Kierowco, pokochaj zimę, bo… nie masz wyjścia

dsc08062No i „wyrosła” nam Zima. Dzisiaj rano trzeba było odgarniać kilogramy śniegu z aut. Napadało chyba ze 20 cm. Niezły rozruch jak na poranek 😉 Udało mi się wyjechać, ale na warszawskich drogach było, mówiąc delikatnie… różnie. Gdyby nie to, że musiałam mieć do dyspozycji samochód  w ciągu dnia to pojechałabym autobusem i metrem, ale…

To pierwszy w tym sezonie taki śnieżny dzień i natychmiast zaczęłam  stosować wszelkie zalecenia z kursu doskonalenia jazdy. Po pierwsze w takich warunkach NOGA Z GAZU I ZACHOWAJ ODLEGŁOŚĆ OD AUTA PRZEZ TOBĄ! Wspomnę też tu o innych ważnościach, bo może jednak komuś się przyda. Co prawda o wielu sprawach już nieco wcześniej należałoby pomyśleć, jeśli ktoś jeszcze nie pomyślał to… zachęcam do działania.

  1. Opony, opony i jeszcze raz OPONY! Mam już zimowe. To jedyna rzecz w naszym samochodzie, która ma styczność z nawierzchnią.  Na zimę koniecznie zimowe, oczywiście dobre, czyli z odpowiednim bieżnikiem, wg polskich przepisów bieżnik nie może być mniejszy niż 1,6mm. Natomiast  opony zimowe, dla bezpieczeństwa, powinny mieć bieżnik nie mniej niż 4 mm – warto to sprawdzić, aby nie być zaskoczonym w razie choćby małego poślizgu.
  2. Akumulator. Trzeba sprawdzić, jeśli jest słaby koniecznie kupić nowy, bo można mieć niemiłą niespodziankę…
  3. Wszystkie światła, żarówki, wycieraczki muszą działać bez zarzutu i być czyste.
  4. Tzw. płyny eksploatacyjne w samochodzie. Bardzo ważne! To są, o czym każdy kierowca wie, ale napiszę:  olej, płyn hamulcowy, płyn chłodniczy i płyn do spryskiwaczy. Olej powinniśmy wymieniać (zależnie od instrukcji obsługi auta) średnio co 15-20 tysięcy kilometrów,  płyn hamulcowy co 2 lata. Płyn chłodniczy nie rzadziej niż co 5 lat. Płyn do spryskiwaczy musi już być zimowy – jest zawsze niezbędny, a przy jesienno-zimowej pogodzie szczególnie.

Inne ważne rady instruktorów doskonalenia jazdy.

  1. Wygodnie, czyli prawidłowo usiądź za kierownicą. Nie rozsiadaj się na półleżąco, bo to nie daje żadnego komfortu (fotel w aucie to nie łóżko), wygląda fatalnie, ale przede wszystkim stwarza niebezpieczeństwo. Trzeba tak ustawić fotel, aby obie łopatki kierowcy nie odrywały się od oparcia podczas sięgnięcia ręką (nadgarstkiem) do szczytu kierownicy. Wtedy jest OK. Nogi muszą wygodnie i bez wysiłku sięgać pedałów.
  2. Na czas jazdy zostaw w spokoju telefon, tablet… świat się nie zawali jeśli akurat nie napiszesz/odbierzesz sms’a od chłopaka/dziewczyny, albo jakiegoś ponaglenia od szefów. Musisz skoncentrować się tylko na prowadzeniu auta, a te nasze gadżety dekoncentrują nas i to bardzo. Z tego powodu jest coraz więcej strasznych wypadków na drogach. Dlaczego to robią?! – TUTAJ
  3. Kierownicę należy trzymać obiema rękami. Nonszalancka jazda z jedną ręką na kierownicy to głupota, która może kosztować Czyjeś/Twoje życie. Palenie papierosów, picie np. kawy to durnota. Poczytaj też T U T A J
  4. Masz już nareszcie w kieszeni prawo jazdy, ale codzienna jazda to zupełnie co innego niż jazdy na kursie. Na drodze jest bez przerwy ruch, w każdej sekundzie coś się zmienia, musisz być na wszystko przygotowany i odpowiedzialnie reagować. Warto zajrzeć TUTAJ
  5. Każdy kierowca, także bardziej doświadczony, powinien  doskonalić swoje umiejętności. Nawet jednodniowe szkolenie w szkole doskonalenia jazdy daje wiele. Będziesz czuć się nieco pewniej i bezpieczniej na drodze. Warto zainwestować w swoje i innych bezpieczeństwo. Takie dodatkowe szkolenie jest super! Wiem co mówię, bo przeszłam trzydniowe szkolenie, wyzbyłam się pewnych złych nawyków, poczułam się sprawniejszą i lepszą kierowcą.

