religijnej, bo mamy od dawna zasób wiedzy i dość inteligencji i rozumu, aby nie godzić się na ich dziwaczne propozycje, legendy i kłamstwa.

Zgodziliśmy się wszyscy, że nie wierzymy w żadne legendy o bogach. Satysfakcje i spełnienie daje nam nasze normalne, dobre życie, rodzina, praca, przyjaciele, pomoc innym, przyroda i przekonanie, że mamy rację.

Jeśli jakiś dobry i mądry bóg istnieje we wszechświecie to jest wszędzie, ale na pewno nie w kościele katolickim, zwłaszcza w polskim.Wiele z nas obserwuje ich wyczyny te z przeszłości i te tu i teraz.

Zastanawialiśmy się  jak to możliwe, że coś tak absurdalnego i skierowanego przeciwko człowiekowi może w tak masowy sposób istnieć i trwać przez ponad dwa tysiące lat! Jak to zrobili? Obezwładnić ludzkie umysły, uczucia gigantycznej rzeszy ludzi! Dlaczego ci ludzie na to pozwolili i pozwalają?! Ktoś stwierdził, bo dali nadzieję na życie po śmierci. Dzisiaj nikt jako tako oczytany i normalnie myślący człowiek nie wierzy w takie bzdury. Jeśli nasze dusze istnieją i gdzieś są to na pewno nie dzięki kościołowi katolickiemu.

Czym była, jest i niestety, dzięki omamionym, ludziom jeszcze długo będzie ta korporacja, hierarchiczna, potężna sekta? Stwierdziliśmy zgodnie, że  kościół katolicki jest jedną z największych na świecie sekt wyspecjalizowanych w doskonałym praniu mózgów niewiele rozumiejącym ludziom.

Każda sekta i kościół katolicki też, jest mroczną i tajemniczą mafią w jakiś…  smolisty, brudny sposób egzystującą. Czym jest tak naprawdę ten dziwaczny twór, który trzyma władzę nad umysłami ogromnych mas ludzkich?

Spróbowaliśmy sobie odpowiedzieć na to niełatwe pytanie – czym jest kościół katolicki? Wiele już od dawna wiadomo. Przecież kk zawsze był, jest i będzie zaciekłym wrogiem wszelkiego postępu, rozwoju nauki, sztuki, kultury, tolerancji i wszelkiej wolnej myśli. To kościół katolicki z kobiety robił przez wieki istotę głupszą, gorszą, niższą i nieczystą, a najlepiej każda to czarownica i na stos, byle najpierw urodziła mnóstwo dzieci! To jego hierarchowie przez wieki całe uczynili kobiecie i rodzinie wielką krzywdę – niewyobrażalną i z niczym nieporównywalną. A przecież wolność jest prawem!

Kościół katolicki przywłaszcza niczego nieświadome dzieci rytuałem chrztu. I tak przez wieki trwają w swoim zapiekłym uprzedzeniu do dzisiaj,  finansując z naszych pieniędzy i broniąc swojego patriarchalnego wytworu.

To kościół katolicki z piękna erotyzmu uczynił mroczny i paskudny grzech. Seks, piękną, wolną miłość, pełną duchowych i zmysłowych doznań sprowadził do ohydnego, dziwacznego  podziemia ludzkiej świadomości.  Postępuje tak do dzisiaj! Może nawet pedofilia zrodziła się właśnie tam? Przecież ich wszystkich obowiązuje celibat, niektórzy mają tego dosyć, bo to przecież wbrew naturze.

Na potwierdzenie tego przeczytaj proszę T U T A J .

Zgodnie ustaliliśmy, że kościół katolicki – są na to miliony dowodów – do absolutnej perfekcji doprowadził wszelkiej maści kłamstwa, krętactwa, oszustwa, przeinaczenia. Przez wieki tworzył bez jakichkolwiek zahamowań dogmaty, jakieś kompletnie wynaturzone prawa wmawiając ogłupiałym i przerażonym ludziom boskie sprawstwo.  Ich bóg jest pamiętliwym, złośliwym, karzącym ludzi „potworem”?! Wtrąca nas do wymyślonego przez kościół piekła – każdego kto nie chce słuchać ich wynaturzonych, powstałych w chorych głowach i psychikach, potwornych pomysłów.

