Dzisiaj, 16.00, Warszawa, Pl. Defilad -DLA PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ

Wspaniały ten Żubr!
Autor zdjęcia: Kully Singh

MOJA PUSZCZA

Oczywiście nie jest „moja”, ale widziana moimi oczami, odczuwana moją wrażliwością.

Absolutnie nie można zrozumieć, ani tym bardziej zaakceptować dlaczego obecna tzw. władza uparła się, aby zniszczyć Puszczę Białowieską, aby zniszczyć, nasze lasy, skwery i parki w miastach, drzewa i krzewy przy drogach itd.

To jest PORAŻAJĄCE!

Zapraszam Cię do obejrzenia zdjęć mego autorstwa robionych w różnych latach, w różnych miejscach nie tylko w Puszczy Białowieskiej, ale też w urokliwych wioskach wokół Puszczy i oczywiście także w Białowieży. Wszędzie tam jest naprawdę pięknie…

Niektóre z tych zdjęć są już tu na blogu.

Zresztą jest już lato i warto wybrać  się tam i wszystkie te cuda natury  zobaczyć. Pooddychać świeżym, czystym powietrzem, posłuchać wspaniałej ciszy i zwierząt, zobaczyć nocą rozgwieżdżone niebo, wygrzać się na słońcu, powędrować i… pojeść regionalne potrawy.

Wjeżdżamy do Puszczy…

W głębi Puszczy…

Zadziwiła i urzekła mnie ta chata – wieś przy Puszczy

Wczesna jesień w Puszczy

Drzewa umierają stojąc… W Puszczy tak jest od prawieków…

Lamy też można spotkać w okolicach Puszczy

Będzie burza i… była

Ile to drzewo może mieć lat? Wieki… czy jeszcze tam jest…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To było tak blisko tych wielkich zwierząt, że ciągle pamiętam ten "dziki" zapach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapraszam Cię również do poczytania i obejrzenia tych i innych zdjęć tu na blogu Mózgojazda, podaję kilka linków może zajrzysz…

Tutaj znajdziesz zdjęcia i trochę info na temat ponad stuletniej stacji kolejowej w Białowieży: TUTAJ KLIK

Natomiast coś aktualnego: TUTAJ

Zapraszam Cię też do poczytania innych tekstów np. dot. kierowców i w ogóle moto – W TEJ KATEGORII

Jeśli możesz przyjdź dzisiaj na Pl. Defilad w Warszawie, godz. 16.00 – pogoda jest dobra, nie ma upału, nie pada. Warto.

Serdeczności… 🙂

 

Reklamy

Jak zabić w sobie energię po… wakacjach?

Jeszcze kilkanaście dni i skończą się wakacje, niektórzy urlopy mają już za sobą. Co dalej? Czasami lubimy robić powakacyjne postanowienia – np. będę mieć więcej czasu dla siebie, będę jeść warzywa, przestanę się ciągle śpieszyć, zacznę bardziej dbać o siebie i o dom… itd. itp.

Dla mnie zwykle rok zaczyna się mniej więcej pod koniec września (można o tym przeczytać T U T A J ), a nie 1 stycznia, ale nauczona doświadczeniem rzadko robię jakieś postanowienia, bo nie lubię stresu, którego należy unikać. To jedno z postanowień, prawie nie do spełnienia. Chociaż stres bywa też dobry.

Dość paskudnie postanowiłam wyliczyć co powinniśmy zrobić, aby po wakacjach w miarę szybko zabić w sobie tę niesamowitą energię, która nas rozpiera. Czy to może być celem?

Napiszę w punktach, może będzie prościej – dla mnie – bo to wcale niełatwe 😦

Jak tracić energię, dobry nastrój i zdrowie?

