Szczęśliwość na pokaz?

Z natury jestem osobą pogodną, nastawioną optymistycznie do życia. Lubię siebie, ludzi, pracę… Jednak od pewnego czasu rzuca się w oczy coś co nazwałabym optymizmem na pokaz i jakby… na żądanie, aby zaspokoić oczekiwania innych.

Spotykam sporo ludzi, prawie każdy ma mniejsze czy większe zmartwienia. Oczywiście większość z nas próbuje pomóc, zrozumieć.  Niestety są tacy, którzy potrafią powiedzieć – „to ich problem”, „nie muszę z nią/z nim gadać”, albo „mam dosyć jej/jego posępnej gęby”. Wiemy już, że należy unikać tzw. toksycznych ludzi, którzy  mają wszystko za złe i wprowadzają wokół siebie – hmm…  trudną do zaakceptowania atmosferę, albo wymagają od innych wiecznego ha,ha,ha… To jasne, ale tu nie tylko o to chodzi!

Czasami irytuje mnie ogólny przymus bycia (udawania) szczęśliwym człowiekiem, na siłę i pomimo wszystko. Czyli co… szczęście na pokaz? Uśmiech na pokaz chociaż ma się ochotę wyć z rozpaczy? Dlaczego, dla kogo, po co? Bycie OK. stało się towarzyskim obowiązkiem? Wchodzisz i już od progu musisz szczerzyć zęby w uśmiechu, żartować? Inaczej nie będziesz mieć towarzystwa, nie będziesz mieć z kim pójść do klubu, na wino, pogadać, posprzeczać się, w pracy będą Cię omijać jak zarazę… Jak to jest? Czy też tak czasami odczuwasz? Warto czasem mieć odwagę i powiedzieć nie to nie – idźcie do diabła!

Przecież każdy z nas ma prawo do smutku, melancholii, bycia sobą gdy jest nam źle. Czy wtedy raptem stajemy się  nieudacznikami, paskudami? Nikt nas nie będzie lubił? Nic podobnego! W życiu każdego z nas, w Twoim także, dzieją się również  trudne, bolesne zdarzenia i trzeba się z nimi zmierzyć. Nie musisz wtedy udawać, że jest OK – skoro nie jest, bo akurat być nie może!

Nie wolno – kiedy jest źle – machnąć na to ręką i optymistycznie uśmiechać się, bo tak trzeba – choć bywają sytuacje, że niestety trzeba. Taki anglosaski „cheese”. Nie zawsze trzeba! Nieustanna afirmacja uśmiechu wyklucza coś co jest cenne – niezgodę na zło, na niesprawiedliwość, na ból. Każdy ma prawo do rozpaczy. Przychodzi taki moment, że mówienie komuś kto ginie „będzie dobrze” to straszny i podły fałsz!

Fałszywy optymizm i przekonanie wbrew złym faktom i logice, że jeśli jest źle, to będzie dobrze, a jeśli nie, to lepiej o tym nie myśleć, nie mówić, uśmiechać się, ma zatrważający wpływ na osoby, które naprawdę są w rozpaczy. Dajmy ludziom prawo do pożegnania się z nadzieją. Rozpacz czasami ma sens i jest oczyszczeniem. Jest przyznaniem, że w życiu bywa różnie, że nie jest sprawiedliwie i czasem musimy przegrać. Wtedy potrzebujemy kogoś kto z nami tę rozpacz podzieli i nie oczekuje od nas uśmiechu pomimo wszystko. Wie, że to nie będzie prawdziwe.

Nie chcemy przecież, z wiecznie przylepionym uśmiechem,  przeżywać kolejnych etapów życia, bo „wypada”. Tak się nie uda! W ten sposób niszczy się własną wrażliwość, psychikę. Musimy nauczyć się mierzyć z tym, że wokół dzieje się i dobrze i źle. Nie mamy prawa żądać od innych by nieustannie byli szczęśliwi i nas tym uszczęśliwiali. To złe. Jest szczęście, radość, dobroć, smutek, gorycz istnienia, ale jest też zło, rozpacz, żal, osamotnienie, choroby… samo życie.

Życie to dar, który dostaliśmy tylko raz, dlatego starajmy się być szczęśliwymi, dobrymi ludźmi i obdarzajmy tym innych, ale nie wymagajmy niemożliwego.

Pozdrawiam miło 🙂

Przeszłość, chlebek i…

Wymyśliłam, że podzielę się z Tobą czymś pysznym z… przeszłości.