Kościół katolicki posunął się nawet do mega bzdury tworząc straszliwe kłamstwo czyli niepokalane poczęcie.  Pozbawił kobietę – matkę Chrystusa – chyba najważniejszej postaci tego kościoła –  pięknych cech erotycznej kobiecości, miłości, macierzyństwa. Ta biedna kobieta nie zaznała żadnej miłości ani zmysłowej, ani cielesnej, pozbawiono ją też miłości duchowej.

Przecież to kościół katolicki niszczył, mordował ludzi, prowadził krwawe krucjaty nawracając niewiernych ogniem i mieczem na jedyną, słuszną wiarę. Kościół katolicki wymyślił i wsławił się czymś tak potwornym jak święta inkwizycja, palenie na stosach wolnomyślicieli, ludzi mądrych, artystów, niszczył wszelkie oświecenie i postęp.

To kościół katolicki od wieków pokazuje obrzydliwą wręcz chciwość i pazerność gromadząc, często bezprawnie, majątki i dobra wszelkie i nie ustając w tej chciwości nigdy. Na biednych z tego idzie mały ułamek.  Kościół katolicki, zwłaszcza w Polsce, to instytucja niezwykle aktywna i zaborcza! Nie spoczywa na laurach, przypuszcza totalną ofensywę na wszystkich możliwych polach.

Jesteśmy ateistami, agnostykami, ludźmi wierzącymi, ale bez kleru i niewierzącymi czy wątpiącymi –  takich ludzi jest już bardzo dużo w Polsce i na Świecie. Mamy swoje, normalne, ludzkie wartości i według nich żyjemy, nikomu nie robiąc krzywdy i nie narzucając swego światopoglądu tak jak to czynią, często na siłę i bezczelnie – tzw. katolicy.

Tu w swoim kraju, w Polsce czujemy się osaczeni przez kościół katolicki, który jest absolutnie wszędzie. W szkołach, na ulicach, we wszystkich mediach, w urzędach, przy drogach, włazi w zabłoconych buciorach do naszych domów, do naszych łóżek, wlewa się drzwiami i oknami. Wszędzie są krzyże i ciągle ich przybywa – to działa bardzo  przygnębiająco. Nie można posłuchać radia, przeczytać gazetę, bo wszędzie są jacyś biskupi, księża, kardynałowie, papieże… Media – nie tylko te „narodowe” – radio, telewizja ciągle opowiadają o dziwacznych uroczystościach państwowych, na których nasz rząd i prezydent klęczą przed jakimś kolorowo i przebogato przebranym facetem-biskupem! To przykre, żenujące i… śmieszne!

Ciągle są jakieś rocznice związane z jakimś papieżem, a najczęściej z Janem Pawłem II. Stawia się pomniki gdzie tylko można i gdzie nie można też.  W pobliżu naszych domów, osiedli codziennie jacyś szaleni dzwonnicy biją w kościelne dzwony jakby się coś strasznego stało! Dlaczego niszczą spokój ludzi na osiedlach i wokół, bo słychać na kilka kilometrów tę trwogę!

W całej Polsce wszędzie pomniki, krzyże, jakieś tablice upamiętniające, relikwie, cudowne obrazy, płaczące Maryje, cuda na drzewach i na szybach okien. Pielgrzymka za pielgrzymką. Co druga ulica to ulica JPII. Prawie każda szkoła to szkoła JPII. Teraz pewnie będzie więcej imienia „poległego”  L. Kaczyńskiego. Naród płaci niewyobrażalną forsę na budowanie wymyślnych i architektonicznie paskudnych budowli sakralnych, których coraz więcej i więcej…

Zgodnie stwierdziliśmy, że  Polki i Polacy popełnili wielki błąd przy ostatnich wyborach – zostali wybrani źli ludzie i mamy teraz straszne tego skutki.

Partia PiS, która wygrała (tak naprawdę to tylko 18% uprawnionych do głosowania!) ostatnie wybory zamierza swojego boga i religię wprowadzić  wszędzie: do konstytucji, do prawa, prawodawstwa i ustawodawstwa, do nauczania historii, do każdej działalności Polek i Polaków. Podobno wszelkie decyzje polityczne, kulturalne, prawne, ekonomiczne i gospodarcze zaczyna się podejmować przy udziale hierarchów kościoła katolickiego!