DOBREJ DROGI I UŚMIECHU ŻYCZĘ 😉

Reklamy

UWAGA! Mrówek nie polecam!

Ach… wakacje już blisko, a weekendowe wyjazdy cieszą nas już od co najmniej miesiąca. Super, ale…

UWAGA! Spanie za kierownicą surowo zabronione! Niestety to się zdarza i – wiadomo – może skończyć się tragicznie. Kierowcy mają na to różne swoje sposoby. Każdy preferuje własne wypróbowane, jedyne i zwykle nie chcemy słuchać jak to inni robią. Może jednak warto dowiedzieć się jak inni dają sobie radę z ciężkimi powiekami w czasie długiej (i nie tylko) jazdy.

Sposobów jest nieomal tyle ilu kierowców choć nie wszystkie są godne polecenia. Bywają dość niesamowite np. wysiąść z auta, poszukać mrowiska i usiąść  na nim na chwilkę. Nie polecam, bo szkoda… mrówek.

Znalazłam fajny filmik, który jest właśnie o tym – jak nie przysnąć za kierownicą. Sposoby… ach!  jakie sposoby!     F I L M

Nowy podatek – za usługę

Wiele ostatnich pomysłów dotyczących kierowców i w ogóle ruchu drogowego zakrawa na to, że nasze państwo – Polska miałoby ochotę wszystkich kierowców wypędzić z kraju.

Dla posłów i urzędników jesteśmy niebezpieczną przeszkodą w ich niekończących się zapędach i przedziwnej wyobraźni wprowadzania ciągłych zmian. Im bliżej do wyborów tym są coraz bardziej aktywni, restrykcyjni, uparci i na oślep działają, aby tylko wygrać kolejne wybory.

Zapis kolejnego – na szczęście jeszcze projektu – dotyczy nowelizacji prawa o ruchu drogowym w zakresie badań technicznych pojazdów.

UWAGA DODATKOWY PODATEK: JEŚLI NAWET O JEDEN DZIEŃ SPÓŹNIMY SIĘ NA OBOWIĄZKOWE BADANIE TECHNICZNE NASZEGO SAMOCHODU ZA USŁUGĘ ZAPŁACIMY PODWÓJNĄ STAWKĘ!

Poza tym:

  1. oprócz pieczątki w dowodzie rejestracyjnym będziemy musieli mieć ze sobą specjalne zaświadczenie stacji diagnostycznej;
  2. każdy przeglądany samochód będzie fotografowany!;
  3. dodatkowo nas oznakują – na przedniej szybie znajdzie się specjalna nalepka.
  4. Ponadto w projekcie nowelizacji prawa drogowego jest zapis dot. Transportowego Dozoru Technicznego – osoby tam zatrudnione będą mogły przyjechać na badanie uszkodzonym autem jako „tajemniczy klient”.

Wszystkie te nowe „wspaniałości” wymyślili posłowie – urzędnicy. Można to skwitować następującym stwierdzeniem: permanentny i absolutny brak zaufania do obywateli, ale…

Nasuwa się wiele pytań m.in.:

  • Najważniejsze pytanie – gdzie jest zaufanie do nas, do OBYWATELI I OBYWATELEK naszego! Państwa?
  • Co z tego będą mieli właściciele pojazdów? Będzie tańsze paliwo, darmowe autostrady, porządne kształcenie kandydatów na kierowców, AUTENTYCZNE dbanie o nasze bezpieczeństwo? Nic z tych rzeczy nie będzie, za to będzie drożej i gorzej.
  • kto ma prawo fotografować moją własność prywatną? Samochód to przecież moja prywatna własność.
  • Do czego ma służyć zaświadczenie, które trzeba wozić ze sobą? Dotychczas urzędnikom, policji wystarczała pieczątka w dowodzie rejestracyjnym pojazdu. Co się w tym zakresie zdarzyło, że pieczątka nie jest już dobra?
  • Jeśli ktoś nie będzie miał potrzeby, ochoty, albo z braku pieniędzy, lub z powodu dłuższego wyjazdu, choroby np. złamania nogi, ręki – nie będzie mógł jeździć przez kilka tygodni, miesięcy i nie pojedzie na badanie techniczne w odpowiednim terminie – to co wtedy? Ile pieniędzy będzie musiał zapłacić za te tygodnie, miesiące… opóźnienia?
  • Po co i dlaczego zmienia się coś co funkcjonuje dobrze?
  • Kolejne, istotne pytanie nasuwa się samo: kto konkretnie i po co to wymyślił? Może jednak ta osoba, czy te osoby mają jakiż niezwykle mądry cel, ale mocno… wątpię.
  • I jeszcze jedno – dlaczego nic w kodeksie drogowym nie może być stabilne? Po co te ciągłe zmiany, które nic nie poprawiają, a wręcz przeciwnie?