DSC09996Otóż od lat mamy w domach wszelkie „elektryczności” np. opiekacze do różnego pieczywa. Smak tego niby-upieczonego chleba… jest jaki jest… średni chyba. Niestety pośpiech – zwłaszcza poranny – rozkazuje nam robić wszystko elektrycznie, albo elektronicznie czyli szybko 😦

Warto jednak trochę wolniej i sięgnąć do przeszłości. Otóż ostatnio miałam okazję pobyć kilka dni na pięknej wsi, a tam cuda-jedzonko. Chleb pachnący, ślicznie rumiany młoda Gospodyni upiekła na patelni. Mówiła: „Taki chleb jadły moja babcia i mama i ja też lubię, a moja młoda rodzinka przepada za takim chlebkiem”. Jak to robi?

Pokroiła na kromki, lekko posoliła z obu stron grubą solą i położyła na czystą – bez tłuszczu – żeliwną patelnię. Kromki wspaniale zarumieniły się po obu stronach. Do tego prosto z ogrodu sałata z dużym szczypiorem i pomidorami, lekko polana oliwą o smaku czosnkowym. PYCHA! To mało powiedziane.

Po powrocie też tak zrobiłam. Zaprosiłam miłych ludzi. Pysznie upieczony chleb był stamtąd, sałata, pomidory i szczypior eko, oliwa z oliwek doprawiona przeze mnie czosnkiem. Dodałam do sałatki mozzarellę oraz nieco kolorowego, świeżo zmielonego pieprzu. Chleb upieczony sposobem naszej Gospodyni – rewelacja! Całość smakowicie pachniała i wyglądała – wszyscy pałaszowali i… chwalili. Do tego było coś jeszcze.

Polskie wino jest OK! zdjęcie: Atlas polskich win

Polskie wino jest OK!
zdjęcie: Atlas polskich win

Świetne polskie wino ekologiczne. Jest już u nas sporo firm, które takie wina produkują. Wybrałam wytrawne wino z aronii. Wino Aroniowe produkowane tradycyjną metodą fermentacji ze świeżych owoców aronii pasowało do mojej prostego, ale smakowitego jedzonka.

 

 

 

Babcia mówiła: żyj zdrowo i kochaj!

Lubię bociany...Już jest lato! Dlatego i nie tylko, warto pomyśleć o tym jak zdrowo żyć, oczywiście jeśli mamy sobie coś do wyrzucenia w tej sprawie, a podejrzewam, że nieomal wszyscy jednak mamy. 🙂

Zachęcam do poznania kolejnego tekstu Jeana Marca Dupuis „Prosta rada na unikanie chorób”. Dlaczego? Jak? Co prawda tekst odpowiada na te  pytania, ale wtrącę swoje przemyślenia, które pojawiły się po miłym spotkaniu uroczych ludzi: starszej pani i pana – małżeństwo, chyba bliżej 80.

Wiadomo – w tym wieku zwykle coś boli, ale…  Ich dewiza życiowa to:  Miłość, Przyjaźń, Ruch i Przygoda. Od lat są wegetarianami, podróżują, mają szerokie kontakty także zdobyte przez internet, pozbyli się telewizora, kupili komputer i internet; chodzą do kina, teatru, na wystawy, odwiedzają przyjaciół i rodzinę za granicą. Mają rower – tandem i jeżdżą na wycieczki, opowiadają dowcipy, są uśmiechnięci, zadowoleni – cieszy ich Życie. Są na co dzień ciekawi świata, ludzi i nowości przeróżnych. O chorobach nie chcą mówić, bo i po co, biorą leki – jak podkreślają: „To tylko dwie tabletki codziennie i jest OK!”

Zawsze miałam wrażenie, że istnieję, funkcjonuję podobnie, ale to piękne małżeństwo zaimponowało mi bardzo! SĄ SUPER!

ZAPRASZAM DO POCZYTANIA I PRZEMYŚLENIA – WARTO.

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie www.PocztaZdrowia.pl.

 

Prosta rada na unikanie chorób

Szanowny Czytelniku,

Jean-Pierre ma 55 lat i cieszy się doskonałym zdrowiem.

Jednak gdyby się bardzo postarał, mógłby doszukać się u siebie tuzina chorób…

Zdarza mu się zdenerwować, kiedy utknie w korku lub kiedy klienci nękają go poza godzinami pracy.

Gdyby lekarz zmierzył mu w takich momentach ciśnienie krwi, wynik z pewnością wskazałby na nadciśnienie.