Dyskusja zeszła także na ekonomię i obyczaje tzw. katolików.  Kościół katolicki i związane z nim instytucje stoją ponad polskim prawem! Dlaczego?!  Nie obowiązują ich żadne prawa państwa Polskiego. Nie płacą podatków. Nie muszą się rozliczać ze swoich dochodów, przychodów, kłamstw wszelkiego pochodzenia.

Kościół decyduje o naszym szkolnictwie i oświacie, o życiu i zdrowiu kobiety ciężarnej, o tym czy ma czy nie urodzić dziecko.  Jakiś facet na stanowisku proboszcza nakazuje jak ma żyć lokalna społeczność.  Jacyś oszaleli z nienawiści ludzie od sześciu lat wrzeszczą na temat „poległych”  i „zamachu” w Smoleńsku. Te dewotki i bigoci – bardzo agresywni – chcą rządzić naszą moralnością, urządzać nam życie. Ich życie to tylko kościół i radio Maryja – ich wybór, ale niech nie narzucają go innym. Jakim będziemy państwem, narodem, społeczeństwem?! Teraz już musimy płacić na jakieś idiotyczne podkomisje, które mają na siłę udowodnić „zamach” w Smoleńsku!!!

Wszyscy przecież wiemy, że państwo polskie było i jeszcze jest wg Konstytucji RP państwem świeckim, ze zdecydowanym i wyraźnym rozdziałem kościoła od państwa. Polska staje się na naszych oczach państwem wyznaniowym. Konkordat to wielka pomyłka i nigdy nie powinien istnieć. Tylko patrzeć jak do naszych domów wpadnie religijna policja, aby sprawdzić czy żyjemy według ich wskazań. NIE!

Wiemy, że są w polskim kościele ludzie światli, mądrzy, ale to tylko garstka i nikt ich nie słucha, są pomijani, usuwani, sekowani na wszelkie sposoby. Nie osądzamy, ale pytamy: DLACZEGO?!

W tej niełatwej dyskusji na koniec stwierdziliśmy, że jeśli bóg istnieje to musi być bardzo tolerancyjny skoro znosi te wszystkie i wiele innych wyczynów tzw. ludzi kościoła. Chyba jednak nie ma żadnego boga, skoro im wolno tak postępować! Nie boją się – wymyślonego przez siebie – piekła?!

… w rodzinie krytyka ostra…

Tęsknię za wakacjami...

Tęsknię za wakacjami…

Dzisiaj i wiersz i dwa pyszne  wina. Ten znakomity wiersz napisała Grażyna Szałkowska – GraSza. Cytuję go tutaj, bo lubię tę niezwykłą poetkę, bo wiersz jest o naszej codzienności, o naszych bliskich, o troskach, niemożliwościach, nieuważnościach, myślach dobrych i niedobrych – o nas i dla nas. Poczytajcie… wbrew pierwszemu wrażeniu nie ma tu pesymizmu – jest nadzieja…

Z RODZINĄ

Z rodziną tyle roboty,
Z rodziną same kłopoty,
Żądania niemożliwości…
Oczekiwań Pireneje,
Zamordowane nadzieje,
Brak miejsca dla miłości…

W rodzinie krytyka ostra,
Czy matka, czy syn, czy siostra,
Brak zezwolenia na słabość…
Wspinaczka na strome schody
Bez wizji żadnej nagrody
I nie ma miejsca na radość…

Są kosmiczne wymagania,
Niekończące się starania,
Rozluźnić mięśnie to biada!
Chłodne surowe oceny,
Pamiętne drastyczne sceny…
Z rodziną mi się nie składa…
©GraSza

A teraz napijmy się razem pysznego wina, aby nadzieja była zawsze, aby chciało się chcieć i było warto napić się razem wina.

Lubię wina różowe, są sympatyczne, łączą w sobie cechy wina białego i czerwonego, są zwykle słabsze, delikatne w smaku i pięknie wyglądają w kieliszku. Chyba najchętniej pijamy je latem, bo są też znakomite jako aperitif  i świetnie pasują na różne okazje.

