Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju ciągle nie ma czasu

20140501_141954 - KopiaZima dawno się skończyła, minęło 26 lat naszego Nowego Pięknego Kraju, wiosna w pełni i sezon rowerowy zaczął się już co najmniej miesiąc temu. To są fakty.

Niestety faktem jest też, że Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju nie miało i ciągle nie ma czasu zając się bardzo prostą sprawą – rowerowymi uchwytami. Chodzi tu o uchwyty rowerowe do samochodu, które zakłada się na hak, albo na tylny bagażnik.

Te uchwyty są odpowiednio skonstruowane i nie zasłaniają tylnych świateł. Prawo mówi nam, że jeśli taki uchwyt rowerowy zasłoni tylne światła, albo tablicę rejestracyjną auta to możemy zapłacić mandat. Wcale niemały bo od 100 do nawet 500 zł. Punktów karnych za to nie ma, ale…

Nie jest zrozumiałe dlaczego w Polsce nie można kupić trzeciej tablicy, którą można by zamontować na uchwycie rowerowym. Jest tam na to miejsce i łatwo można to zrobić, ale NIE – NIE WOLNO, bo nie ma odpowiednich przepisów. Te przepisy już od kilku lat powstają i jakoś nie mogą powstać, wszystko zatrzymało się na urzędnikach w MIiR. Nie rozumiem – czy ci ludzie, urzędnicy nie jeżdżą w ogóle samochodami, ani rowerami, nie mają dzieci, nie wyjeżdżają na wakacje, na działki, na weekendy samochodami i nigdy nie zabierają rowerów? Nie widzą tematu? Nie dostrzegają problemu, potrzeby…

Dlaczego coraz częściej mamy odczucie, że w naszym kraju policja, różne urzędy tylko czyhają na to, aby wlepić nam mandat, ukarać, a wysokość tych kar jest zależna od oceny policjanta, urzędnika – im bardziej zagmatwane i niejasne są przepisy tym lepiej . Dla kogo? Odpowiedź jest chyba jasna.

Są w Polsce organizacje rowerzystów, mamy posłów, którym jest na sercu bezpieczeństwo ruchu drogowego – upomnijcie się o nasze prawa. Wiele już zrobiliście – chwała Wam za to – ale to ciągle za mało, a ten problem nie jest bez znaczenia. Jest też ważny. Wiem, że przebicie się do urzędników to ciężka praca, ale warto!

Pozdrawiam wszystkich rowerzystów!

Reklamy

Bezmyślni kierowcy? Czyżby… tylko kierowcy?

Każdy z nas kierowców, obojętne jakiej płci, wieku, urody, czy doświadczenia za kierownicą – każdy! wsiadając do auta wie, że jedną nogą jest na cmentarzu, a drugą u prokuratora. Wobec tego pomawianie nas o bezmyślność to słabo uzasadniona opinia. Nie jesteśmy ani bardziej bezmyślni, ani źli, ani głupsi od kierowców w innych krajach.

Oczywiście nasze i inne statystyki mówią wiele o polskich kierowcach, jednak nie do końca te dane są obiektywne. Statystyka jak to statystyka – uogólnia, wyciąga średnią i… w majestacie prawa te informacje są publikowane. Niewątpliwie są to ważne i potrzebne dane, ale…

Nasuwają się jednak podstawowe pytania – kiedy zaczniemy badać, mierzyć, obliczać i analizować efekty bezmyślności różnych decydentów, którzy mają choćby najmniejszy wpływ na bezpieczeństwo na naszych drogach? Kiedy działania tych osób zostaną podane do wiadomości publicznej i odpowiednio ocenione?
Marzeniem naszym jest, aby zmniejszyć ilość wypadków, rannych, aby mniej ludzi ginęło. W Szwecji do spraw bezpieczeństwa na drogach jest zupełnie inne podejście niż u nas, tam ginie pięć osób rocznie, a u nas blisko pięć tysięcy. W tych potwornych statystykach jesteśmy na szarym końcu UE. Dlaczego? Niejedna mądra głowa się nad tym głowiła, ale jakoś efekty bardziej niż marne.

Mam własne zdanie na ten temat. Musi u nas powstać system, który będzie uwzględniał wszystkie elementy i poziomy bezpieczeństwa na drogach. Na odpowiedzialnych stanowiskach muszą być zatrudnieni ludzie, którzy nie będą zmieniać się co cztery lata kiedy zmienia się władza. Fachowcy, specjaliści w tej dziedzinie to często pasjonaci bezpieczeństwa ruchu drogowego (brd), ale ci ludzie muszą mieć pewność, że mają prawo decydować, że nikt ich nie zwolni, bo do władzy doszła inna partia, albo jakiś urzędnik zechce zatrudnić kolegę, który nie ma pojęcia o brd. Ci specjaliści muszą mieć prawo narzucenia swojej fachowej wiedzy, swoich projektów różnym urzędnikom, którzy powinni im zaufać – bo to są zawodowcy, praktycy i wiedzą co robią.

W krajach skandynawskich, w Niemczech znaleźli sposób i to działa. Tam wszystko co dotyczy dróg jest w całości systemem zintegrowanym, spójnym, porządnie zarządzanym. To wiele instytucji, ludzi, działań, które stanowią ogromną, sprawną maszynerię, mają dokładnie określone cele i metody działania – to system. W Polsce tak naprawdę nie wiadomo jak to działa, kto jest tu bossem. Jakie instytucje, firmy i ludzie są odpowiedzialni za wszelkie działania w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego? Kto tym wszystkim kieruje i naprawdę wie i rozumie co się dzieje na polskich drogach?
Niewątpliwie ten tekst powstaje pod wpływem emocji, strachu, bo zbliża się kolejny weekend i znowu usłyszmy o wielu nowych tragediach, pijanych kierowcach, których policji udało się złapać, o młodych motocyklistach pędzących na zatracenie, pieszych i rowerzystach, którym wydaje się, że wolno wszystko – tak dzieje się na naszych drogach – to wiemy. Jednak nie wiemy ilu nieszczęść można byłoby uniknąć gdyby nasze drogi były… logiczne, prawidłowo zarządzane i po prostu zadbane, bo nowe autostrady to naprawdę nie wszystko.