Dwa kubki i mnóstwo… zabawy

DSC09976Kiedyś dostałam w prezencie kubek, a na nim jest napisane: Witaj Piękna! Ten dzień należy do Ciebie! Niech będzie równie wyjątkowy jak Ty!

Drugi kubek dostał mój mąż, a na nim jest tak: Witaj Przystojniaku! Dziś Świat należy do Ciebie! Czekają na Ciebie same cudowności!

Oba kubki są białe, czarno-złotawe teksty zajmują prawie całą ich zewnętrzną powierzchnię, są dość ładne i raczej wygodne – jak to kubki. Kiedy je otrzymaliśmy, podziękowaliśmy, uśmiechnęliśmy się i… już. Jakoś wtedy napisy nas nie za bardzo zainteresowały. Poza tym kubki były zapakowane, a później też jakoś te (jak się okazało) dość kontrowersyjne napisy nas nie obeszły.

Upłynęło ileś czasu, przyszło sporo osób i pewnego razu kubki przydały się i ktoś postanowił czytać i analizować napisy na tych kubkach. Są różne. Okazuje się, że do „Pięknej” należy tylko „dzień”, a do „Przystojniaka” cały „świat”. Oczywiście każda piękna, czy nie, też chce codziennie mieć cały świat, w tym także „dzień”. Dlaczego nie? Choćby tylko na kubku miałby być tenże „świat. Każdy „Przystojniak” i nie tylko też chce mieć, ale… wszystko.

Oczywiście na kubkach bywają różne napisy, dowcipne, straszne, głupiutkie, zabawne, cytaty mniej lub bardziej mądre. Rozgorzała znakomita dyskusja. Było kilkanaście osób, niezwykła wymiana poglądów i sporo zabawy. Więcej było przy tym śmiechu i żartów, ale jednak okazało się, że jest… sprawa . Niby drobiazg, tekściki na kubkach, ale… świat składa się także z drobiazgów. Drobiazg na kubkach, ale jednak nie-drobiazg.  Kubek-prezent. Co powinno być na kubku napisane? Czy w ogóle obrazki, teksty na kubkach to dobry pomysł? Czy trzeba uważać co na kubku napisane kiedy dajemy taki prezent? Imię na kubku to dobry pomysł? Cytaty różnych sław i nie tylko mogą być na kubkach? Ile osób tyle zdań? Chyba tak, albo prawie tak jest.

  Co o tym sądzicie? Czy w ogóle używacie kubków? Co lubicie mieć na kubku?Może pochwalicie się swoimi kubkami z różnymi napisami, lubicie je, kupiliście je sobie, czy dostaliście w prezencie…

Reklamy

Czasami zapominamy „języka w gębie”

Ostatnio, zupełnym przypadkiem – znalazłam się w trudnej sytuacji. Przypuszczam, że wszyscy nieraz w życiu znaleźliśmy się w niekomfortowych, nieplanowanych okolicznościach. Co wtedy? Natychmiast szukamy możliwości wyjścia dosłownego – za drzwi, albo możliwie dobrego i spokojnego wyjścia z tej konkretnej sytuacji, albo  „zapominamy języka w gębie” i poddajemy się, bo nie wiemy co powiedzieć, jak zareagować np. na czyjeś kłamstwo, chamstwo, brak obycia, kultury…

Często jest tak, że boimy się urazić kogoś, szukamy odpowiednich słów, aby jednak zareagować na czyjś brak taktu, ale także miło podziękować za czyjąś pomoc, czy sympatyczne zachowanie i nie być źle zrozumianym. Och… życie nie jest proste. Komunikowania się z ludźmi uczymy się każdego dnia w różnych sytuacjach.  Różnie bywa, ale staram się  stosować na co dzień dobre słowa, na przykład przypominam sobie takie zdania:

– jesteś osobą interesującą;

– byłoby miło częściej cię (albo was) widywać;

– twój telefon/mail był miły;

– dziękuję, że myślisz o moich sprawach, to dla mnie ważne;

– mam zaufanie do ciebie… wiem, że chcesz mego dobra;

– lubię nasze rozmowy;

– prezent od ciebie to miła niespodzianka.

