Coś miłego na Majówkę…

Dzień dobry! Dobry Wieczór!

Witam Cię miło, czas spełnić moją obietnicę. z poprzedniego wpisu – to T U T A J

Pisałam, że Wiosną trzeba się zakochać. Może „trzeba” to nie jest miłe słówko, ale na pewno warto. Zakochuję się każdej Wiosny na nowo w moim życiu, w moim pięknym Mężu, w przyjaciołach, fajnych projektach-pracach, bogato i pięknie odnowionej Naturze… Zakochuję się też w wierszach tych ulubionych, znanych, ale i w tych zupełnie nowych. Taki wiersz – zabawkę – przytulankę znalazłam na sympatycznym blogu Ann – jest T U T A J

Cytuję:

„RADOŚĆ

Oczywista radość
że się jest
że się je
że się widzi
że się wie
że się słyszy
że się chce
że się czuje
że się pnie
że się biegnie
że się mknie
że się rośnie
że się jest
[Emilia Waśniowska] ”

Wiersz znakomity na Majówkę, zachęca do dalszej zabawy, czyli można dopisywać co kto chce, lubi, wymyśli, co komu fantazja podpowie. Autorka bloga napisała zachęcająco, cyt: „Wierszyk sam w sobie jest uroczy, i aż się prosi, żeby wykorzystać go jako kanwę do zabawy towarzyskiej. Może brać w tym udział cała rodzina (i nie tylko), a zasady ustalać również można własne. W najprostszej wersji każda z osób dostaje powyższy wiersz na kartce i uzupełnia kolejne wersy swoim tekstem np. że się jest… tutaj z wami, że się je… ciasto z pomarańczami itd., a później głośno odczytuje. I tak wszyscy po kolei. Spróbujmy, potrzeba nam trochę radości. ”  Wypróbowałam na mojej rodzinie i namawiam do tej prostej i miłej zabawy. Było wiele śmiechu i radości.

Za Zakochaną Wiosnę!

Teraz zamierzam zaproponować coś pysznego. Najpierw dobre wino. Może znajdziesz chęć na coś z Italii. Wina stamtąd są zawsze pełne słońca, niepowtarzalnych smaków, kolorów i… wrażeń. Jakiś czas wstecz próbowałam Valpolicella Classico DOC Superiore Ripasso – nieco długa nazwa, ale wino jest super. Czerwone, wytrawne, ma piękny, głęboki kolor, taniny delikatne, smak… aksamitny i bardzo fajny 🙂 Wino kosztuje ok. 60 zł i jest warte swej ceny.

Na Majówce może ktoś mieć ochotę na bąbelki – oto one! Wino białe, wytrawne, ale łagodne, pełne świeżości, delikatnie musujące – Prosecco DOC Treviso Terra Serena. Jak wiesz jestem fanką czerwonych win, ale to wino jest naprawdę pyszne – polecam. Kosztuje około 30 zł.

Jak może wiesz staram się popularyzować polskie wina, bo bywają naprawdę świetne. Są nieco inne od włoskich czy moich ukochanych win z Toskanii ( Toskańskie wina tutaj), ale mają dobrą „osobowość” czyli zapamiętuje się je i warto spróbować. Świetne polskie wino

Polskie wino jest OK!
zdjęcie: Atlas polskich win

ekologiczne. Jest już u nas sporo firm, które takie wina produkują. Wybrałam wytrawne wino z aronii –  Wino Aroniowe . Nie jest łatwo znaleźć to sympatyczne winko, ale warto poszukać.

Teraz chciałam wam zaproponować coś bardzo zwykłego, prostego jak… pyszny chleb. Znajdziesz wszystko opisane T U T A J  – taki chlebek można zrobić nie tylko z prawdziwego wiejskiego chleba, ale dobry na zakwasie też będzie znakomity. Wypróbowałam tzw. chleb „Biesiadny” – wyszło świetnie.

Słonecznej i niezwykłej Majówki, obojętne gdzie będziesz zakochaj się w naszej Wiośnie!  Pozdrawiam Cię miło 🙂

Reklamy

Babcia mówiła: żyj zdrowo i kochaj!

Lubię bociany...Już jest lato! Dlatego i nie tylko, warto pomyśleć o tym jak zdrowo żyć, oczywiście jeśli mamy sobie coś do wyrzucenia w tej sprawie, a podejrzewam, że nieomal wszyscy jednak mamy. 🙂

Zachęcam do poznania kolejnego tekstu Jeana Marca Dupuis „Prosta rada na unikanie chorób”. Dlaczego? Jak? Co prawda tekst odpowiada na te  pytania, ale wtrącę swoje przemyślenia, które pojawiły się po miłym spotkaniu uroczych ludzi: starszej pani i pana – małżeństwo, chyba bliżej 80.

Wiadomo – w tym wieku zwykle coś boli, ale…  Ich dewiza życiowa to:  Miłość, Przyjaźń, Ruch i Przygoda. Od lat są wegetarianami, podróżują, mają szerokie kontakty także zdobyte przez internet, pozbyli się telewizora, kupili komputer i internet; chodzą do kina, teatru, na wystawy, odwiedzają przyjaciół i rodzinę za granicą. Mają rower – tandem i jeżdżą na wycieczki, opowiadają dowcipy, są uśmiechnięci, zadowoleni – cieszy ich Życie. Są na co dzień ciekawi świata, ludzi i nowości przeróżnych. O chorobach nie chcą mówić, bo i po co, biorą leki – jak podkreślają: „To tylko dwie tabletki codziennie i jest OK!”