Polecam naprawdę smakowite wino z nad Loary – Chemin des Roses Cabernet d’Anjou.  Półwytrawne, o pięknym lekko łososiowym kolorze, orzeźwiające, taniny delikatne.

No… tak – nie byłabym sobą, abym nie poleciła wina czerwonego wytrawnego. To jest pychota – Wino Rosso di Montalcino Castello Banfi. Klasyka – szczep sangiovese, mocniejsze niż różowe wina, piękny ciemnoczerwony kolor, harmonia smaku i aromatu.

Wszystkim przesyłam serdeczności i kieliszek wina wznoszę za Waszą radość życia! Bo… życie to emocje, a emocje to życie! Jak w wierszu.

 

SUKCES i… co dalej

Jak to jest z naszymi sukcesami? Bywa, że nie jest łatwo znieść sukces, tak jak niełatwo jest pogodzić się z porażką. Emocje. Wszak każdy jest tylko człowiekiem… tak, ale czy TYLKO czy AŻ CZŁOWIEKIEM.

Sukces na ogół nie przychodzi nagle – chyba, że to wygrana na loterii, ale czy to jest sukces…

Na sukces zwykle pracujemy długo. Dobra passa czasem trwa i trwa, ale bywa, że przeleci jak meteoryt – piękny moment, a po nim… szarość.

Tak czy inaczej KAŻDY, DOBRY SUKCES JEST WAŻNY. Jest bardzo ważny zwykle nie tylko dla ciebie, twoich bliskich, ale bywa, że dla wielu, a nawet dla ludzkości. Choć nie każdy dostanie nagrodę NOBLA, OSCARA czy NIKE, ale szansa zawsze jest. 🙂

Po pewnej zupełnie prywatnej „debacie” obmyśliłam kilka jakby… zasad – na własny użytek, aby coś uporządkować i może innym też się przyda.

Co się dzieje kiedy odnosisz sukces?

  1. Inni zaczynają cię zauważać – przestaniesz być osobą przezroczystą. Co to znaczy? Zależnie od tego jakiego formatu jest to sukces będziesz tematem rozmów różnych ludzi. Staniesz się człowiekiem „widocznym”, „dostrzeganym”. To obudzi twoje trochę „złe” zdziwienie, trudno polubić natrętne spojrzenia, dziwne miny na twój widok, milknące rozmowy. Najlepiej przestać tym się zajmować i przejmować.
  2. Nie jesteś już tzw. zwykłym człowiekiem – stajesz się Kimś. Skoro tak to niektórzy uważają, że mają do ciebie jakieś niby-prawo. Jakie? Nie wiesz, ale wyobrażone i nie twoje „ja” już jest w obiegu. Nic na to nie poradzisz, tylko czas może sobie z tym poradzić… nie warto tym się za bardzo zajmować.
  3. Może cię dopaść ICH niechęć, złość, agresja – zwłaszcza wtedy gdy nie godzisz się na ich kłamstwa, bo wiesz jak wiele pracy, trudu, talentu i wyrzeczeń kosztowało cię to co masz, kim jesteś. Kłamstwa będą, bo przecież „nie wiadomo kto ją/jego popycha”, bo „w tym musi być jakieś oszustwo”, bo „dlaczego ona/on, a nie ja, też jestem w tym dobra/dobry” itd. Nie przejmować się i robić swoje, ale być „na czujce”, bo nigdy nie wiadomo z której strony nadejdzie atak. Warto zacząć uważniej dobierać znajomych, uważać na to co się pisze, mówi i z kim i o czym rozmawia.
  4. Musisz nabrać przekonania i dostrzec, że skoro wierzysz w to co robisz i jesteś w porządku – to znaczy, że to ty masz rację, a wokół ciebie są też wspaniali i dobrzy ludzie. To jest balsam na twoją skołataną wyobraźnię i serce.  Wtedy warto zmienić otoczenie, środowisko, będziesz lgnąć do tych ludzi, którzy cię akceptują, doceniają, rozumieją i pozwolą ci nie tylko cieszyć się sukcesem, ale także zainspirują cię do dalszej pracy.
  5. Woda sodowa w głowie – różnie bywa, ale na ogół dopada niektórych ludzi sukcesu. Uznasz, że wszystko jest możliwe, zaczniesz nieco przesadzać, „rosnąć” w swoich oczach za bardzo. Pomyślisz, że tak będzie zawsze. Niczego nie ma na zawsze. Warto wtedy mieć kogoś kto cię „zniesie” na ziemię, niekoniecznie bezboleśnie, bo jednak każdy „kopniak” trochę boli. Można też sobie samemu z tym dać radę, ale lepiej z kimś bliskim i wspaniałym obgadać sprawę. Przy dobrym winie, kolacji rozmowa może być… pyszna i ważna. Jeśli wino to może takie KLIK  T U T A J

