Podglądamy kamerkami?

centercropNiestety tak, bo takie mamy czasy. Mnóstwo samochodów na naszych – i nie tylko – drogach – korki, stłuczki, wypadki. Zdarza się, że musimy komuś udowodnić winę, przekonać o tym policjanta, a bywa że i sąd. Taki nagrany dokument jest uznawany za wiarygodny, musi mieć jednak datę i godzinę nagrania, a nagranie musi być dobrej jakości, czytelne.

Bywa też, że nasza kamerka czyli videorejestrator pomoże nam wybronić się z niesłusznego mandatu, a także udowodnić winnemu stłuczki, który absolutnie nie ma zamiaru przyznać się do winy. Zapraszam do poczytania TUTAJ  opisałam własny przypadek, gdyby nie kamerka taksówkarz uważałby, że to moja wina. Tak więc kamerka za szybą auta osobowego to widok coraz częstszy i bywa potrzebny.

Wybór kamerki niekoniecznie jest prosty, można kupić przeróżne rodzaje o wielu możliwościach i różnych cenach. Kierowcy z KOK czyli z naszego Klubu Optymistycznych Kierowców będą szukać kamerek nie tylko po to, aby nagrać filmik i puścić go w internecie, ale zechcą mieć urządzenie, które ich obroni np. przed kłamstwem innych.

Oczywiście najważniejsza jest jakość zapisanego obrazu. Niewiele jest kamerek, które poradzą sobie z zapisem obrazu o zmroku. Jeśli jeździsz często o tej porze warto zainwestować w kamerkę, która podoła i dobrze zapisze ewentualne zdarzenia.

Jeśli chcemy mieć kamerkę z HD czy Full HD to warto wcześniej poszukać filmików i sprawdzić którą kamerą były robione. Niestety – moim zdaniem – jest to konieczne, bo producenci często przechwalają się. Opłaca się też wybrać kamerki z GPS – to też jest przydatna umiejętność urządzenia. Na nagraniu widać wtedy trasę i prędkość pojazdu. Warto też wybrać videorejestrator z polskim menu.

Ważna też jest łatwość obsługi i możliwość zabezpieczenia filmiku przed tzw. nadpisaniem. Niektóre kamerki nagrywają na bieżąco kasując stare nagrania. Są też urządzenia, które automatycznie zabezpieczają filmik w razie stłuczki czy wypadku.

Oczywiste jest, że karta pamięci musi być co najmniej 16 GB. Zasilanie – ważna sprawa. Lepiej kupić kamerkę z własnym akumulatorkiem, który można podładować z gniazdka zapalniczki. Zasilanie z zapalniczki – też można – ale nie zawsze sprawdza się.

Co jeszcze – moim zdaniem – jest ważne przy wyborze kamerki do Twego auta? Niebagatelny jest sposób mocowania. Chyba najlepsze jest mocowanie do szyby za pomocą przyssawki, bo przyklejanej nie można wziąć ze sobą (ukradnie ktoś i przy okazji zbije szybę!), ani np. przenieść do innego auta.

Jasne, że tematu tutaj nie wyczerpałam. Zakup kamerki jest na lata. Warto przejrzeć co kto oferuje i zastanowić się na czym nam zależy. Zależy nam przede wszystkim na bezpieczeństwie za kierownicą. Zamontowana w aucie kamera może stać się dla nas ważnym dowodem w wielu trudnych sytuacjach na drodze. Kamera w aucie prawie jak „adwokat”.

Zmienię temat, bo przecież dzisiaj ostatki! Zapraszam do poczytania – tekst napisałam… kiedyś. KLIK TUTAJ   Jest tu o pysznym winie i nie tylko… zapraszam i życzę Ci MIŁEGO WIECZORU!

My – wiecznie płacący…

Ja też się nie zgadzam!

A ja nie zgadzam się!

No pewnie! A dlaczego nie? Przecież wszyscy świetnie zarabiamy, bogacze z nas! Utrzymujemy tabuny urzędników, a ci nudzą się chyba w pracy i muszą wymyślać kolejne „cuda”.

Okazuje się, że ktoś w ministerstwie zdrowia postanowił wrócić do tzw. „podatku Religi”.  Wspaniałego lekarza kardiochirurga prof. Zbigniewa Religę pamiętamy jako niezwykłego człowieka, który pierwszy dokonał przeszczepu serca w Polsce (1985 rok). Niestety jako minister zdrowia w rządzie PiS chyba nie pozostawił po sobie nic wspaniałego, co zapamiętalibyśmy jako dobro wspólne.