Zawsze miałam wrażenie, że istnieję, funkcjonuję podobnie, ale to piękne małżeństwo zaimponowało mi bardzo! SĄ SUPER!

ZAPRASZAM DO POCZYTANIA I PRZEMYŚLENIA – WARTO.

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie www.PocztaZdrowia.pl.

 

Prosta rada na unikanie chorób

Szanowny Czytelniku,

Jean-Pierre ma 55 lat i cieszy się doskonałym zdrowiem.

Jednak gdyby się bardzo postarał, mógłby doszukać się u siebie tuzina chorób…

Zdarza mu się zdenerwować, kiedy utknie w korku lub kiedy klienci nękają go poza godzinami pracy.

Gdyby lekarz zmierzył mu w takich momentach ciśnienie krwi, wynik z pewnością wskazałby na nadciśnienie.

Jean-Pierre ma 183 cm wzrostu i waży 84 kilogramy. Jego wskaźnik masy ciała (BMI) wynosi 25,1. Poziom BMI pozostający w granicach normy to 20–24,9.

Diagnoza: nadwaga.

Po spożyciu niektórych pokarmów Jean-Pierre odczuwa niekiedy pieczenie w dolnej części klatki piersiowej tuż nad żołądkiem. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy napije się zagęszczonego soku pomarańczowego lub cydru.

Diagnoza: refluks żołądkowo-przełykowy.

Zdarza mu się budzić w nocy i pójść do łazienki, żeby opróżnić pęcherz.

Diagnoza: łagodny przerost gruczołu prostaty.

Kiedy wstaje rano, odczuwa sztywność nóg i pleców, potrzebuje kilku chwil, żeby odzyskać pełną sprawność i giętkość.

Diagnoza: choroba zwyrodnieniowa stawów.

Jean-Pierre ma często zimne ręce, zwłaszcza w chłodne i deszczowe dni zimową porą. Kiedy pada śnieg, nie wychodzi z domu bez podwójnej warstwy rękawiczek. Kawa nasila ten problem, a alkohol go łagodzi.

Diagnoza: choroba Raynauda.

Jean-Pierre ma zwyczaj robić wieczorem listę zakupów i spraw do załatwienia na następny dzień, żeby o niczym nie zapomnieć. Miewa też trudności z zapamiętywaniem imion. Mimo że lepiej nie zapisywać PIN-u do karty bankomatowej czy haseł, Jean-Pierre przechowuje te dane w notesie, skrzętnie ukrytym w biurku.

Diagnoza: łagodne upośledzenie funkcji poznawczych, początki choroby Alzheimera.

Ale to jeszcze nic. Gdyby Jean-Pierre przeszedł rutynowe badania, lekarz z pewnością wykryłby kolejne anomalne wyniki – symptomy rozmaitych chorób.

Masa ukrytych „chorób”

Wystarczyłoby, żeby Jean-Pierre poddał się dokładniejszym badaniom krwi, w tym badaniom hormonalnym (hormonów tarczycy czy płciowych) i składu krwi (ilości krwinek białych, czerwonych, płytek krwi).

Z pewnością przynajmniej jeden z pomiarów dałby wynik odbiegający od normy.

Jednak prawdziwym strachem mogą napawać Jean-Pierre’a (i jego żonę) badania tomograficzne i kolonoskopia (badanie z wykorzystaniem mikroskopijnej kamery, którą wprowadza się poprzez odbyt w celu obejrzenia jelita).

Guzki w płucach, torbiel nerek, polipy w okrężnicy (jelicie grubym), komórki rakowe w prostacie, przepukliny i anomalie kości – przeskanowanie ciała z pewnością pozwoli odkryć wiele podejrzanych i niepokojących objawów.

Zdiagnozowanie choroby nie oznacza poprawy zdrowia pacjenta

Większość ludzi uważa, że im wcześniej zdiagnozuje się choroby, tym lepiej, bo dzięki temu łatwiej będzie je wyleczyć. Jednak z punktu widzenia medycyny to założenie nigdy nie zostało potwierdzone.

We wszystkich wymienionych powyżej przypadkach to, że dzięki badaniu medycznemu Jean-Pierre odkryje w swoim organizmie jakąś „nieprawidłowość”, w żaden sposób nie zatrzyma jej rozwoju.

Według wszelkiego prawdopodobieństwa przyjmowanie leków lub poddanie się operacji narazi go tylko na niepotrzebne ryzyko.

Jeśli Jean-Pierre czuje się zdrowy, powinien skupić się na korzystaniu życia, a nie szukaniu dziury w całym.

Tak czy inaczej nie ma innego sposobu na zapobieganie rozwojowi chorób niż prowadzenie zdrowego trybu życia.

Nieważne, czy jesteś zdrowy czy chory, zdrowy tryb życia polecam wszystkim, którzy chcą czuć się lepiej i uniknąć problemów zdrowotnych.

Zbyt zaawansowane metody badań

Każdego roku skanery ciała i obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego stają się coraz bardziej zaawansowane, a tego typu badania coraz powszechniejsze.

Tomografy nowej generacji pozwalają obejrzeć wycinki ciała o szerokości 1 milimetra. Oznacza to, że na odcinku rozciągającym się od tułowia do głowy (około 80 centymetrów) można zrobić 800 zdjęć odpowiadających kolejnym wycinkom. Zdjęcia da się powiększyć setki razy i dzięki temu dostrzec najmniejszą anomalię.

Ciało ludzkie nie stanowi jednak ustandaryzowanego produktu przemysłowego. Wręcz przeciwnie: jest żywym organizmem charakteryzującym się zdumiewającą złożonością. Większość z nas żyje z przerośniętymi lub zbyt małymi organami, nawet o tym nie wiedząc.