Jean-Pierre ma 183 cm wzrostu i waży 84 kilogramy. Jego wskaźnik masy ciała (BMI) wynosi 25,1. Poziom BMI pozostający w granicach normy to 20–24,9.

Diagnoza: nadwaga.

Po spożyciu niektórych pokarmów Jean-Pierre odczuwa niekiedy pieczenie w dolnej części klatki piersiowej tuż nad żołądkiem. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy napije się zagęszczonego soku pomarańczowego lub cydru.

Diagnoza: refluks żołądkowo-przełykowy.

Zdarza mu się budzić w nocy i pójść do łazienki, żeby opróżnić pęcherz.

Diagnoza: łagodny przerost gruczołu prostaty.

Kiedy wstaje rano, odczuwa sztywność nóg i pleców, potrzebuje kilku chwil, żeby odzyskać pełną sprawność i giętkość.

Diagnoza: choroba zwyrodnieniowa stawów.

Jean-Pierre ma często zimne ręce, zwłaszcza w chłodne i deszczowe dni zimową porą. Kiedy pada śnieg, nie wychodzi z domu bez podwójnej warstwy rękawiczek. Kawa nasila ten problem, a alkohol go łagodzi.

Diagnoza: choroba Raynauda.

Jean-Pierre ma zwyczaj robić wieczorem listę zakupów i spraw do załatwienia na następny dzień, żeby o niczym nie zapomnieć. Miewa też trudności z zapamiętywaniem imion. Mimo że lepiej nie zapisywać PIN-u do karty bankomatowej czy haseł, Jean-Pierre przechowuje te dane w notesie, skrzętnie ukrytym w biurku.

Diagnoza: łagodne upośledzenie funkcji poznawczych, początki choroby Alzheimera.

Ale to jeszcze nic. Gdyby Jean-Pierre przeszedł rutynowe badania, lekarz z pewnością wykryłby kolejne anomalne wyniki – symptomy rozmaitych chorób.

Masa ukrytych „chorób”

Wystarczyłoby, żeby Jean-Pierre poddał się dokładniejszym badaniom krwi, w tym badaniom hormonalnym (hormonów tarczycy czy płciowych) i składu krwi (ilości krwinek białych, czerwonych, płytek krwi).

Z pewnością przynajmniej jeden z pomiarów dałby wynik odbiegający od normy.

Jednak prawdziwym strachem mogą napawać Jean-Pierre’a (i jego żonę) badania tomograficzne i kolonoskopia (badanie z wykorzystaniem mikroskopijnej kamery, którą wprowadza się poprzez odbyt w celu obejrzenia jelita).

Guzki w płucach, torbiel nerek, polipy w okrężnicy (jelicie grubym), komórki rakowe w prostacie, przepukliny i anomalie kości – przeskanowanie ciała z pewnością pozwoli odkryć wiele podejrzanych i niepokojących objawów.

Zdiagnozowanie choroby nie oznacza poprawy zdrowia pacjenta

Większość ludzi uważa, że im wcześniej zdiagnozuje się choroby, tym lepiej, bo dzięki temu łatwiej będzie je wyleczyć. Jednak z punktu widzenia medycyny to założenie nigdy nie zostało potwierdzone.

We wszystkich wymienionych powyżej przypadkach to, że dzięki badaniu medycznemu Jean-Pierre odkryje w swoim organizmie jakąś „nieprawidłowość”, w żaden sposób nie zatrzyma jej rozwoju.

Według wszelkiego prawdopodobieństwa przyjmowanie leków lub poddanie się operacji narazi go tylko na niepotrzebne ryzyko.

Jeśli Jean-Pierre czuje się zdrowy, powinien skupić się na korzystaniu życia, a nie szukaniu dziury w całym.

Tak czy inaczej nie ma innego sposobu na zapobieganie rozwojowi chorób niż prowadzenie zdrowego trybu życia.

Nieważne, czy jesteś zdrowy czy chory, zdrowy tryb życia polecam wszystkim, którzy chcą czuć się lepiej i uniknąć problemów zdrowotnych.

Zbyt zaawansowane metody badań

Każdego roku skanery ciała i obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego stają się coraz bardziej zaawansowane, a tego typu badania coraz powszechniejsze.

Tomografy nowej generacji pozwalają obejrzeć wycinki ciała o szerokości 1 milimetra. Oznacza to, że na odcinku rozciągającym się od tułowia do głowy (około 80 centymetrów) można zrobić 800 zdjęć odpowiadających kolejnym wycinkom. Zdjęcia da się powiększyć setki razy i dzięki temu dostrzec najmniejszą anomalię.