Brak stabilnego, mądrego prawa nie tylko dotyka kodeksu drogowego… niestety.

Uwaga na cwaniaków

Fakt jest oczywisty – to dopiero koniec marca i do wakacji jeszcze trochę poczekamy, ale…

No właśnie to „ale” przekonuje mnie do napisania o pewnym zdarzeniu drogowym i namówienia do czegoś jeszcze nieprzekonanych.

Warszawa, godzina ok. 14.00 jadę spokojnie – można 70, ale nikt nie jedzie szybciej niż ok. 40 km/godz. bo na tyle pozwala ruch na trzypasmowej jezdni. Podjeżdżamy do świateł, ulica przechodzi w niewielkie wzniesienie, jest czerwone, zwalniam nieomal do zera. Duże skrzyżowanie więc czekamy dłużej. Nagle widzę… stojąca przede mną taksówka (nieco starsza Skoda) zaczyna staczać się! Nie mogę cofnąć, bo przecież za mną sznur aut, trąbię więc ile sił, obok dwa samochody też trąbią na taksówkarza, a ten nic – uderza w moją Hondę! Trzymam na hamulcu więc na szczęście tylko ja przyjmuję to uderzenie.

Mój samochód ma wgnieciony zderzak i skrzywiony lewy reflektor. Taksówkarz wysiada i z „wielką gębą” do mnie, że nie uważam, wjechałam w jego tył, że muszę mu zapłacić za remont auta! Na szczęście mam kamerkę i świadków, a ci nie byli dłużni panu taksówkarzowi, który szybko spuścił z tonu.

Ten pan niewątpliwie chciał sobie moim kosztem wyremontować swoje auto. Nie udało mu się. Dzięki zainstalowanej u mnie kamerki udowodniłam co się naprawdę działo. To on musiał płacić. Uwaga na takich cwaniaków! Firmy ubezpieczeniowe już znają tego typu osobników.

Tak więc namawiam wszystkich przed wyjazdem na wakacje, na kilkudniową majówkę, czy w ogóle gdziekolwiek – warto mieć takie urządzenie. Nie są drogie. Kamerki zainstalowane w autach są honorowane przez policję i przez sądy – w razie czego.

Przykro to stwierdzić, ale z uczciwością rodaków… sami wiecie, różnie bywa. Jesteśmy już właściwie nieomal wszędzie podglądani. Na ulicach, w internecie, poprzez telefony itp. Ci co nas podglądają nie mają do nas zaufania i dbają o nasze… bezpieczeństwo. Idąc tą drogą myślenia my – tzw. zwykli ludzie (choć przecież wiadomo, że wszyscy jesteśmy niezwykli!) – mamy też prawo i obowiązek dbać o własne bezpieczeństwo i swoje interesy. Prawda?! Moim zdaniem ABSOLUTNA PRAWDA.

Polecam też ten tekst: KLIK TUTAJ , a także…. dla relaksu  T U T A J

Mały spacer po Warszawie

Niestety, to też jest w Warszawie

Niestety, to też jest w Warszawie

Właśnie przeczytałam na portalu Wyborcza.pl tekst na temat przycisków dla pieszych w Warszawie. To bardzo ważna i potrzebna akcja. Mam podobne spostrzeżenia m.in. na tych samych przejściach, skrzyżowaniach, bo tak się składa, że tym traktem dość często chodzę.

Jestem dobrym piechurem, lubię chodzić, ale nie po mieście. Miewam jednak takie „napady”, że muszę pochodzić po Warszawie. Na ogół jeżdżę autem, ale jeśli muszę być w centrum to zawsze korzystam z miejskiej komunikacji – mam nawet roczny bilet. Nie mam ochoty na koszmar – czyli znalezienie miejsca do zaparkowania – w centrum Warszawy to prawie marzenie.

Kilka dni temu znowu pojechałam do centrum autobusem, sprawy udało się załatwić szybko i miałam czas na spacer po centrum stolicy. Był piękny jesienny dzień, słońce, ciepło – pomyślałam – wspaniały spacer, pogapię się na ludzi i na miasto, może też połażę po sklepach… Owszem spacer był fajny, ale przy okazji poczyniłam pewne spostrzeżenia, podobne do tych jakie mieli reporterzy z Wyborczej.pl.