Płacimy OC czyli tzw,  ubezpieczenie obowiązkowe. Pieniądze na ten nowy podatek byłyby odprowadzane od składek OC i przeznaczone na leczenie ofiar wypadków komunikacyjnych. Każdy kierowca musiałby taki podatek płacić, bez względu na to czy w ogóle kiedykolwiek ulegnie wypadkowi czy spowoduje wypadek, czy jest ofiarą tragedii czy nie. Nieważne kto jest sprawcą zła – płacić będziemy wszyscy.

   Czy to jest sprawiedliwe? Jest w tym jakaś ukryta myśl, ale dziwnie trudno ją uchwycić, chyba że… :). Z jakiś powodów kiedyś z tego zrezygnowano, a teraz ten sam rząd szuka pieniędzy gdzie popadnie. Padło na kierowców.  Przecież wszyscy płacimy OC, bardzo dużo kierowców płaci AC (Auto Casco – ubezpieczenie dobrowolne), płacimy też dobrowolnie NW (ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków). Czy to jest mało? Przecież jeśli taki podatek wejdzie w życie to firmy ubezpieczeniowe natychmiast podwyższą składki!

Jeszcze raz pytam: CZY TO JEST SPRAWIEDLIWE?

Kogo pytam? Wszystkich kto o tym już wie, wszystkich kto to przeczyta i siebie też. Moja odpowiedź brzmi: nie, to nie jest sprawiedliwe. Dlaczego? Ponieważ składki na ubezpieczenie OC i inne (w stosunku do naszych zarobków, emerytur, rent) też są już bardzo wysokie, podatki na ubezpieczenie społeczne, zdrowotne, od wypadków, dochodu itp. płacimy też wszyscy i to niemało! Co się z tymi pieniędzmi dzieje, że trzeba obciążać nas kolejnym podatkiem? Przecież za tzw. 500 plus też będziemy płacić wszyscy i to już nieomal za chwilę! Dlatego – NIE, to nie jest mądry pomysł.

 

Po pierwsze bezpieczeństwo…

Też piesi. Nie znam autora zdjęcia, ale jest piękne. Zdjęcie z internetu, nie było autora

Też piesi. Nie znam autora zdjęcia, ale jest piękne. Zdjęcie z internetu, nie było autora

Jak powiadał klasyk, nieco zmieniając – po pierwsze bezpieczeństwo durniu! Strasznie jest zaczynać od porażających polskich statystyk, ale nie ma rady. W 2013 roku w naszym kraju doszło do 9 489 (tak – prawie dziewięć i pół tysiąca!) wypadków z udziałem pieszych. Zginęło AŻ – 1 147 PIESZYCH!

Straszne, zatrważające, że ciągle nie możemy czuć się bezpieczniej na naszych drogach. Każdy kto choć trochę interesuje się, zajmuje w jakikolwiek sposób bezpieczeństwem ruchu drogowego wie, że nasze państwo, czyli my wszyscy niewiele robimy dla tegoż bezpieczeństwa.

W 15 krajach Unii Europejskiej od lat obowiązują przepisy ułatwiające pieszym przejście przez jezdnię, po pasach. Właśnie w Sejmie trwa dyskusja na ten temat – posłowie chcą wprowadzić u nas podobne przepisy. Jasne, że należy zmieniać przepisy na lepsze, ale czy to nie jest działanie na wyrost, nieco od końca? Czy wiemy jak wprowadzić w życie nowy przepis? Czy posłowie korzystają z rad doświadczonych policjantów, biegłych, którzy analizują wypadki drogowe? Wprowadzenie „na wprost” jakiegoś przepisu, bo tak mają inni może być „kulą w płot”.

Kursy dla kandydatów na kierowców są niby co jakiś czas… polepszane, ale przecież prawie nie ma dobrych, mądrych instruktorów. Takiego z przysłowiową świecą szukać i trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia.  TUTAJ LINK NA TEN TEMAT

Warto zastanowić się w końcu nad tym jak, gdzie i kto ma szkolić naszych instruktorów jazdy. W Polsce chyba trudno będzie znaleźć ludzi, którzy mogliby to robić. Pozostaje szkolenie za granicą np. może w jednym z krajów skandynawskich, bo tam jest najmniej wypadków i mają znakomite doświadczenie i osiągnięcia w zakresie brd.

Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja to jest najważniejsze i od tego wiele lat temu trzeba było zacząć, zanim nastąpił wielki boom motoryzacyjny w Polsce. Teraz mamy bardzo dużo kierowców, pieszych, rowerzystów i motocyklistów, którzy nie potrafią zachowywać się przyzwoicie na drogach. Nie wiedzą co to jest kultura jazdy, ani nie rozumieją, że istnieje Kodeks Ruchu Drogowego – czyli prawo i każdy musi je znać i przestrzegać. Zachowują się na drogach tak jakby nigdy sami nie byli pieszymi. Wsiadają na rower, motocykl, do samochodu i coś w nich wstępuje – czują się najważniejsi i często bezkarni. Nie szanują ani siebie, ani innych użytkowników dróg. Traktują wszystkich jak wrogów, których trzeba pokonać, a którzy nie wiadomo w czym im zagrażają, a nie jak równoprawnych partnerów na drodze. Piesi też nie są bez winy. Wpadają na jezdnię i wyobrażają sobie może, że samochód natychmiast zatrzyma się. Niestety NIE ZATRZYMA SIĘ NATYCHMIAST.

Żeby było jasne: wiadomo, że nie wszyscy użytkownicy dróg są debilami i nie potrafią się zachować na drodze – gdyby tak było nie moglibyśmy w ogóle jeździć, ani chodzić po polskich drogach. Jest wielu i pieszych i kierowców, którzy są normalni, zachowują się przyzwoicie i szanują innych ludzi i siebie. Jednak przodujemy w Europie w strasznej ilości i jakości wypadków na naszych drogach. DLACZEGO?!

Ach… pieszym być

Nasz niezwykły Sejm i jeszcze bardziej niezwykli posłowie obu płci znowu szykują zmiany w prawie o ruchu drogowym – ważny dokument – druk sejmowy nr 1859. Na tapecie – PIESI – i bardzo dobrze. Trzeba jeszcze oczywiście dużo pracy włożyć w te nowe przepisy, zasady, ale okazuje się, że najważniejsze jest dokładne określenie: CZY PIESZY/PIESZA CZEKA, OCZEKUJE CZY JUŻ WCHODZI NA PRZEJŚCIE?!

Najważniejszy punkt tegoż projektu brzmi tak, cytuję z pamięci: punkt 1. „Pieszy wchodzący na przejście, lub kiedy już się tam znajduje MA PIERWSZEŃSTWO PRZED POJAZDEM.”

Pieszy na pasach ma pierwszeństwo przed pojazdem i to wydaje się jasne. Jednak okazuje się, że… niekoniecznie, bo dalej czai się kolejne zdanie, które jest w oczywistej sprzeczności z pierwszym. Oto ta niezwykła myśl, tu będzie cytat dosłowny:

Punkt 2. „Kierujący pojazdem zbliżając się do przejścia dla pieszych jest zobowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu, który oczekuje bezpośrednio przed przejściem na możliwość bezpiecznego przekroczenia jezdni lub znajduje się na przejściu.”

Budzące moją wątpliwość fragmenty pogrubiłam.

Te dwa zapisy – niezwykle ważne – kryją nielogiczność! W 1. punkcie jest o pieszym „…wchodzącym na przejście…”, ale w drugim punkcie pieszy „…oczekuje bezpośrednio przed przejściem…” Gdzie tu logika? Moim zdaniem nie widać ani logiki, ani prawniczej konsekwencji.

Tak więc „wchodzimy”, czy może tylko „oczekujemy” jako piesi? Kiedy mamy pierwszeństwo – gdy wchodzimy na przejście, czy może już wtedy, gdy oczekujemy stojąc przy przejściu i zamierzając przejść?

To chyba jest straszne, hamletowskie pytanie, bo podobno posłowie zamówili już kilkanaście ekspertyz, aby problem rozwikłać. Uda się, czy nie? Moim zdaniem, jeśli już wprowadzamy poważne i bardzo potrzebne zmiany w ruchu drogowym to muszą być naprawdę… na złoty medal, a nie znowu byle jaka fucha.