  1. Bez przyjemności – im ich mniej tym lepiej, bo przyjemności to lepszy nastrój, uśmiech, a ty wcale tego nie chcesz – masz za zadanie niszczyć siebie i swoją energię mozolnie zdobytą na wakacjach.
  2. Sen – Nie, absolutnie! Tylko niedospany człowiek jest w stanie być zły, niezadowolony, źle wyglądać… mieć niestrawność i… STRACIĆ ENERGIĘ.
  3. Jedzonko – absolutnie, tracenie czasu na zdrowe gotowanie to nie twoja sprawa, jedzenie śmieciowe to coś dla ciebie! Nie jedz regularnie, bo to sprzyja zdrowiu!
  4. Zasuwaj na dwóch etatach bez odpoczynku – to coś dla ciebie. Praca – dom, dom – praca, od rana do wieczora – dołóż sobie. A co!
  5. Zgaś w sobie wszelkie poczucie humoru i dystans do siebie – to konieczne, aby nie mówić tego o czym naprawdę myślisz.
  6. Nie rób żadnych przerw w pracy – nawet na napicie się wody, soku czy kawy – to absolutnie zbędny luksus dla ciebie. Jesteś jak kaktus na meksykańskiej pustyni dasz sobie radę…
  7. Żadne wychodzenie na świat – kino, koncert, spacery bez celu, spotkania z przyjaciółmi, ćwiczenia w siłowni, bieganie, jakiś weekend na świeżym powietrzu itp. rzeczy – to przecież przyjemności, a to nie dla ciebie. Masz inny cel – zabić w sobie energię i zapał do życia.
  8. Żadnego make up’u, ani dbania o siebie typu wizyta u kosmetyczki, basen, fryzjer czy spa – absolutnie! Bycie naturalnie siermiężną osobą – to dla ciebie. Masz przecież określony cel…
  9. Żadne durne śmiechy, żarty, żaden luz – na to cię nie stać. Powaga i zadęcie to jest dla ciebie.
  10. Jakieś twoje potrzeby? Ani słowa na taki drażliwy temat – to tylko może spowodować zachwianie dojścia do celu czyli – zniszczenie swojej energii.

Wymyśliłam tylko dziesięć punktów, ale niewątpliwe można tu dodać o wiele więcej. Niestety często tacy jesteśmy. Nie myślimy o sobie, o tym, że mamy prawo do bycia dobrymi dla siebie.

To nie jest żaden egoizm, ale  znakomita, mądra i dobra kalkulacja – być osobą tolerancyjną i dobrą dla siebie to = być miłą dla otoczenia, uśmiechniętą, atrakcyjną, wypoczętą czyli OSOBĄ PEŁNĄ DOBREJ ENERGII.

Jeśli chcemy być takie/tacy to oczywiście robimy wszystko na odwrót. Każdy punkt odwróćmy, przewróćmy „do góry nogami” i cieszmy się, bo wtedy… będzie dobrze.

Przecież nie powinnam w ogóle tego pisać, bo każdy to wie. Czy po powrocie z wakacji zrealizujemy takie proste postanowienie – BĘDĘ DOBRA/DOBRY DLA SIEBIE – zależy tylko od nas. Nie zmarnujcie tej dobrej energii, bo szkoda i nie warto.

A teraz zupełnie coś innego dla duszy i dla ciała 🙂

Pyszne wino, które – moim zdaniem – potrafi świetnie poprawić nastrój, wyrzucić zmęczenie i sprawić, że uśmiechniemy się, nawet wtedy gdy sam na sam uraczymy się lampką tego wina.

Ostatnio bardzo modne stają się WINA RÓŻOWE – nie są one tylko dla pań, jak się czasami – niesłusznie – uważa. Nawet reklamy tych win są realizowane z udziałem panów. To świetne wina. Lekkie, orzeźwiające, mają pyszne, owocowe aromaty, pachną latem, a lekko oziębione stają się znakomite.

Proponuję dwa takie wina: WINNICA TURNAU ROSE i drugie – trochę droższe, ale za to – jakie! Wino FRATELLI BERLUCCHI ROSE VINTAGE FRANCIACORTA DOCG.