Szłam ulicą Marszałkowską i przy pl. Konstytucji pod arkadami chciałam przejść na drugą stronę. Są przyciski, ale miałam wrażenie, że w ogóle nie działają. Stało kilka osób i wszyscy mieliśmy wrażenie, że nigdy nie uda nam się przejść – ruch ogromny, auta, tramwaje. Czekamy, czekamy… w końcu jest zielone, ale czekaliśmy chyba co najmniej minutę.

Idę dalej – przejście przy Śniadeckich – jest tak samo, czekanie w nieskończoność. Ciągle ktoś naciska przycisk, jednak wydaje się, że nie działa. Ktoś się spieszy i próbuje przejść na czerwonym, w końcu jest zielone.

Na Nowo-ursynowskiej jest przejście dla pieszych gdzie absolutnie powinien być (działający!) przycisk dla pieszych. Jest tam przejście tuż za zakrętem, mało widoczne dla kierowców aut. Jest pulsujące pojedyncze, żółte światło, ale pieszy musi czekać na wolną drogę, bo auta ciągle wyłaniają się zza zakrętu. Działający przycisk byłby tu bardzo potrzebny.

Kolejna sprawa z przyciskiem. Skrzyżowanie ul. Powsińskiej, Idzikowskiego i Gołkowskiej – Sadyba, dalej Wilanów.  Bardzo ruchliwe skrzyżowanie. Kiedyś, już dość dawno było modernizowane i przyciski zamontowano, ale nie działają, są starego typu, zniszczone, wystają z nich kabelki – to niebezpieczne. Są tu bardzo potrzebne nowoczesne przyciski dla pieszych.

Piesi bywają niesforni i chodzą po ścieżkach rowerowych

Piesi bywają niesforni i chodzą po ścieżkach rowerowych

Takich i podobnych „kwiatków” z przejściami dla pieszych jest w Warszawie mnóstwo, są oczywiście miejsca gdzie przyciski działają i spełniają swoje funkcje znakomicie, ale… niestety nie wszędzie.

Pomimo to warto pochodzić po Warszawie i nacieszyć się jej urodą. Pięknieje, jest coraz bardziej przyjazna, przybywa wyremontowanych ulic, chodników, eleganckich sklepów, nowoczesnych budynków. Cieszą nowe i te starsze, ale odnowione kafejki, knajpki, barki gdzie można nie tylko zjeść coś fajnego, ale jest już wifi, wnętrza są nowoczesne, pełne sympatycznej prostoty, wygodne, no i obsługa pomału, ale zmienia się na korzyść.

Urokliwa uliczka na warszawskiej Sadybie

Urokliwa uliczka na warszawskiej Sadybie

To moje kochane miasto, ale… o przyciski dla pieszych trzeba zadbać i oczywiście o wiele, wiele więcej rzeczy, spraw… to jasne.

Zapraszam też do poczytania innych tekstów o podobnej tematyce np. Pieszym być , albo tu też o nas na drogach: To też my, a na dobry nastrój coś o winach Dobre winko

Ach… pieszym być

Nasz niezwykły Sejm i jeszcze bardziej niezwykli posłowie obu płci znowu szykują zmiany w prawie o ruchu drogowym – ważny dokument – druk sejmowy nr 1859. Na tapecie – PIESI – i bardzo dobrze. Trzeba jeszcze oczywiście dużo pracy włożyć w te nowe przepisy, zasady, ale okazuje się, że najważniejsze jest dokładne określenie: CZY PIESZY/PIESZA CZEKA, OCZEKUJE CZY JUŻ WCHODZI NA PRZEJŚCIE?!

Najważniejszy punkt tegoż projektu brzmi tak, cytuję z pamięci: punkt 1. „Pieszy wchodzący na przejście, lub kiedy już się tam znajduje MA PIERWSZEŃSTWO PRZED POJAZDEM.”

Pieszy na pasach ma pierwszeństwo przed pojazdem i to wydaje się jasne. Jednak okazuje się, że… niekoniecznie, bo dalej czai się kolejne zdanie, które jest w oczywistej sprzeczności z pierwszym. Oto ta niezwykła myśl, tu będzie cytat dosłowny:

Punkt 2. „Kierujący pojazdem zbliżając się do przejścia dla pieszych jest zobowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu, który oczekuje bezpośrednio przed przejściem na możliwość bezpiecznego przekroczenia jezdni lub znajduje się na przejściu.”

Budzące moją wątpliwość fragmenty pogrubiłam.