Zamysł posłów jest cenny i dobry, ale musi być znakomite wykonanie, a diabeł zwykle tkwi w szczegółach i chyba każdy to wie. Jeszcze jedna niebagatelna sprawa. Projekt jest oczywiście wart wszelkiego poparcia, bo około 30% wypadków śmiertelnych w Polsce jest z udziałem pieszych, ale piesi też muszą być uważni. Nie może być tak, że raptem nieomal wbiega się na jezdnię, bo przecież tu są pasy, więc mam pierwszeństwo! Kierowca, nawet zwalniając przed przejściem, nie jest w stanie zatrzymać auta natychmiast, w ciągu pół sekundy – to też przecież powinno jasne. Jednak czy dla wszystkich pieszych? Straszne polskie statystyki mówią, że nie jest to jasne, bo ciągle giną ludzie na naszych drogach.

Jestem jednak nastawiona optymistycznie do tego projektu, choć martwi brak kultury wśród naszych kierowców obu płci. Dotyczy to wszystkich kierowców aut, a także rowerzystów, motocyklistów, motorowerzystów. Niestety jak by nie patrzeć tutaj, pod tym względem, nie jesteśmy jak Skandynawia. Porównanie może być niemożliwe.

Niestety ciągle na kursach nie uczymy kandydatów na kierowców kultury jazdy. Dlaczego? Nie ma kto tego uczyć? Kolejne hamletowskie pytanie?

Lubię „ekspresówki”

1

… a wilk nie musi jeździć i ma fajnie. zdjęcie Straży Granicznej O/Podlaski

Mam nadzieję, że Wy też lubicie jeździć drogami ekspresowymi – te nowe są naprawdę znakomite. Wolę niż autostradę, która jest jakaś „odczłowieczona”. Ostatnio jechałam do Berlina – jasne jest OK, ale jakoś… wolę „ekspresówki”.

Początek roku to czas podsumowań roku poprzedniego. Jak było z bezpieczeństwem ruchu drogowego w 2013 roku?  Okazuje się, że LEPIEJ! niż w 2012. Poznajmy trochę liczb, cyferek czyli małej, ale jakże ważnej statystyki.

Policja podsumowała trzy pierwsze kwartały 2013 roku, porównując te wyniki do 2012 r. tego samego okresu.

Było lepiej ponieważ:

– mamy zdecydowanie lepsze drogi i choć rodzą się z niemałym trudem nie sposób pominąć ich dobrego wpływu na zmniejszenie wypadków i kolizji na polskich drogach;

– zmniejszyła się liczba wypadków – było  o 1990 mniej – o 7,3% w stosunku do 2012r.;

– w wypadkach zginęło  o 279 osób mniej – czyli 10,9%;

– rannych osób było mniej o 2730 – to jest o 8%.

Co policja uważa za główne przyczyny złych zdarzeń drogowych? Oczywiście nadmierna prędkość i niedostosowanie techniki jazdy do warunków na drodze – z tych i innych powodów było 5 921 wypadków w 2013 r. – mniej o 403 w stosunku do 2012r. W tragicznych zdarzeniach zginęły 692 osoby – spadek o 144. Rannych zostało 8 108 osób – spadek o 603 osoby.

To oczywiście ciągle jeszcze bardzo zła statystyka, ale ważne, że jest systematyczna poprawa. Warto przypomnieć ile mamy aut, które krążą (jasne, że nie wszystkie naraz, ale są zarejestrowane) po naszych  – tych pięknych i tych gorszych – drogach. Otóż w ostatnich dwudziestu latach o ponad połowę zwiększyła się ilość pojazdów silnikowych – obecnie  mamy ponad 24 miliony różnych samochodów. W 1993 było ok. 10,5 miliona pojazdów.

Wiele wskazuje na to, że cały rok 2013 będzie lepszy niż – jak dotychczas –  rekordowo dobry 2012. Jest nadzieja, że będziemy lepiej szkolić kandydatów na kierowców, że przede wszystkim ludzie młodzi, powodujący najwięcej i najcięższe wypadki zmądrzeją. ZAPRASZAM T U T A J  Choć co do tej ostatniej uwagi nadzieję mam SKROMNĄ, ale… czas pokaże, nie przesądzajmy – każdy kiedyś jednak, nabiera doświadczenia i mądrzeje.