Ciało ludzkie nie stanowi jednak ustandaryzowanego produktu przemysłowego. Wręcz przeciwnie: jest żywym organizmem charakteryzującym się zdumiewającą złożonością. Większość z nas żyje z przerośniętymi lub zbyt małymi organami, nawet o tym nie wiedząc.

Przeskanowanie najmniejszego organu to najprostsza droga do wywołania fali niepotrzebnych obaw.

Wiele osób wpada w tę pułapkę.

Jeśli dobrze się przyjrzeć, każdy okaże się chory

Badania dotyczące prostaty przeprowadzone w latach 80. XX w. przez patologów z Detroit (USA) w Cleveland Clinic1 pokazały, że po biopsji, „raka prostaty” zdiagnozuje się u 45% mężczyzn w wieku 50–59 lat.

Odsetek mężczyzn rzekomo dotkniętych rakiem prostaty sięga 68% u mężczyzn w wieku 60–69 lat i 82% u tych w wieku 70–79 lat.

Nawet wśród bardzo młodych mężczyzn (20–30 lat) niemalże 10% ma już „raka prostaty”.

Czy to znaczy, że trzeba się martwić, operować? Absolutnie nie. Tych mężczyzn należy zostawić w spokoju. Interweniować trzeba dopiero wtedy, kiedy rak prostaty zacznie się objawiać w postaci uciążliwych zewnętrznych symptomów.

Obecnie wiadomo, że część rodzajów raka nie jest progresywna.

Tak jest zwłaszcza w przypadku raka prostaty:

Niektóre nowotwory ulegają atrofii, czyli zanikają, ponieważ potrzebują więcej krwi niż są w stanie dostarczyć zasilające je naczynia krwionośne.

Inne nowotwory są wyłapywane przez system odpornościowy gospodarza, który je następnie niszczy.

Jeszcze inne nie są agresywne i pozostają w bezruchu aż do śmierci gospodarza (spowodowanej czymś innym niż nowotwór).

A jeszcze inne rozwijają się tak wolno, że pacjent zachoruje i umrze na inną chorobę, zanim nowotwór osiągnie rozmiar, który byłby prawdziwym zagrożeniem.

Istnieje mnóstwo przyczyn biologicznych tłumaczących brak negatywnego rozwoju nowotworów, czemu obecnie przyglądają się i co zaczynają odkrywać naukowcy2.

Można to odnieść również do innych „chorób”, które chorobami w rzeczywistości nie są.

Ogromna liczba osób od czasu do czasu cierpi na bóle brzucha. Po wykonaniu prześwietlenia okazuje się, że wiele z nich ma kamienie żółciowe. Czy to kamienie są przyczyną boleści? Ciężko powiedzieć. Przy dokładnych badaniach wykrywa się je równie często u ludzi, którzy nie skarżą się na bóle brzucha.

Wiele osób cierpi też na ból pleców i kolan. Istnieje spora szansa, że badanie metodą rezonansu magnetycznego wykaże uszkodzenia chrząstki, przemieszczone dyski lub dyskopatię.

Jednak większość z tych anomalii nie stanowi przyczyny bólu. Podobnie jak w przypadku kamieni żółciowych u osób, które nie skarżą się na ból kolan i pleców, również diagnozuje się uszkodzenia chrząstki i dyskopatię.

Jeśli dokładnie zbadać układ sercowo-naczyniowy osoby z chorym sercem, z pewnością znajdzie się w nim tętniaki, zakrzepowe zapalenie żył, zator w aorcie, nogach, płucach…

Czy należy brać leki lub operować? Po dokonaniu „odkrycia” podjęcie decyzji jest bardzo trudne zarówno dla pacjenta, jak i dla lekarza.

Nieodparta chęć podjęcia jakiegoś działania

Jedno jest pewne – jeśli pacjent nie zrobi nic, a problem rozwinie się w niepożądanym kierunku, lekarz będzie miał ogromne wyrzuty sumienia, może nawet zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej i stracić prawo do wykonywania zawodu.

Natomiast pacjent będzie żył, mając nad sobą „miecz Damoklesa”.

Dla bezpieczeństwa i jedna, i druga strona w miarę możliwości na ogół podejmuje działania zapobiegawcze, a przynajmniej wykona dodatkowe badania, które zwiększają ryzyko wykrycia kolejnych, do tej pory ignorowanych problemów zdrowotnych.

To błędne koło w dużym stopniu tłumaczy, dlaczego szpitale tak bardzo i tak szybko się rozrastają, podobnie jak kolejki w poczekalniach, koszty związane z opieką zdrowotną, a także liczba osób, które biorą leki codziennie i uważają się za chore.