W trudnych okolicznościach, mówiąc wprost – niemiłych – kiedy jesteśmy podenerwowani sytuacją i czyimś zachowaniem niewątpliwie jest znacznie trudniej znaleźć odpowiednie słowa i do tego… bez emocji.

Motto tego bloga brzmi: ŻYCIE = EMOCJE = ŻYCIE. Oczywiście, że mamy prawo do emocji, ale emocje emocjom nierówne. Właśnie ostatnio przeżyłam trudne chwile, ale  udało się i wyszłam z nich może nie do końca tak jak bym chciała, ale nie najgorzej. Na drugi dzień przeproszono mnie. Niestety też trochę „zapomniałam języka w gębie”. Co możemy, a bywa, że musimy powiedzieć kiedy znajdziemy się oko w oko z trudnym rozmówcą, sytuacją? Może np. tak:

– moje odczucia z tego spotkania nie są dobre;

– dotychczas ceniliśmy i szanowali nasze wzajemne relacje – czy coś się stało o czym nie wiem?

– może zaczniemy jeszcze raz – może uda nam się porozumieć;

– negatywne emocje i przykre słowa nie pomogą nam w rozmowie;

– może dzisiaj nie jest najlepszy dzień na nasze spotkanie, proponuję…

   Staram się mówić o sobie i swoich odczuciach, wrażeniach. Jasne, że bywają sytuacje kiedy „zapominamy języka w gębie” i potem wyobrażamy sobie co byśmy powiedzieli, co powiemy następnym razem, żałujemy, że w tym momencie nie znaleźliśmy odpowiednich słów, złościmy się na siebie i na innych… dlatego –

Zbieram wszelkie pomysły, zdania, słowa – ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA, PISANIA – CZEKAM NA WASZE POMYSŁY. Będą na pewno znakomite i przydatne dla nas wszystkich.   Zachęcam 🙂

 

 

Eco-driving i… nie tylko

Co to jest ECO-DRIVING i jak się tego nauczyć? Ważne wieści dla kierowców i dla tych, którzy planują zostać kierowcami.  Od 1 stycznia 2015 roku obowiązują kolejne, nowe zasady egzaminowania kandydatów na kierowców. Te najważniejsze zmiany to:

  1. Egzamin teoretyczny będzie ważny bezterminowo – nareszcie mądra decyzja, ale trzeba pamiętać o tym, że przepisy co jakiś czas zmieniają się i musimy je znać;
  2. Dostępna, jawna baza pytań – to powinno być oczywiste zawsze i od dawna;
  3. Własne auto – można zdawać egzamin praktyczny używając swego samochodu – to też bardzo ważna i dobra decyzja, sądzę, że wiele osób zadowoli.
.... a może taki eco-driving?

…. a może taki eco-driving?

Są dwie nowości, które jednak budzą zastrzeżenia różnych ekspertów. Trzeba umieć jeździć ekonomicznie i ekologicznie – czyli eco-driving. Oznacza to sprawność odpowiedniego zmieniania biegów i hamowania silnikiem. Kuba Bielak z Akademii Bezpiecznej Jazdy uważa, że sprawdzenie tych umiejętności na egzaminie jest ryzykownym pomysłem. Zdający egzamin powinien zmieniać biegi na podstawie wskazań obrotomierza, co nie zawsze jest proste i wskazane. W czasie jazdy bywają różne sytuacje, a egzaminator może np. przyspieszenie wynikające z sytuacji na drodze, uznać za nie-ekologiczne i „oblać” delikwenta. Takiej wprawy można nabrać w miarę doświadczeń czyli jeżdżenia. Oczywiście dla własnego dobra warto się tego nauczyć. Opanować tę umiejętność można także na odpowiednich kursach doskonalenia jazdy np. w Akademii Bezpiecznej Jazdy. Polecam, bo można naprawdę wiele skorzystać i czuć się bezpieczniej na drodze.