Przeskanowanie najmniejszego organu to najprostsza droga do wywołania fali niepotrzebnych obaw.

Wiele osób wpada w tę pułapkę.

Jeśli dobrze się przyjrzeć, każdy okaże się chory

Badania dotyczące prostaty przeprowadzone w latach 80. XX w. przez patologów z Detroit (USA) w Cleveland Clinic1 pokazały, że po biopsji, „raka prostaty” zdiagnozuje się u 45% mężczyzn w wieku 50–59 lat.

Odsetek mężczyzn rzekomo dotkniętych rakiem prostaty sięga 68% u mężczyzn w wieku 60–69 lat i 82% u tych w wieku 70–79 lat.

Nawet wśród bardzo młodych mężczyzn (20–30 lat) niemalże 10% ma już „raka prostaty”.

Czy to znaczy, że trzeba się martwić, operować? Absolutnie nie. Tych mężczyzn należy zostawić w spokoju. Interweniować trzeba dopiero wtedy, kiedy rak prostaty zacznie się objawiać w postaci uciążliwych zewnętrznych symptomów.

Obecnie wiadomo, że część rodzajów raka nie jest progresywna.

Tak jest zwłaszcza w przypadku raka prostaty:

Niektóre nowotwory ulegają atrofii, czyli zanikają, ponieważ potrzebują więcej krwi niż są w stanie dostarczyć zasilające je naczynia krwionośne.

Inne nowotwory są wyłapywane przez system odpornościowy gospodarza, który je następnie niszczy.

Jeszcze inne nie są agresywne i pozostają w bezruchu aż do śmierci gospodarza (spowodowanej czymś innym niż nowotwór).

A jeszcze inne rozwijają się tak wolno, że pacjent zachoruje i umrze na inną chorobę, zanim nowotwór osiągnie rozmiar, który byłby prawdziwym zagrożeniem.

Istnieje mnóstwo przyczyn biologicznych tłumaczących brak negatywnego rozwoju nowotworów, czemu obecnie przyglądają się i co zaczynają odkrywać naukowcy2.

Można to odnieść również do innych „chorób”, które chorobami w rzeczywistości nie są.

Ogromna liczba osób od czasu do czasu cierpi na bóle brzucha. Po wykonaniu prześwietlenia okazuje się, że wiele z nich ma kamienie żółciowe. Czy to kamienie są przyczyną boleści? Ciężko powiedzieć. Przy dokładnych badaniach wykrywa się je równie często u ludzi, którzy nie skarżą się na bóle brzucha.

Wiele osób cierpi też na ból pleców i kolan. Istnieje spora szansa, że badanie metodą rezonansu magnetycznego wykaże uszkodzenia chrząstki, przemieszczone dyski lub dyskopatię.

Jednak większość z tych anomalii nie stanowi przyczyny bólu. Podobnie jak w przypadku kamieni żółciowych u osób, które nie skarżą się na ból kolan i pleców, również diagnozuje się uszkodzenia chrząstki i dyskopatię.

Jeśli dokładnie zbadać układ sercowo-naczyniowy osoby z chorym sercem, z pewnością znajdzie się w nim tętniaki, zakrzepowe zapalenie żył, zator w aorcie, nogach, płucach…

Czy należy brać leki lub operować? Po dokonaniu „odkrycia” podjęcie decyzji jest bardzo trudne zarówno dla pacjenta, jak i dla lekarza.

Nieodparta chęć podjęcia jakiegoś działania

Jedno jest pewne – jeśli pacjent nie zrobi nic, a problem rozwinie się w niepożądanym kierunku, lekarz będzie miał ogromne wyrzuty sumienia, może nawet zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej i stracić prawo do wykonywania zawodu.

Natomiast pacjent będzie żył, mając nad sobą „miecz Damoklesa”.

Dla bezpieczeństwa i jedna, i druga strona w miarę możliwości na ogół podejmuje działania zapobiegawcze, a przynajmniej wykona dodatkowe badania, które zwiększają ryzyko wykrycia kolejnych, do tej pory ignorowanych problemów zdrowotnych.

To błędne koło w dużym stopniu tłumaczy, dlaczego szpitale tak bardzo i tak szybko się rozrastają, podobnie jak kolejki w poczekalniach, koszty związane z opieką zdrowotną, a także liczba osób, które biorą leki codziennie i uważają się za chore.

Zaczekaj na pojawienie się objawów, zanim pójdziesz na konsultację

Według dra Gilberta Welcha, specjalisty rangi międzynarodowej ds. wykrywania chorób i profesora w Dartmouth Institute for Health Policy and Clinical Practice (USA).

„Dawniej ludzie szli do lekarza tylko wtedy, kiedy czuli się naprawdę źle, czekali, aż pojawią się objawy.

Jednak wzorce uległy zmianie. Wczesne diagnozowanie stało się głównym celem systemu opieki zdrowotnej.

Ogólne przekonanie mówi, że wczesne wykrywanie pozwala na lepsze leczenie.