Zaczekaj na pojawienie się objawów, zanim pójdziesz na konsultację

Według dra Gilberta Welcha, specjalisty rangi międzynarodowej ds. wykrywania chorób i profesora w Dartmouth Institute for Health Policy and Clinical Practice (USA).

„Dawniej ludzie szli do lekarza tylko wtedy, kiedy czuli się naprawdę źle, czekali, aż pojawią się objawy.

Jednak wzorce uległy zmianie. Wczesne diagnozowanie stało się głównym celem systemu opieki zdrowotnej.

Ogólne przekonanie mówi, że wczesne wykrywanie pozwala na lepsze leczenie.

W niektórych przypadkach to stwierdzenie może się okazać prawdziwe. Jednak warto też spojrzeć na drugą stronę medalu – zbyt intensywna diagnostyka może zamienić ludzi o dobrym zdrowiu w osoby chore. Badania diagnostyczne często prowadzą do podjęcia leczenia i to leczenia problemów, które nie są poważne lub które w ogóle problemami nie są. Co więcej, niepotrzebne leczenie może okazać się bardziej brzemienne w skutki niż sama choroba. (…)

Wczesne diagnozowanie stało się synonimem medycyny zapobiegawczej, którą uważa się za coś dobrego z natury, a co za tym idzie, wczesne wykrywanie chorób też postrzega jako dobre. W rzeczywistości wczesna diagnostyka nie ma nic wspólnego z zapobieganiem, ponieważ jej jedynym celem jest wykrycie choroby, a nie jej leczenie. Jej zadaniem jest wykrywanie anomalii w początkowym stadium tak, żeby można było zapobiec konsekwencjom ich rozwoju, a przecież wiele z tych anomalii nigdy nie pociągnie za sobą żadnych konsekwencji!”3

Wczesna diagnostyka prowadzi więc do sytuacji, w której miliony osób, które uważają się za chore, poddają się rozmaitym badaniom i medycznym interwencjom zupełnie bez potrzeby.

Dr H. Gilbert Welch dodaje:

„Tak jak mówiła moja babcia, kiedy byłem mały: prawdziwe zapobieganie polega na niepaleniu, jedzeniu zupy i warzyw, spędzaniu czasu na świeżym powietrzu (z podprogową wiadomością: uprawiaj sport i pozbądź się wszelkich napięć). Po prostu żyj zdrowo”.

To najlepsze, co możemy zrobić.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Źródła:

1) W.A. Sakr, D.J. Grignon, G.P. Hass et collab., Age and Racial Distribution of Prostatic Intraepithelial Neoplasia, European Urology, 30 (1996): 138-144.

2) W.J. Mooi et D.S. Peeper, Oncogene-induced Cell Senescence – Halting ont the Road to Cancer, New England Journal of Medicine, 355 (2006): 1037-1046; J. Folkman et R. Kalluri, Cancer without Disease, Nature, 427 (2004): 787; M. Serrano, Cancer Regression by Senescence.

3) H. Gilbert Welch, Overdiagnosed: Making People Sick in the Pursuit of Health, janvier 2012.

 

… w rodzinie krytyka ostra…

Tęsknię za wakacjami...

Tęsknię za wakacjami…

Dzisiaj i wiersz i dwa pyszne  wina. Ten znakomity wiersz napisała Grażyna Szałkowska – GraSza. Cytuję go tutaj, bo lubię tę niezwykłą poetkę, bo wiersz jest o naszej codzienności, o naszych bliskich, o troskach, niemożliwościach, nieuważnościach, myślach dobrych i niedobrych – o nas i dla nas. Poczytajcie… wbrew pierwszemu wrażeniu nie ma tu pesymizmu – jest nadzieja…

Z RODZINĄ

Z rodziną tyle roboty,
Z rodziną same kłopoty,
Żądania niemożliwości…
Oczekiwań Pireneje,
Zamordowane nadzieje,
Brak miejsca dla miłości…

W rodzinie krytyka ostra,
Czy matka, czy syn, czy siostra,
Brak zezwolenia na słabość…
Wspinaczka na strome schody
Bez wizji żadnej nagrody
I nie ma miejsca na radość…

Są kosmiczne wymagania,
Niekończące się starania,
Rozluźnić mięśnie to biada!
Chłodne surowe oceny,
Pamiętne drastyczne sceny…
Z rodziną mi się nie składa…
©GraSza

A teraz napijmy się razem pysznego wina, aby nadzieja była zawsze, aby chciało się chcieć i było warto napić się razem wina.