Wiemy także, że na ekonomiczną jazdę ma wpływ wiele innych czynników m.in. także np. stan opon, ich jakość, odpowiednie ciśnienie, nawierzchnia, pogoda itp. Nie jest także możliwe określenie jednego,  zakresu obrotów najbardziej odpowiedniego dla każdego typu auta.

Kolejna ważna sprawa i pytanie: czy wszyscy instruktorzy jeżdżą eco-drive? Nie jestem pewna. Dlatego niezbędne będzie przeszkolenie instruktorów. Szkoły nauki jazdy są zainteresowane szkoleniem kandydatów na kierowców po jak najniższych kosztach, a te zmiany na pewno spowodują ich wzrost. Zapłacą oczywiście kursanci.

Inne zmiany mają być wprowadzone od stycznia 2016 r. Dla początkujących kierowców będzie obowiązek jeżdżenia autem z naklejonym zielonym listkiem na szybie. Jest to – moim zdaniem – dobry powrót do dawnego zwyczaju. „Zielony listek” na szybie jest sygnałem dla innych kierowców – „uwaga jedzie niedoświadczony kierowca”, ale młodzi już uważają, że to „obciach”. Moim zdaniem to żaden wstyd – też jeździłam z listkiem przez rok. To przede wszystkim większe bezpieczeństwo dla każdego początkującego kierowcy. Przynajmniej tak być powinno…

Następna zmiana dotyczyć będzie prędkości dozwolonych dla „świeżych” kierowców. W obszarze zabudowanym – nawet gdy jest taka możliwość! – nie będą mogli poruszać się szybciej niż 50 km/h; poza obszarem zabudowanym będą musieli ograniczyć prędkość do 80 km/h.

Niestety nie jest powiedziane jak to sprawdzać, na jak długo ma obowiązywać ten nakaz? Czy to byłaby ilość kilometrów przejechana bez mandatu i kolizji, czy np. rok jeżdżenia – w jaki sposób miałoby to być udokumentowane… Jest tu sporo niejasności.

Zmiana bardzo ważna i pożądana to egzamin z udzielania pierwszej pomocy. Przyszli kierowcy będą musieli umieć udzielić pierwszej pomocy osobom poszkodowanym na drodze. Umiejętność ta jest bardzo cenna – jak życie. Każdy wie, że w razie wypadku taka pierwsza pomoc często ratuje życie, zanim przyjedzie pomoc medyczna.

Zapraszam do wypowiedzenia się w ankiecie. Jestem ciekawa Waszych opinii 🙂

Zapraszam też do odwiedzenia innych tekstów dot. kierowców, dróg, brd, a także fajnych tekstów i… winie, np. T U T AJ a może zechcesz dowiedzieć się jakim jesteś WINOTYPEM  to KLIK T U T A J

Może zainteresuje Was jaki powinien być instruktor? KLIKNIJ TUTAJ

Warto też zajrzeć T U T A J    ZAPRASZAM MIŁO 🙂

 

Rowerzyści, Mundial i nie tylko

Każdy kierowca samochodu, motocykla musi wykupić obowiązkowe ubezpieczenie czyli znane nam wszystkim OC. Jak to jest z rowerzystami? Mamy ich na drogach już dużo, a będzie znacznie więcej – i bardzo dobrze. Jest coraz więcej ścieżek dla rowerów. Miasta coraz lepiej dostosowują swoją infrastrukturę także do ruchu rowerowego, planowane są turystyczne trasy rowerowe np. wzdłuż wschodniej granicy Polski.  Zmieniły się ostatnio także różne przepisy i jeżdżenie rowerem staje się nieco bezpieczniejsze.

To wszystko jest ważne , ale rowerzyści (jasne, że nie wszyscy!) niestety nie przestrzegają nieomal żadnych przepisów ruchu drogowego, nie są przecież już szkoleni. Wielu z nich – dotyczy to obu płci – jeżdżą wszędzie i jak chcą. Jest już coraz więcej wypadków z pieszymi na chodnikach, coraz więcej bezmyślnego jeżdżenia po jezdniach, bez znajomości podstawowych zasad ruchu na drogach. Nie potrafią korzystać ze śluz rowerowych, często nie wiedzą jak jeździć po wydzielonych ścieżkach itd.