To drugie wino jest wytrawne, lekko musujące, przepyszne, subtelne, ma nieco łososiową barwę. Kiedy weźmiemy odrobinę na język, zamkniemy oczy… poczujemy cały bukiet zapachów i smaków. Pasuje nieomal do wszystkiego, na każdą okazję i bez okazji – tak po prostu. W kieliszku wygląda urokliwie. Czarujące wino FRATELLI BERLUCCHI ROSE VINTAGE FRANCIACORTA DOCG.

To pierwsze wino – WINNICA TURNAU ROSE – jest inne, ale też świetne. Różowe, ma nieco ciemniejszą barwę. Jest to półwytrawne wino, delikatnie słodkawe, wyczuwa się też orzeźwiającą, sympatyczną nutę. Znakomite także jako aperitif.

Smacznego i dbajcie o swoją wspaniałą energię po wakacjach!  🙂

„Ważniak” i inne

Wakacje, wakacje… może w Hiszpanii, na południu Francji, albo w Italii, a może w jakże urokliwej Polsce… Jestem zawsze za wypoczynkiem byle był i do tego udany. Jednak jeśli nie uda się wyjechać gdzieś daleko to zawsze można uruchomić wyobraźnię, nalać sobie kieliszek pysznego wina, „pojechać” w internecie po całym świecie. Dobre wino pomaga J. Kiedy oglądam hiszpańskie widoki i piję wino z tego pięknego kraju to… prawie tam jestem. Tu i teraz tylko to mnie czeka, ale… byle do urlopu.

Z przyjemnością polecam pyszne hiszpańskie wino. Merlot Roble Bohigas Pochodzi z Katalonii, rocznik 2011, czerwone wytrawne. Jest dość mocne, wyraziste, ale taniny są raczej łagodne i nie kolidują ze świetnym aromatem, smakiem owoców południa. Wino znakomicie wygląda w kieliszku – ciemny, rubinowy kolor. To wino samo zapamiętuje się i czuje się „ważniakiem”.

Drugie hiszpańskie wino, które też lubię jest zupełnie inne. Nie odstawia już takiego „ważniaka”, ale jest też dobre. Jest nieco słabsze, czerwone wytrawne, o pięknym kolorze ciemnej róży, przez trzy miesiące było w beczkach i to się – pozytywnie – czuje. To miłe wino nazywa się Estilo 21 Oaked Selection Roble, rocznik 2011 i pochodzi z La Manchy. Ma w sobie szczep Syrah, który lubię, bo wtedy wino nieco łagodnieje. Takie  jest bardziej „przytulne”.

Teraz może coś na aperitif, jeśli ktoś lubi to polecam sympatyczne i przyjazne wino z Francji. Nazywa się Les Vignes d’Heloise la Baume. Różowe, wytrawne i naprawdę świetne na początek jedzonka. Jest lekkie, delikatnie kwaskowe, pachnie świeżością i miło się sączy.

Jeśli wybieracie się w Sudety, tam wstąpcie koniecznie do Zachowic. Winnice w tych okolicach są znane i szanowane, a wina stamtąd znakomite. Wybrałam Chardonnay 2013. Bardzo je lubię, bo… jest pyszne. Chardonnay jest dobre na wszelkie okazje i sposoby. Przy wakacyjnym grillu, albo przy kominku, na wieczór we dwoje, pasuje do ryb, sałatek, grillowanych owoców i warzyw. Lubię to wino z kawałeczkiem gorzkiej czekolady. Pycha!

Może skorzystacie z moich propozycji, jeśli tak to napiszcie proszę o swoich wrażeniach J

Na koniec z przyjemnością polecam książkę – kryminał. „Zbrodnia i wina” autor: Michał Bardel, Zbrodnia i wina. Sensacyjny przewodnik po winach świata”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, Wspaniała i emocjonująca lektura, a do tego mnóstwo łagodnie podanej wiedzy o winie, winnicach, historii wina… warto poczytać. Na wakacje – doskonała.