W niektórych przypadkach to stwierdzenie może się okazać prawdziwe. Jednak warto też spojrzeć na drugą stronę medalu – zbyt intensywna diagnostyka może zamienić ludzi o dobrym zdrowiu w osoby chore. Badania diagnostyczne często prowadzą do podjęcia leczenia i to leczenia problemów, które nie są poważne lub które w ogóle problemami nie są. Co więcej, niepotrzebne leczenie może okazać się bardziej brzemienne w skutki niż sama choroba. (…)

Wczesne diagnozowanie stało się synonimem medycyny zapobiegawczej, którą uważa się za coś dobrego z natury, a co za tym idzie, wczesne wykrywanie chorób też postrzega jako dobre. W rzeczywistości wczesna diagnostyka nie ma nic wspólnego z zapobieganiem, ponieważ jej jedynym celem jest wykrycie choroby, a nie jej leczenie. Jej zadaniem jest wykrywanie anomalii w początkowym stadium tak, żeby można było zapobiec konsekwencjom ich rozwoju, a przecież wiele z tych anomalii nigdy nie pociągnie za sobą żadnych konsekwencji!”3

Wczesna diagnostyka prowadzi więc do sytuacji, w której miliony osób, które uważają się za chore, poddają się rozmaitym badaniom i medycznym interwencjom zupełnie bez potrzeby.

Dr H. Gilbert Welch dodaje:

„Tak jak mówiła moja babcia, kiedy byłem mały: prawdziwe zapobieganie polega na niepaleniu, jedzeniu zupy i warzyw, spędzaniu czasu na świeżym powietrzu (z podprogową wiadomością: uprawiaj sport i pozbądź się wszelkich napięć). Po prostu żyj zdrowo”.

To najlepsze, co możemy zrobić.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Źródła:

1) W.A. Sakr, D.J. Grignon, G.P. Hass et collab., Age and Racial Distribution of Prostatic Intraepithelial Neoplasia, European Urology, 30 (1996): 138-144.

2) W.J. Mooi et D.S. Peeper, Oncogene-induced Cell Senescence – Halting ont the Road to Cancer, New England Journal of Medicine, 355 (2006): 1037-1046; J. Folkman et R. Kalluri, Cancer without Disease, Nature, 427 (2004): 787; M. Serrano, Cancer Regression by Senescence.

3) H. Gilbert Welch, Overdiagnosed: Making People Sick in the Pursuit of Health, janvier 2012.

 

Jeżeli dałoby się zmniejszyć ziemię, do rozmiarów wioski (ciekawa statystyka)

To nie tylko statystyka – warto poczytać i pomyśleć…

ogrodnikumyslu

Załóżmy, że udałoby się nam zmniejszyć ziemię do rozmiarów wioski, która zamieszkuje dokładnie stu mieszkańców, zachowując proporcję wszystkich ras, mieszkałoby tam:

  • 57 Azjatów
  • 21 Europejczyków
  • 14 osób z zachodniej półkuli (południowej i północnej)
  • 8 Afrykańczyków
  • 52 kobiety
  • 48 mężczyzn

  • 70 nie-białych
  • 30 białych

  • 70 nie-chrześcijan
  • 30 chrześcijan

  • 94heteroseksualistów
  • 6 homoseksualistów

  • 6 osób posiadałoby 59% bogactwa całego świata i wszystkie 6 byłoby ze Stanów Zjednoczonych
  • 80 osób żyłoby poniżej standardu

  • 70 osób nie umiałoby czytać

  • 50 osób cierpiałoby z powodu niedożywienia
  • 1 osoba byłaby bliska śmierci

  • 1 osoba byłaby bliska narodzin

  • 1 (tak, tylko jedna) miałaby wyższe wykształcenie

  • 1 osoba posiadałaby komputer

white_background_earth_picture_170476

Kiedy spojrzymy na świat z takiej perspektywy, potrzeba akceptacji, zrozumienia i edukacji staje się bardzo wyraźna. Jeśli dziś rano wstajesz z łóżka raczej zdrowy niż chory, to masz większe szczęście niż milion ludzi, którzy niestety nie przeżyją tego tygodnia. Jeżeli nigdy nie doświadczyłeś niebezpieczeństw wojny, samotności, więzienia, tortur ani głodu…to…

View original post 139 słów więcej

… w rodzinie krytyka ostra…

Tęsknię za wakacjami...

Tęsknię za wakacjami…

Dzisiaj i wiersz i dwa pyszne  wina. Ten znakomity wiersz napisała Grażyna Szałkowska – GraSza. Cytuję go tutaj, bo lubię tę niezwykłą poetkę, bo wiersz jest o naszej codzienności, o naszych bliskich, o troskach, niemożliwościach, nieuważnościach, myślach dobrych i niedobrych – o nas i dla nas. Poczytajcie… wbrew pierwszemu wrażeniu nie ma tu pesymizmu – jest nadzieja…

Z RODZINĄ

Z rodziną tyle roboty,
Z rodziną same kłopoty,
Żądania niemożliwości…
Oczekiwań Pireneje,
Zamordowane nadzieje,
Brak miejsca dla miłości…

W rodzinie krytyka ostra,
Czy matka, czy syn, czy siostra,
Brak zezwolenia na słabość…
Wspinaczka na strome schody
Bez wizji żadnej nagrody
I nie ma miejsca na radość…

Są kosmiczne wymagania,
Niekończące się starania,
Rozluźnić mięśnie to biada!
Chłodne surowe oceny,
Pamiętne drastyczne sceny…
Z rodziną mi się nie składa…
©GraSza

A teraz napijmy się razem pysznego wina, aby nadzieja była zawsze, aby chciało się chcieć i było warto napić się razem wina.

Lubię wina różowe, są sympatyczne, łączą w sobie cechy wina białego i czerwonego, są zwykle słabsze, delikatne w smaku i pięknie wyglądają w kieliszku. Chyba najchętniej pijamy je latem, bo są też znakomite jako aperitif  i świetnie pasują na różne okazje.