Tyle tych niby-zasad, niby-porad przyszło mi do głowy.

Jeszcze jedno – w naszym pięknym kraju współobywatele na ogół nie lubią tych „z sukcesem”. Dlaczego tak jest… nie wiem, ale wiem, że warto walczyć o swoje marzenia i odnosić sukcesy. Polacy i Polki często uważają, że trzeba być „średniakiem”, bycie przeciętnym jest dobre, a jeśli ktoś ma pieniądze to na pewno ukradł w taki czy inny sposób. To straszne przekonanie budzi mój wielki sprzeciw. Arogancja, brak pomysłu na życie i niemoc tych ludzi każe im tak myśleć i wszędzie podejrzewać zło, intrygi i brudne interesy. Tacy ludzie chyba po prostu nie potrafią rzetelnie zapracować na sukces, bo to wymaga wielkiego wysiłku, intelektu i wiary w siebie.

Warto dążyć do sukcesów, warto mieć osiągnięcia te wielkie, te małe i te codzienne. Warto cieszyć się nimi, dzielić się z innymi i po prostu być szczęśliwym. Nagrodą jest nasze życie – fajne, ważne i dobre  dla nas i dla wszystkich, którzy zechcą być z nami. Polecam też ten tekst POCZYTAJ PROSZĘ T U T A J

Jeśli wciąż żyjesz, to nadal istnieją lekcje, których musisz się nauczyć.

Wakacje już blisko...

Wakacje już blisko…

Zacząć chciałabym od… przeprosin tych miłych „czytaczy” zaglądających na ten blog, może zastanawiacie się – dlaczego ona nic nie pisze nowego… Przepraszam. Każdy czas dany nam jest zawsze jedyny, czegoś uczy, o czymś przypomina, przed czymś przestrzega, czasem uśmiecha się i nagradza.

Jeszcze nie bardzo rozpoznaję efekty – brak perspektywy – jednak ten niedawny, trudny etap życia, wydarzenia, ludzie, pewne zjawiska, trwanie pomimo wszystko – na pewno będzie bardzo ważnym moim  doświadczeniem życiowym.

Mogę jednak coś napisać z moich przemyśleń, może też się komuś przydadzą. Nie są odkrywcze, ale… na przykład – nie znajduję już w sobie cierpliwości do pewnych zjawisk, rzeczy, wyniszczających, złych ludzi. Dlaczego? Nie jestem niemiła czy zarozumiała, ale szkoda mi czasu, życia na sprawy, które sprawiają tylko ból, są absorbujące, ale nie dają żadnego zadowolenia, budzą niechęć, żal.

Uciekam – od zawsze tak było, ale teraz udaje mi się robić to skuteczniej – od plotek, dziwacznych nieporozumień, bezsensownych dyskusji, porównań, wywyższania się, udawania, manipulacji, napuszonej akademickości.

Dojrzałam do tego, aby przestać starać się dla ludzi, którzy na to nie zasługują, bo nie lubią mnie i innych też rzadko obdarowują swoją sympatią, może nigdy nie lubili – tylko udało im się oszustwo… a ja naiwnie uwierzyłam. Może chciałam uwierzyć? Może tak było łatwiej… jednak nie, to były znakomicie zagrane pozory. Dałam się nabrać.

Przestało być miłe uśmiechanie się do osób, które nawet tego nie zauważają i nie widać w nich prostej chęci, aby uśmiech odwzajemnić. Zwykle uśmiecham się bardzo często i do wszystkich. Nie będę zajmować swego życia ludźmi, którzy wymagają wiele, ale nie potrafią od siebie nic ofiarować. Są cyniczni, nieszczerzy i krytyczni do wszystkich i wszystkiego tylko nie w stosunku do siebie.