Jeśli wciąż żyjesz, to nadal istnieją lekcje, których musisz się nauczyć.

Wakacje już blisko...

Wakacje już blisko…

Zacząć chciałabym od… przeprosin tych miłych „czytaczy” zaglądających na ten blog, może zastanawiacie się – dlaczego ona nic nie pisze nowego… Przepraszam. Każdy czas dany nam jest zawsze jedyny, czegoś uczy, o czymś przypomina, przed czymś przestrzega, czasem uśmiecha się i nagradza.

Jeszcze nie bardzo rozpoznaję efekty – brak perspektywy – jednak ten niedawny, trudny etap życia, wydarzenia, ludzie, pewne zjawiska, trwanie pomimo wszystko – na pewno będzie bardzo ważnym moim  doświadczeniem życiowym.

Mogę jednak coś napisać z moich przemyśleń, może też się komuś przydadzą. Nie są odkrywcze, ale… na przykład – nie znajduję już w sobie cierpliwości do pewnych zjawisk, rzeczy, wyniszczających, złych ludzi. Dlaczego? Nie jestem niemiła czy zarozumiała, ale szkoda mi czasu, życia na sprawy, które sprawiają tylko ból, są absorbujące, ale nie dają żadnego zadowolenia, budzą niechęć, żal.

Uciekam – od zawsze tak było, ale teraz udaje mi się robić to skuteczniej – od plotek, dziwacznych nieporozumień, bezsensownych dyskusji, porównań, wywyższania się, udawania, manipulacji, napuszonej akademickości.

Dojrzałam do tego, aby przestać starać się dla ludzi, którzy na to nie zasługują, bo nie lubią mnie i innych też rzadko obdarowują swoją sympatią, może nigdy nie lubili – tylko udało im się oszustwo… a ja naiwnie uwierzyłam. Może chciałam uwierzyć? Może tak było łatwiej… jednak nie, to były znakomicie zagrane pozory. Dałam się nabrać.

Przestało być miłe uśmiechanie się do osób, które nawet tego nie zauważają i nie widać w nich prostej chęci, aby uśmiech odwzajemnić. Zwykle uśmiecham się bardzo często i do wszystkich. Nie będę zajmować swego życia ludźmi, którzy wymagają wiele, ale nie potrafią od siebie nic ofiarować. Są cyniczni, nieszczerzy i krytyczni do wszystkich i wszystkiego tylko nie w stosunku do siebie.

Ktoś kiedyś powiedział, zapamiętałam słowa, ale nie wiem kto je przekazał.

Nauka nigdy się nie kończy. Nie istnieje część życia, która nie zawiera swoich lekcji. Jeśli wciąż żyjesz, to nadal istnieją lekcje, których musisz się nauczyć.

Na razie tę lekcję odrobiłam. Mam teraz inną uważność i cierpliwość i jest dla tych którzy na to zasługują, ja też staram się zasłużyć na ich uwagę i cierpliwość. Czasem trudno o rozpoznanie, ale warto starać się. Bycie cierpliwą i uważną dla wszystkich – nie, już nie. Nie muszę.

Tyle moich prostych przemyśleń. Cieszy mnie Świat, wiosna, zbliżające się wakacje, moja cudna rodzina i ludzie, którzy są wokół mnie – jest ich mniej, ale za to wypróbowanych w trudach… odrabiania lekcji.

 

Puszcza nigdy nie śpi

Wakacje, wakacje, a po wakacjach są… zdjęcia, wspomnienia, trochę opalenizny, a przede wszystkim dobry nastrój i nowa energia.

Nałaziłam się po tajemniczej Puszczy, po polach, nabiegałam się wdychając czyste, dobre powietrze, nareszcie mogłam się spokojnie wyspać, bo nie budziło mnie miasto.  Tym razem Puszcza jest wczesno – jesienna, pełna innych barw niż te w pełni lata. Inne światło, inne kolory drzew, traw, inne też odgłosy Puszczy i my też inaczej słuchamy, patrzymy.