Polecam naprawdę smakowite wino z nad Loary – Chemin des Roses Cabernet d’Anjou.  Półwytrawne, o pięknym lekko łososiowym kolorze, orzeźwiające, taniny delikatne.

No… tak – nie byłabym sobą, abym nie poleciła wina czerwonego wytrawnego. To jest pychota – Wino Rosso di Montalcino Castello Banfi. Klasyka – szczep sangiovese, mocniejsze niż różowe wina, piękny ciemnoczerwony kolor, harmonia smaku i aromatu.

Wszystkim przesyłam serdeczności i kieliszek wina wznoszę za Waszą radość życia! Bo… życie to emocje, a emocje to życie! Jak w wierszu.

 

Nie żyje!

zdjęcie p. Marii z PAP

zdjęcie p. Marii z PAP

NIE ŻYJE PANI MARIA CZUBASZEK

Bardzo moja, ukochana Pani Maria…

Ktoś powiedział, że dzisiaj znacząco spadło IQ w Polsce. Tak. Bez pani Marii będzie inaczej – mniej interesująco, będzie mniej mądrze, mniej dobrego uśmiechu, mniej ironii i miłości do zwierząt, mniej dobra, mniej…

Pozostały nam książki, wywiady, teksty satyryczne, piosenki, felietony i wspomnienia…  Nie ma wspaniałej, szlachetnej, pięknej, z wielką klasą KOBIETY – przemiłego i dobrego Człowieka. Płaczą wszystkie „zwierzątka” – bo tak je nazywała i bardzo kochała.

Pozwolę sobie przytoczyć fragment wywiadu, kiedyś udzieliła portalowi Onet.pl

– Przysięgam, że jestem normalna. Nawet jakieś przebłyski inteligencji mam. Tylko troszkę mnie denerwuje, że istnieją ludzie, którzy nie są w stanie zrozumieć, że ktoś może myśleć inaczej niż oni. Wie pani, gdybym chodziła z kijem bejsbolowym po ulicy i biła nim dzieci, no to Matko Święta! Powinnam wtedy w więzieniu siedzieć! Ale samo stwierdzenie, że nigdy nie chciałam zakładać rodziny, to nie jest wystarczający powód, żeby mnie atakować – mówiła w rozmowie z Onetem.

Dziękuję Jej za to, że była i mogłam uczyć się i czerpać z Niej, z Jej twórczości, osobowości wiele radości, dystansu do siebie i do… życia.

Nie zgadzam się z tą śmiercią.

Miłe lenistwo – co Ty na to…

Witam, dzień dobry i dobry wieczór! Dawno mnie tu nie było… PRZEPRASZAM , ale u mnie była (aż!) przed-majówka, majówka i po-majówka. Stąd to niebycie tutaj.

Trochę pojeździłam w różne miłe miejsca, odwiedziłam rodzinę i przyjaciół, trochę niezbędne mi było lenistwo – udało się wszystko 🙂

Dzisiaj mam chęć napisać o dobrych winach, które udało mi się spróbować, co prawda tylko dwa, ale za to polskie wina i są naprawdę świetne. Będzie niespodzianka – to polskie wina ekologiczne.
Lubisz? Ja tak i polecam, to fajne wina i… zdrowe (byle z mądrym umiarem) .

aronia-mTo wino jest zrobione z aronii. Półwytrawne, czerwone, produkowane tradycyjną metodą fermentacji ze świeżych owoców. Ma piękny, ciemny kolor, w kieliszku wygląda znakomicie i tak smakuje.

 

 

 

 

 

wino-gruszkowe-miniDrugie wino jest z gruszki. Wytrawne, białe, o delikatnym smaku i aromacie świeżej gruszki. Pyszne!
Oba te wina wyprodukowała firma „Potęga Tradycji” z Konina. Specjalizują się w winach domowych z polskich owoców.

Zapraszam też do poczytania o winach i winnych blagierach T U T A J

Wrócę na moment do wina, o którym już pisałam, a które jest szczególne, lubię i polecam. Rocznik 2013, z Italii, wytrawne, czerwone. Nazwa: Archidamo Promitivo di Manduria. Wino jest raczej mocne, ale nie czuje się tego, bo ma bardzo delikatne taniny, przyjemny smak pozostaje dość długo. Pachnie i smakuje jak lukrecja, a może jak gorzka czekolada… każdy tu odnajdzie swój ulubiony smak. Sączyć je można ot… tak sobie, ale świetnie pasuje do mięsa i dojrzałych serów.

A może chcesz wiedzieć JAKIM JESTEŚ WINOTYPEM? TO TUTAJ

Jutro piątek, weekend tuż, tuż… poleniuchujmy przy dobrym winie, w miłych okolicznościach przyrody, albo na sportowo, albo w domowym ciepełku – co kto lubi… Szczęśliwości życzę:)

To ważne! W sobotę 7 maja idziemy na Piękną Manifestację opozycji i KOD, godzina 13.00 – Warszawa, Trybunał Konstytucyjny. Właśnie powstała koalicja przeciw PiS.

Zapraszam Cię serdecznie na strony „Mózgojazdy” na pewno znajdziesz coś dla siebie miłego, nowego, dobrego, zabawnego i ważnego… Pozdrawiam 🙂

 

SUKCES i… co dalej

Jak to jest z naszymi sukcesami? Bywa, że nie jest łatwo znieść sukces, tak jak niełatwo jest pogodzić się z porażką. Emocje. Wszak każdy jest tylko człowiekiem… tak, ale czy TYLKO czy AŻ CZŁOWIEKIEM.