Nie da się przecenić ilości i jakości dobrych, nowych dróg. One naprawdę już są, bez względu na to co mówią różni malkontenci. W 2014 roku znowu przybędzie nam autostrad, dróg ekspresowych i obwodnic – mamy taką nadzieję.  Jak wspomniałam szczególnie lubię jeździć nowymi drogami ekspresowymi – są naprawdę kapitalne. Życzę wszystkim wspaniałych dróg i  najlepszych wrażeń z każdej podróży! 🙂

Nie widzisz?! Mam słuchawki!

Co to jest „rowerowa plaga”? Tak – niestety niektórzy tak określają rowerzystów – plaga!  „Wspaniali” czyli „wściekli” rowerzyści na naszych szosach, chodnikach i ścieżkach rowerowych to autentyczna plaga polskich miast i dróg. W 2012 roku rowerzyści byli uczestnikami 4 665 wypadków, zginęło 317 osób, a 4 532 odniosły poważne obrażenia. Ci ludzie są niebezpieczni także dla siebie – są przecież niechronionymi użytkownikami dróg, tak jak piesi. Zajrzyj proszę TUTAJ. ZDZIWISZ SIĘ!

Naprawdę trudne i niebezpieczne jest pokojowe współistnienie pieszych i rowerzystów wszelkiej płci,  maści, wieku i urody. Niestety. Takie są fakty. Kilkanaście dni temu moja koleżanka została nieźle poturbowana przez „wspaniałego rowerzystę”, który oczywiście największą mocą swych mięśni uciekł z miejsca zdarzenia i tyle go widziano.

Szłyśmy chodnikiem po jednej z ulic warszawskiego Mokotowa. Nie ma tam ścieżki rowerowej – jest świetna, ale po drugiej stronie jezdni, temu panu akurat nie podobało się jechać tam gdzie powinien, zdecydowanie wolał stratować trzy osoby spokojnie idące po chodniku. Najechał na koleżankę tak, że przewróciła się na wózek z dzieckiem potrącając po drodze mamę prowadzącą ten wózek. Na szczęście dziecku nic się nie stało, ale przestraszone rozpłakało się mocno. Obie panie potłukły się nieźle – wielkie siniaki, bolesne otarcia do krwi, uraz nogi w kostce  – niezbędne było prześwietlenie i nastawienie kostki.

Dodatkowe „atrakcje” to przerażone dziecko, zawalone pół dnia, ból, noga w bandażu na dwa tygodnie, mocno zabrudzone ubrania i…  wielka, bezsilna złość i żal do tego człowieka.

Niestety jeszcze nie ma  żadnych statystyk dot. wypadków na chodnikach pieszy/rowerzysta, ale wiem, że to  zdarza się coraz częściej; przecież nie zawsze i nie każdy zdąży uciec przed szalonym rowerzystą (płeć i wiek obojętne).

Mnie tez zdarza się – bardzo rzadko – przejechać jakiś kawałek chodnikiem, ale jestem wtedy bardzo uważna i jadę wolno. Niektórzy rowerzyści uważają, że skoro przepisy zmieniły się trochę na ich korzyść to wolno im wszystko. Jeżdżenie po chodnikach to już dla nich normalność, slalomem omijają idących. Na pasach zmuszają pieszych do ustąpienia im tam gdzie powinni przeprowadzić rower, roztrącają ludzi, którzy jakoś starają się uciec, ustąpić miejsca, aby nie zostać rozjechanymi. Na ścieżkach rowerowych urządzają jakieś wariackie wyścigi, wszędzie jeżdżą w słuchawkach i mają w nosie co się wokół nich dzieje, potem tłumaczą, że nic nie słyszeli i wrzeszczą: „Nie widzisz?! mam słuchawki na uszach?” Na zwróconą uwagę są chamscy i bezczelni, rzucają obrzydliwymi przekleństwami i potrafią celowo kogoś potrącić i uciec.

To przykre co napisałam – wiem. Wiem oczywiście, że nie wszyscy rowerzyści tak się zachowują, że to jednak mniejszość, ale już znacząca, szkodliwa i bezczelna mniejszość. Chamskich zachowań jest coraz więcej, bo coraz więcej różnych ludzi korzysta z roweru. Niestety – nie chcą wiedzieć jak należy zachować się na drodze. Nie znają i nie chcą znać, wobec tego nie przestrzegają,  żadnych przepisów ruchu drogowego, do tego czują się bezkarni.  BEZKARNOŚĆ jest powodem, że zachowują się tak fatalnie, wiedzą, że nic złego ich za to nie spotka, bo przecież zawsze zdążą uciec. Ci ludzie po prostu nie dorośli ani do bycia kierowcą roweru, ani do poruszania się po drogach wśród ludzi. Moim zdaniem policja powinna  nareszcie i skutecznie zainteresować się tym „towarzystwem”. Ciepła jesień sprzyja rowerzystom, a wiosna też będzie.