Rowerzyści giną na drogach z winy kierowców aut i coraz częściej sami są przyczyną wielu tragicznych zdarzeń drogowych. To trudna i smutna prawda. Dlatego każdy kto jeździ rowerem na co dzień i nie tylko, powinien wykupić OC dla rowerzystów. To nie jest duży wydatek,  – około 60-70 zł. za cały rok. Jest już wiele firm ubezpieczeniowych, które oferują takie ubezpieczenie. To naprawdę ważne, warto to zapłacić bo każdy jest narażony na krzywdę i wyrządzenie krzywdy komuś. Takie ubezpieczenie jest już bardzo popularne w wielu krajach Europy. Okazało się potrzebne i dobrze funkcjonuje.

Mundial trwa, jest wiele niespodzianek i zwrotów akcji, fani piłki i Mundialu nie odstępują od telewizora. Mnożą się pytania, wszelkie analizy kto  zdobędzie, upragniony przez wszystkie drużyny,  piękny złoty Puchar Świata? Każdy ma swoje typy, swoich ulubieńców, faworytów, ale… czas pokaże.

Zapraszam też na inne strony bloga jest wiele tekstów m.in. o rowerzystach i o… pysznych winach. Zapraszam:)

Proszę także wziąć udział w małej ankiecie, zapraszam.

 

Sprawdź – jaki kolor auta pasuje do ciebie

DSC09682

A ten? Bez względu na kolor jest Misterem.

Ciekawostki o kolorach

Pewien artysta plastyk zwykł mawiać: „Każdy kolor jest piękny, ale nie każdy pasuje do wszystkiego i nie każdy do każdego.” To zdanie można tłumaczyć sobie na wiele sposobów – jako rzecz użyteczną na co dzień, ale można też inaczej.

Kolor pięknego ciuszka w jaki się wystroimy będzie miał wpływ na nasz nastrój, ale także jest odzwierciedleniem naszego nastroju. Na pewno znamy te psychologiczne fakty. Czerwień działa na nas pobudzająco, zieleń uspokaja, błękit łagodzi ból, pomarańczowy pobudza apetyt itd.

A kto i jaki kolor samochodu wybiera? Co psycholodzy wiedzą o nas na ten temat? Okazuje się, że mają tu wiele do powiedzenia.

Białe auto wybierają ci, którzy lubią komfort, są wrażliwcami i cenią prostotę.

Czarne auto wybierają osoby ambitne, władcze – zwłaszcza kiedy mają małe samochody.

Srebrne auta to wybór ludzi o dużym poczuciu wartości i ceniący elegancję. Także kolor szary  – kolor techniki, przyszłości wybierają podobne osoby.

Brązowe auta  wybierają sobie osoby rodzinne, ceniące przyjaciół, domowe ciepło i  tradycyjne wartości.

Niebieskie auto wybiorą osoby, które pragną spokoju. To ludzie punktualni, godni zaufania.

Czerwone pojazdy zwykle wybierają ci, którzy są bardzo energiczni, impulsywni, kochają życie i potrafią się nim cieszyć.

Samochody sportowe – żółte i pomarańczowe to wybór osób ceniących nowoczesną technikę, szybkość i są… rozrzutni dla własnych przyjemności. To urodzeni optymiści.

Tyle psycholodzy, a co na to tzw. rynek – które kolory aut cieszą się największą popularnością?

Według badań PPG Industries  (producent lakierów do aut) najczęściej wybierany kolor dla samochodu to biały –  wybiera 1 na 4 kupujących. Do najpopularniejszych należą też srebrny i czarny, a czerwony i szary w dalszej kolejności. Coraz częściej klienci wybierają też zielony i niebieski – szczególnie  rynek amerykański. Do  Europy też już chyba dociera ta moda.