Sukces na ogół nie przychodzi nagle – chyba, że to wygrana na loterii, ale czy to jest sukces…

Na sukces zwykle pracujemy długo. Dobra passa czasem trwa i trwa, ale bywa, że przeleci jak meteoryt – piękny moment, a po nim… szarość.

Tak czy inaczej KAŻDY, DOBRY SUKCES JEST WAŻNY. Jest bardzo ważny zwykle nie tylko dla ciebie, twoich bliskich, ale bywa, że dla wielu, a nawet dla ludzkości. Choć nie każdy dostanie nagrodę NOBLA, OSCARA czy NIKE, ale szansa zawsze jest. 🙂

Po pewnej zupełnie prywatnej „debacie” obmyśliłam kilka jakby… zasad – na własny użytek, aby coś uporządkować i może innym też się przyda.

Co się dzieje kiedy odnosisz sukces?

  1. Inni zaczynają cię zauważać – przestaniesz być osobą przezroczystą. Co to znaczy? Zależnie od tego jakiego formatu jest to sukces będziesz tematem rozmów różnych ludzi. Staniesz się człowiekiem „widocznym”, „dostrzeganym”. To obudzi twoje trochę „złe” zdziwienie, trudno polubić natrętne spojrzenia, dziwne miny na twój widok, milknące rozmowy. Najlepiej przestać tym się zajmować i przejmować.
  2. Nie jesteś już tzw. zwykłym człowiekiem – stajesz się Kimś. Skoro tak to niektórzy uważają, że mają do ciebie jakieś niby-prawo. Jakie? Nie wiesz, ale wyobrażone i nie twoje „ja” już jest w obiegu. Nic na to nie poradzisz, tylko czas może sobie z tym poradzić… nie warto tym się za bardzo zajmować.
  3. Może cię dopaść ICH niechęć, złość, agresja – zwłaszcza wtedy gdy nie godzisz się na ich kłamstwa, bo wiesz jak wiele pracy, trudu, talentu i wyrzeczeń kosztowało cię to co masz, kim jesteś. Kłamstwa będą, bo przecież „nie wiadomo kto ją/jego popycha”, bo „w tym musi być jakieś oszustwo”, bo „dlaczego ona/on, a nie ja, też jestem w tym dobra/dobry” itd. Nie przejmować się i robić swoje, ale być „na czujce”, bo nigdy nie wiadomo z której strony nadejdzie atak. Warto zacząć uważniej dobierać znajomych, uważać na to co się pisze, mówi i z kim i o czym rozmawia.
  4. Musisz nabrać przekonania i dostrzec, że skoro wierzysz w to co robisz i jesteś w porządku – to znaczy, że to ty masz rację, a wokół ciebie są też wspaniali i dobrzy ludzie. To jest balsam na twoją skołataną wyobraźnię i serce.  Wtedy warto zmienić otoczenie, środowisko, będziesz lgnąć do tych ludzi, którzy cię akceptują, doceniają, rozumieją i pozwolą ci nie tylko cieszyć się sukcesem, ale także zainspirują cię do dalszej pracy.
  5. Woda sodowa w głowie – różnie bywa, ale na ogół dopada niektórych ludzi sukcesu. Uznasz, że wszystko jest możliwe, zaczniesz nieco przesadzać, „rosnąć” w swoich oczach za bardzo. Pomyślisz, że tak będzie zawsze. Niczego nie ma na zawsze. Warto wtedy mieć kogoś kto cię „zniesie” na ziemię, niekoniecznie bezboleśnie, bo jednak każdy „kopniak” trochę boli. Można też sobie samemu z tym dać radę, ale lepiej z kimś bliskim i wspaniałym obgadać sprawę. Przy dobrym winie, kolacji rozmowa może być… pyszna i ważna. Jeśli wino to może takie KLIK  T U T A J

Tyle tych niby-zasad, niby-porad przyszło mi do głowy.

Jeszcze jedno – w naszym pięknym kraju współobywatele na ogół nie lubią tych „z sukcesem”. Dlaczego tak jest… nie wiem, ale wiem, że warto walczyć o swoje marzenia i odnosić sukcesy. Polacy i Polki często uważają, że trzeba być „średniakiem”, bycie przeciętnym jest dobre, a jeśli ktoś ma pieniądze to na pewno ukradł w taki czy inny sposób. To straszne przekonanie budzi mój wielki sprzeciw. Arogancja, brak pomysłu na życie i niemoc tych ludzi każe im tak myśleć i wszędzie podejrzewać zło, intrygi i brudne interesy. Tacy ludzie chyba po prostu nie potrafią rzetelnie zapracować na sukces, bo to wymaga wielkiego wysiłku, intelektu i wiary w siebie.

Warto dążyć do sukcesów, warto mieć osiągnięcia te wielkie, te małe i te codzienne. Warto cieszyć się nimi, dzielić się z innymi i po prostu być szczęśliwym. Nagrodą jest nasze życie – fajne, ważne i dobre  dla nas i dla wszystkich, którzy zechcą być z nami. Polecam też ten tekst POCZYTAJ PROSZĘ T U T A J

Po co ten pośpiech…

Zbliżają się wakacje, urlopy, wędrówki, wyjazdy. Piękny czas. Korzystajmy z tego czasu i… nie spieszmy się, nie poganiajmy nikogo, nie upierajmy się przy czymś co za chwilę może nie mieć najmniejszego znaczenia. Cieszmy się i oglądajmy świat i siebie w nim 🙂

Kiedyś – miałam w sobie zły czas – ciągle się spieszyłam. Jechałam autobusem i nieomal siłą woli chciałam spowodować, aby jechał szybciej, jeśli był korek potrafiłam wysiąść i biec dalej, każdy samochód była za wolny, a drogi nie do zniesienia. Ten koszmarny pośpiech był ciągle we mnie. Zawładnął mną na tyle, że nie umiałam nawet wolno spacerować, po schodach wbiegałam, bo winda za wolna, czekanie na cokolwiek zdawało się być mordęgą nie do wytrzymania.

