Pewnego dnia na rowerze…

różne 296

Pojechaliśmy za miasto na rowerową przejażdżkę, bo akurat trafił się „niepadający” dzień. Przebić się przez Warszawę nie jest łatwo nawet w sobotę, ale – co to dla nas ;).

Grupka liczyła 4 dorosłe osoby. Wszyscy mamy prawa jazdy, jesteśmy czynnymi na co dzień kierowcami, lubimy też jeździć rowerami. Czyli znamy przepisy ruchu drogowego i zwykle dzielnie je przestrzegamy. Wiemy też co wolno, a czego nie rowerzystom.

Postanowiliśmy nie jechać chodnikami, a tylko ścieżkami rowerowymi, albo jezdnią.  Po jezdniach jechaliśmy „gęsiego”  i  robiliśmy większe odstępy między sobą, aby kierowcy aut mogli łatwiej nas wyprzedzać.  Optymizm dość szybko nas opuścił. Było naprawdę ciężko i bardzo niebezpiecznie.

Niestety to co wyprawiają kierowcy aut – zdecydowana większość! – to są potencjalni zabójcy rowerzystów na drogach. Co robią? Wyprzedzają nie licząc się w ogóle z rowerzystami, nieomal ocierali się o nas. Pędzą jak szaleni, tylko świst w uszach i wiatr pozostaje. Nie patrzą, że z przeciwka  jadą auta i zbyt blisko zjeżdżają rowerzyście pod koła. Wygrażają pięściami, klną obrzydliwie, specjalnie gwałtownie hamują przed rowerzystami – tak właśnie zachowuje się bardzo wielu kierowców aut.

Niestety, po przejechaniu około czterech kilometrów stwierdziliśmy, że albo ujdziemy z życiem, albo zginiemy marnie i dalej pojechaliśmy… chodnikami. Tak jak inni piesi jestem raczej niechętna rowerzystom na chodnikach – zwłaszcza na tych wąskich – jednak rozumiem ich i uważam, że na jezdni jest się czego bać!

Rowerzyści mają oczywiście własne, niemałe przewinienia. Dość rzadko stosują się do obowiązującego prawa na drogach, a często uważają, że wszystko im wolno – jednak to co zaobserwowaliśmy na naszej przejażdżce to horror.  Niestety niektórzy rowerzyści  „cuda” wyprawiają na jezdniach, chodnikach i ścieżkach rowerowych – to drugi horror

Skoro rower – jako pojazd i rowerzysta jako kierujący tym pojazdem są dopuszczeni do ruchu drogowego to kierujący musi znać przepisy o ruchu drogowym. Prawo nasze tego jednak… nie przewiduje. Rowerem  – po wszystkich drogach – może jeździć każdy.

Dlaczego rowerzyści nie muszą teraz mieć karty rowerowej, albo prawa jazdy, dlaczego nie mają obowiązku ubezpieczać się, tak jak kierowcy aut?  Dlaczego np. nie ma jakiejś rejestracji rowerów, aby było wiadomo kto np. potrącił człowieka na chodniku, kto raptem wjechał pod samochód, kto pędzi po pasach i po chodniku jak szalony i roztrąca pieszych itd. Wygląda na to, że większość rowerzystów nawet nie wie, że postępuje niezgodnie z prawem, skoro nie musi znać tegoż prawa – oni po prostu jadą… i nic ich nie obchodzi, a na zwróconą uwagę potrafią zmieszać człowieka z błotem.

Jak wiele ludzi jestem zarówno pieszą, jak i kierowcą auta i rowerzystką – marzę o tym (nie ja jedna przecież) by wszyscy użytkownicy dróg szanowali się wzajemnie. Niestety z doświadczenia wiem, że na razie to tylko marzenia. Nie wiem czy będę miała odwagę znowu wsiąść na rower i jechać jezdnią, a nie chodnikiem, jeśli nie ma ścieżki rowerowej. Raczej nie, chciałabym czuć się w miarę bezpiecznie także na jezdni, ale…

Niedawno znowelizowane zostało prawo o ruchu drogowym, ale chyba nie przemyślano wielu problemów związanych z wielkim boomem rowerowym na polskich drogach, w miastach i poza nimi. Szkoda, bo znowu coś się nie do końca udało.