Ktoś kiedyś powiedział, zapamiętałam słowa, ale nie wiem kto je przekazał.

Nauka nigdy się nie kończy. Nie istnieje część życia, która nie zawiera swoich lekcji. Jeśli wciąż żyjesz, to nadal istnieją lekcje, których musisz się nauczyć.

Na razie tę lekcję odrobiłam. Mam teraz inną uważność i cierpliwość i jest dla tych którzy na to zasługują, ja też staram się zasłużyć na ich uwagę i cierpliwość. Czasem trudno o rozpoznanie, ale warto starać się. Bycie cierpliwą i uważną dla wszystkich – nie, już nie. Nie muszę.

Tyle moich prostych przemyśleń. Cieszy mnie Świat, wiosna, zbliżające się wakacje, moja cudna rodzina i ludzie, którzy są wokół mnie – jest ich mniej, ale za to wypróbowanych w trudach… odrabiania lekcji.

 

Szczęśliwego? Jasne, że tak, ale…

Nareszcie zacznie się  Noc Sylwestrowa i ROK 2014. To na pewno będzie świetny rok, na razie absolutnie nieznany, trochę obcy przybysz, ale nasz. Jak to ja – w tę noc piję dobre wino i kieliszek bąbelków – najchętniej w domu – nie robię żadnych „obiecanek”, przyrzeczeń ani sobie, ani innym. Nie planuję, że będę np. więcej czytać, albo, że stanę się duuużo lepsza – nie, bo dla mnie rok zaczyna się zawsze… po wakacjach. Pisałam o tym w tym wpisie: ZAPRASZAM TUTAJ

Oczywiście w tym jedynym dniu wszyscy wszystkim życzymy szczęśliwego Nowego Roku. Słowo „szczęśliwego” jest piękne, ale szczęśliwym jednak bywa się tylko czasami. Rozumiem pożądanie pewnej intensywności i otwartych serc tej nocy, to normalne, jednak chyba nie do  końca. Nadużywamy przecież wielu innych, ważnych i często trudnych emocjonalnie słów. Przyzwyczailiśmy się do tego.

Może nie znam wspanialszego słowa, ale dla mnie „szczęście” to słowo specjalne, mocne, osobiste. Szczęśliwość to stan ducha i ciała absolutnie niezwykły – tak naprawdę nie do nazwania.  Czasem do łez cudowny, jakby ponadzmysłowy, rajski, nieziemski – trudno określić słowami. Taki stan szczęśliwości bywa naprawdę rzadko w naszym pięknym życiu. Pięknym – bo JEST.

Staram się używać innych słów, które są bardziej… codzienne. Każdy je zna i używa właśnie na co dzień. Słowo „SZCZĘŚCIE” zachowajmy na… kiedyś, aby nie zdewaluowało się. Dajmy mu szansę. Mnóstwo słów określa to co mamy tu i teraz, to co planujemy,  co/kogo kochamy i lubimy, czym się cieszymy, a czym martwimy, dlaczego płaczemy, albo śmiejemy się do łez. Słowa, które opowiadają jak pracujemy, jak w pośpiechu żyjemy i bez pospiechu staramy się odpocząć – czyli…

Nasze życie = emocje.  Emocje – nasze słabości i pokonywanie ich – uczłowieczają nas, są na co dzień w nas, obok nas i z nami. Szczęście – bywa, oby jak najczęściej.

Na fajny ubaw noworoczny warto się wybrać w podskokach… oczywiście 😉

POZDRAWIAM WSZYSTKICH MOICH MIŁYCH CZYTAJĄCYCH I ŻYCZĘ , ABY NOWY ROK BYŁ LEPSZY OD KAŻDEGO POPRZEDNIEGO!        Na Szampana i wino (do poczytania) zapraszam TUTAJ

Co z tym bogactwem bez pracy?

Może... kominiarz na szczęście

Może… kominiarz na szczęście

Jakiś czas temu dostałam od kolegi książkę, którą dopiero kilka dni temu przeczytałam. Powiedział: przeczytaj, może ci się przyda. Jednak nie przyda mi się. Wiem, że jemu też nie. Książka raczej wkurzyła mnie. Okazuje się, że pełno jest  podobnych pozycji w internecie Nie będę tu robić reklamy, powiem tylko, że to pozycja z serii „jak zostać, bogatym i nie napracować się”. 