Dlaczego tak się działo? Z nadmiaru obowiązków, z poczucia – bo muszę, bo tak trzeba, tak być powinno, nikt przecież za mnie tego nie zrobi, nie pójdzie, nie powie, nie załatwi, itd.? To była gruba przesada. Zawsze znajdzie się ktoś, kto lepiej czy gorzej, ale zrobi to samo. Ściganie się jest kiepskim pomysłem na życie – chyba że w sporcie.

Nagle, po wielkiej życiowej traumie, przyszła niespodziewana, ale jakże dobra i kojąca myśl: Po co i dokąd tak się śpieszę? Przecież to nie ma sensu, bo gdzieś, na końcu czeka na mnie tylko… trumna! (śmiech przez łzy). 

Muszę to zmienić i to nie od jutra, od poniedziałku, ale tu i teraz. Natychmiast. Czy taka reakcja to też… pośpiech? Jednak nie, tu cel był niezwykły – przestać się spieszyć.

Musiałam pozbyć się wewnętrznego biegu. Nikt mnie przecież nie zmuszał, abym ciągle spieszyła się. To ja sama sobą tak kierowałam. To we mnie był ten koszmarny pośpiech. Postanowiłam – tak jak kiedyś to robiłam i bardzo lubiłam – WYRUSZAM! Pojechałam „łazić”… oglądać lasy, pola, jeziora, góry, słuchać ptaków, szumu wiatru, rozpoznawać kolory świata. Marzłam i pławiłam się w upale, nogi bolały, plecy też, ale szłam… coraz wolniej, normalniej i z radością. Nie byłam zmęczona, ale wewnętrznie przestawałam spieszyć się, a nogi słuchały mnie. Pomału zaczynałam dostrzegać otaczającą mnie naturę i siebie w niej. Nabierałam od dawna nieznanego, dobrego spokoju.

Po powrocie z wędrówki radykalnie zmieniłam swoje – głównie zawodowe – życie. Nareszcie zrobiło się normalnie. Okazało się, że tak jest lepiej nie tylko dla mnie. To była wspaniała… wartość dodana.

Takie niby bezmyślne łażenie i gapienie się na to co wokół jest czymś niezwykłym dla duszy i ciała, ale  przede wszystkim dla naszego mózgu, nerwów, serca. Życie mamy tylko jedno. Sam fakt, że się żyje, jest już czymś magnetycznym i absolutnie cudownym. Bądźmy czujni, bo czasami zbyt łatwo nam to życie ucieka. Pamiętajmy o uśmiechu 🙂 – na co dzień…

 

Jeśli wciąż żyjesz, to nadal istnieją lekcje, których musisz się nauczyć.

Wakacje już blisko...

Wakacje już blisko…

Zacząć chciałabym od… przeprosin tych miłych „czytaczy” zaglądających na ten blog, może zastanawiacie się – dlaczego ona nic nie pisze nowego… Przepraszam. Każdy czas dany nam jest zawsze jedyny, czegoś uczy, o czymś przypomina, przed czymś przestrzega, czasem uśmiecha się i nagradza.

Jeszcze nie bardzo rozpoznaję efekty – brak perspektywy – jednak ten niedawny, trudny etap życia, wydarzenia, ludzie, pewne zjawiska, trwanie pomimo wszystko – na pewno będzie bardzo ważnym moim  doświadczeniem życiowym.

Mogę jednak coś napisać z moich przemyśleń, może też się komuś przydadzą. Nie są odkrywcze, ale… na przykład – nie znajduję już w sobie cierpliwości do pewnych zjawisk, rzeczy, wyniszczających, złych ludzi. Dlaczego? Nie jestem niemiła czy zarozumiała, ale szkoda mi czasu, życia na sprawy, które sprawiają tylko ból, są absorbujące, ale nie dają żadnego zadowolenia, budzą niechęć, żal.

Uciekam – od zawsze tak było, ale teraz udaje mi się robić to skuteczniej – od plotek, dziwacznych nieporozumień, bezsensownych dyskusji, porównań, wywyższania się, udawania, manipulacji, napuszonej akademickości.

Dojrzałam do tego, aby przestać starać się dla ludzi, którzy na to nie zasługują, bo nie lubią mnie i innych też rzadko obdarowują swoją sympatią, może nigdy nie lubili – tylko udało im się oszustwo… a ja naiwnie uwierzyłam. Może chciałam uwierzyć? Może tak było łatwiej… jednak nie, to były znakomicie zagrane pozory. Dałam się nabrać.

Przestało być miłe uśmiechanie się do osób, które nawet tego nie zauważają i nie widać w nich prostej chęci, aby uśmiech odwzajemnić. Zwykle uśmiecham się bardzo często i do wszystkich. Nie będę zajmować swego życia ludźmi, którzy wymagają wiele, ale nie potrafią od siebie nic ofiarować. Są cyniczni, nieszczerzy i krytyczni do wszystkich i wszystkiego tylko nie w stosunku do siebie.

Ktoś kiedyś powiedział, zapamiętałam słowa, ale nie wiem kto je przekazał.