W ciągu ostatnich kilku lat mocno zmieniła się Białowieża – wypiękniała, ma coraz ładniejsze domy, ulice,  przybywa miejsc gdzie można świetnie wypocząć.  Powstają też nowe miejsca gdzie można zjeść smaczne, regionalne potrawy. Są małe kawiarenki np. urocza „Walizka” gdzie są pyszne, domowe ciasta i urocza właścicielka, „Sarenka” cafe-galeria ma już miły ogródek, a kawa jak zwykle pyszna. Warto też wybrać się blisko Białowieży do wsi Budy – tam Zajazd Myśliwski „U kolarza” i oczywiście wspaniałe pierogi z przeróżnym nadzieniem – pyszne z prawdziwymi jagodami, najlepszy jaki jadłam żurek. Jeśli ktoś lubi może uraczyć się flakami i dziczyzną podawaną na różne sposoby. Do tego niezwykłe wnętrze, przemiła obsługa i można porozmawiać z byłym znanym kolarzem – właścicielem p. Jerzym Kuczką. Warto też odwiedzić inne okoliczne wsie, są urokliwe, a do znanych Teremisek wybrać się na spektakl do prawdziwej Stodoły. No i miody, miody… wspaniałe, wielosmakowe, pachnące – pyszne i samo zdrowie. Polecam miody od p. Moniki nigdy mnie nie zawiodły 🙂

Zapraszam do obejrzenia kilku amatorskich zdjęć z naszej niezwykłej, jedynej takiej w Europie Puszczy Białowieskiej.

 

KRAINA ŻUBRA, piękna droga przez Puszczę

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ile to drzewo może mieć lat? Wieki...

Ile to drzewo może mieć lat? Wieki…

Puszczańskie – już jesienne trawy

Będzie burza i... była

Będzie burza i… była

Tutaj jeszcze nie widać jesieni

Tutaj jeszcze nie widać jesieni

Lamy też można spotkać w okolicach Puszczy

Lamy też można spotkać w okolicach Puszczy

Te puszczańskie trawy są takie wysokie, pełne…

Bociany już dawno odleciały, ale ten musiał zostać i znalazł miejsce u dobrego gospodarza

Bociany już dawno odleciały, ale ten musiał zostać i znalazł miejsce u dobrego gospodarza

Puszczańska kolejka - stacja Białowieża Towarowa

Puszczańska kolejka – stacja Białowieża Towarowa

Wielka dziupla, ale kto tam jest... nie wiem

Wielka dziupla, ale kto tam jest… nie wiem

Jesiennie, ale jak pięknie!

Poranna mgła, przestrzeń woła, a dalej Puszcza. Te ślady to zryta ziemia przez dziki, jest ich tu bardzo dużo

Uwaga drezyny!

 

Dekantacja i… do poczytania

Dawno tu pisałam, ale już po wakacyjnych wojażach. Trochę szkoda, ale powroty są wspaniałe, bo do domu.  Dla mnie zawsze nowy rok zaczyna się… po wakacjach.  Nowe plany, marzenia, świeże siły i zamiary – można poczytać także Tutaj KLIK

Posegreguję zdjęcia i zaproszę Was do obejrzenia 🙂  Teraz jednak inwitacja będzie inna – mała niespodzianka. DEKANTACJA WINA. Na pewno wiele osób zna to słowo, ale może nie zawsze wiadomo o co tak dokładnie chodzi. Dekantacja – napowietrzenie,  natlenienie wina i pozbycie się ewentualnego osadu.

Wino zwykle mamy w butelkach. Bywa, że na dnie butelki zbierze się osad i wtedy wino trzeba przelać np. do karafki (najlepiej do szklanej i z szerokim dnem), aby osad pozostał na dnie butelki – czyli dekantować. To niełatwy zabieg. Trzeba to robić ostrożnie i całą zawartość – bez osadu – przelać jednym, małym strumieniem. Robi się to w kilku przypadkach:

•  Młode, białe wina, które mają zapach wolnego dwutlenku siarki. Trzeba się go pozbyć, a po dekantacji powinien ustąpić.