Zapraszam także do poczytania moich innych wpisów podobne i inne tematy, tutaj, na tym blogu 😉

Bezmyślni kierowcy? Czyżby… tylko kierowcy?

Każdy z nas kierowców, obojętne jakiej płci, wieku, urody, czy doświadczenia za kierownicą – każdy! wsiadając do auta wie, że jedną nogą jest na cmentarzu, a drugą u prokuratora. Wobec tego pomawianie nas o bezmyślność to słabo uzasadniona opinia. Nie jesteśmy ani bardziej bezmyślni, ani źli, ani głupsi od kierowców w innych krajach.

Oczywiście nasze i inne statystyki mówią wiele o polskich kierowcach, jednak nie do końca te dane są obiektywne. Statystyka jak to statystyka – uogólnia, wyciąga średnią i… w majestacie prawa te informacje są publikowane. Niewątpliwie są to ważne i potrzebne dane, ale…

Nasuwają się jednak podstawowe pytania – kiedy zaczniemy badać, mierzyć, obliczać i analizować efekty bezmyślności różnych decydentów, którzy mają choćby najmniejszy wpływ na bezpieczeństwo na naszych drogach? Kiedy działania tych osób zostaną podane do wiadomości publicznej i odpowiednio ocenione?
Marzeniem naszym jest, aby zmniejszyć ilość wypadków, rannych, aby mniej ludzi ginęło. W Szwecji do spraw bezpieczeństwa na drogach jest zupełnie inne podejście niż u nas, tam ginie pięć osób rocznie, a u nas blisko pięć tysięcy. W tych potwornych statystykach jesteśmy na szarym końcu UE. Dlaczego? Niejedna mądra głowa się nad tym głowiła, ale jakoś efekty bardziej niż marne.

Mam własne zdanie na ten temat. Musi u nas powstać system, który będzie uwzględniał wszystkie elementy i poziomy bezpieczeństwa na drogach. Na odpowiedzialnych stanowiskach muszą być zatrudnieni ludzie, którzy nie będą zmieniać się co cztery lata kiedy zmienia się władza. Fachowcy, specjaliści w tej dziedzinie to często pasjonaci bezpieczeństwa ruchu drogowego (brd), ale ci ludzie muszą mieć pewność, że mają prawo decydować, że nikt ich nie zwolni, bo do władzy doszła inna partia, albo jakiś urzędnik zechce zatrudnić kolegę, który nie ma pojęcia o brd. Ci specjaliści muszą mieć prawo narzucenia swojej fachowej wiedzy, swoich projektów różnym urzędnikom, którzy powinni im zaufać – bo to są zawodowcy, praktycy i wiedzą co robią.

W krajach skandynawskich, w Niemczech znaleźli sposób i to działa. Tam wszystko co dotyczy dróg jest w całości systemem zintegrowanym, spójnym, porządnie zarządzanym. To wiele instytucji, ludzi, działań, które stanowią ogromną, sprawną maszynerię, mają dokładnie określone cele i metody działania – to system. W Polsce tak naprawdę nie wiadomo jak to działa, kto jest tu bossem. Jakie instytucje, firmy i ludzie są odpowiedzialni za wszelkie działania w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego? Kto tym wszystkim kieruje i naprawdę wie i rozumie co się dzieje na polskich drogach?
Niewątpliwie ten tekst powstaje pod wpływem emocji, strachu, bo zbliża się kolejny weekend i znowu usłyszmy o wielu nowych tragediach, pijanych kierowcach, których policji udało się złapać, o młodych motocyklistach pędzących na zatracenie, pieszych i rowerzystach, którym wydaje się, że wolno wszystko – tak dzieje się na naszych drogach – to wiemy. Jednak nie wiemy ilu nieszczęść można byłoby uniknąć gdyby nasze drogi były… logiczne, prawidłowo zarządzane i po prostu zadbane, bo nowe autostrady to naprawdę nie wszystko.