Te dwa zapisy – niezwykle ważne – kryją nielogiczność! W 1. punkcie jest o pieszym „…wchodzącym na przejście…”, ale w drugim punkcie pieszy „…oczekuje bezpośrednio przed przejściem…” Gdzie tu logika? Moim zdaniem nie widać ani logiki, ani prawniczej konsekwencji.

Tak więc „wchodzimy”, czy może tylko „oczekujemy” jako piesi? Kiedy mamy pierwszeństwo – gdy wchodzimy na przejście, czy może już wtedy, gdy oczekujemy stojąc przy przejściu i zamierzając przejść?

To chyba jest straszne, hamletowskie pytanie, bo podobno posłowie zamówili już kilkanaście ekspertyz, aby problem rozwikłać. Uda się, czy nie? Moim zdaniem, jeśli już wprowadzamy poważne i bardzo potrzebne zmiany w ruchu drogowym to muszą być naprawdę… na złoty medal, a nie znowu byle jaka fucha.

Zamysł posłów jest cenny i dobry, ale musi być znakomite wykonanie, a diabeł zwykle tkwi w szczegółach i chyba każdy to wie. Jeszcze jedna niebagatelna sprawa. Projekt jest oczywiście wart wszelkiego poparcia, bo około 30% wypadków śmiertelnych w Polsce jest z udziałem pieszych, ale piesi też muszą być uważni. Nie może być tak, że raptem nieomal wbiega się na jezdnię, bo przecież tu są pasy, więc mam pierwszeństwo! Kierowca, nawet zwalniając przed przejściem, nie jest w stanie zatrzymać auta natychmiast, w ciągu pół sekundy – to też przecież powinno jasne. Jednak czy dla wszystkich pieszych? Straszne polskie statystyki mówią, że nie jest to jasne, bo ciągle giną ludzie na naszych drogach.

Jestem jednak nastawiona optymistycznie do tego projektu, choć martwi brak kultury wśród naszych kierowców obu płci. Dotyczy to wszystkich kierowców aut, a także rowerzystów, motocyklistów, motorowerzystów. Niestety jak by nie patrzeć tutaj, pod tym względem, nie jesteśmy jak Skandynawia. Porównanie może być niemożliwe.

Niestety ciągle na kursach nie uczymy kandydatów na kierowców kultury jazdy. Dlaczego? Nie ma kto tego uczyć? Kolejne hamletowskie pytanie?

Dlaczego kradną?!

2012-05-10 11.16.30Niedawno, bo raptem miesiąc temu kupiłam Hondę Civic. To już moja czwarta Honda. Nie było mnie nigdy stać na nowy samochód tej klasy, ale zawsze wybierałam dobre egzemplarze i jeździłam kilka lat każdą Hondą. Po prostu lubię te auta. Szanuję je za wiele cech, które projektanci zawarli w ich silnikach, przyspieszeniu, fajnych kształtach, wnętrzu, w wygodnych fotelach, schowkach i w ich… duszach. Tak – wierzę, że auta mają duszę swoich twórców. Coś w tym jest… 🙂

Honda, którą mam teraz jest elegancką, zadbaną panią w średnim wieku. Kupiłam, bo ma wiele zalet – przede wszystkim mały przebieg (sprawdzone!), jest w dobrym stanie, prezentuje się znakomicie, jest elegancka, zadbana, wnętrze bardzo przyzwoite, wygląda jak nowe. To wersja amerykańska. I właśnie ta wersja okazała się niezbędna dla złodzieja. Na szczęście nie ukradziono całego auta, ale niezbędny kawałek – prawe, zewnętrzne lusterko.

Kilka godzin straciłam na to, aby to lusterko znaleźć w internecie. Pojechałam do zaprzyjaźnionego warsztatu – okazuje się, że takie lusterko to absolutnie deficytowy towar. Nie powinnam jeździć bez tegoż lusterka, bo to bardzo niewygodne i niebezpieczne – poza tym w razie czego – mandat gotowy. Niestety muszę jakoś się poruszać, a że cierpię na brak czasu, więc jeżdżę bez lusterka.

Po wielu „ciężkich cierpieniach” znalazłam sklep, w którym miły człowiek postanowił poszukać w internecie upragnionego przeze mnie lusterka. Znalazł! Koszt 200 zł, ale będzie dopiero za kilka dni, bo przyjedzie aż z… Francji. Okazuje się, że w Europie tylko tam była jedna sztuka! Zdumiało mnie to, bo takie Hondy jak moja jeżdżą po Polsce – widziałam.