Lubię wina różowe, są sympatyczne, łączą w sobie cechy wina białego i czerwonego, są zwykle słabsze, delikatne w smaku i pięknie wyglądają w kieliszku. Chyba najchętniej pijamy je latem, bo są też znakomite jako aperitif  i świetnie pasują na różne okazje.

Polecam naprawdę smakowite wino z nad Loary – Chemin des Roses Cabernet d’Anjou.  Półwytrawne, o pięknym lekko łososiowym kolorze, orzeźwiające, taniny delikatne.

No… tak – nie byłabym sobą, abym nie poleciła wina czerwonego wytrawnego. To jest pychota – Wino Rosso di Montalcino Castello Banfi. Klasyka – szczep sangiovese, mocniejsze niż różowe wina, piękny ciemnoczerwony kolor, harmonia smaku i aromatu.

Wszystkim przesyłam serdeczności i kieliszek wina wznoszę za Waszą radość życia! Bo… życie to emocje, a emocje to życie! Jak w wierszu.

 

To nasz DZIEŃ – jedyny taki!

Niżej cytuję tekst napisany 15 maja przez p. Mateusza Kijowskiego. To wypowiedź ważna i potrzebna nam, wszystkim KOD-owiczom, ale przecież – TO OCZYWISTE!  nie tylko.
TO WIELKI DZIEŃ DLA CAŁEJ POLSKI – DZIEŃ WOLNOŚCI –  27. ROCZNICA 4 czerwca 1989 roku.  Niezapomniana i niezwykła data.
Nigdy dotychczas ten DZIEŃ, NASZA WOLNOŚĆ nie były zagrożone tak  jak dzieje się to w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy. Bądźmy razem tego DNIA – pokażmy, że to jest DZIEŃ WOLNYCH LUDZI W WOLNYM PAŃSTWIE – W POLSCE W UNII EUROPEJSKIEJ! Świętujmy – jak co roku – także w sobotę, 4 czerwca 2016 roku.
Zapraszam do przeczytania tekstu niżej. Dzięki i do zobaczenia na demonstracjach, piknikach, zabawach – wszędzie, w całej Polsce!
——————————–

Szanowni Państwo!

4 czerwca obchodzimy Święto Wolności. Święto Wolności to idea ważna globalnie. Trzeba ją propagować wszędzie. Żeby wszyscy Polacy mogli świętować i się cieszyć. Bo wolność to najwyższa wartość.
Dla tych, którym przełożeni wprowadzili konieczność odpracowywania piątku po Bożym Ciele akurat w Święto Wolności, dostosujemy godziny demonstracji, manifestacji i pikiet do ich godzin pracy. Jeżeli pani Beata mniejsza zarządzi, że administracja rządowa pracuje tego dnia od 13-tej do 21-szej, to spotkamy się rano. A jeżeli będzie chciała widzieć swoich pracowników w biurach w standardowych godzinach pracy, to spotkamy się po południu.
Działamy lokalnie. Tym razem nie zbieramy się wszyscy w jednym miejscu, ale spotykamy się w regionach, w miejscach, gdzie żyjemy działamy, pracujemy, gdzie mamy rodziny i przyjaciół. To ważne. 7 maja pokazaliśmy, że jesteśmy niepoliczalni. 4 czerwca pokażemy, że jesteśmy wszędzie. Tak, jak chcemy, żeby wolność była wszędzie.
No i może uda nam się spowodować, że media przestana się zajmować liczeniem niepoliczalnego, ale skoncentrują się na najważniejszym. Na tym, że kiedyś odzyskaliśmy wolność, a dzisiaj ta wolność jest znowu zagrożona. Wolność każdego obywatela Polski jest zagrożona. Zagrożona przez legalnie wybraną większość parlamentarną oraz wybrany przez nią rząd.
Jeżeli 4 czerwca nie pokażemy, że chcemy wszędzie bronić wolności, to możemy ją stracić. Szkoda by było…

Nie żyje!

zdjęcie p. Marii z PAP

zdjęcie p. Marii z PAP

NIE ŻYJE PANI MARIA CZUBASZEK

Bardzo moja, ukochana Pani Maria…

Ktoś powiedział, że dzisiaj znacząco spadło IQ w Polsce. Tak. Bez pani Marii będzie inaczej – mniej interesująco, będzie mniej mądrze, mniej dobrego uśmiechu, mniej ironii i miłości do zwierząt, mniej dobra, mniej…

Pozostały nam książki, wywiady, teksty satyryczne, piosenki, felietony i wspomnienia…  Nie ma wspaniałej, szlachetnej, pięknej, z wielką klasą KOBIETY – przemiłego i dobrego Człowieka. Płaczą wszystkie „zwierzątka” – bo tak je nazywała i bardzo kochała.