•  Wina czerwone i białe, które długo leżakowały – może być uchwytny zapach pleśni, a dekantacja na ogół pomaga.

•  Różne wina musujące –  gdy stężenie gazu jest zbyt duże; dekantacja zredukuje poziom dwutlenku węgla.

•  Dekantacja zawsze przydatna jest wtedy gdy wyczuwamy jakiś mniej miły zapach po otwarciu butelki wina – każdego rodzaju.

Eksperci twierdzą, że wina nie należy podawać bezpośrednio po dekantowaniu, ale pozwolić, by chwilę postało i uzyskało pełnię smaku i aromatu czyli nabrało bukietu. Wydaje się jednak, że nie dotyczy to starych win, które po dekantowaniu bywają podobno czasami… nie do wypicia.  Jakoś dotychczas nie miałam okazji picia starego wina, co najwyżej 3 do 6 lat-  ale może wszystko przede mną 🙂

W czasie wakacji rzadko pijam wino (chyba, że jestem w winnicy, albo palimy ognisko) – dużo jeżdżę autem, rowerem i łażę po wszelkich zakazanych ścieżkach więc na wino mało tu miejsca. Jednak czasami się zdarza i zwykle jest to coś fajnego. Tym razem to było białe wino, które okazało się naprawdę sympatyczne. Półwytrawne, łagodne, lekkie, pachnące świeżością, schłodzone – dobre. Węgierskie wino  z winogron, ze znakomitego szczepu TOKAJI  SARGAMUSKOTALY – skomplikowana nazwa, ale jest to dobre wino. Polecam:)

Pozdrawiam po-wakacyjnie i za kilka dni zapraszam do galerii. 🙂

 

Czy lubisz Egri Bikaver?

Kilka dni wstecz ktoś spytał mnie czy lubię wino Egri Bikaver. Pomyślałam i… stwierdziłam, że od dłuższego czasu nie piłam tego wina. Może nawet to jest już kilka lat. Natomiast pytanie mego kolegi przypomniało mi odrobinę smak tego wina. Czy lubię to wino? W tym momencie mogę odpowiedzieć, że może… lubiłam.

Zdań parę o Egri Bikaver. Eger – bardzo stare miasto położone nad rzeką Eger blisko Gór Bukowych. Tam jest ojczyzna tego czerwonego, mocno wytrawnego wina. Miasto znane z winnic, ale także z obrony zamku przed najazdem Turków. Była połowa XVI wieku bojownicy, którzy bronili zamku, umęczeni bitwą popijali czerwone wino, ale za dużo go było, więc po brodach płynęło. Zobaczyli to Turcy, wpadli w popłoch, bo ktoś powiedział, że tamci piją byczą krew. Uciekli, przerażeni siłami nieczystymi i miasto zostało uratowane. Legenda głosi, że na cześć tego wiekopomnego wydarzenia węgierskie czerwone wino nazwano Egri Bikaver czyli Bycza Krew. Tę opowieść można usłyszeć dość często na Węgrzech, zwłaszcza jeśli trafimy do ich wspaniałych winnic w okolice miasta Eger.

Egri Bikaver to historia kilku wieków i według przekazów kiedyś to było zupełnie inne wino od tego jakie znamy teraz. Egri Bikaver to był kupaż ( mieszanie ze sobą win lub moszczy pochodzących z dwóch odmian winogron) : kadarki i kekmedoca. To było dawno, ale w latach 50. XX wieku Węgrzy zaczęli sprowadzać inne odmiany winorośli np. z Bordeaux, czy z Austrii. To zasadniczo odmieniło smak i niewątpliwie jakość Egri Bikaver. Pozostała nazwa, ale czy to było to samo wino?