Kolor kolorem, ale najważniejsze, aby auto pasowało do nas i było BEZAWARYJNE.  Jeśli takie uda się wybrać to może być nawet w tęczowe ciapki, ale to dopiero będzie sukces 😉


Co jadamy w pracy?

Ten piękny kot jest niezadowolony – nie jadł jeszcze śniadania

Co jadamy w pracy? Pewnie każdy nieco inaczej, co innego. Postawiłabym pytanie co jadamy nie tylko w pracy, ale także w drodze do pracy? Rano prawie każdy, w wielkim pospiechu i ukradkiem coś tam „pożera” w samochodzie, albo – niestety – w miejskiej komunikacji Zapraszam TUTAJ.

Jednak pracownia IPSOS na zlecenie Sodexo On-Site Services miała zadanie szukać odpowiedzi tylko na pytanie: Co Polacy jadają w pracy? Otóż według tych wyników dość optymistycznie uważamy, że odżywiamy się zdrowo (40% ankietowanych)  pomimo, że jadamy nieregularnie , a nasze jedzonka są zdecydowanie zbyt monotonne i jakże często spożywane w pośpiechu.

CO LUBIMY

Lubimy zjeść drugie śniadanie (73%) i na tę „okazję” najchętniej wybieramy… kanapki.  Za to dawka owoców i jogurtów jest optymistyczna – jemy kilka razy w tygodniu. Ale już np. suszone owoce, bakalie czy orzechy to w porywach raptem raz w miesiącu. O dziwo dość rzadko, bo też tylko raz w miesiącu, jadamy zupełnie niezdrowo czyli wszelkie „fastfoody”- np. dania zalewane wrzątkiem, hot dogi, hamburgery itp. cuda.

Według tych badań na lunch/obiad też najchętniej jemy kanapki (60% ankietowanych), ale te „pracusie”, które jadają lunch w restauracji czy barze najchętniej pochłaniają zupę i pierogi, a także różne sałatki. Ale fajna wyżerka!

CZEGO NIE LUBIMY

Bardzo dobrze wypadamy w określeniu tego czego nie lubimy jeść. Prawie 80% respondentów unika jak może wszelkich sztuczności w jedzeniu, oraz potraw tłustych. Staramy się także omijać chipsy, słodycze, słone przekąski (35%).  A co jest naszym marzeniem? Ach… imaginujemy, aby mieć blisko pracy (70% ankietowanych) fajne miejsce – restaurację, bar – ze zdrowym, smacznym jedzeniem. No i dobrze byłoby, aby było niedrogo.

A co po pracy? O tym postaram się co nie co opowiedzieć… kiedyś, niedługo 😉

Seks, zdrada i… auto

Mężczyźni często postrzegają swój samochód jako rodzaj pokusy, czy… wabika ku sobie. Kobiety też zwracają uwagę jakim autem jeździ np. ewentualny partner, także wtedy gdy mają własny pojazd. Tak więc obie płcie mają coś „na sumieniu”.

Pewien portal randkowy (nie w Polsce) przeprowadził dość zaskakującą ankietę. Pytania brzmiały: jakim jeździsz samochodem i jak często zdradzasz swoją partnerkę/partnera? Odpowiedziało ok. 750 tys. osób.  Okazało się, że marka auta i zdrada są jakoś zależne.

Na pierwszym miejscu jest Audi, wygląda na to, że to auto szczególnie sprzyja zdradom, ponad 22% ankietowiczów – posiadaczy tych aut przyznało się do zdrady. Na drugim miejscu uplasowało się niemieckie BMW – ok. 13%, na podium częstotliwości zdrad znalazł się także Mercedes – trzecie miejsce, ok. 9%. Czwarte miejsce jest chyba zaskoczeniem, bo to Volvo – okazuje się, że właściciele tych aut zdradzają niewiele mniej niż jeżdżący Mercedesem – przyznało się blisko 8%. Posiadacze Volkswagenów mogą „poszczycić się” tylko 5,7% zdradzających.