Pozwolę sobie przytoczyć fragment wywiadu, kiedyś udzieliła portalowi Onet.pl

– Przysięgam, że jestem normalna. Nawet jakieś przebłyski inteligencji mam. Tylko troszkę mnie denerwuje, że istnieją ludzie, którzy nie są w stanie zrozumieć, że ktoś może myśleć inaczej niż oni. Wie pani, gdybym chodziła z kijem bejsbolowym po ulicy i biła nim dzieci, no to Matko Święta! Powinnam wtedy w więzieniu siedzieć! Ale samo stwierdzenie, że nigdy nie chciałam zakładać rodziny, to nie jest wystarczający powód, żeby mnie atakować – mówiła w rozmowie z Onetem.

Dziękuję Jej za to, że była i mogłam uczyć się i czerpać z Niej, z Jej twórczości, osobowości wiele radości, dystansu do siebie i do… życia.

Nie zgadzam się z tą śmiercią.

Kto to jest – wróg?

Czy Ktoś kto jest, a może wydaje się nam, że jest naszym wrogiem, może przestać nim być? Spytajmy siebie – kto to jest? Jakim jest człowiekiem ten wróg? Dlaczego stał się wrogiem?

Każdy znajdzie własną odpowiedź, ale warto poszukać w sobie refleksji, pomyśleć…  coś zrobić, zmienić. Poszukać w sobie choćby zalążka małego zrozumienia, może czegoś więcej… uśmiechu, choćby cienia empatii…

Ten „wróg” raczej nie stanie się naszym przyjacielem (chociaż nigdy nie wiadomo), ale może uda się nam – wspólnie – coś zrozumieć, inaczej ocenić. Jeden warunek – na tę „kolację” muszą chcieć pójść obie strony. Niełatwe? A kto powiedział, że życie ma być tylko łatwe?

Wróg i Ty...

Wróg i Ty…

Piękny uśmiech – proszę…

Wspaniały filmik – wzruszający, miły – każdy powinien obejrzeć. Powiedzmy naszym bliskim i dalszym ludziom – w pracy, w domu, na ulicy, na spotkaniach, marszach, demonstracjach, wszędzie – powiedzmy im – JESTEŚCIE WSPANIALI! To nic nie kosztuje, a tak wiele otrzymujemy!

link  Obejrzyj i uśmiechnij się

OBEJRZYJ PROSZĘ – WARTO! 🙂

VALIDATION – ZATWIERDZONE!

Po co ten pośpiech…

Zbliżają się wakacje, urlopy, wędrówki, wyjazdy. Piękny czas. Korzystajmy z tego czasu i… nie spieszmy się, nie poganiajmy nikogo, nie upierajmy się przy czymś co za chwilę może nie mieć najmniejszego znaczenia. Cieszmy się i oglądajmy świat i siebie w nim 🙂

Kiedyś – miałam w sobie zły czas – ciągle się spieszyłam. Jechałam autobusem i nieomal siłą woli chciałam spowodować, aby jechał szybciej, jeśli był korek potrafiłam wysiąść i biec dalej, każdy samochód była za wolny, a drogi nie do zniesienia. Ten koszmarny pośpiech był ciągle we mnie. Zawładnął mną na tyle, że nie umiałam nawet wolno spacerować, po schodach wbiegałam, bo winda za wolna, czekanie na cokolwiek zdawało się być mordęgą nie do wytrzymania.

Dlaczego tak się działo? Z nadmiaru obowiązków, z poczucia – bo muszę, bo tak trzeba, tak być powinno, nikt przecież za mnie tego nie zrobi, nie pójdzie, nie powie, nie załatwi, itd.? To była gruba przesada. Zawsze znajdzie się ktoś, kto lepiej czy gorzej, ale zrobi to samo. Ściganie się jest kiepskim pomysłem na życie – chyba że w sporcie.

Nagle, po wielkiej życiowej traumie, przyszła niespodziewana, ale jakże dobra i kojąca myśl: Po co i dokąd tak się śpieszę? Przecież to nie ma sensu, bo gdzieś, na końcu czeka na mnie tylko… trumna! (śmiech przez łzy). 