Potwór – złodziej nie tylko naraził mnie na wydatek, ale na niewygodę, stres, stratę czau, a ile przekleństw posłałam pod adresem tegoż potwora to nie zliczę. Kradzież miała miejsce dzisiaj (15 lipca) rano ok. godz  7.00 – 7.30 na płatnym, ogrodzonym, strzeżonym parkingu pod jednym z warszawskich szpitali.  Od miesiąca muszę jeździć tam codziennie rano na zabiegi i do dzisiaj podobna sytuacja nie zdarzyła się.

DLACZEGO?! Dlaczego ludzie kradną?! Czy naprawdę dla kogoś, kogo jednak stać na posiadanie i używanie auta nie stać jest, aby kupić część – choćby to lusterko – a nie KRAŚĆ DRUGIEMU CZŁOWIEKOWI!

Co taki POTWÓR-ZŁODZIEJ  myśli, jak może patrzeć na siebie, jak może używać tego lusterka! Wiem to naiwne pytania, wręcz infantylne. Przecież to jasne, że złodzieje, nie mają żadnych wyrzutów sumienia, to ich styl – kraść i już. Potrzebują czegoś to po prostu kradną. Nie pomyślą, aby to kupić, bo po co mają wydawać pieniądze, może też kradzione, skoro mogą mieć wszystko ZA DARMO, NA CZYJŚ KOSZT! OBRZYDLIWI, PODLI ludzie.

Niestety nie 1. raz mam do czynienia z okradaniem mnie. Byłam już okradziona z torebki, ukradziono mi kiedyś dwa koła też od Hondy. Od rodziny i znajomych także wiem o wielu podobnych, bezczelnych kradzieżach. Wiemy to też z policyjnych i  mediowych doniesień.

A TERAZ  DLA RELAKSU O WINIE 🙂

Dzisiaj na ukojenie nerwów, ale zawsze dla przyjemności smaku, proponuję znakomite – dla mnie nowe – pyszne wino.

Boscchendal Unwooded CHARDONNAY –  lubię ten typ wina, a wymieniony tu „egzemplarz” jakoś szczególnie przypadł mi do gustu. Rocznik 2012, pochodzi z  regionu Western Cape, z Republiki Południowej Afryki. Świetne białe wino, orzeźwiające, przyjemnie owocowe. Znakomicie sprawdza się w na wieczorny upał. Polecam:)

 

Prymitywy?

JEST TYLKO PRZEMOŻNA, NIEMOŻLIWA DO OPANOWANIA CHĘĆ PODNIESIENIA SOBIE ADRENALINY.

Kiedy zaczynamy myśleć o śmierci?! Do czterdziestki pewnie nie, chyba, że dopadnie nas ciężka choroba. Czy o śmierci – swojej, innych – (choćby przez moment) myśli kierowca szalejący po ulicach miasta, jadący pod prąd? Obojętnie kim jest i czym jedzie. Jedzie pod prąd ustalonego ruchu pojazdów! Jest potencjalnym zabójcą i… samobójcą.

Dlaczego? Czy jeśli zabije się to znaczy, że popełnił samobójstwo – czyli chciał swej śmierci? Dlaczego akurat w taki sposób wybrał śmierć? Czy dowiemy się dlaczego to zrobił? Co w życiu tego człowieka wydarzyło się tak strasznego, że nie widział wyjścia i postanowił się zabić? Jeśli sam przeżyje, a zabije kogoś innego to powie nam dlaczego to zrobił?

NIE. To wszystko nieprawda. Nie ma życiowej tragedii, nie ma chęci zabicia kogokolwiek, ani siebie.

JEST TYLKO PRZEMOŻNA, NIEMOŻLIWA DO OPANOWANIA CHĘĆ PODNIESIENIA SOBIE ADRENALINY.

Dlaczego taki człowiek nie potrafi zapanować nad swoimi „chętkami”, zachciankami, chuciami, nad swoją adrenaliną? Nie jest przecież chyba kompletnym prymitywem – ma prawo jazdy, uczył się lub uczy, pracuje, ma jakąś rodzinę, ma pojazd… a nie potrafi być CZŁOWIEKIEM. Dlaczego?! Dlaczego raptem chce zabić innych, siebie, albo i siebie i innych ludzi?