Nauka nigdy się nie kończy. Nie istnieje część życia, która nie zawiera swoich lekcji. Jeśli wciąż żyjesz, to nadal istnieją lekcje, których musisz się nauczyć.

Na razie tę lekcję odrobiłam. Mam teraz inną uważność i cierpliwość i jest dla tych którzy na to zasługują, ja też staram się zasłużyć na ich uwagę i cierpliwość. Czasem trudno o rozpoznanie, ale warto starać się. Bycie cierpliwą i uważną dla wszystkich – nie, już nie. Nie muszę.

Tyle moich prostych przemyśleń. Cieszy mnie Świat, wiosna, zbliżające się wakacje, moja cudna rodzina i ludzie, którzy są wokół mnie – jest ich mniej, ale za to wypróbowanych w trudach… odrabiania lekcji.

 

Jak się z tym czujemy?

safe_image.php

Nie tylko dzień, kierowca-szaleniec może ci zrujnować całe życie!

To było wczoraj, piątek, słoneczny dzień. Warszawa, ulica Fieldorfa – wygodna, w obie strony dwa pasma ruchu, osobne, wydzielone do skrętów, na skrzyżowaniach pełna sygnalizacja świetlna. Jadę ok. 40/godz. Spory ruch. Dojeżdżam do skrzyżowania z ul. Umińskiego, widzę już czerwone – staję. Nagle obok, po lewym pasie, pędem przejeżdża dostawczy, biały Renault na radomskiej rejestracji. Z przeciwnego kierunku już samochody były prawie w połowie skrzyżowania – pisk opon – jeszcze raz temu głupiemu kierowcy udało się. Piesi już byli na pasach i też mieli wiele szczęścia. Kolejne skrzyżowanie, tym razem Renault stoi na czerwonym. Patrzę kto siedzi za kierownicą – mężczyzna, szczupły blondyn około 30 lat. Pogwizduje, uśmiecha się, ale widzi moją złą twarz. Rusza z piskiem opon.

Ten kierowca na pewno nie pierwszy raz tak się zachował, jest zachwycony sobą, bo udało mu się przejechać na czerwonym świetle. Wydaje się, że w ogóle nie rozumie jakie stworzył niebezpieczeństwo, jak przeraził ludzi. Adrenalina tak mu kazała? Oczywiście nie było policjanta, który widziałby to i ukarał szaleńca.

W mediach wiele jest różnych doniesień o pijanych kierowcach o cholerykach, którzy po mieście jeżdżą 200/godz. o wariatach jeżdżących bezkarnie pod prąd po warszawskich (i nie tylko) ulicach. Robią filmiki, zamieszczają je w internecie i cieszą się jacy to z nich wspaniali faceci. Czytamy i słyszmy o posłach, ludziach na wysokich stanowiskach, którzy na drogach, w miastach i miasteczkach powodują wypadki często po pijanemu i co… i nic! Pomimo, że niektórych policja łapie na gorącym uczynku to w jakiś dziwny sposób dalej jeżdżą, unikają kary. Śmieją się wszystkim w nos.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego sądy nie korzystają z możliwości ukarania tych przestępców? Co mają myśleć inni kierowcy, którym przydarzy się raz na kilka lat jakieś wykroczenie i natychmiast są ukarani wysokim mandatem i dostają punkty karne? Jak my ludzie szanujący prawo mamy się czuć? Czy nasze państwo jest tak słabe, że nie potrafi ukarać przestępców? Dlaczego od lat na naszych drogach jest niebezpiecznie i staje się coraz gorzej? Dlaczego są ludzie – obywatele Polski, którzy przez lata unikają kary za ewidentne przestępstwa drogowe, także za zabicie człowieka? Czy nasze sądy nie rozumieją, że takim działaniem wyrządzają krzywdę sobie samym i nam wszystkim?

Różne badania społeczne wykazują, że tracimy zaufanie do parlamentu, do rządu, do wymiaru sprawiedliwości. To przecież znane odczucia tzw. zwykłych ludzi – nas wszystkich, z wyjątkiem „świętych krów”, których – jak się okazuje – niestety u nas nie brak. Oni kochają takie państwo, bo zapewnia im… bezkarność.

Wiadomo karanie to nie wszystko – najważniejsza jest edukacja na każdym poziomie naszego życia. Czy ktoś ma jakiś mądry pomysł, aby to w końcu zmienić na lepsze? Abyśmy nie byli krajem, w którym ciągle jest tak dużo głupoty, podłości, brawury i wypadków drogowych? Fotoradary to bardzo dobry pomysł, ale muszą być instalowane w miejscach gdzie są najbardziej potrzebne. Mamy już możliwość ciągłego monitorowania ulic, a np. przy Fieldorfa w Warszawie – bardzo ruchliwa ulica – nie ma ani jednego fotoradaru, ani kamer ulicznych. Dlaczego? Przecież tam nie ma tygodnia bez jakiejś kolizji czy wypadku.

Trochę trudnej statystyki ze stron Policji:

Tylko od stycznia do marca 2014 roku doszło do:

  • 6 798 wypadków drogowych, w których
  • 635 osoby zginęły
  • 8 234 osoby odniosły obrażenia ciała – policja nie podaje ile z tych osób przeżyło.

Policji zgłoszono: 75 947 kolizji, a ile nie zgłoszono…

W 2013 roku w wyniku wypadków drogowych 3 357 osób poniosło śmierć!

To dane ze strony Policji – T u t a j można przeczytać więcej

TO SĄ PORAŻAJĄCE DANE!

Zapraszam także T U T A J  a także tutaj:  https://mozgojazda.wordpress.com/2014/06/09/prymitywy/