Muszę to zmienić i to nie od jutra, od poniedziałku, ale tu i teraz. Natychmiast. Czy taka reakcja to też… pośpiech? Jednak nie, tu cel był niezwykły – przestać się spieszyć.

Musiałam pozbyć się wewnętrznego biegu. Nikt mnie przecież nie zmuszał, abym ciągle spieszyła się. To ja sama sobą tak kierowałam. To we mnie był ten koszmarny pośpiech. Postanowiłam – tak jak kiedyś to robiłam i bardzo lubiłam – WYRUSZAM! Pojechałam „łazić”… oglądać lasy, pola, jeziora, góry, słuchać ptaków, szumu wiatru, rozpoznawać kolory świata. Marzłam i pławiłam się w upale, nogi bolały, plecy też, ale szłam… coraz wolniej, normalniej i z radością. Nie byłam zmęczona, ale wewnętrznie przestawałam spieszyć się, a nogi słuchały mnie. Pomału zaczynałam dostrzegać otaczającą mnie naturę i siebie w niej. Nabierałam od dawna nieznanego, dobrego spokoju.

Po powrocie z wędrówki radykalnie zmieniłam swoje – głównie zawodowe – życie. Nareszcie zrobiło się normalnie. Okazało się, że tak jest lepiej nie tylko dla mnie. To była wspaniała… wartość dodana.

Takie niby bezmyślne łażenie i gapienie się na to co wokół jest czymś niezwykłym dla duszy i ciała, ale  przede wszystkim dla naszego mózgu, nerwów, serca. Życie mamy tylko jedno. Sam fakt, że się żyje, jest już czymś magnetycznym i absolutnie cudownym. Bądźmy czujni, bo czasami zbyt łatwo nam to życie ucieka. Pamiętajmy o uśmiechu 🙂 – na co dzień…

 

Beaujolais Nouveau i… Wino Świętomarcińskie

Tak jak od wielu lat powita nas – Beaujolais Nouveau est arrivé – czyli przybyło MŁODE WINO.  TEN DZIEŃ zwykle przypada na trzeci czwartek listopada – w 2014 roku będzie to 27 dzień tego miesiąca.

Jakie będzie w tym roku Beaujolais Nouveau? Warto się dowiedzieć i po prostu spróbować. Będzie na pewno jak zwykle wesołe, skore do zabawy z nami, pite z uśmiechem, rozhasane – serwowane w dobrym towarzystwie.

To miłe wino jest młode więc… nieco niecierpliwe. Zwykle jest lekko czerwone, różowe, ale może być też białe. Kwaskowate, prawie bez garbników, przyjemne w smaku, znakomicie orzeźwia, jest delikatne. Może być świetne jako aperitif, ładnie smakuje z serami i lekkimi potrawami z mięsa. Podawać je powinniśmy lekko schłodzone. Beaujolais Nouveau najdłużej można pić do maja następnego roku. Jest orzeźwiające i można mieć nieco żalu, że latem, w upały nie ma już tego wina, a byłoby wskazane 🙂 Jednak Beaujolais istnieje. Jeśli ktoś jest wielbicielem, amatorem tego wina to warto spróbować „zwykłe” Beaujolais, Beaujolais Villages, albo któreś wino z północnych regionów Francji. Satysfakcja gwarantowana… przez producentów 🙂

Prawdziwe Beaujolais Nouveau jest produkowane tylko z jednego szczepu – Gamay. Powstaje we Francji w regionie nad  Saoną, produkuje się tu około 1,3 mln hektolitrów rocznie tego trunku. Świat pokochał Beaujolais Nouveau i blisko połowa wina jest na eksport, przewożona samolotami (trzeba szybko!), do USA, do Japonii, a w Europie prawie wszystkie kraje importują to wino.

A jak jest w Polsce?

Oczywiście też kochamy Beaujolais Nouveau. W restauracjach, w barach, klubach, a także prywatnie wiele z nas lubiących wino świętuje ten 3. czwartek listopada. Okazuje się, że mamy już polskie młode wina, które nieco inne, ale też są niezłe.  To WINO ŚWIĘTOMARCIŃSKIE. Powstaje m.in. w winnicy Srebrna Góra. Podobno są już inne polskie winnice produkujące młode wino.

Są także młode wina hiszpańskie, włoskie, oraz z innych regionów Francji, ale nikomu nie udało się odnieść sukcesu Beaujolais Nouveau. Wina te różnią się smakiem, kolorem, zapachem jednak wszystkie są znakomite na jesienną szarówkę, na poprawę nastroju, na uśmiech i dobre spotkanie z przyjaciółmi, rodziną… Polecam J