Nie mam dobrej odpowiedzi, na te pytania. Tu potrzebny psycholog, psychiatra, socjolog, może mądry ksiądz, jeśli osobnik jest wierzący…

Miałam dużo szczęścia i dobry refleks  – cieszę się, że żyję, bo właśnie kilka dni temu kierowca pędzący pod prąd ulicami miasta chciał pozbawić mnie życia. Za co? Nie znam człowieka, ani on mnie nie zna, a jednak próbował mnie zabić. Jechał wprost na mnie, w ostatnim momencie udało mi się uciec na trawnik. Dlaczego? Po co to zrobił? Dlaczego chciał zrobić wielką krzywdę mojej rodzinie i mnie okaleczyć, zabić? Nie wiem kim jest, bo oczywiście „na gaz” i uciekł. Nawet nie zdążyłam dojrzeć jakie to auto, na pewno czerwone, ale jaka marka…

W mediach jest sporo na temat wariackiej jazdy pod prąd  (można obejrzeć  http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/pirat-drogowy-jechal-pod-prad-w-warszawie/mhbec/, policja usiłuje zidentyfikować tych opętanych „posiadaniem” odpowiedniego poziomu adrenaliny, ale jakoś efektów na razie brak. Tak samo jest z naszym prawem do spokoju w nocy – rozszalali motocykliści jeżdżą po nocach ulicami Warszawy i co – nic. Nie ma na nich rady ani policja, ani nikt inny.

Znam miasto w Unii Europejskiej, które znakomicie sobie poradziło z wieloma problemami, także z wariackimi motocyklistami. Nie pomagały ostre przepisy, wysokie mandaty – jeździli systematycznie niczym się nie przejmując. Pewnej nocy – ku radości znękanych mieszkańców – skończyło się. Gwardia Narodowa zamknęła szaleńców na „ich” ulicy, nie mogli nigdzie wyjechać, bo wszędzie były blokady. Zostali aresztowani, a ich motocykle ułożone na stos, a po nich przejechał czołg. Od tamtej pory jest spokój. Jasne – to bardzo radykalny sposób, ale skoro przez kilka lat inne sposoby zawodziły to widać nie było innej rady.

 

 

Samochód to wygoda, ale…

Wiking jest waleczny, ale smogu bardzo nie lubi

Wiking jest waleczny, ale smogu bardzo nie lubi

Nienawidzę korków.  Stanie i nic nie robienie jest absurdem. Przecież rozwój motoryzacji miał sprawić, że będzie nam wygodniej, łatwiej i szybciej dojechać do celu.

To już nieprawda! Ludzkość chyba osiągnęła szczyt niemożliwości. W każdym polskim mieście (oczywiście nie tylko w polskim) dojechanie na miejsce zabiera coraz więcej czasu, nerwów i… przekleństw. To już nie jest normalna, miła podróż z miejsca na miejsce to jest UTRAPIENIE.

W tym roku było już kilkanaście dni bardzo gorących, temperatura ok. 30 stopni C.  Wokół zgiełk, hałas, trąbienie, smród spalin, latem można naprawdę się udusić, zemdleć z braku tlenu. To jest powszechna, codzienna nasza rzeczywistość.

Już od ponad roku przestałam jeździć autem do centrum Warszawy. Zaczęło się od kilku spóźnień na ważne spotkania, najadłam się wstydu, bo niby każdy wie, że korki, ale to nikogo nie tłumaczy – trzeba wstać o piątej rano, aby gdzieś dojechać na czas i do tego znaleźć miejsce do zaparkowania. Płatne oczywiście i coraz droższe. Dlatego pewnego dnia na tzw. ważne spotkanie postanowiłam pojechać autobusem. Co się wtedy zdarzyło opisałam  TUTAJ . To mnie jednak absolutnie nie zniechęciło – do dzisiaj,  jeśli muszę jechać do centrum Warszawy jadę miejską komunikacją – jest coraz lepsza.

Świat myśli o tym co zrobić, aby było lepiej. Ekologiczne auta już są, jednak jeszcze, z różnych powodów, mało dostępne. Każdy chce być zdrowy, żyć długo i wspaniale się czuć, ale nie każdemu zależy na dbaniu o środowisko. Samochodów przybywa i przybywa, a drogi nie nadążają i nie nadążają… auto ma prawie każdy. Ideałem byłoby gdyby nowe samochody zastępowały stare. Tak oczywiście nie jest. Producenci muszą produkować, muszą zarabiać, ludzie mają pracę, zarabiają kupują… itd. Koło się zamyka? Może jednak nie na zawsze, bo są już samochody hybrydowe, naukowa ludzkość ciągle szuka nowych, najlepiej niewyczerpalnych i czystych energii. Może przyszłością dla Warszawy jest system car-sharing, który już działa w wielu miastach Europy. Ponoć  nasza stolica też się przymierza do tego chyba fajnego systemu. Będzie można wypożyczyć auto tak jak rower…