Właściciele niektórych marek aut są bardziej wstrzemięźliwi w zdradzaniu. Może to dość nieoczekiwane, ale należą do nich posiadacze francuskich aut: Renault 0,51%, Peugeot 0,38%. Nieco wyżej plasuje się Hyundai, ale tylko 1,5%, oraz Skoda. Chlubne najniższe miejsce zajęli posiadacze marki Rover.

Jakie macie auto? Zapraszam do zabawy w małej sondzie.

Kwitną już akacje czyli… wakacje

Akacje kwitną czyli już tuż, tuż wakacje, urlopy, wyjazdy, ale przede wszystkim odpoczynek i „luz blues” 😉

Ciekawi mnie jak odpoczywacie? Co lubicie robić, czy leniuchujecie, śpicie, pływacie, „łazikujecie” po świecie, a może kochacie sporty ekstremalne, albo wolicie wielką ciszę, las, jezioro, piękne powietrze i regionalne świeże jedzonko, a do tego może kieliszek pysznego wina…

Skoro jestem ciekawa Was to powiem jak ja lubię wypoczywać na wakacjach, urlopie: po 1. staram się,  aby to było co najmniej dwa tygodnie, krócej  nie wypocznę. Kocham pływanie – musi być więc woda, albo chociaż dobry basen, ale zdecydowanie wolę jezioro, zwłaszcza o świcie, albo wieczorem, uwielbiam las, ciszę,  łazikowanie po świecie, poznawanie regionu, ludzi, regionalnych potraw, zbieram wtedy sporo wspaniałych informacji, robię zdjęcia, filmy no i – jeśli są takowe – próbuję regionalne wina, także z polskich winnic.

Czy znacie jakieś polskie wina? Nie te byle jakie „patykiem pisanie” czy jakieś „jabole”, ale dobre, polskie wina gronowe? Przypuszczam, że nie i nawet nie wiecie, że takie istnieją. Plasujecie się więc w tej nieświadomej większości. Może nawet słyszeliście o polskich winach, ale… jakoś ich nie kupujecie, bo nie wiecie gdzie i czy warto. Wiele osób, zwłaszcza ci co nie próbowali, uważa, że polskie wina to zwykłe „sikacze”, że nie potrafimy robić dobrego wina. Nieprawda.

Uważa się że w naszym klimacie nie da się uprawiać winorośli, niech to robią np. Francuzi, Hiszpanie, albo Gruzini, a my róbmy wódkę.  Nawet niedawno słyszałam jak b. minister rolnictwa powiedział, że „w tym temacie nie mamy czym się chwalić”. To, jak mawiał klasyk, oczywista oczywistość, że to nieprawda. Polskie wina piją nie tylko jacyś dziwacy, ale kupują je właściciele znanych restauracji, hoteli np. Marriott, Bristol, można je znaleźć w wielu barach, klubach.

Polskie wina są naprawdę dobre. Warto je znać, spróbować i kupować. Już na przełomie IX i X wieku winorośl uprawiano na terenach Małopolski, z tego czasu pochodzą  winnice odkryte na zboczach Wawelu.  W ostatnich latach w Polsce powstało blisko 200 nowych winnic Najczęściej uprawiane odmiany: Riesling, Chardonnay, Sylvaner, Regent, Rondo i wiele innych.

Polecam znakomite czerwone Pinot Noir Prestige z Winnicy Jaworek – chyba jedno z najlepszych polskich win, inne czerwone wino Rondo z winnicy Płochockich też jest pyszne. Z pięknie położonej winnicy Zbrodzice jest wino Herbowe białe, świetne do serów, a czerwone tej samej nazwy do mięs różnych.

Polskie, dobre gronowe wina kupić można w wielu sklepach, także w internecie, szukajcie tam gdzie są słowa „polskie wino”. Nie są tanie, ale  dobre wino można kupić już za 30-40 zł. Jeśli planujecie wakacje w Polsce poszukajcie winnic, piwnic z winami, degustujcie i cieszcie się polskimi smakami.

SMACZNEGO i NA ZDROWIE!