W latach 80. XX w. Egri Bikaver to – poza słynnym Tokajem – było chyba najbardziej rozpoznawalne w Europie węgierskie wino. W Polsce na ogół dostępne, lubiane i chętnie kupowane, ale to już wtedy nie była najwyższa półka, może średnia niższa, także jeśli chodzi o cenę.

Czy lubię Egri Bikaver? To wino, które kupujemy w marketach (ok. 10-15zł) nie jest wspaniałą Byczą Krwią jakiej można spróbować na Węgrzech. Dzisiaj Węgrzy produkują je z wielu różnych szczepów winogron, ale podobno chcą, aby kadarka powróciła do kupażu, bo Egri Bikaver będzie wtedy lżejszy i będzie miał więcej… szyku. Może coś w tym jest, nie wiem.

Ktoś kto naprawdę ceni i lubi węgierskie wina powinien wybrać się do Egeru. Poszukać i odwiedzić tam urokliwe piwniczki z prawdziwym, pysznym winem, w dodatku znacznie tańszym niż w polskich sklepach.

Dlatego na pytanie: czy lubię Egri Bikaver odpowiem:

TAK, ALE TYLKO TEN PRAWDZIWY EGRI BIKAVER.

Wakacje sprzyjają wyjazdom, zwiedzaniu pięknych miejsc – winnice w różnych krajach, regionach na pewno do takich należą. Nie zapominajcie także o polskich winnicach i świetnych winach. O polskich winach piszę np. tutaj https://mozgojazda.wordpress.com/2014/04/03/c-d-dobre-bo-polskie-tak/

Można spotkać tam wspaniałych, niezwykłych ludzi – to prawdziwi pasjonaci wina. No i oczywiście posmakować wina z przydomowych piwniczek, które są niepowtarzalne, zawsze inne niż te w sklepach. Może tak jest dlatego, że atmosfera, magia wina i opowieści tak na nas działają? Winiarze mówią – prawda jest w winie!

Życzę wspaniałych wrażeń!

O winie piszę na tym blogu w wielu miejscach zapraszam np. tutaj https://mozgojazda.wordpress.com/2014/06/09/jak-lubicie-pic-dobre-wino/

A ja na to jak na… lato

Wino i księżyc w pełni…

Lato, lato… czekamy, tęsknimy, kochamy lato. Wyjeżdżamy daleko, albo blisko, ale zawsze czekamy na ten piękny czas. Planujemy, marzymy, wymyślamy różne przyjemności, bo przecież wakacje to wypoczynek i mała ucieczka od codzienności.

Dla tych, którzy kochają wino mam propozycję. Zabierzcie ze sobą swoje ulubione, wypite w miłym towarzystwie przyniesie znakomity nastrój. Zapamiętamy wino wypite przy ognisku, na tarasie z widokiem na morze, albo przed namiotem obserwując zachód słońca nad jeziorem.

Jakie wino? Dobrze, aby było to, które lubimy, ale zawsze warto spróbować czegoś nowego. Latem chętnie zwracamy się ku winom białym, wytrawnym, półwytrawnym, doskonale schłodzonym – choćby w zimnej wodzie jeziora. Pasują do świeżych ryb, owoców morza i jak kto lubi, no i znakomicie chłodzą po upalnym dniu.

Opowiem o dwóch, sympatycznych winach z Portugalii – to seria Vinho Verde. Są różne – te, które poznałam są delikatne, lekkie, pachną  świeżością. Mają lekkie nutki cytrusów, zapach… zielonych, słonecznych łąk.  Pyszne jest Campelo z 2011 roku. Delikatne białe wytrawne wino o lekkim posmaku jabłkowym i cytrusów.  Zupełnie inne, ale równie radosne jest wino Chantel Loureiro z 2012 roku.  Lekka kwaskowość podpowiada, że może być znakomite jako aperitif.