Lubię to co robię, mam sporo satysfakcji i szczęścia, bo praca zbiega się z moimi zainteresowaniami. Pracuje się dużo, a nawet często dużo „zadużo”, ale  jest OK. Firma prywatna, rynek naprawdę trudny. Nie zauważyłam, aby ktoś tu się dorobił wielkiej fortuny, nawet właściciele są  – nazwałabym to – w „dobrej mieszczańskiej normie finansowej”. Tak jak reszta dużo pracują, mają rodziny.  Zarabiam tyle ile mogę i mam sił – a chodzi tu także o siły twórcze, pomysły. Jednak, aby mieć to co mam muszę się nieźle nagłówkować i napracować.

Książka o tym jak zarobić miliony i nie napracować się jest niestety… głupia. To banał, jasne, że nie ma takiej możliwości (może poza wygraną na jakiejś loterii), nawet wielcy milionerzy ciężko pracują lub przez wiele lat pracowali, a teraz odcinają kupony. Po co powstają takie książki? Co ten człowiek, który to napisał, sobie wyobrażał? Trudno zgadnąć. Może chciał łatwo zarobić, ale nie sądzę, aby mu się to udało. Wiem oczywiście, że są autorzy, ludzie sławni, mądrzy i bogaci, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami, ale przekazują je opierając się na własnym doświadczeniu. To ma sens.

Nie będę tu streszczać rad autora tej książki, bo są banalne. Pisze np. że ludzie bogaci inaczej myślą, ale jak to już nie za bardzo jest jasne. Kilka dni temu gdzieś natknęłam się na fascynujące swą prostotą zdanie. Otóż najbogatszy Polak p. Jan Kulczyk uważa, że „Aby się wzbogacić wystarczy wcześniej wstawać i więcej pracować”.  Tylko tyle i aż tyle. Niedawno pisałam tu tekst „Wydawaj pieniądze na przeżycia„, bo są bezcenne, a kontakt z bliskimi, realizacja swoich pasji niekoniecznie muszą być tożsame z wydawaniem wielkich pieniędzy.

Wydawaj pieniądze na… przeżycia

DSC08921Zbliżająca się majówka nastroiła mnie do tej  refleksji. 🙂  Istnieje mnóstwo przeróżnych przykazań jak być bogatym i szczęśliwym. Są przekonujące, ale mnie jedno, ostatnio przeczytane, spodobało się szczególnie. Brzmi ono tak:

WYDAWAJ PIENIĄDZE NA PRZEŻYCIA, A NIE NA RZECZY

Jasne, że to nie oznacza, aby nie kupować rzeczy, które są niezbędne, ale by nie zagracać sobie nimi życia, nie uzależniać się od tych wszystkich cudów nowości, przymilnych gadżetów, dostępnego nam wszelkiego nadmiaru, który na nas tylko czyha. Reklamy wszelkiego autoramentu wykorzystują nas strasznie. Pracują nad tym znakomicie opłacani copywriterzy, marketingowcy, tzw. spece od PR i inni.

Wszelkie naukowe i inne badania wykazują, że namacalne dobra nie zawsze nas uszczęśliwiają, albo tylko na krótko i natychmiast szukamy nowych podniet kupując, kupując… Natomiast przeżycia są bezcenne – co niekoniecznie musi być tożsame z wydawaniem wielkich pieniędzy.

Oczywiście są pasje, na które trzeba wydać trochę forsy np. pasje sportowe, drogie podróżowanie, pasje muzyczne, kolekcjonerskie  – jednak wydawanie pieniędzy na wzbogacające nasze dusze, intelekt  zainteresowania to przyjemność, która wzbogaca nasza osobowość, czyni życie jakby… ważniejszym.

Dlaczego to napisałam? Chyba dlatego, że szczęście czasami można sobie kupić, ale trzeba wiedzieć gdzie i jak.

No, a poza tą „powagą” proponuję napić się na 1. majówce pysznego wina np. Chianti, które zwykle znakomicie komponuje się z… wypoczynkiem, wiosną i… przyrodą 🙂