W Warszawie bywa naprawdę dość strasznie. Sporo starych aut, do tego kiepska organizacja ruchu, a problem jest bardzo poważny i narasta. Są rejony gdzie spalin jest potwornie dużo,  zwłaszcza latem nie ma czym oddychać, jest po prostu smog komunikacyjny. Miasto stara się propagować komunikację miejską, ale chyba robi to dosyć niemrawo. Poza tym brak nam pewnego obyczaju – podwożenia, zabierania kogoś po drodze np. sąsiadów z osiedla. Nie sądzę, aby u nas zapanował taki zwyczaj, a szkoda. Autobus mieści około 100 do 180 osób. O ile spalin, hałasu i korków jest więcej gdy ci ludzie NIE JADĄ autobusem tylko własnym samochodem? Pomnóżmy to przez setki autobusów w mieście – wniosek nasuwa się jeden:

KORZYSTAJMY Z MIEJSKIEJ KOMUNIKACJI JAK NAJCZĘŚCIEJ – BO INACZEJ PODUSIMY SIĘ W TYM SMOGU!

Fani rowerów oczywiście promują i to mocno jazdę rowerem. No cóż dla wielu, wielu osób, dla mnie też – na ogół to nie jest dobre. Pojechałam dwa razy do centrum i miałam dosyć. Cieszyłam się, że wróciłam żywa. Byłam totalnie zakurzona, potem ochlapana, ale ŻYWA! Jeżdżę dość często rowerem, ale nie do pracy i nie do centrum. Nie zawsze rower jest dobrą alternatywą. Warszawscy kierowcy – zresztą nie tylko – nie są przychylni rowerzystom – i to jest delikatnie powiedziane.

Londyn wprowadził już jakiś czas temu opłatę za wjazd do centrum – chyba 8 funtów. Wiele miast ma też taki zamiar, na razie ograniczany jest ruch. Chyba nie ma innej rady. A moje hasło to: KORZYSTAJMY Z MIEJSKIEJ KOMUNIKACJI JAK NAJCZĘŚCIEJ – BO INACZEJ PODUSIMY SIĘ W TYM SMOGU!

Sprawdź – jaki kolor auta pasuje do ciebie

DSC09682

A ten? Bez względu na kolor jest Misterem.

Ciekawostki o kolorach

Pewien artysta plastyk zwykł mawiać: „Każdy kolor jest piękny, ale nie każdy pasuje do wszystkiego i nie każdy do każdego.” To zdanie można tłumaczyć sobie na wiele sposobów – jako rzecz użyteczną na co dzień, ale można też inaczej.

Kolor pięknego ciuszka w jaki się wystroimy będzie miał wpływ na nasz nastrój, ale także jest odzwierciedleniem naszego nastroju. Na pewno znamy te psychologiczne fakty. Czerwień działa na nas pobudzająco, zieleń uspokaja, błękit łagodzi ból, pomarańczowy pobudza apetyt itd.

A kto i jaki kolor samochodu wybiera? Co psycholodzy wiedzą o nas na ten temat? Okazuje się, że mają tu wiele do powiedzenia.

Białe auto wybierają ci, którzy lubią komfort, są wrażliwcami i cenią prostotę.

Czarne auto wybierają osoby ambitne, władcze – zwłaszcza kiedy mają małe samochody.

Srebrne auta to wybór ludzi o dużym poczuciu wartości i ceniący elegancję. Także kolor szary  – kolor techniki, przyszłości wybierają podobne osoby.

Brązowe auta  wybierają sobie osoby rodzinne, ceniące przyjaciół, domowe ciepło i  tradycyjne wartości.

Niebieskie auto wybiorą osoby, które pragną spokoju. To ludzie punktualni, godni zaufania.

Czerwone pojazdy zwykle wybierają ci, którzy są bardzo energiczni, impulsywni, kochają życie i potrafią się nim cieszyć.

Samochody sportowe – żółte i pomarańczowe to wybór osób ceniących nowoczesną technikę, szybkość i są… rozrzutni dla własnych przyjemności. To urodzeni optymiści.

Tyle psycholodzy, a co na to tzw. rynek – które kolory aut cieszą się największą popularnością?

Według badań PPG Industries  (producent lakierów do aut) najczęściej wybierany kolor dla samochodu to biały –  wybiera 1 na 4 kupujących. Do najpopularniejszych należą też srebrny i czarny, a czerwony i szary w dalszej kolejności. Coraz częściej klienci wybierają też zielony i niebieski – szczególnie  rynek amerykański. Do  Europy też już chyba dociera ta moda.

Kolor kolorem, ale najważniejsze, aby auto pasowało do nas i było BEZAWARYJNE.  Jeśli takie uda się wybrać to może być nawet w tęczowe ciapki, ale to dopiero będzie sukces 😉