Jest jeszcze jedno wino, które lubię od dawna. To Calvet Sauvignon Blanc. Białe wytrawne wino, o jasnej, słonecznej barwie, kiedy spojrzeć uważniej, w kieliszku mieni się także jakaś mgiełka zieleni. Smak cytrusów i tropikalnych, owocowych pyszności. Świetne wino.

Życzę dobrych wyborów i miłych wakacyjnych chwil z winem i bez wina!

Kwitną już akacje czyli… wakacje

Akacje kwitną czyli już tuż, tuż wakacje, urlopy, wyjazdy, ale przede wszystkim odpoczynek i „luz blues” 😉

Ciekawi mnie jak odpoczywacie? Co lubicie robić, czy leniuchujecie, śpicie, pływacie, „łazikujecie” po świecie, a może kochacie sporty ekstremalne, albo wolicie wielką ciszę, las, jezioro, piękne powietrze i regionalne świeże jedzonko, a do tego może kieliszek pysznego wina…

Skoro jestem ciekawa Was to powiem jak ja lubię wypoczywać na wakacjach, urlopie: po 1. staram się,  aby to było co najmniej dwa tygodnie, krócej  nie wypocznę. Kocham pływanie – musi być więc woda, albo chociaż dobry basen, ale zdecydowanie wolę jezioro, zwłaszcza o świcie, albo wieczorem, uwielbiam las, ciszę,  łazikowanie po świecie, poznawanie regionu, ludzi, regionalnych potraw, zbieram wtedy sporo wspaniałych informacji, robię zdjęcia, filmy no i – jeśli są takowe – próbuję regionalne wina, także z polskich winnic.

Czy znacie jakieś polskie wina? Nie te byle jakie „patykiem pisanie” czy jakieś „jabole”, ale dobre, polskie wina gronowe? Przypuszczam, że nie i nawet nie wiecie, że takie istnieją. Plasujecie się więc w tej nieświadomej większości. Może nawet słyszeliście o polskich winach, ale… jakoś ich nie kupujecie, bo nie wiecie gdzie i czy warto. Wiele osób, zwłaszcza ci co nie próbowali, uważa, że polskie wina to zwykłe „sikacze”, że nie potrafimy robić dobrego wina. Nieprawda.

Uważa się że w naszym klimacie nie da się uprawiać winorośli, niech to robią np. Francuzi, Hiszpanie, albo Gruzini, a my róbmy wódkę.  Nawet niedawno słyszałam jak b. minister rolnictwa powiedział, że „w tym temacie nie mamy czym się chwalić”. To, jak mawiał klasyk, oczywista oczywistość, że to nieprawda. Polskie wina piją nie tylko jacyś dziwacy, ale kupują je właściciele znanych restauracji, hoteli np. Marriott, Bristol, można je znaleźć w wielu barach, klubach.

Polskie wina są naprawdę dobre. Warto je znać, spróbować i kupować. Już na przełomie IX i X wieku winorośl uprawiano na terenach Małopolski, z tego czasu pochodzą  winnice odkryte na zboczach Wawelu.  W ostatnich latach w Polsce powstało blisko 200 nowych winnic Najczęściej uprawiane odmiany: Riesling, Chardonnay, Sylvaner, Regent, Rondo i wiele innych.

Polecam znakomite czerwone Pinot Noir Prestige z Winnicy Jaworek – chyba jedno z najlepszych polskich win, inne czerwone wino Rondo z winnicy Płochockich też jest pyszne. Z pięknie położonej winnicy Zbrodzice jest wino Herbowe białe, świetne do serów, a czerwone tej samej nazwy do mięs różnych.

Polskie, dobre gronowe wina kupić można w wielu sklepach, także w internecie, szukajcie tam gdzie są słowa „polskie wino”. Nie są tanie, ale  dobre wino można kupić już za 30-40 zł. Jeśli planujecie wakacje w Polsce poszukajcie winnic, piwnic z winami, degustujcie i cieszcie się polskimi smakami.

SMACZNEGO i NA ZDROWIE!